Znaleźć radość

Radość bierze się z ducha.

Radość nie jest stanem znanym odrębnej tożsamości (ego). Wszystkie spontaniczne niepohamowane przejawy radości są zapomnieniem ego. Gdy przypominasz sobie ego, zapominasz radość.

Radość nie ośmiesza nikogo. Śmianie się z żartu na czyjś temat nie jest aktem radości, lecz chwilowym nadymaniem ego, które zapomina o własnym poczuciu niedowartościowania i sądzi, że czuje się lepiej cudzym kosztem. Nie można prawdziwie cieszyć się cudzym kosztem, gdyż zawsze w takiej sytuacji występuje wina i osąd, nawet jeśli są ukryte. Zawsze osądzam jedynie siebie. Gdy osądzam, nie jestem wolny.

Radość przychodzi z porzucenia osądu. Gdy nie osądzam, jestem czystą wolną radością. Jestem jak słowik, który śpiewa swa poranną pieść, nie porównując się z innymi pieśniarzami w leśnej gęstwinie. Po prostu śpiewam .

Radość pojawia się wtedy, gdy znika myślący, logiczny umysł. Gdy nie myślę jak człowiek, jestem czystą radością. Jestem jak kwiat, który rośnie bez myślenia o tym, że rośnie.

Radość nie zależy od nikogo i niczego. Nie mogą na nią wpłynąć inni ludzie i okoliczności. Jest naturalnym stanem istnienia. Mogę cieszyć się z okoliczności, ale to nie oznacza, że czuję radość. Radość emanuje z ducha, który wie, że jest nieograniczony. Nie może jej zmącić pozory konfliktu ani cierpienia, gdyż ona nie podlega ich prawom.

Radość nic nie wie o odrębnej tożsamości. Odrębna tożsamość to chodzący smutek, czyli depresja. Smutek  i radość się nie komunikują.

Czy odczuwam czasem smutek? O tak, ale tylko przez chwilę. W chwilach, gdy go czuję, przypominam sobie: „Ach tak, znów trzymam się siebie”. I wtedy umieram w sobie. Tożsamość umiera, by mogła pojawić się radość – bezosobowa i czysta.

Ta radość jest prawdą o mnie i o tobie. Cieszę się ze spotkania z tobą, bo spotykam radość. Spotykam siebie. Ból utożsamienia mija, gdy patrzę na ciebie i nie utożsamiam cię, lecz widzę, czuję. Utożsamienie było bólem, mentalną sztuczką, w którą uwierzyłem. Czucie jest radością. Nie mogę czuć i nie być radosny. Nawet gdy czuję swój czy twój ból, to nie jest już ból, tylko czysta radość. Nie da się w pełni poczuć swojego bólu i nie być od niego wyzwolonym. Nie chciałem poczuć bólu. Uciekałem od swego bólu. Ale teraz już nie uciekam. Teraz czuję. Czekam. I tak fasada umiera i rodzi się życie.

Objawia się radość, która zawsze tam była, ukryta pod fasadą. A teraz już nie ma się gdzie ukryć. Teraz radośc wylewa się z serca do serca.  Radość tworzenia. Radość istnienia. Radość z naszego spotkania.

Dziękuję ci za radość.

Jeśli chcesz, możesz również posłuchać powyższego tekstu tutaj: