Zaufanie rozstrzyga każdy problem TERAZ

Zaufanie rozwiązuje wszystko TERAZZaufanie rozstrzygnęłoby każdy problem TERAZ. (Kurs Cudów, Rozdział 26, VIII)

Gdy ufam, że Bóg tu jest, uwalniam się od mojego zaabsorbowania czasem, od wiary w przeszłość i planowania przyszłości. Jeśli Bóg tu jest i stworzył mnie na swoje podobieństwo, to mój problem został już rozwiązany. Nie mogę tego rozpoznać dopóki używam czasu przeciwko Bogu, czyli dopóki wierzę, że to, jaki jestem w tej chwili (jak się czuję, jak wyglądam, jakie mam przekonania), zostało spowodowane tym, co stało się w przeszłości, lub gdy wierzę, że mogę dotrzeć do Boga w przyszłości. Wierząc w liniowy czas, nie mogę rozpoznać teraźniejszejszego pokoju i doświadczyć całkowitego uzdrowienia umysłu. Nie mogę w pełni zaufać.

Uwolnienie od przeszłości
Spójrzmy najpierw na fałszywą wiarę w to, że przeszłość jest przyczyną teraźniejszości. Wierzę w to, gdy myślę, że:
–  zrobiłem coś w przeszłości, za co jestem teraz karany (np. źle się odżywiałem, przez co zaśmieciłem swój organizm i teraz muszę płacić za to cenę);
– zrobiłem coś w przeszłości, za co ktoś inny jest karany (np. skrzywdziłem kogoś, przez co stał się bardziej nieufny wobec ludzi);
– ktoś zrobił coś w przeszłości, za co musi zostać ukarany (np. skrzywdził kogoś w przeszłości i dlatego będę mu to wypominał).
– ktoś zrobił coś w przeszłości, za co ja muszę zostać ukarany (np. rodzice zakodowali mi jakieś przekonania, od których nie mogę się uwolnić).

Wszystkie  te przekonania zakładają, że wina jest prawdziwa, wieczna i że nie można się od niej wyzwolić. Wszystkie te przekonania są nieprawdziwe.

Ich nieprawdziwość nie oznacza, że zaprzeczam odpowiedzialności umysłu za jego myśli i czyny. Jeśli więc np. ktoś zamordował człowieka, to powinien pójść do więzienia. Rzecz nie jest w tym. Rzecz jest w tym, czy ja siedzę razem z nim w celi mojej świadomości. A siedzę w celi, gdy uważam, że on jest  winny i co więcej – że jego zachowanie może wpłynąć na to, jak ja się czuję. On jednak wcale nie jest winny. Owszem, poniesie konswekwencje swoich czynów, ale nie jest winny. Nie ma czegoś takiego jak wina. Wina jest iluzorycznym wytworem mojego umysłu zaprojektowanym po to, żeby trzymać siebie i wszystkich dookoła w stanie permanetnego zagrożenia. Jeśli bowiem ktokolwiek jest winny, to wszyscy są mniej lub bardziej winni i trzeba się przed nimi bronić. Co za absurdalny stan świadomości!

Jak więc się od niego uwolnić? Mogę się uwolnić tylko poprzez przebaczenie, czyli widzenie siebie i/lub mojego brata doskonałym w tej chwili. To wymaga oczywiście zaufania, gdyż przeczy to wszystkiemu, w co wierzą moje zmysły. A zatem czy zaufam temu, że przeszłość nie definiuje ani jego, ani mnie, i nie ma nic wspólnego z tym, czym jestem w tej chwili? Czy zaufam, że moje ciało oraz to, co działo się z nim w przeszłości, nie może mi mówić, kim jestem TERAZ? Oczywiście, jeśli będę codziennie od rana do wieczora zapychał się hamburgerami i słodyczami, to nic mi nie da koncepcja, że nie jestem ciałem. Najprawdopodobniej poniosę tego konsekwencje w postaci dolegliwości fizycznych. Nie dlatego, że hamburgery i słodycze są szkodliwe (bo same w sobie nie mają żadnej mocy), tylko dlatego, że utożsamiłem się z ciałem. Równie dobrze mógłbym stosować najczystszą możliwą dietę i jeść samą ekologiczną żywność i rozchorować się dużo szybciej niż przy jedzeniu hamburgerów i słodyczy, jeśli podstawą mojego odżywiania się byłaby obrona przed zagrożeniem. Jeśli bronię się przed zagrożeniem, to znaczy, że nie ufam. To znaczy, że utożsamiam się z ciałem i walczę o przetrwanie w świecie czasu i przestrzeni. A czymże innym to jest, jak nie prośbą o cierpienie?

Doskonały plan
W tym momencie można by pomyśleć, że stoimy przed niemożliwą do przyjęcia lekcją. Jak całkowicie zaufać, skoro wszystko w tym świecie jest obroną przed zagrożeniem i próbą zachowania utożsamienia z ciałem? Dla człowieka całkowite zaufanie jest niemożliwe, ale dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Wystarczy więc, że będę pamiętał, że ja mylę się co do wszystkiego, ale moje prawdziwe Ja się nie myli. Mogę rozpoznać swoje prawdziwe Ja, gdy zaufam Bogu. Zaufam, że On się nie myli. Zaufam, że istnieje doskonałe Źródło Rzeczywistości, które wie, co jest dla mnie w tej chwili najlepsze. Zaufam, że istnieje doskonały Plan mojego zbawienia, który nie został ułożony przeze mnie.

Jedynie Duch Święty wie, czego potrzebujesz. On bowiem da ci wszystko, co nie przesłania drogi do światła. A czegóż więcej mógłbyś potrzebować? W czasie, da ci On wszystko, czego ci potrzeba, i będzie to odnawiał, jak długo ci będzie potrzebne. Niczego ci nie odbierze, dopóki będzie ci to choć trochę potrzebne potrzebne. On jednak wie, że wszystko, czego potrzebujesz, jest tymczasowe i przetrwa tylko do czasu, gdy odstąpisz od wszystkich swych potrzeb i uświadomisz sobie, że wszystkie zostały spełnione. Toteż nie zależy mu na rzeczach, których dostarcza, a gwarantuje jedynie, że nie użyjesz ich, by przewlekać swój pobyt w czasie. On wie, że nie jesteś tam w domu, i nie jest Jego Wolą, by jakakolwiek zwłoka opóźniała twój radosny powrót. (Kurs Cudów, Rozdział 13, VII)

Odnalezienie teraźniejszości
Wróćmy jeszczę do idei uwolnienia od przeszłości. Aby to się stało, wystarczy, że będę pamiętał, że przeszłość już minęła i nie określa teraźniejszości. Mogę więc sobie pozwolić na uzdrowienie w tej chwili. A dokonuje się ono w momencie, gdy ufam, że ta chwila jest całkowicie doskonała. W chwili obecnej nie ma znaczenia, co zrobiłem w przeszłości, ponieważ w chwili obecnej czas liniowy nie istnieje. Ta chwila jest doskonała. Mogę więc zaufać, że i ja jestem doskonały w tej chwili. W tej bowiem chwili przypominam sobie Boga.

Przypomnienie sobie Boga jest przypomnieniem sobie mojej własnej doskonałej rzeczywistości. To doświadczenie uwalnia mnie od „prawa karmy”. Nie oznacza to jednak, że od tej pory jestem ponad tym prawem. Oznacza to, że staję się jego panem. Innymi słowy używam go z miłością, zamiast na swoją szkodę. Nie robię tego dlatego, by odnieść korzyści, lecz dlatego, że rozpoznaję, że przyczyną tego, jaki jestem teraz, nie jest moja przeszłość, lecz moją jedyną Przyczyną jest Bóg. A Bóg jest miłością. A więc wszystko, co robię, wypływa od tej pory z odmienionego stanu mojego umysłu. Jeśli więc na przykład kogoś skrzywdziłem w przeszłości, to jestem gotów go przeprosić czy zadośćuczynić w jakikolwiek sposób. Nie wynika to jednak z poczucia winy, lecz z naturalnej potrzeby dania sobie i mojemu bratu miłości. Zmiana zachowania wypływa w naturalny sposób ze zmiany w świadomości. Przyczyną uzdrowienia jest więc zaufanie i przypomnienie sobie Boga. Zmiana zachowania jest tylko naturalną tego konsekwencją.

Uwolnienie od przyszłych zmagań
Spójrzmy przez chwilę na przekonanie, że muszę wpływać w jakikolwiek sposób na swoją przyszłość. Gdy to robię, to oczywiście nie ufam, że teraźniejsza  chwila jest doskonała i nie mogę znajdować się w stanie doskonałego pokoju. Wierzę bowiem, że dopiero przyszłość przyniesie upragnioną zmianę. Jeżeli tak, to wierzę również, że sam muszę dostarczyć sobie środków, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo i spokój w przyszłości. Na tym opiera się cała ludzka kondycja. Zamiast polegać na Bogu, polegam na sobie, ponieważ wierzę, że znajduję się w liniowym czasie. Wierzę, że przeszłość nauczyła mnie czegoś, co może mi pomóc w przyszłości. To całkowicie złudne przekonanie jest jedynym powodem, dla którego choruję, starzeję się i umieram. Ciągnę bowiem ze sobą wszystkie wspomnienia o cielesnej tożsamości i rzutuje je w przyszłość. Moja przyszłość jest więc taka sama jak przeszłość. Wydaje mi się, że się zabezpieczam, ale tak naprawdę wywołuję jedynie stan zagrożenia. Gdy bowiem bronię się przed niepewnościami jutra lub planuję przyszłość, to opieram sie na założeniu, że lęk jest prawdziwy. Nawet gdy próbuję użyć swoich ludzkich metod, by dotrzeć do Boga czy jakiejkolwiek formy szczęścia, to zakładam, że szczęście nie jest moim naturalnym stanem już w tej chwili. Nie ufam temu, że Bóg stworzył mnie szczęśliwym. Wierzę, że ja mam coś w tej sprawie do powiedzenia. Myślę, że mogę pokazać Bogu, jak ma mi się objawić. Co za absurd! Co za szczyt arogancji! Co za skrajny przejaw zadufania! Tak, wybrałem zadufanie zamiast zaufania. To zrobiłem jako człowiek. I konswekwencją tego jest świat oddzielenia, w którym wydaje mi się, że muszę się bronić przed Bogiem, przed śmiercią, przed innymi ludźmi i przed samym sobą.

Natychmiastowym rozwiązaniem tego dylematu jest oczywiście zaufanie. Gdy całkowicie ufam Bogu, mogę też zaufać światu, gdyż wiem, że nie rządzą nim prawa, które wymyśliłem, lecz Moc, która jest we mnie, choć nie pochodzi ode mnie.To ta Moc zapewnia wszystkiemu bezpieczeństwo. (…) Gdy raz doświadczy się działania tej Mocy, niemożliwe jest ponowne zaufanie własnej żałosnej sile. Kto próbowałby latać z pomocą skrzydełek wróbla, gdy dano mu ogromną moc skrzydeł orła? I kto pokładałby swą wiarę w nędznych propozycjach ego, gdy złożono przed nim dary Boga? (Kurs Cudów, Podręcznik dla nauczycieli)

2 Replies to “Zaufanie rozstrzyga każdy problem TERAZ”

  1. Dziękuję :-). Super, że jesteś i dzielisz się swoimi przemyśleniami. Czuje się w nich Prawdę 🙂