Zaufać, że Bóg tu jest…

Bóg już tu jest. Nigdzie się nie ukrył. Nie trzeba nic robić, aby Go odnaleźć.

Tylko całkowicie się odprężyć i zaufać… A On już tu jest. Jest tu zanim o Nim pomyślę.

Wszystko, co robiłem, by odnaleźć Boga, zaprzeczało temu, że On jest, i jest wszystkim i wszędzie. Gdy myślałem o sobie jako odrębnej tożsamości w czasie i przestrzeni, to nie mogłem doświadczyć Boga, bo Bóg nic nie wie o odrębności. Dopóki myślałem o sobie jako odrębnym „ja” w ciele, nie wiedziałem, kim jestem. Dopiero porzucenie fałszywego poczucia „ja” pozwoliło mi sobie przypomnieć Boga, moją własną rzeczywistość, rozpoznać, kim jestem.

Jestem wszystkim co jest, całkowicie zjednoczonym ze Źródłem wszystkiego, co jest. Nie mogłem o tym wiedzieć, dopóki miałem jakikolwiek cel w przyszłości, czyli dopóki wydawała się istnieć odległość między moimi myślami. Myśl, że jestem tu i że jest jakieś tam (inne miejsce, inny czas), to cały fałsz, jaki może być. Myśl, że czegoś nie mam i będę miał później (jak coś zrobię, jak zasłużę) to czysty absurd. Gdybym nie miał czegoś teraz, to nigdy nie mógłbym tego mieć. Byłbym na wieki w piekle poszukiwań. Czułbym się się winny, że nie mam, i próbował naprawić brak.

Wszelkie poczucie braku (które może być tylko poczuciem braku Boga i wrażeniem utraty kontaktu ze Źródłem) można naprawić jedynie poprzez rozpoznanie jego nierzeczywistości. Nie mogłem rozpoznać nierzeczywistości braku dopóki walczyłem o przetrwanie i myślałem, że muszę osiągnąć jakikolwiek rezultat (nawet pozornie duchowy) w przyszłości. Robiąc to, nie chciałem przyjąć, że Bóg już tu jest i że już wszystkiego dokonał. Chciałem mieć coś do powiedzenia. Chciałem odrobiny uznania dla małego odrębnego „ja”.

Aż ból robienia czegokolwiek samemu stał się zbyt wielki. Nie pozostało nic prócz kapitulacji i całkowitego zaufania. Gdy przestaję polegać na iluzji odrębności, natychmiast przypominam sobie, że Bóg jest. Gdy na chwilę zatrzymuję się, od razu pamiętam, że moim Oparciem nie jest świat ani ciało z jego przyjemnościami i bólami. Moim jedynym Oparciem jest Bóg. Pamięć o tym usuwa wszelki lęk, potrzebę zabiegania o cokolwiek. Przypomnienie sobie tego jest Pokojem i Szczęściem. Gdy o tym pamiętam, mogę robić cokolwiek chcę. To nie ma znaczenia. We wszystkim, co robię, jest teraz bowiem zawarta pamięć Boga i szerzenie Jego Miłości

A oto link do nagrań z jednego ze spotkań, podczas którego przyglądaliśmy się idei zaufania.

3 Replies to “Zaufać, że Bóg tu jest…”

  1. Witaj, wspaniała strona. Ogromnie się cieszę, że znalazłam.
    Kim jesteś? Czy czujesz nie zmącony, absolutny spokój? Czy jest gdzieś tu na stronie opisana Twoja historia?
    Pozdrawiam ciepło
    Kasia

    • Dziękuję. Cieszę się, że jesteś. Czuję pokój, a gdy go nie czuję, to przemieniam swój umysł i znów czuję. 🙂 A więc nawet, gdy pojawia się pozór konfliktu, to traktuję go jako okazję do przemiany, przebaczenia, spojrzenia na wskroś moich złudzeń i przypomnienia sobie prawdy, która jest pokojem. Krótką wersję mojej historii możesz znaleźć na tej stronie w zakładce „O mnie”.