Żadna ze stron nie jest prawdziwa

Ostatnio ktoś zadał mi takie pytanie: Ja się zastanawiam jak to jest z tym osądem… Czy jak ma miejsce coś takiego jak teraz dyskusja o aborcji i ja zajmę swoje stanowisko, że uważam, iż rząd źle postępuje, to już osąd? Albo jak byłam na proteście odnośnie zabijania psów na festiwalu w Chinach? Czy to może współistnieć? Takie działania z postawą miłości i przebaczania? Czy powinnam się powstrzymywać od wszelkich tego typu działań? Może przesadzam? Ale chcę jak najlepiej!!!

No więc jak to jest z tym osądem? I z zajmowaniem stanowiska? Po pierwsze warto pamiętać, że żadna ze stron nie jest prawdziwa. Ani ta, która jest za aborcją, ani ta, która jest przeciw. Przypomnienie sobie tego uwalnia cię od osądu. I od potrzeby bronienia jakiegokolwiek stanowiska. Na szczęście Bóg nic nie wie ani o zwolennikach aborcji, ani o jej przeciwnikach. Kocha jednych i drugich niezmienną miłością. Bóg nie jest stronniczy. On po prostu jest.

Rząd nie postępuje więc ani źle, ani dobrze. W Rzeczywistości ludzkie pojęcia dobra i zła i cała ludzka moralność po prostu nie istnieją. One jedynie wydają się istnieć w iluzji oddzielenia, którą nazywamy światem. Postawa miłości i przebaczenia to twoja decyzja, by widzieć twojego brata doskonałym pomimo pozorów, o których donoszą ci twoje zmysły. Może ci się nie podobać działanie rządu, ale wtedy warto sobie przypomnieć, że oznacza to jedynie, że nie podoba ci się twój własny umysł, gdyż działania rządu rozgrywają się – gdzie? –  w twoim własnym umyśle. Wszystko dzieje się tylko w twoim umyśle i ty nadajesz wszystkiemu całe znaczenie, jakie to dla ciebie ma. Nie ma sensu potępiać brata, bo w ten sposób jedynie potępiasz siebie. Gdy o tym pamiętasz, wtedy możesz sobie przebaczyć. Innymi słowy, możesz zdecydować, że chcesz doświadczenia pokoju zamiast gniewu, który czujesz na myśl o czymś, co ci się nie podoba. A będziesz wiedzieć, że przebaczyłaś, gdy niezależnie od tego, co wydaje się dziać, będziesz odczuwała pokój.

Czy to znaczy, że masz w ogóle nie zajmować stanowiska? Jedyne stanowisko warte zajęcia to opowiedzenie się za prawdą. Możesz więc podjąć decyzję, by porzucić swój osąd tego, co – twoim zdaniem – jest dobre, a co złe – i przyjąć Boży osąd. A oto on: “Mój Syn jest doskonały i niewinny –  taki, jakim go stworzyłem i nic tego nie zmieni”.

Czy to znaczy, że nie możesz już mieć żadnych preferencji? Możesz. We śnie o oddzieleniu to nieuniknione. Ja też mam preferencje. Na przykład wolę kolor niebieski od zielonego; lubię oglądać mecze piłki nożnej, ale nie jestem fanem hokeja. Zdaję sobie sprawę, że jest to formą oceny, ale nie uważam, że moja ocena jest bardziej prawdziwa od wielbicieli zieleni i od zwolenników hokeja i nie zamierzam z nimi toczyć boju o to, kto ma rację. Nikt tutaj nie ma racji i nikt się nie myli. Możesz więc mieć preferencje, ale nie daj się im oszukiwać. Pamiętaj, że nie ustanawiają one rzeczywistości. Rzeczywistość jest ponad wszelkimi preferencjami.

Czy twój sen o osądzie może współistnieć z prawdą Bożej Miłości? Nie może. I to jest dobra nowina. Bo zamiast zastanawiać się, które z twoich osądów są bardziej prawdziwe, wystarczy, że będziesz pamiętała, że żadne z nich nie są prawdziwe. W ten sposób zaczynasz się budzić ze swojego snu o osądzie. Zamiast trzymać się swoich myśli, uwalniasz się od nich poprzez oddanie ich Duchowi Świętemu. Pozwalasz, by tylko Głos przemawiający w Imieniu Boga był Sędzią tego, co godne jest twojej wiary. On nie powie ci, że twojego brata należy osądzać po tym, co twoje oczy w nim widzą, ani po tym, co usta jego ciała komunikują twoim uszom, ani też po tym, co mówi ci o nim dotyk twoich palców. On pomija takich próżnych świadków, którzy jedynie składają fałszywe świadectwo o Synu Bożym. Ten Głos rozpoznaje tylko to, co Bóg kocha, a w świętej światłości tego, co On widzi, wszystkie sny ego o tym, czym jesteś, znikają wobec wspaniałości, na którą spogląda. (Kurs Cudów, fragment lekcji 151)

Pytania o opinie ciąg dalszy – czytaj tutaj.

3 Replies to “Żadna ze stron nie jest prawdziwa”

  1. Dziękuję za ten artykuł. Właśnie dzisiaj doświadczyłam czegoś, co mogłabym opisać jako namiętność czy nałóg osądu. Po przypadkowym przeczytaniu o pewnym zdarzeniu o charakterze polityczno-społecznym, nie potrafiłam się powstrzymać i przyznam szczerze odczułam głęboką namiętność aby wyrazić swoje tzw. „święte oburzenie” na zachowania pewnych urzędników państwowych. I co się we mnie zadziało? Choć jestem przekonana ( jak mi się zdaje) w 100% do idei kursu cudów np. o przebaczaniu i wszystkiego co się z tym wiąże, a tu taka nieokiełznana namiętność wyrażenia publicznie swojego oburzenia. I co wtedy robić? Uległam temu i wyraziłam je w formie komentarza. Czy dobrze myślę , że nie w tym rzecz aby się zmagać i okiełznywać własne emocje i pragnienia, bo wówczas to będzie dalej osąd, ale aby korzystać z treningu kursu oczekując, że takie pragnienia i emocje nie będą już powstawać w moim odmienionym umyśle? Teraz chcę wybaczyć sobie, że wciąż projektuję taki konflikt.

    • Nie chodzi o to, żeby osądzać się za dokonany osąd. Nie chodzi też o to, żeby się zmagać, ale o to, żeby nauczyć się nie reagować impulsywnie. Zaczyna się to od zauważania, kiedy reagujesz – kiedy osąd pojawia się w twoim umyśle – uświadomienia sobie jak się wtedy czujesz, a następnie dokonania innego wyboru.