Wszystko jest lekcją

Ciało, podobnie jak świat, jest jak ekran, na którym mój umysł – projektor – rzutuje nagrany film. Ekran nie jest rzeczywistością, lecz jej symbolem. Jest całkowicie neutralny. Można na nim rzutować obrazy wojny, cierpienia i lęku lub obrazy szczęścia, radości i miłości. Jedne i drugie są równie nieprawdziwe. Mimo że obraz sam w sobie nie jest prawdziwy, to moja identyfikacja z obrazem czyni go prawdziwym w moim doświadczeniu. Tak samo jak prawdziwe może stać się dla umysłu doświadczenie lęku podczas oglądania horroru, czy doświadczenie radości podczas oglądania naprawdę dobrej komedii.

Z drugiej strony można powiedzieć, że obraz prezentowany na ekranie, choć jest całkowitą iluzją, reprezentuje stan, w jakim znajduje się sam umysł. W tym sensie można potraktować ów ekran (ciało, bądź świat) jako narzędzie uczenia się. Mój ekran pokazuje mi bowiem, co robię w swoim umyśle. Uświadamia mi, jaka jest faktyczna jakość moich myśli. To z moich myśli przecież powstaje świat, który widzę.

Ciało i świat, choć są całkowicie neutralne, pokazują mi albo stan przebudzenia, albo wzywają mnie do przebudzenia. Jeśli widzę obrazy niczym niezmąconego spokoju w sobie i na świecie, to widzę odzwierciedlenie pokoju, który odkryłem we własnym wnętrzu. Jeśli jednak widzę konflikt na świecie, czy objaw choroby w swoim ciele, to znaczy jedynie, że mój ekran (ciało bądź świat), próbuje zwrócić moją uwagę. Próbuje mnie przebudzić. Tak czy siak, nie może mi sie nie udać: wszystko albo już jest prawdą, albo przypomina mi o prawdzie.

Kurs Cudów mówi, że „wszystko jest lekcją, której Bóg chce, żebym się nauczył”. Lekcją tą jest przebaczenie. Niezależnie od tego, czy widoki, które widzę i doświadczenia, które przeżywam, są przyjemne, czy nieprzyjemne, moim zadaniem jest przebaczyć, czyli spojrzeć na wskroś tego, co sam wytworzyłem. Jeśli więc, na przykład, widzę objawy choroby bądź konfliktu (w sobie lub w moim bracie), to nie moge jedynie zatrzymać się na rozpoznaniu, że sam sprowadziłem na siebie taki stan swoimi myślami. Mam zobaczyć, że stan ten jest w rzeczywistości niemożliwy. Innymi słowy, mam przeoczyć to, co nieprawdziwe i doświadczyć leżącej za tym prawdy.

Tylko w ten sposób mój umysł może się uwolnić od swej wiary w złudzenia. A gdy zostaje od niej uwolniony, to, co widzę, zostaje również uzdrowione. Ekran może bowiem jedynie odzwierciedlać to, co jest nagrane na filmie wyprojektowanym przez umysł. Gdy dopuszczam przebaczenie do swojej świadomości, to jest tak, jakbym pozwalał, by taśmy filmów zostały podmienione. Wyreżyserowana przeze mnie opera mydlana o chorobach, konfliktach i wyjątkowych związkach miłości-nienawiści zostaje zastąpiona przez bajkę o miłości, o jakiej nawet mi się nie śniło. Bajka ta została wyreżyserowana przez Ducha Świętego i choć wciąż jest tylko filmem, to pozwala mi uwierzyć, że miłość jest możliwa. Gdy już uznaję, że miłość jest możliwa, wtedy Bóg może zrobić ostatni krok. Jego ostatni krok to koniec bajek i doświadczenie rzeczywistości. To wówczas przypominam sobie, że Miłość nie tylko jest możliwa, ale nie ma niczego innego poza Nią.

5 Replies to “Wszystko jest lekcją”

  1. Absurd goni absurd 🙂 Nie mam niczego oraz nikomu udowadniać Drogi Bracie, gdyż jestem niewinny i wszystko, co jest związane z umysłem jest iluzją, czemu nie jestem w stanie zaprzeczyć. Jedyne, co mi pozostało, to obserwowanie odchodzących koncepcji umysłowych, które mi się przyśniły, dzięki czemu uważałem je za wartościowe i prawdziwe. Nie ma żadnych dróg, ani doświadczeń czy też lekcji, gdyż były one zawarte w czasie i przestrzeni, które „ukazały” mi się z powodu tego, iż zapadłem w głęboki sen 🙂 Teraz budzę się i to rozpoznaję, a Ty być może mylnie uważasz za osąd…

    • Nie wiem, po co do mnie piszesz. Najwyraźniej nie potrzebujesz pomocy, bo sam już masz na wszystko swoją odpowiedź. Najwyraźniej nie akceptujesz też tego, co mam do zaoferowania. Jest to dla mnie absolutnie w porządku. Nie musisz czytać tego bloga.
      Niech cię Bóg błogosławi.

  2. A może wszystko nie jest lekcją, ale iluzją? Może Kurs Cudów jest tylko opisem (schematem), który wikła ego-umysł w kolejnym więzieniu, dzięki czemu trening umysłu staje się po prostu trenowaniem coraz bardziej nadętego ego? Czy nie uważasz Drogi Bracie, że warto by było wyjść poza wszelkie schematy, aby odnaleźć prawdziwą Mądrość, która jest również Miłością?

    Czy Miłości można doświadczać poprzez lekcje? Przecież Jej nie trzeba się uczyć. Wystarczy Nią się ponownie stać dzięki czujnemu rozpoznawaniu iluzji i będącej poza nią Prawdy. Nigdy nie zatrzymamy umysłu, gdy będziemy np. określać lekcje „pięknymi”, ponieważ są to kolejne osądy umysłu. Umysł ma to do siebie, że wszystko nazywa, szufladkuje, gloryfikuje czyli innymi słowy jest nieustannym sędzią, gdy jest utrzymywany w ruchu. Może chodzi w tym wszystkim o to, aby pozwolić odejść nie tylko przeszłości, ale też wszystkim „skarbom” w postaci np. nabytej w świecie iluzji wiedzy. Ta wiedza może okazać się zupełnie bezwartościowa, gdyż zawiera w sobie nieskończone koncepcje umysłowe tworzące niekończące się iluzje i strach przybierający formę nieskończonej ilości masek, które na siebie nałożyliśmy.

    Gdybyśmy zdobyli się na otwartość, to wszystkie iluzje będące przyczyną tego; że nadal śpimy, a uważamy się za „oświeconych” mogłyby odejść zupełnie bezboleśnie i bez najmniejszego wysiłku z naszej strony. System fałszywych wartości, autorytetów i wszelkich przekonań na temat „ja” mógłby runąć z wielkim hukiem i co by się wtedy okazało? 🙂 Okazało by się to, że aby ponownie stać się WSZYSTKIM, wystarczyłoby stać się po prostu NIKIM…

    Może o to w tym wszystkim chodzi Drogi Bracie?

    • Lekcja jest oczywiście iluzją. Rzeczywistość Miłości nie zna żadnych lekcji. Jeśli doświadczasz tego z niezaprzeczalną pewnością w każdej chwili – w tej chwili – to znaczy, że już jesteś w Domu w Niebie. Super. Nie potrzebujesz Kursu Cudów, nie potrzebujesz swojego ciała, nie potrzebujesz żadnej formy, żadnej myśli, żadnego słowa. Nie mamy o czy mówić. Witaj w Domu! 🙂

      Jeśli jednak czytasz w tej chwili te słowa, to znaczy, że wciąż śpisz w swoim śnie o oddzieleniu, lęku i śmierci. Jeśli czytasz te słowa, to znaczy, że widzisz jeszcze świat formy, a więc szufladkujesz i osądzasz. I nie masz pojęcia, kim jesteś. W czynny sposób zaprzeczasz Miłości Boga.

      Masz tylko dwie możliwości: 1. Albo myślisz, że już wiesz, czym jest Bóg, Miłość, lekcja, Kurs Cudów, wychodzenie poza wszelkie schematy myślowe, czy stawanie się nikim. Wówczas nie można ci pomóc, bo sam dla siebie stałeś się autorytetem i nie odczuwasz potrzeby pomocy. Masz koncepcję Boga zamiast doświadczenia Boga. 2. Albo przyznajesz w tej chwili z całą pokorą, że nie masz bladego pojęcia, kim jesteś, że nie zadowalają cię już twoje koncepcje wychodzenia poza schematy, ale chcesz raczej DOŚWIADCZENIA wyjścia poza schematy. Wtedy będziesz jak czysta karta, na której objawia się łaska Boga. Wtedy wszystko będzie dla Ciebie lekcją, ponieważ nie będziesz myślał, że cokolwiek wiesz.

      Co chcesz udowodnić? Że Kurs Cudów jest schematem wikłającym umysł w więzieniu? Proszę bardzo. Jesteś tylko ty w swoim własnym umyśle. Nie ma nikogo innego poza tobą. Kurs Cudów nie będzie dla ciebie niczym innym poza tym, czym powiesz, że jest. Sam uwięzisz siebie w swojej opinii 🙂

      Ja decyduje się używać wszystkiego do wyzwolenia. Używam do tego kamienia przy drodze, spotkania z żebrakiem na ulicy i każdej myśli, która pojawia się w moim umyśle. Wszystko jest dla mnie Kursem Cudów. Innymi słowy wszystko jest dla mnie lekcją = okazją do przebaczenia = puszczenia własnego osądu i przekonania, jakie mam na swój temat.