Ucieczka od pojęć – dla odważnych

Ucieczka od pojęćNie poprosisz o pomoc, jeśli wszystko w twoim świecie wydaje się układać. Będziesz po prostu usatysfakcjonowanowany stanem rzeczy i nie zechcesz niczego zmienić. Może to dotyczyć zarówno skrajnego materialisty, jak i osoby, która zajmuje się rozwojem duchowym. W jednym i drugim przypadku, jeśli wydaje ci się, że znalazłeś rozwiązanie, czyli już wiesz, czym jest rzeczywistość (nieważne czy „fizyczna”, czy „duchowa”), to zatrzymałeś się na poziomie pojęć (koncepcji) i stałeś się martwy. Dopóki nie pozwolisz na ich zdruzgotanie i zastąpienie czystym doświadczeniem prawdy, to będziesz się obracał w świecie iluzji. W świecie iluzji zaś nie ma życia. Jest tylko jego złudzenie.

Czy to oznacza, że łatwiej jest poprosić o pomoc – o doświadczenie prawdy – gdy przestaje ci się podobać to, co dzieje się w twoim świecie? Niekoniecznie. Gdy rzeczy zaczynają się psuć, twoje zdrowie podupadać, a związki się rozpadają, mógłbyś to oczywiście potraktować jako wezwanie do przebudzenia, ale najczęściej człowiek sięga po inne rozwiązanie: zaczyna obwiniać Boga, świat lub własne ciało za zaistniałą sytuację. Ten stan umysłu nie różni się w gruncie rzeczy od stanu satysfakcji z dobrze układającego się życia. W tym wypadku bowiem również zadowala cię pojęcie, jakie masz na swój temat. Gdyby pozbawiono cię tego pojęcia, straciłbyś status ofiary, na którym – być może – opierałeś całą swoją egzysencję. Zamiast na to pozwolić, wolisz trochę ponarzekać, ale niczego nie zamierzasz zmieniać. Zmiana oznaczałaby bowiem wzięcie pełnej odpowiedzialności za swój umysł. A to jest ostatnią rzeczą, jaką chce zrobić człowiek.

Wzięcie odpowiedzialności to koniec świata
Skąd ten opór przed zmianą? Odpowiedź jest prosta: Wzięcie odpowiedzialności za swój umysł oznacza koniec świata koncepcji i dualizmu. Gdy rozpoznajesz, że jesteś tylko ty i nie ma niczego poza twoim własnym umysłem, wówczas zupełnie inaczej patrzysz na ideę nienawiści i ataku. Nie możesz się już od nich odgrodzić za pomocą duchowego pojęcia „dobra”, czy „miłości” lub twierdzenia, że nienawiść i atak jest gdzieś na zewnątrz. Jeśli ktokolwiek na świecie wydaje się być jeszcze w konflikcie, to jest on jedynie projekcją twoich własnych atakujących myśli. Nie możesz powiedzieć, że ciebie to nie dotyczy albo zasłonić się koncepcją, że atak nie jest rzeczywisty. Jeśli go widzisz, to jest dla ciebie rzeczywisty. Mówiąc jeszcze dosadniej: dopóki widzisz świat ciał, to widzisz obraz swoich własnych atakujących myśli. Jak się od tego uwolnić?

Jak dokonuje się demontaż pojęć?
Można powiedzieć, że zbawienie nie jest niczym więcej niż ucieczką od pojęć. (Kurs Cudów, rozdział 31, V) Innymi słowy: potrzebujesz prawdziwego doświadczenia tego, kim jesteś, poza jakimikolwiek symbolami i definicjami tego świata. Czy rozumiesz teraz, że nie ma znaczenia, jakie masz pojęcie na swój temat? Nieważne czy jest to pojęcie pozytywne czy negatywne, „duchowe” , czy „materialne”, ponieważ świat pojęć to świat iluzji. Dopóki trzymasz sie jakiegokolwiek pojęcia na swój temat, to nic nie może się zmienić. Prawdziwa przemiana zaczyna się dopiero wówczas, gdy zaglądasz po przykrywkę pojęć, jaką zbudowałeś wokół swojej tożsamości. Demontaż lub też usunięcie fałszywych pojęć staje się możliwe dopiero wtedy, gdy widzisz, na czym się opierają…

Nie ma takiego pojęcia, które oddałoby to, czym jesteś. Czy to ważne, jakie pojęcie uznajesz, dopóki postrzegasz jaźń, która wchodzi w interakcje ze złem i reaguje na niegodziwości? Twoje pojęcie jaźni pozostanie nadal bez znaczenia. I nie zobaczysz, że możesz wchodzić w interakcję jedynie z samym sobą. Jeśli postrzegasz świat winy, to znaczy, że twoją nauką kierował świat i że widzisz go takim, jakim widzisz siebie samego. Pojęcie jaźni ogarnia wszystko, na co spoglądasz i nic nie pozostaje poza tym postrzeganiem. Jeśli cokolwiek może cię zranić, to widzisz jedynie obraz swych potajemnych życzeń. Nic ponadto. W swoim cierpieniu zaś, jakiekolwiek by ono nie było, widzisz własne ukryte pragnienie, by zabijać. (Kurs Cudów, rozdział 31, V)

Jak widzisz, może ci się nie spodobać to, co zobaczysz pod przykrywką pojęć, ale musisz na to spojrzeć, jeśli chcesz doświadczyć tego, kim naprawdę jesteś. Nie obchodzi mnie, czy przedstawiasz się jako biznesmen, sprzątaczka, naukowiec, mistrz duchowy, czy cokolwiek innego. Twoje pochodzenie, historia oraz zdobyta wiedza nie mają żadnego znaczenia. Dopóki trzymasz się jakiegokolwiek pojęcia, to trzymasz się lęku, bojąc się spojrzeć na to, co leży tuż pod nim. A pod nim leży twoja nienawiść do samego siebie. Nie chcesz na nią patrzeć. Jednak właśnie gdy na nią spojrzysz, rozpoznasz jej nicość. Nie będziesz już rzutował ataku i nienawiści na zewnątrz, ale dostrzegając je w sobie i widząc, że nie jesteś w stanie uporać się z nimi sam, natychmiast poprosisz o POMOC.

I będzie to prawdziwa prośba o pomoc. Znajdziesz się bowiem w miejscu, w którym nie masz żadnych opcji. To miejsce, w którym się poddajesz, ponieważ masz naprawdę dość. Nie masz dość czegoś na zewnątrz. Masz dość swojego własnego pojęcia o sobie oraz tego, co ono ukrywa. Masz dość atakowania siebie. A ponieważ nie masz już żadnej innej koncepcji, którą mógłbyś przykryć swój atak, to jestes skłonny przyjąć pomoc spoza własnego układu odniesienia. Gdy widzisz, że żadna z twoich koncepcji i tak nie przyniesie ci ulgi, to przestajesz prosić o rearanżację tego, co już masz, a zamiast tego otwierasz swój umysł na całkowitą zmianę – na wyzwolenie ze wszystkich złudzeń.

Światło w ciemności
Paradoksalnie uwolnienie staje się możliwe, gdy rozpoznajesz swój własny atak na samego siebie. Nie zadowalają cię już bowiem duchowe koncepcje „Boga”, „miłości” i „dobra”, bo widzisz, że pozostawanie na poziomie koncepcji jest tym samym, co bycie martwym. Zamiast trwać w świecie pojęć, spoglądasz w sam środek własnego zaprzeczenia. I właśnie tu odkrywasz, że jesteś jedynym, który śnił sen o ataku. To bardzo dobra nowina. Nigdy nie mógłbyś sie bowiem obudzić ze snu, gdyby był on śniony przez kogoś innego. Gdyby istniał jakiś świat na zewnątrz twojego umysłu, wyjście z konfliktu byłoby niemożliwe. Musiałbyś się albo wiecznie bronić przed tym, co przychodzi, albo pogodzić z istnieniem świata konfliktu. A teraz, gdy widzisz, że wszystko jest odzwierciedleniem twojego umysłu, jedyne, co pozostaje, to poddanie. I w tym samym miejscu, gdzie była twoja nienawiść, odkrywasz największą świętość. Okazuje się bowiem, że rozwiązanie znajduje się w tym samym miejscu, w którym był problem. Miłość jest w tym samym miejscu, co pozory lęku. Światło jest w tym samym miejscu, gdzie wydawała się istnieć ciemność. Odkrywasz to, gdy przestajesz uciekać od siebie. I wtedy po raz pierwszy doświadczasz alternatywy dla twojego snu o ataku i śmierci. Alternatywą jest doświadczenie prawdy – Boga, pokoju – które natychmiast pokazuje ci absolutną nierzeczywistość twojego snu. Rozpoznajesz wówczas, że twoje pojęcie o sobie i to, co ukrywało, jest iluzją. I doświadczacz – niekoncepcyjnie, ale autentycznie – że jakikolwiek atak na twoją rzeczywistość jest niemożliwy.