Spotkanie w „Kawiarni bez żalów” – wykład Mastera Teachera

Spotkanie w kawiarni bez żalów - wykład Mastera TeacheraOto audio i tekst wykładu Mastera Teachera
pt.: „Spotkanie w kawiarni bez żalów”:

Audio pierwszej części
Audio drugiej części (najnowsze tłumaczenie)

Piątkowy wieczór w „Kawiarni bez żalów”… „Kawiarnia bez żalów”! Zawsze odbywają się tu jakieś spotkania. Zawsze spotykamy jeden drugiego. To jest swego rodzaju miejsce spotkania. I to jest w porządku. Podoba mi się to miejsce. Widzisz? Zawsze się spotykamy. Widzisz? Zawsze się spotykamy, spotykamy, spotykamy… Spotykamy się w różnych miejscach. Dzisiejsze spotkanie odbędzie się w „Restauracji bez żalów”. Zwykle spotykamy się w „Knajpie dozgonnych uraz” lub w „Barze porachunków”. Z kim się utożsamiasz? Z tymi, którzy są do ciebie podobni. Oczywiście, że tak! To muzyka Bacha. „Kawiarnia bez żalów”. Naprawdę bez żalów? Czy jeszcze wciąż jakieś żywisz?

Powiedziałem ci to jakiś czas temu… Dałem ci bardzo ważne nauki. Wszyscy ich słuchaliście. Dlatego siedzicie w „Kawiarni bez żalów”. Powiedziałem ci, żebyś żył każdego dnia tak, jakby to był twój ostatni dzień. O tak. Ponieważ to jest twój ostatni dzień. To jest twoje. Idziesz od baru do baru, z życia do życia, mówiąc: „Jeszcze się odegram”, „Nie tym razem”, „Mogę to rozwiązać”. Wszystko to dzieje się na pograniczu. Tuż obok bram raju, tuż koło nieba. Wszystko i zawsze. To zawsze jest tuż tuż. Ale gdzie jesteś ty? Widzisz? Czy znowu dochodzisz do tego punktu? To jest Kurs Cudów… Odstawię na chwilę Kurs. Wy macie o wiele za dużo pojęć o Kursie. A oto cały Kurs: Wciąż powracasz do tego samego punktu, który jest tak naprawdę jedynym punktem, jaki jest. Nie ma innego punktu prócz tego. Nie ma żadnego innego miejsca prócz piątkowego wieczoru o siódmej w Denver (lub w Warszawie – przyp. tłumacza J ) na planecie Ziemi w galaktyce Mleczna Droga. To jest to.

A więc w jakiej ty jesteś kawiarni? Jakie utożsamienie przyniosłeś ze sobą lub odkryłeś tu w czasoprzestrzeni jako swoją ostatnią tożsamość pozostającą w relacji z prawdą o wszechświecie? Jak wiele żądasz ode mnie w naszym utożsamieniu? Jak wiele rewolwerów zostawiłeś przy drzwiach wejściowych? Gdy tu wszedłeś, czy naprawdę oczekiwałeś, że nauczę cię czegokolwiek? Ciebie nie da się niczego nauczyć. W swoim utożsamieniu nie masz punktu odniesienia do tego, czym jest to zgromadzenie, ponieważ jest to zgromadzenie, w którym pozbywamy się urazy. Gromadzimy się tu po to, aby złożyć broń. Gromadzimy się tu po to, aby powiedzieć: „Ja tego zrobić nie mogę. Bóg to zrobi, jeśli Go o to poproszę”. Na tym polega niezwykłe odkrycie stanu bez żalów. Ci za was, którzy nie doświadczyli lub nie pamiętają doświadczenia oświecenia, będą zawsze utożsamiać tę chwilę ze śmiercią. Świadomość w ograniczonym utożsamieniu obwieszcza bowiem w innych kawiarniach w tej okolicy, że jest tożsamością zawartą w czasie, a owe kawiarnie narzucają mu na nowo to utożsamienie. Wychodzą oni przez tylne drzwi, po to by nadal trwać w tym utożsamieniu ze sobą. Zaś przemiana wydarza się w tym miejscu, w którym rezygnujesz z tego oddania osobistym korzyściom, i wówczas możesz wstąpić do królestwa niebieskiego. Ci z was, którzy mówią: „Nie, ja zachowam swoją tożsamość”, opuszczą tę kawiarnię i pójdą do innej, w której powiedzą: „Będę wciąż próbował” lub: „Należy mi się więcej bólu” czy coś takiego. A dzieje się tak dlatego, że w tamtym utożsamieniu potrzebujesz tożsamości. Wierzysz, że potrzebujesz tożsamości, aby być prawdziwym. A ostatnim krokiem do rzeczywistości jest porzucenie pojęć. Próbuję nie używać tu słów Mistrza Jezusa. Wy nie czytacie Kursu. Wy go jedynie kartkujecie! A oto całe nauczanie Kursu w jednym stwierdzeniu, i wypowiem je: „utrata odrębnej tożsamości, tak abyś mógł rozpoznać swoją pełnię”.

A więc mamy piątkowy wieczór w Denver. A ty przyszedłeś tutaj i usiadłeś w tym ciele ze wspomnieniem każdego bólu, każdego odrzucenia, każdego żalu, każdej radości, każdej pewności, każdej księżycowej nocy, wszystkich tańców, na które kiedykolwiek poszedłeś i wszystkiego, co kiedykolwiek uczyniłeś. Przychodzisz tu jako wielki pakunek wspomnień. Czy możesz mieć wspomnienia bez uraz? Czy potrafisz już poczuć radość, że znajdujesz się w kafejce przemiany? Czy musisz rozpaczać z powodu swojego związku z prawdą i Bogiem? Dlaczego miałbyś rozpaczać z tego powodu? Jakże gorzko jesteś rozczarowany, gdy odbieram ci śmierć i mówię: „Nie, nie będzie więcej śmierci”. A wiem, że nie będzie więcej śmierci, ponieważ to jest ostatni dzień. Ty sądzisz, że ostatni dzień kończy się śmiercią. Ja wiem, że ostatni dzień kończy się wiecznością, ponieważ jesteśmy wiecznością. Tym właśnie jesteśmy.

Czy mamy wspomnienia spędzonych wspólnie piątkowych wieczorów, kiedy to chodziliśmy na tańce? My jesteśmy tylko wspomnieniami spędzonych wspólnie piątkowych wieczorów. Nie wiem, jak to ująć, abyś mógł mnie usłyszeć. Próbuję to powiedzieć tak, abyś mógł to usłyszeć. Nie jesteśmy niczym innym prócz spędzonych wspólnie piątkowych wieczorów. To są te piątkowe wieczory. Ty teraz jesteś wszystkimi piątkowymi wieczorami wraz z całym tym zgromadzeniem wspomnień, które przyniosłeś do tej konfiguracji… Rzeczywistość twojej jaźni. Zobacz wszędzie dookoła twoich mnichów, monstrów, męczenników, monarchów, malkontentów i niezgłaszających toastów i… Mmmm… Oni są wszędzie dookoła, mówiąc: „Witaj”, a ty trzymasz ich w myślokształcie tożsamości. Oni wszyscy się tu zebrali. To jest trochę jak u Williama Saroyana. Wszyscy zebrali się w tym miejscu razem z tobą. A ty myślisz, że z nimi rozmawiasz w oparciu o to, gdzie sam się znajdujesz w swoim umyśle w ten piątkowy wieczór. Możesz to usłyszeć, jeśli zechcesz słyszeć. Nauczam oczywiście Kursu, ponieważ jest on prawdą. W tym miejscu, w ten piątkowy wieczór w Denver, jesteś wśród zgromadzonych tu wspomnień. O tak! Nieważne, że jest to sen i złudzenie, ty, jako pakunek percepcyjnych idei, siedzisz tutaj z tymi myślokształtami, które nadają ci tożsamość z piątkowych wieczorów. Czy podoba ci się ten piątkowy wieczór, czy też wolisz przeżyć na nowo jakiś inny, dawniejszy wieczór? To absurdalne. To nie ma żadnego sensu. Doskonały piątkowy wieczór – a musi istnieć takowy, skoro go masz w swoim umyśle – jest, kiedy? [Odpowiedź słuchaczy: Teraz!] Hmm? To jest doskonały piątkowy wieczór. Albo ten piątkowy wieczór jest doskonały, albo jest niczym.

Co robisz z tymi wspomnieniami? Czy smucisz się z ich powodu? Czy niektórzy z was wciąż „praktykują” przebaczenie? To naprawdę dziwne. To są przecież twoje myślokształty. Jaki jest twój stosunek do myśli, którą masz na temat tej świadomości? Ja nie rozumiem przebaczenia. Wytłumacz mi je. Ono nie ma sensu. Jest bez sensu. Konflikt przecież zawiera się w utożsamieniu twojego percepcyjnego umysłu, nieprawdaż? Czy lubisz żywić ten żal? Najwyraźniej tak! Czy jest w porządku nie mieć opinii tutaj – w tym ostatnim miejscu? Tak. Och, to okropne. Nie mogę sobie przypomnieć. Pamiętam, że musiałem mieć jakieś opinie… Ale gdzieś mi to ucieka. Nie potrafię się tego trzymać. Natychmiast stałoby się to bardzo bolesne. A jednak ty to znosisz i nazywasz to życiem. Wciąż znosisz swoje osądzające utożsamienie. Czy pojmiesz to? Być może. Oczywiście, że tak jest! Dlaczego musisz to robić? Czyż to nie śmieszne? Znajdujesz się w pułapce czasoprzestrzennego wiru, w którym trzymasz się siebie i odczuwasz napięcie związane z twoją rzeczywistością w czasoprzestrzeni. Czyż nie tak? Czy to jest w porządku? Jak dotąd – tak! Ty zaś mówisz: „No cóż, niektóre rzeczy tu lubię”. Czy to nie śmieszne? Co w chorowaniu na raka lubisz najbardziej? Unikanie tej choroby? To niemożliwe! To niemożliwe! Jeśli istnieje rak, to niemożliwe jest, abyś na niego nie chorował. Myślę, że jesteśmy wystarczająco zaawansowani, żeby przyznać, że idee nie opuszczają swego źródła. Jeśli tego nie uznamy, to możemy sobie pójść do „Baru porachunków”, który jest na tej samej ulicy! Ok? „Ja się nie gniewam, tylko załatwiam porachunki”. Przeczytałem gdzieś o tym. Tamta świadomość będzie atakowała samą siebie w związku ze sobą, aby udowodnić swoją rzeczywistość. Jeśli wyszedłeś już ponad to, to z pewnością rozumiesz, że jeśli ktokolwiek mógłby zachorować na raka, to musiałbyś być ty. Idea śmierci czy też raka, czy też tego, co nazywasz gniewem lub bólem nie jest niczym innym, jak niewłaściwą perspektywą pochodzącą z nierzeczywistości. To nic nie znaczy i nie jest prawdziwe. Przestań to robić.

Próbuję zrozumieć, w jaki sposób chorujesz. Przecież na coś chorujesz, prawda? Myślisz, że chorujesz? Nie wiem, co to znaczy. Co takiego mogłoby chorować? Nie rozumiem. Ty mówisz: „Ja choruję”. Ale co to takiego? Musisz więc również być lekarstwem, prawda? Czy zachorowałbyś, gdyby nie było lekarstwa? Jak wiele korzyści przynosi ci choroba? Jutro będziemy uzdrawiać. Ja właśnie dokonałem uzdrowienia. Ktoś miał poważny problem. To jest oświecona forma… Uzdrowienie i oświecenie są tym samym. Mój problem z tym zgromadzeniem – na tym poziomie rzeczywistości – polega na rekompensacie, jaką uzyskujesz poprzez chorobę. Oczywiście, że uzyskujesz jakąś rekomensatę za chorowanie i umieranie, bo w przeciwnym razie byś tego nie robił. One mają dla ciebie wartość. Rozumiesz? W najprostszej formie może to wyglądać tak, że pijany kierowca potrąca cię na parkingu, a ty upewniasz się, że twoje plecy nie wydobrzeją, tak abyś mógł pobierać odszkodowanie. Wynika to z potrzeby skorzystania na wynikach własnych obrażeń, ale nie uświadamiasz sobie, jak to jest podstępne. Nie chodzi o to, że udajesz ból pleców. Tego nie powiedziałem. Naprawdę bolą cię plecy. Dlaczego? Ponieważ z chorobą wiąże się pewna rekompensata. Twoją rekompensatą tutaj jest oczywiście śmierć. A to dopiero rekompensata! Czyż to nie śmieszne? Odwołam się teraz do Kursu. Jezus mówi, że sprzedajesz swoją duszę diabłu, który jest twoim utożsamieniem z samym sobą, i w zamian rozchorowujesz się na raka. Wielka rzecz! Nie lekceważ obłąkania percepcyjnego umysłu. On jest całkowicie obłąkany. Na szczęście nie ma on żadnego źródła. Piątkowe wieczory mają swoje źródło tylko przez chwilę, a potem jesteś już w Raju.

Jak bardzo wciąż się trzymasz przeszłości? W jakim miejscu się odwracasz? W jakim miejscu przemieniacie to w swoim umyśle – wy, umarli? W jakim miejscu? Siedzisz sobie tutaj w tym ciele i mówisz: „Mmm…” A stąd wypływają wszystkie twoje wspomnienia i skojarzenia; to ciało mówi ci różne rzeczy. To naprawdę dziwne! Twoje ciało, które jest częścią twojego utożsamienia, mówi ci, jakie ono jest, gdzie się znajduje oraz jak się w nim czujesz. Inne ciała, które są tak naprawdę twoim ciałem, współgrają z twoim umiejscowieniem w przestrzeni i utożsamiają się z jego potrzebą trzymania się napięcia tego złudzenia. Bardzo się boisz uwolnienia, które ci ofiarowuję. Dlaczego miałbyś się nie bać? Masz całkowite prawo odczuwać głęboki lęk przed tym przesłaniem. To przesłanie pochodzi spoza czasu. Słysząc głos Kursu Cudów, mógłbyś dosłownie ożyć ze strachu, gdybyś tylko na to pozwolił. Ty się go bardzo boisz. Dlaczego miałbyś się nie bać? On ci przecież mówi, że nie wiesz, kim jesteś, skąd przyszedłeś. I tym jest ostatnia część Kursu!

A więc budzicie się teraz z tego snu i spotykacie się tutaj, w tej kawiarni przebaczenia, w utożsamieniu z brakiem żalu, po to aby podjąć ostatnią decyzję, jaką jest przejście przez te drzwi. Co jest za drzwiami numer jeden? Jeśli wciąż będziecie się czegoś trzymać, to znajdziecie się tutaj. Znajdziecie się w tym utożsamieniu. Chyba, że powiecie po prostu: „Nie, ja otworzę tamte drzwi”. Ale w tamtej kawiarni zareagują na to tak: „No cóż, nikt tak naprawdę nie otwiera tamtych drzwi”. A ty powiesz: „Ja je otwieram”. Oto ostatnie utożsamienie osądu. Mógłbyś wręcz powiedzieć: To jest dosłownie Sąd Ostateczny. Dokonuje się on w każdej chwili. Ty zaś ścisnąłeś go w czasie – tym jest alfa i omega. Połączyłeś początek schizmy i koniec schizmy i stoisz w tej kawiarni na końcu czasu. Wiesz, co jest w tym zadziwiające? Wszędzie dookoła ciebie są zjawy. To są ci umarli – słyszysz to? Znajdujesz się… Poczuj, jakbyś przez chwilę znajdował się w jakimś bardo. Jest pewien film, który o tym mówi. Całkiem niezły. Wszystkie utożsamienia na tym poziomie znajdują się w stanie „bardo”, który oznacza żywych umarłych pozostających w związku z samymi sobą. Dochodziłeś już do tego ostatniego utożsamienia lub nieprzerwanego utożsamienia, ale wciąż trzymasz się swojego ciała. To jest zadziwiające. Możesz to nazwać swoim „osiągnięciem”, jeśli chcesz. Znajdujesz się przed zasłoną, zaś wszystkie te zjawy przepływają obok ciebie – tym tak naprawdę jest Ziemia – i powracają do swoich chaotycznych utożsamień, ale ty pozostajesz tutaj, w tej częstotliwości. Jezus mówi: „Zatrzymaj się tu ze mną na chwilę”. Uwielbiam to. Muszę na chwilę odnieść sie do Kursu. On mówi tak: Zatrzymajmy się tu na chwilę. Przychodziłeś już wcześniej do tego punktu, ale tym razem powiesz: „Mogę tu pobyć. Nie muszę jednak być z przebywającymi tu umarłymi. Jeśli w tej chwili uwolnię utożsamienie mojej ograniczonej jaźni w tej cielesnej formie, to doświadczę oświecenia. Przejdę doświadczenie Golgoty i dostąpię oświecenia w świątyni”. Na miłość boską! Teraz na własne życzenie dotarłeś do tego utożsamienia ze śmiercią i okazało się, że wciąż żyjesz. Zadziwiające jest to, przez co przeszedłeś, gdy spojrzałeś wprost na śmierć i zobaczyłeś, jak znika, zamiast umierać wskutek podtrzymywania swojej tożsamości – zamiast podpisywać się pod scenariuszem, który napisałeś w swojej śmiertelności, w swojej potrzebie umierania. Jesteś teraz wspierany przez czynnik energetyczny w strukturze czasoprzestrzeni i on całkiem dosłownie nie pozwala ci umrzeć. Już to, że tu siedzicie, jest cudem. No przecież, głuptasy! Siedzicie tu i słuchacie tego. Masz teraz najlepszą okazję, by po prostu wskoczyć do Nieba.

Dlaczego miałbyć chcieć pozostać w czasie? Jest oczywiste – a użyję tu dla ciebie pewnych wyrażeń – że nauczanie Kursu Cudów zaprzecza śmierci. My nie mamy nic wspólnego ze śmiertelnikami. Nie mamy nic wspólnego z chorobą, bólem i śmiercią, a tym właśnie jest śmiertelnik. W całym nauczaniu Kursu chodzi o to, aby nastawić cię negatywnie do śmierci – abyś jej nie chciał. Ale gdzieś po drodze będziesz musiał uznać, że śmierć jest w twoim własnym umyśle i że jej właśnie chcesz. Chcesz się utożsamiać z miłością, chorobą, bólem i śmiercią, ponieważ jest to częścią tego, co cię określa. I nikt nie może ci tego odebrać. To jest absurdalne! Używasz mocy wszechświata, by pozostać przez chwilę w tym śnie, czy też w tym stanie napięcia. Jakże ktoś mógłby ci to odebrać? Przecież tym jesteś. Ale możemy cię zachęcić, abyś przyjrzał się swojej sytuacji. Ja właśnie to czynię. Co jest wynikiem twojej sytuacji? Ofiaruję ci niemożliwą alternatywę. Ta alternatywa jest niemożliwa. Bądź za to wdzięczny. Jeśli to byłoby prawdziwe, jeśli byłoby możliwe, abyś przeszedł z tego utożsamienia do Boga i pełni, to bylibyśmy w poważnych tarapatach. Oznaczałoby to bowiem, że oddzielenie od Miłości i prawdy byłoby możliwe. A nie jest możliwe. Nie może być! Dobry Boże! Czy sądzisz, że Bóg, czy też Pełnia, ma cokolwiek wspólnego z twoim paskudnym snem? Lekcja 132 – nie bądź śmieszny!

Czy możesz tak naprawdę połączyć się ze swoimi poprzednimi myślokształtami i śnić prawdziwy sen światła i powrotu do raju? Czemu nie? Przecież ty sam wyraziłeś taką możliwość. Właśnie słyszałem, jak to powiedziałeś. Właśnie mnie o to zapytałeś. A ja powiedziałem: „Czemu nie?”. Wszystko jest prawdziwe dzięki temu, że jest możliwe, obiektywny umyśle! Wszystko, co mówisz, jest prawdziwe dzięki temu, że możliwe jest wyrażenie mocy twojego umysłu. Dosłownie! To ty wytwarzasz wszystko to, co nazywasz Duchem Świętym, złem, Bogiem, Jezusem Chrystusem, mną, Denver. To jest jedynie twój umysł. Daj spokój! Jaka jest różnica między Duchem Świętym a ego? Żadna. Kto chce znać różnicę? Ty jesteś naprawdę dziwny. „Duch Święty mówi mi…” To bzdura! Nie ma czegoś takiego, jak ego. Oczywiście, że nie! Każdy, kto zadaje to pytanie… O tym mówi lekcja 139 [z Książki Ćwiczeń Kursu Cudów]. W chwili, w której zadałeś pytanie, już znałeś odpowiedź. Jeśli musisz je zadać, to je zadaj. Próbuję cię wyciągnąć poza koncepcje. Ty nie chcesz wyjść poza nie. Ty lubisz koncepcje. Dzięki nim możesz mieć Ducha Świętego i ego. Ale oni są jedynie tobą. A twój upór, by ich definiować w oddzieleniu od siebie, jest tym samym, co ego. Niedefiniowanie ich jest tym samym, co Duch. Masz pytanie? A więc przestań definiować. A zatem duch jest abstrakcyjną pamięcią twojej pełni.

To jest knajpa, w której ofiarujemy ci – przy kontuarze z tyłu – zwierciadło, które będzie ci pokazywało wieczność, jeśli jej nie odrzucisz poprzez domaganie się, by zobaczyć swoje odbicie siebie. Posłuchaj mnie. Ty się domagasz odbicia pochodzącego z twoich percepcyjnych skojarzeń. Chcesz wiedzieć, jak się nazywa barman. Chcesz siedzieć w tym utożsamieniu, żeby było ci miło i przyjemnie w czasoprzestrzeni. I robiłeś to już wiele razy. I oto widzisz, jak wracają do ciebie twoje własne utożsamienia. Lecz w tamtym zwierciadle, jeśli na nie spojrzysz, zobaczysz wieczność. Zaofiaruje ci ono odbicie doskonałości twojego twórczego percepcynego utożsamienia, które musi być pełnią. Chrystusowe oblicze… Lecz ja próbuję nie nawiązywać do Kursu. Ty sam jesteś jakimkolwiek uzdrowionym obliczem, które pokazuje ci pełnię. Czy jest ono prawdziwe? Co to ma za znaczenie? Jest to doskonałe odbicie prawdy. W chwili, w której byś to zobaczył, stałbyś się natychmiast pełnią. Czyż nie tak? Byłbyś wówczas pełną świadomością. Nieprawdaż? Dlaczego szukasz świadectw pełni na zewnątrz siebie?

Ograniczenia związane z twoim oczekiwaniem Powtórnego Przyjścia, są absolutnie zadziwiające. Jest oczywiste, że Powtórne Przyjście musiałoby oznaczać przemianę twojego percepcyjnego myślenia o tym, czym jest Chrystus. Jeśli obwieszczasz swój percepyjny sprzeciw w oparciu o projekcję, to jakże mógłbyś cokolwiek widzieć? Siedząca tam świadomość, która jest Chrystusem, może ci jedynie pokazać odzwierciedlenia tych utożsamień myślokształtów opartych na dualizmie świadomości znajdującej się w tym stanie. Czy masz co do tego jakieś pytanie? Te oczy nic nie widzą.

Wiecie, co mnie zadziwia w takiej grupie Kursu Cudów? Wy tak naprawdę się spotykacie, by udawać, że się komunikujecie. Ale się nie komunikujecie. Gdy czytasz o tym w Kursie, gdzie jest powiedziane: „Nie ma tu żadnej komunikacji”, to co robisz? Czy po prostu mówisz: „Właśnie, że jest!”? Ta świadomość może być jedynie projekcją mojego własnego umysłu. Wszystko, co on do mnie mówi, może być jedynie przyzwoleniem lub odrzuceniem mojego utożsamienia z nim w karmie mojej pamięci. Na miłość boską! Jeśli macie nauczać Kursu Cudów, to nauczajcie tego. Wtedy przynajmniej – o tym porozmawiamy jutro – kiedy się spotykacie w jakiejś grupie, to możecie przynajmniej porzucić swoje odrębne tożsamości i spojrzeć na wskroś jeden drugiego. Powinieneś być w stanie zobaczyć pełnię, która jest w twoim własnym umyśle. Czyż nie jest tak? Mam nadzieję. Po cóż innego miałbyś tu być? Po to, by się trzymać? By to odrzucać i trzymać się napięcia tego myślokształtu w swojej identyfikacji z ciałem? Czy robisz to w tej chwili? Pewnie, że tak. Poprzez samo nadawanie temu nazwy, poprzez identyfikowanie tego jako myślokształtu, narzucasz temu swoje własne utożsamienie z czasem. Czyż nie tak? Zrobiłeś z tego myślokształt. Nadałeś temu tożsamość. W ten sposób stwarzacie swoje dzieci. Stwarzacie je po to, by się dostosować do własnego wyobrażenia o swoim utożsamieniu. Nieprawdaż? Oczywiście, że tak. Nie ma to nic wspólnego z miłością. Wiąże się to jedynie z układem, jaki zawarłeś ze swoją percepcyjną jaźnią. Konstruujesz więc czy też nauczasz tę ideę, która jest – czym? – twoim własnym potomstwem, o sposobach, w jakie może ono najłatwiej znaleźć zbawienie, czy też spełnienie poprzez niezależność i osobiste cele, a to jest dokładnym przeciwieństwem tego, czego ja cię nauczam.

Czy w swojej niezależności znajdujesz pewną formę zbawienia? Oczywiście, że tak! W przeciwnym razie nie byłbyś w stanie tego znieść. Znajdujesz ulgę, doraźną ulgę wśród napięć w swoim umyśle. I co potem robisz? Przechodzisz dalej? Czy po prostu śnisz dalej? Czy po prostu znajdujesz lepszy sposób na nieodczuwanie bólu? Jak możesz go uniknąć? Rozumiesz? Wymagane jest oczywiście, abyś spojrzał na miejsce, w którym się znajdujesz, i na to, co robisz. Czy to jest piekło? To jest piekło. Oczywiście, że jest to piekło. Dlaczego? Jak ty je określasz? Jest to chaotyczne nierzeczywiste utożsamienie bólu, choroby, śmierci i lęku w twoim umyśle. Ale ono nie jest prawdziwe. To nie jest prawdziwe miejsce.

A więc mamy piątkowy wieczór i oto jesteś w tym czymś, czymkolwiek to jest. Siedzisz sobie tu pośród całego wszechświata i domagasz się, aby cię rozpoznano, ale ja cię nie znam. Nie tylko cię nie znam, ale nikt we wszechświecie cię nie zna. Jesteś zamknięty w swoim własnym śnie. A to, co nie jest wieczne, nie jest prawdziwe. Czyż to nie było proste? Czy następnie zniekształcasz to w swoim umyśle, czy też po prostu uwalniasz swoje utożsamienie z tym?

Nauczyłem cię pracować nad swoim żalami. Niektórzy z was bardzo dobrze się nauczyli dokonywać zadośćuczynienia, nie opierać swego życia na skojarzeniach z przeszłości, po to by odczuć spokój, po to by wyrównać rachunki za coś, co już przeminęło. Miejmy nadzieję, że radzisz sobie z tym teraz nieźle. A więc miejmy nadzieję, że teraz przynajmniej codziennie – zanim zajdzie słońce – przyglądasz się swojej własnej winie w utożsamieniu z samym sobą. Teraz trochę się do tego przybliżamy, nieprawdaż? Teraz będę tego nauczał z Kursu – nagle widzimy, że kulminacją całego czasu jest ten dzień. Tylko ten dzień. Ten jeden dzień. Dzisiejszy dzień. Co więc musimy zrobić? Uznać, że w naszych obecnych utożsamieniach nie ma żadnej innej przyszłości prócz tej, która wiedzie do choroby i śmierci. A zatem porzucimy uformowane przez nas zaborcze tożsamości i przeniesiemy je z liniowego czasu do tej chwili. Dosłownie uwolnimy nasze opętanie samymi sobą. W tym samym momencie utracimy nasz przyszły układ odniesienia. Tym to właśnie jest. To właśnie powinno być twoim doświadczeniem. Jeśli jesteś tu dziś wieczorem, to powinieneś w jakiś sposób zajmować się pojednaniem. Powinieneś być w stanie porzucić przynajmniej część swojej gównianej karmy powiązanej z twoją potrzebą trzymania się własnej tożsamości. O tym mówi pierwsze dwadzieścia pięć lekcji Książki Ćwiczeń. Jeśli ich nie zrobiłeś, to daj sobie spokój! Ty tego nie robisz. Jeśli cud ma się wydarzyć, to musi się wydarzyć w trakcie praktyki pierwszych dwudziestu lekcji Książki Ćwiczeń, które dosłownie mówią ci: „Nie przynoś swojej tożsamości do danego związku, a odkryjesz cud”. Ponieważ odkryjesz pełnię. Ty potakujesz głową, ale tego nie robisz. Jeśli zaś tego nie robisz, to jak może zadziałać cud? Nie chodzi tu o percepcyjne utożsamienie związane z analizą pochodzenia Kursu Cudów. Nie tym jest Kurs Cudów. Kurs Cudów jest transformacją, pojednaniem, oświeceniem, zmartwychwstaniem twoich myślokształtów. Rozumiesz? Jeśli będziesz trzymał się liniowego czasu, to przeoczysz chwilę zbawienia, która jest kiedy? Teraz! A jednak wciąż to robisz… Przynajmniej połowa z was tu obecnych trzyma się swojej tożsamości, mimo że wielki portal stoi otworem tuż obok was. Niektórzy z was zaczynają go odczuwać. Boisz się go. Być może nagle powstaniesz, krzykniesz „Alleluja!” i odejdziesz stąd! Być może będziesz odczuwać zażenowanie. Obawiasz się bowiem, że pasja, jaka wiąże się z powrotem do Boga, jest czymś grzesznym. „Och, lepiej tego nie robić. Spróbuję zachować swoje przeszłe skojarzenia”. Jezus naucza, że rozwiązanie jest zawsze tuż nad tobą. Ok? Zajmiemy się tą lekcją jutro. Można jednak powiedzieć, że zawarłeś umowę, aby nie spoglądać w górę. Czy masz co do tego jakieś pytania? „Tylko nie patrz się w górę”, jak mówi o tym Jezus. Spojrzenie w górę to ostatnia rzecz, jaką chcesz zrobić. Wszyscy ci mówią: „Nie patrz się w górę. Nie rób tego. Nie waż się uwolnić od tego utożsamienia ze śmiercią. O nie, tego nie rób…”. Jednak jeśli spojrzysz w górę – i o tym powie następne zdanie – to odkryjesz, że cały wszechświat zawsze był wszędzie wokół ciebie. Wówczas przyjdzie do ciebie całe światło. Dlaczego? Ponieważ nakaz niespoglądania w górę pochodził tak naprawdę od ciebie. Ty byłeś przyczyną tego utożsamienia i dzieliłeś się nim w nierzeczywistym związku opartym na lęku, zawartym w strukturze twojego własnego snu. Przestań to robić!

Muszę tego nauczać z poziomu negacji. W porządku? Muszę cię nauczyć przyglądać się samemu sobie w tym utożsamieniu. Dlaczego? Ponieważ czerpiesz korzyści z choroby i śmierci. Ty je uwielbiasz. W przeciwnym razie uwolniłbyś je natychmiast. Oczywiście, że tak. I równie oczywiste jest – powiem to ze względu na ciebie – że nie byłbyś tutaj na tej sali, gdybyś wcześniej nie doświadczał tego, jak daremne jest to utożsamienie nierzeczywistości. Przekleństwem jest urodzić sie w dobrych czasach. Ty zaś – dzięki doświadczeniu ponownych narodzin – miałeś w tym utożsamieniu wystarczająco dużo przebłysków, aby zobaczyć, jak daremne jest twoje nieustające utożsamienie ze śmiercią. Jakieś pytania? Oczywiście, że tak jest. W przeciwnym razie nie znajdowałbyś się teraz na tej sali. Gdzieś musiało ci przyjść do głowy, że tak naprawdę nic się tu nie dzieje; że przychodzisz tu, by zgodnie z umową rozchorować się i umrzeć, i bronisz się przed tym dopóki możesz, znosisz to w jakimś stopniu, a następnie umierasz. I w pewnym momencie musiałeś powiedzieć: „Istnieje inna droga”. I w pewnym momencie musiałeś poprosić o tę inną drogę, bo inaczej ja bym ci teraz tego nie mówił. Ale skoro już tu jestem i mówię ci o tym, to dlaczego tego nie przyjmiesz i nie wrócisz do domu? Oto jedyne pytanie. Czy ja zawsze zadawałem ci tylko to pytanie? Oczywiście, że tak. Czy odpowiedź zawsze brzmiała: „Chodź do domu, to nie jest prawdą!”? Pewnie, że tak. Czy my nigdy nie zrobiliśmy niczego poza tym? Nigdy nie miałeś żadnego fałszywego życia prócz tego. Ty tylko myślisz, że miałeś. Nigdy jednak nie możesz być czymś większym lub mniejszym niż tym, czym jesteś teraz. A to włącza wszystkie możliwości w twoim percepyjnym umyśle. Kurczę, to zadziwiające, że wy patrzycie wstecz i wyciągacie inne wspomnienia skojarzeń, które mieliście w przeszłości. Ale to nie ma żadnego sensu

Będziesz jedynie sobą. Rozumiesz? Istnieje tylko jedna świadomość. Jest tylko jeden antychryst, ale on nie może być prawdziwy, ponieważ nic nie jest „anty”. Lecz jeśli jest jakiś antychryst, to ty nim jesteś. Tym właśnie jest postrzeganie. I jest tylko jeden Chrystus. Prawda? Jeśli jest tylko jeden antychryst, to oczywiste jest, że może być tylko jeden Chrystus. I ty nim jesteś. To jesteś ty. Choć wciąż szukasz uwolnienia od swoich projekcji i głosisz, czym jest twoje utożsamienie, to twoje projekcje nie posłużą żadnemu innemu celowi prócz tego, który im sam nadałeś.

W pewnym momencie musisz zadać właściwe pytanie. Człowiek to jedyna istota we wszechświecie, która nie wie, czym jest. To rozdwojony umysł, który przemieszcza się od końca schizmy do początku schizmy. Rozumiesz? Widzisz to? Jest oczywiste, że dostajesz wskazówki stąd i stamtąd. Czy widzisz, czego właśnie doświadczyłeś w swoim umyśle? Stworzyłeś bożka, a jednak twoje źródło wydaje się być gdzieś tutaj… To zadziwiająca idea! Odczuwasz konflikt w swojej ziemskiej tożsamości, ponieważ opierasz się na statyczności, która wiąże się z końcem tej chwili oddzielenia. Rozumiesz? Jezus… Użyję go, ponieważ on tak pięknie o tym mówi… Jesteś świadkiem „wielkiego odwrócenia”. On kilkakrotnie używa tego określenia. Przeszedłeś z pełni do statyczności, a następnie powróciłeś do pełni. Podczas zmartwychwstania Jezus zstępuje do piekieł, pozostaje tam jeden dzień i powstaje z martwych. Tego właśnie doświadczasz. Oczywiście będąc w czasie zajmujesz się pobudzaniem swoich przeszłych skłonności do umierania, czy też pozostawania w czarnej dziurze, czyli w swoich wspomnieniach w czasie. W Kursie Jezus mówi, że pierwszym problemem była idea potencjalności. Rozumiesz? Stworzyłeś obiektywną rzeczywistość, czyli ideę, że mógłbyś coś zlokalizować, trzymać się tego w statycznym stanie napięcia, a potem zużyć to następnego dnia. Bóg tego nie robi. Bóg stwarza w pełni Swojego Umysłu… Ty zaś oczywiście stwarzasz, opierając się na potencjalnych, ograniczonych myślokształtach czasowego porządku. Czy masz co do tego jakieś pytania? Możesz użyć tak wiele lub tak mało mocy swego umysłu, jak tylko zechcesz. W ten sposób zawsze utożsamisz się na nowo ze swymi przeszłymi skojarzeniami, prawda? Oczywiście! Czy możesz zużyć je wszystkie natychmiast? Pewnie, że tak, ale wówczas nic ci nie pozostanie… To właśnie będzie koniec odwrócenia. Znajdziesz się w domu, w Niebie.

Dopóki zachowujesz jakąkolwiek ideę potencjalności, będziesz ją utożsamiał z czasem i pozostaniesz w czasie. Rozumiesz? Czas jest właśnie tym – ideą przyszłości. Właśnie dlatego próbuję cię nauczyć, abyś nie zachowywał żadnej potencjalności. Nie daj się opętać swoim formom i utożsamieniom – to są nauki Jezusa sprzed dwóch tysięcy lat. Nie gromadź skarbów, bo w ten sposób dopełnisz swój proces śmierci. Czy rozumiesz, że jesteś opętany skarbami, które poprowadzą cię do śmierci? W przeciwnym razie by cię tu nie było. Czy masz co do tego jakieś pytania? Czy właśnie po to pobieracie emerytury? „O tak, ja sam takową pobieram”. To zadziwiające. Wy idziecie na emeryturę po to, aby umrzeć. Mnie zawsze wydawało się to szalone. Zbieracie wszystkie te śmieci, a potem nawet ich nie używacie. Nie będę nawet o tym mówił. Ty to lubisz. Ty… To niedorzeczne. Lecz tak bardzo boisz się, że to zużyjesz, że nigdy tak naprawdę nie żyjesz. Jeśli nie jesteś w stanie usłyszeć tego przesłania, to przynajmniej powinienieś zacząć żyć. Na miłość boską, spójrz na końcowy rezultat! „Och, nie mam odwagi. Bo stanę się brzemieniem”. Dla kogo? Właśnie dlatego jednym z ostatnich słów w Kursie Cudów jest „poczucie winy”. Nie jesteś winny. O kurczę, poczucie odpowiedzialności za własną twórczą tożsamość to nadzwyczajna rzecz i ty nazywasz to miłością. I umierasz wraz z tym po to, aby udowodnić, że masz słuszność, ale nie rozumiem tego, co robisz. Nie możesz przecież tego udowodnić. Nie możesz umrzeć. To zadziwiające. Nie możesz umrzeć. Co zatem robisz? Czy zamierzasz się zestarzeć w tym ciele i umrzeć? To mnie zadziwia. Dlaczego to się starzeje? Ponieważ zachowujesz wspomnienie o tym w swoim umyśle, mimo że wszystko dookoła ciebie odnawia się w każdej chwili. Wszystko dookoła jest w każdej chwili całkowicie nowe. Ani jednej komórki w twoim ciele – włączając w to komórki kości – nie było w nim siedem lat temu. Ani jednej! A jednak starzejesz się w swoim umyśle; i tworzysz obraz starości i rzutujesz swoją… Blee!! I obracasz się w proch i zjadają cię jakieś żyjątka, które również obracają się w proch. I ty nazywasz to życiem? Mylisz się! Mylisz się całkowicie! Ale wcale się z tego powodu nie cieszysz. Mówię teraz do was, bo zaczynacie mnie słyszeć. Wiecie, co mnie zadziwia na tym poziomie? Że was nie cieszy tak naprawdę idea, że nie możecie się rozchorować i umrzeć. O nie! Oczywiście, że nie. Właśnie dlatego Jezus poświęca cały rozdział na mówienie ci o byciu „szczęśliwym uczniem”. Dlaczego nie cieszysz się, że tu jestem, mówiąc ci, że jesteś doskonały i że znajdujesz się w Niebie? Podchodzisz do tego bardzo podejrzliwie. A jeśli będę cię naciskał, to mnie ukrzyżujesz. I jeśli spróbuję ci zbiec, to mnie odnajdziesz, by mnie zabić – w ten właśnie sposób nieustannie zabijasz to małe Chrystusowe dzieciątko – po to, by udowodnić, że możesz osiągnąć autonomię w oddzieleniu od swej rzeczywistości. A to niemożliwe. Czy wszyscy to zrozumieli? A więc oto siedzisz sobie tutaj, zrezygnowawszy ze wszystkich swoich żalów. Lecz jeśli zrezygnujesz ze wszystkich swoich żalów, to nie będziesz już miał odrębnej tożsamości. Będziesz jedynie kochał. Za każdym razem, gdy ktoś coś powie, ty odpowiesz: „Tak, to jest w porządku. Kocham cię”. Oni zaś powiedzą: „Nie bądź głupi. Odczep się ode mnie. Nie ufam ci. Odczep się. A tak w ogóle, to co ty robisz z tą książką?”.

Nie potrafisz znieść idei bezwarunkowości. Nie ma dla ciebie nic bardziej wstrętnego niż całkowicie przebaczający Bóg. Nie potrafisz Go znieść. Czyż nie jest tak? Cóż jest bardziej niemoralnego niż całkowicie przebaczający Bóg? Czy nie żywi On żadnego osądu? Czy jest On gotów widzieć to…? O tak. On stworzył cię doskonałym. I jesteś doskonały. Jesteś nieustannie doskonały. Jesteś Bogiem stwarzającym. Nie możesz tym nie być, ponieważ nie ma nic innego. A więc zatrzymałem się tu, by ci powiedzieć, abyś powrócił do międzygalaktycznego utożsamienia jasnego światła, które jest wszędzie wokół ciebie. Przestań toczyć wojny! Poddano cię kwarantannie w przytułku dla obłąkanych. Jesteś stuknięty! Przecież tylko szaleniec atakowałby sam siebie i próbował się zabić. „No cóż, wszyscy tutaj to robią”. Wiem. Czy to nie jest śmieszne? Wszyscy tutaj to robią, prawda? Wszyscy tutaj umierają.

Czy potrafisz zrozumieć, że w ciągu ostatnich piętnastu minut około siedmioro czy dwanaścioro z was w tym pokoju miało poważne doświadczenia zmartwychwstania? Zapewniam cię, że to prawda. Ty zaś jesteś dowodem na to, że nie ma czegoś takiego jak zmartwychwstanie. Jesteś dowodem na to, że nie mogę być jedynym żyjącym Synem Boga; że nie mogę być pełnią. Jesteś dowodem na to, że nie jestem tym. I w swoich percepcyjnych skojarzeniach reprezentujesz całkowitą negację zmartwychwstania, które dzieje się w tej chwili. Kto to słyszy? Czy słyszysz to? Tym właśnie jesteś. W każdej chwili negujesz jasne światło zmartychwstania, które musi być tu w tej chwili. Czy rozumiesz, co do ciebie teraz mówię? Zbiorę sobie grupę istot światła, poprowadzę ich na tę górę i razem zmartwychwstaniemy. Obiecuję ci, że to zrobię. A następnego ranka będziesz widział, jak powoli schodzimy z tej góry. Słyszysz mnie? Następnego ranka powiesz: „Ha, ha, widzisz? Nie powiodło im się! Oto wszyscy schodzą z góry”. Gdzie są ci „oni”? Zmartwychwstali i zniknęli. To jedynie ty – w swojej percepcyjnej tożsamości – sprowadzasz ich na dół ze szczytu góry. Głuptasy! A więc czytacie na temat wszystkich objawień waszych religijnych utożsamień oraz o tym, jak one wszystkie zawiodły. One nie zawiodły. Wy jedynie badacie jakieś pozostałości. Wbudowujecie wszystkie objawienia tych jednostkowych świadomości w waszą organizację śmierci. Dobry Boże! Ty robisz to z Jezusem Chrystusem w każdej chwili. Jest oczywiste, że on zmartwychwstał i odszedł, podobnie jak ty. Ty jednak widzisz go jako martwe ciało schodzące z tego wzgórza lub leżące w grobie, a więc jego już nie ma, a ty wciąz tu jesteś. Nie chcesz pozwolić, aby twój brat był Chrystusem. To zadziwiające!

Pamiętaj, że skoro konstruujesz to w swoim umyśle – tu, w tym utożsamieniu czasoprzestrzeni, to dokładnie taki otrzymasz rezultat. Ty mi mówisz, że zbawienie nie zadziała. Właśnie dlatego nie działa. Oczywiście, że ono działa. Jak mogłoby nie działać? W twoim umyśle jest idea, że ono działa. Musisz wiedzieć doskonale, że istnieje Bóg, Niebo i Prawda. Musisz to wiedzieć. Sam mi o tym powiedziałeś. Zgodziłem się z tobą. Właśnie w ten sposób wróciłem do domu. Ty mnie tego nauczyłeś. No daj spokój! Skąd myślisz, że ja to wiem?

A więc udało mi się was zebrać jako grupę w tym momencie w czasoprzestrzeni. Czy potrafisz zrozumieć, że jest dosłownie niemożliwe, abyś nie znał tych wszytkich osób? Czy wszyscy się zgadzają? Czy pojmujesz, że to są twoje własne myślokształty, czy nawet tego nie rozumiesz? Dlaczego wypierasz się tego, że ich znasz? Ciekawi mnie to. Ty nie chcesz ich znać. Spotkałeś ich w okolicznościach, które nie były dla ciebie korzystne. Ty dosłownie oddzielasz ich od siebie i pozostajesz w ten sposób w czasoprzestrzeni. Pamiętaj, że gdzieś w czasie kochasz ich totalnie, bo w przeciwnym razie nie szukałbyś totalnej miłości. Niemożliwe jest, aby każda sytuacja, w której się znajdujesz, zawierała tylko możliwość spełnienia idei bez jej faktycznego spełnienia. Ty zaś możesz mi teraz powiedzieć: „To się wydarzy dużo później w czasie”, ale któż to taki ustanawia czas? Teraz nauczam. Znowu odnoszę sie do Kursu. Wy powinniście tego nauczać. Dlaczego nie nauczacie Kursu w ten sposób, na miłość boską? W jakim punkcie pogranicza znajduje się teraz tożsamość siedząca w tym pokoju? Na końcu czasu. Rozumiesz? Percepcyjny umysł zawarty w niewoli załatwiania porachunków ocenia tę sytuację inaczej. Dlaczego? Bo nie jesteśmy równi w czasie. Twoje utożsamienie z tamtą świadomością w ramach projekcji będzie się w każdej chwili różniło od tego, gdzie ona się znajduje w powiązaniu swojej karmicznej historii z tobą. Rozumiesz? Ty zaś tworzysz utożsamienia, które przynoszą ci zaspokojenie w jakimś aspekcie tożsamości opartej na karmie, na twoich kulturowych związkach. Tak naprawdę nie jesteś niczym innym jak workiem wspomnień, zaś każde wspomnienie zawiera całą twoją świadomość. Spróbuję cię teraz na chwilę wprowadzić w kwantowe doświadczenie. Całe nauczanie ma ci pokazać, że nie ma znaczenia, jakie masz wspomnienia. Możesz postanowić, aby właśnie w tym gronie wszystkie twoje wspomnienia połączyły się w tej chwili. Oczywiście, że właśnie tego dokonała tamta świadomość. Ty tego nie zrobiłeś. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością związku, jaki masz z tamtą świadomością na końcu czasu, ponieważ wszyscy wyszliśmy stąd razem.

To jest nauczanie o Wielkich Promieniach. Jest dwanaście Wielkich Promieni, tu zaś mamy konglomerat utożsamień rozczłonkowanej świadomości, którą nazywasz światłem. Tym właśnie jesteśmy – rozczłonkowaną świadomością. Lecz zawieramy w sobie wszystkie czasoprzestrzenne elementy tego utożsamienia harmonii. Ofiaruję ci odzwierciedlenie światła Wielkich Promieni na końcu czasu. Zapewniam cię, że to prawda. Wymagane jest, abyś zgodził się na pojednanie, tak abyś mógł zobaczyć, że prawdą jest to, co ci mówię. W porządku? Nie wiem, czy to zrobisz, czy też wciąż będziesz mnie oceniał z perspektywy swego staroświeckiego czasu. Jeśli tak postąpisz, to rozciągniesz czas, zachorujesz na raka i umrzesz. I będziesz to robił na nowo i na nowo, ponieważ – jak mówi Jezus – potykasz się i upadasz… Znajdujesz się w ciemnościach. Nie masz żadnego dobrego percepcyjnego utożsamienia myśloksztaltu z rzeczywistością czy też harmonią prawdy i miłości. To są zdania wprost z Kursu. Oczywiste jest, że musisz je omijać. Widzisz, ty zachowujesz dla siebie percepcyjny myślokształt i przez to nie widzisz światła, które jest tuż obok. Ono jest tutaj. O tak! Ja zaś zaofiaruję ci to odzwieciedlenie światła, jeśli tylko uwolnisz twoje percepcyjne utożsamienia. Czy jest jakieś pytanie w tej kwestii? Nauczam Kursu Cudów. To jest cudem. Co takiego się dzieje? Pojawia się pełne, prawdziwe utożsamienie twojego świata. Ono się zmienia. Dlaczego się zmienia? Bo to był twój umysł. Oczywiste jest, że w to nie wierzysz, a jedynie to analizujesz. Będziesz próbował zmienić skutki zewnętrzne, aby dopasować je do tego, czym – jak myślisz – być powinny. Co za beznadziejna sytuacja! To jest beznadziejne. Ty oczekujesz, że oni… Potem będziesz zmieniał skutki za pomocą innych skutków, a te skutki następnie zmienią tamte skutki. I oto znalazłeś się w pułapce zmieniania skuków. Zadziwiające!

A więc oto jesteś tu teraz, spoglądając w tym miejscu na ów bar. I widzisz, że jest bardzo świetlisty i błyszczący, i zauważasz w jego tylnej części anioły. Jest oczywiste, że je odrzucasz, ponieważ one nie wchodzą w twoją formę utożsamenia z cielesną śmiercią. Czy anioły są wszędzie wokół ciebie? Pewnie, że tak. Drogi nauczycielu, wszystko jest wokół ciebie. Czy nie rozumiesz, co do ciebie mówię? W czasoprzestrzennych ideach pamięci – tego worka wspomnień – konstruujesz wspomnienia na zewnątrz siebie, które pasują do twoich myśli, prawda? Czym jest cud? Poszerzeniem twojego utożsamienia myślokształtów – oświeceniem. Całkowicie nową identyfikacją w twoim umyśle. Czy to wywołuje lęk? O tak, ponieważ oznacza to rozczarowanie twoją poprzednią strukturą. Jakże mogłoby być inaczej? Ale pamiętaj, że ona i tak się rozpadnie. Oto, co robię z tobą tutaj, skoro już jesteś w tym barze, w tym miejscu… Próbuję sprawić, abyś zdecydował, czy uciekniesz stąd i się rozpadniesz, czy też będziesz tu siedział i pozwolisz sobie doświadczyć przeobrażenia, tak aby znaleźć się w późniejszym miejscu w czasie. Zachęcam cię, abyś się rozpadł. Dlaczego? Bo Bóg jest tutaj. Otacza cię pełnia. Oto, jak możesz przyspieszyć czas – i tym własnie jest Książka Ćwiczeń: za każdym razem, kiedy wchodzisz w tożsamość, uwolnij ją, skonaj, a będziesz tutaj. A więc nie nauczam niczego oprócz śmierci. Nauczam cię, abyś spojrzał na ostateczny rezultat myślokształtu, który doprowadził cię do tego punktu. Ty tego nie robisz – zamiast tego czerpiesz korzyści ze swoich poprzednich utożsamień, rzutujesz je w przyszłość i mówisz, że „tak jest w porządku, pozostanę w liniowym czasie”. Ale jest oczywiste, że się skończysz. Co takiego uczynisz? Zużyjesz wszystkie myślokształty, które skonstruowałeś. Pamiętaj, że nie ma w nich nic rzeczywistego. Pochodzą one znikąd. Nie są prawdziwe. Wszystkie one są Adamem liczącym zwierzęta.

Czy mógłbyś – siedząc tu w tej chwili – zakreślić swój krąg, i nie ruszając się z miejsca, udać się do Raju? Właśnie to zrobiłeś. Czy usłyszałeś, co ci właśnie powiedziałem? Właśnie to zrobiłeś. To twój umysł. To twoje pojednanie. To twój świat. Świata tu nie ma, chyba że ty tu jesteś. Nie wiem, jak wam się udaje tego nie nauczać, skoro to są zdania wprost z Kursu. Nieprawdaż? Sądzisz, że świat już tu był, kiedy tu przyszedłeś? To szaleństwo! Nie, nie! Ten świat jest wytworem twojego umysłu. Kropka. Nie obchodzi mnie, czy jest o tym mowa w Kursie. Zapewniam cię, że idea nigdy nie opuszcza swego źródła. To przecież absurd. Każda idea, jaka kiedykolwiek mogła zaistnieć, jest w tej chwili z tobą. To wszystko jest tutaj. Bez względu na to, jak będziesz to sobie porządkował i przestawiał, określi to tożsamość, którą – jak myślisz – posiadasz. A jeśli skonstruowałeś się w oddzieleniu, to zachorujesz na raka, zestarzejesz się i umrzesz. Jeśli jednak przemienisz swój umysł, odkryjesz, że jesteś wieczny, ponieważ jesteś wieczny. Niemożliwe jest, abym nie mówił ci prawdy, ponieważ siedzę tu i mówię ci prawdę. Jakże proste jest zbawienie! Ty zaś mówisz: „No cóż, chciałbym móc w to uwierzyć”. To jest dla ciebie o wiele za proste. Oczywiście, że to skomplikujesz myślami na swój temat. One nie są prawdziwe. Zostałeś stworzony doskonałym, lecz będziesz to komplikował, po to aby znaleźć się w tym utożsamieniu. I znowu poczujesz ból śmierci. Lecz nie musisz tego robić, jeśli nie chcesz. Na tym padole – odwołam się przez chwilę do Kursu – nie było jeszcze przebudzenia na szeroką skalę. Pamiętaj, że zmartwychwstanie Jezusa wydarzyło się całkiem niedawno. Mam to na myśli – było to całkiem niedawno w relacji z utożsamieniem czasu. Tak naprawdę ból, którego – jak sądzisz – doświadczasz, to bardzo krótki okres w porównaniu z czasem, jak spędziłeś w tym całym gównie. Na twoim miejscu od razu bym to zrobił – oddałbym się całkowicie temu doświadczeniu.

Na tym poziomie świadomości nie ma żadnego punktu odniesienia do istoty przeobrażenia myśli czasoprzestrzennej, które pozwoliłoby nam wspierać owo przeobrażenie umysłu. I tak oto pojawił się gnostycyzm. Tym też zajmują się ci ludzie… Tym właśnie jestem – uzdrowionym umysłem wyrażającym siebie w pełni. Nieuniknione jest, że ty również to osiągniesz, ponieważ rozdwojony umysł staje się pełnią z definicji. Nie ma czegoś takiego, jak rozdwojenie. Widzisz, jakie to proste? Wielu z was naprawdę mnie słyszy. Skoro jestem projekcją twojego umysłu, to wystarczy, że uznałbyś, iż mam uzdrowiony umysł, a wówczas twój umysł byłby uzdrowiony. Trudno jest ci to uczynić, ponieważ gdybyś to zrobił, straciłbyś swoją tożsamość. Rozumiesz? Wymaga to uznania, że twój brat to Chrystus. Jeśli chciałbyś na mnie spojrzeć jak na starszego, bardziej zaawansowanego brata, to proszę bardzo, ponieważ sposób działania twojego umysłu jest całkowicie przeciwstawny w stosunku do sposobu działania mojego umysłu oraz wielu tych świadomości, przebywających w tej kawiarni i wychodzących poza czas. Zapewniam cię, że oni wychodzą poza czas, ty zaś wciąż trwasz w swoim postrzeganiu. Pamiętaj jednak, że decyzja, aby to robić, należy do ciebie. Oczywiście uważasz, że cię do czegoś przymuszam. Próbuję cię zmusić do podjęcia decyzji, żeby nie umrzeć. To niedorzeczne! To nie ma żadnego sensu. Lecz ty czujesz się bardzo zagrożony. Kiedykolwiek próbujesz skrócić czas, doświadczasz czegoś, co nazywasz „progiem lęku”. Bezpośrednie podejście dosłownie sprawiłoby… Bronisz się przed tym na wszelkie sposoby. I oczywiście zrobisz wszystko, co możliwe w twoim utożsamieniu, aby nie usłyszeć tego przesłania. To jest zdanie wzięte wprost z Kursu. Czy słyszysz to, kiedy to czytasz? Zrobisz wszystko, co możliwe, aby nie usłyszeć tego, co ci mówię – tego, co mówi Kurs Cudów. To jest zdanie z Kursu Znajdziesz jakiś sposób trzymania się swojej odrębnej tożsamości, ponieważ w przeciwnym razie znalazłbyś się w Niebie. Czy rozumiesz, że nie ma czegoś takiego jak neutralna myśl? Czy rozumiesz, że albo jesteś za mną, albo przeciwko mnie? To bardzo altruistyczne, a ciebie obraża altruizm. Lecz prawda jest prawdziwa i nic innego nie jest prawdziwe. Kropka! A jednak w to wątpisz. W przeciwnym razie musiałbyś uznać swoją pełnię. I musiałbyś wówczas przyjąć do swojej pełni wszystkie fałszywe myśli na swój temat i poprosić o przebaczenie tamtego utożsamienia. A tego właśnie nie chcesz uczynić. Musisz połączyć całe swoje gówno z tym, co dobre. Potrzebujesz tego dla swojej tożsamości.

Zebraliśmy się więc w tym miejscu, w którym opuszczamy czas. Są tu świadomości, które mają kłopot z pozostaniem w czasie. Jest tu trochę umysłów przechodzących doświadczenie przemiany. Nie wiem, jak wiele z tego czujesz, lecz te świadomości doświadczają oświecenia. Całkiem dosłownie. Nie ma sensu, abyś je oceniał, bo ocenisz je fałszywie. Myślę jednak, że w pewnym momencie powinieneś być w stanie włączyć się w ducha zmartwychwstania. A może nie. Może ich zatrzymasz i będziesz analizował swój związek z nimi. W ten sposób będziesz mógł się upewić, że się nie przemienią. No daj spokój! W ten sposób będziesz mógł studiować ideę, że nikt z was nie jest w stanie tego dokonać. Pojawił się tam pewien dziwak, nauczyciel Kursu, który mówi teraz tak: „Bądź dumny z ego w swoich związkach”. Co za niedorzeczność! Robisz wszystko, żeby nie przyznać, że istnieje Niebo i Bóg. Spróbuj nie osądzać oświecenia, ponieważ ono jest wszędzie dookoła ciebie. Wydaje ci się ono bardzo dziwne, ponieważ jest odczuciem wolności umysłu, której się boisz. Boisz się porzucenia zniewolenia swojej tożsamości. To jest grzeszne. Jest pełne pasji; jest wszechogarniające; jest twórcze. Składasz broń, twoja percepcja układa się w jedną całość i odchodzisz stąd. Jak możesz to udowodnić? Nie bądźmy absurdalni! Odejść znaczy odejść. Jeśli przechodzisz przez ten process, to czyż nie musisz przez niego przejść? Czy też zamierzasz się upierać, że oni schodzą strudzeni ze wzgórza w oparciu o definicję, jaką im nadałeś? Czy zamierzasz trzymać ich w niewoli choroby i śmierci w swoim umyśle? Oto jak mówi o tym Jezus: ty jesteś przyczyną. Nie pozwól swojemu bratu być chorym. Oczywiście, że ty powodujesz jego raka. Czy ktoś ma co do tego jakieś wątpliwości? Przestań to robić. Przestań to powodować. Wystarczy, że spojrzałbyś na niego jak na świętego żyjącego Syna Bożego, a razem znaleźlibyście się w Niebie. Jakże inaczej myślisz, że możesz tego doświadczyć? Daj spokój! Co robisz w swoim umyśle, pozwalając na przeobrażenie tych myślokształtów? Czy zamierzacie zachowywać swoje tożsamości w konflikcie z własną świadomością w waszym wspólnym wzajemnym zaprzeczeniu? Pamiętaj, że twoja rzeczywistość zależy od bycia odrębnym od niego. Jakże mógłbyś go kochać? Przecież nie pozwalasz nawet sobie go poznać. To zadziwiające. Ty zaś nazywasz to związkiem – dobrym związkiem, w którym możecie zachować wzajemną odrębność. To szaleństwo. To obłęd. Nie chcę o tym mówić. Jednak tym właśnie są wszystkie związki tutaj – zachowywaniem swojej tożsamości oraz utożsamieniem z rzeczami na zewnątrz ciebie.

Co by się stało, gdybyś potraktował Kurs Cudów na poważnie? Obudziłbyś się w Niebie. Ty wolisz raczej umrzeć niż to zrobić. I nikt cię nie powstrzyma. Czyż nie tak? Jakże mogliby cię powstrzymać? Pamiętaj, że ty jesteś zaprzeczeniem zmartwychwstania. Kiedy Jezus o tym opowiada, mówi tak: „Znajdujesz się w konflikcie z całym wszechświatem, ponieważ odrębny umysł się nie komunikuje”. Rozumiesz? On jedynie stoi w stanie izolacji w swoim własnym śnie. Znajdujesz się w swoim śnie, reagując na własne myśli. To są dosłowne zdania. Czy wy w ogóle czytacie Kurs? To są zdania wprost z Kursu. Skoro to czytacie, dlaczego spotykacie się i próbujecie dzielić się snem? Nie jesteście w stanie się tutaj porozumiewać, chyba że tylko po to, aby skazywać się nawzajem na śmierć. Gdy nadajesz mu imię, to go zabijasz, prawda? Nie rób tego. Przestań identyfikować ciała. W miejscu, w którym się znajdujesz… To jest program indywidualnego oświecenia. A skoro ty jesteś całym wszechświatem, to przechodzisz przez ten jeden proces w swoim umyśle. Nie ma on nic wspólnego z formą twoich percepcyjnych skojarzeń. Jeśli chcesz zdań z Kursu, które o tym mówią, to z radością ci je dam, ale po co, do licha, skoro ty i tak studiujesz Kurs jedynie w percepcyjny sposób.

Ten świat to twój świat. A ty śnisz. Ty śnisz ten świat. W porządku? I teraz w twoim śnie, w twoim umyśle, pojawiła się postać, która mówi ci, że śnisz. To jest sen we śnie, prawda? I postać ta mówi ci: „Ty śnisz. To wszystko nieprawda. To nie jest prawdziwe miejsce. Nie możesz się rozchorować i umrzeć. Nie tracisz rzeczy, które kochasz. Nie możesz doświadczyć bólu, cierpienia, lęku ani śmierci. One nie są prawdziwe. Śnisz koszmarny sen”. A ty na to: „A skąd ty to wiesz?”. Jestem w twoim śnie, mówiąc ci o tym. A więc to ty o tym wiesz. Ja nie muszę tego wiedzieć. Musisz jednak zrozumieć, że ja to wiem, aby mogło się to stać prawdziwe dla ciebie. Dlaczego? Bo ty mnie wytworzyłeś w swoim śnie. W każdej chwili krzyżujesz Chrystusa. To zdanie, które pojawi się właśnie tutaj… Masz jakieś pytanie? W każdej chwili krzyżujesz Chrystusa poprzez samo zaprzeczenie doskonałości swoich stworzeń. Dosłownie! Nie może być inaczej. Przestań to robić. „Jak mam przestać?” Po prostu przestań.

Czy Bóg jest, czy Go nie ma? „Naprawdę?” A zatem – co ty tu robisz? Nie bądź niedorzeczny. Gdybyś w to uwierzył, wskoczyłbyś natychmiast do Nieba. Dlaczego miałbyś nie wskoczyć? Jeśli jest Bóg, to doskonale. To znaczy, że ty tam już jesteś. Myślisz, że On ma coś wspólnego z tym miejscem? Kompletnie się mylisz. On nie ma z tym nic wspólnego, nic. On nie osądza. On nawet nie osądza cię jako doskonałego. Może ty będziesz musiał osądzić Go przez chwilę jako doskonałego, aby do Niego dotrzeć.

A więc siedzimy sobie tutaj na końcu czasu. Połowa z was planuje już, co zrobi w przyszłym tygodniu, w przyszłym roku, jutro, i wszyscy całkowicie się mylicie. Jesteście całkowicie nieprawdziwi. Jesteś gotów? To miejsce nie jest prawdziwe. Nie ma czegoś takiego, jak „miejsce”. Kto o nim w ogóle wie? Tryliony gwiazd dookoła ciebie i wszystkie te rzeczy, ty zaś redukujesz samego siebie do oddychającej tlenem nicości i trwasz w stanie, w którym nigdy nie możesz stąd uciec. Przyglądałem się, co oni musieli zrobić, by wylecieć 150 mil w przestrzeń, ponieważ utożsamiają się z ciałem. Skończ już z tym! Nie możesz nawet dotrzeć do najbliższej gwiazdy. Nie możesz nigdzie dotrzeć za pomocą swoich percepcyjnych skojarzeń i jeśli cię to nie frustruje, to spadaj stąd. Ja obudziłem się jedynie dlatego, że nie mogłem znieść idei, że nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi. To nie jest kwestią religii. To nie ma nic wspólnego z powieszeniem Jezusa na krzyżu. Nic z tych rzeczy. Trzeba tylko zadać sobie pytanie: „O co w tym wszystkim, do licha, chodzi?”. No cóż, chodzi tu o WSZYSTKO; chodzi o twój własny uzdrowiony doskonały umysł. Nie ma to nic wspólnego z czymkolwiek innym. Mam nadzieję, że dotarło już do ciebie, że nikt tutaj nie zna odpowiedzi. Nikt tutaj nie wie, skąd przybył lub jak się tu znalazł. Oczywiście, że tak. Czy już nadszedł czas, żebyś się obudził? O tak! Naprawdę? „Czy ja naprawdę jestem zbawicielem?” Tak, naprawdę jesteś zbawicielem. „A co z tamtymi ludźmi?” Jakimi ludźmi? „No, co z tymi wszystkimi pięknymi braćmi, których skonstruowałem w moim…” Pffffffeee!!!

Idea nie może wyjść poza swoje źródło, nauczycielu. Ty wciąż zmagasz się ze swoimi koncepcjami przebaczenia. One są absolutnie bez znaczenia. Jeśli grzech jest prawdziwy, to nigdy go nie wybaczysz. Nigdy. Będziesz ćwiczył aż odkryjesz, że nie możesz tego zrobić. Czemu jednak iść dłuższą drogą? Rozumiesz? To jest koniec czasu. Nie ma na to żadnego dowodu. Wymaga to twojej akceptacji. Właśnie dlatego Jezus zakreślił krąg i powiedział: „Będę tu siedział aż…”. Czy rozumiesz, że gotowość twego umysłu i determinacja, by to znaleźć, już jest zbawieniem? I że zbawienie jest w każdym momencie, w którym podejmujecie decyzję, by to zrobić, a nie w waszej definicji decyzji, głuptasy. Ty wciąż podejmujesz decyzję, a następnie próbujesz się do niej ustosunkować. Nie masz pojęcia o mocy swojego umysłu. Zielonego pojęcia… Dlaczego? Umysł jest cały mocą. Nie masz żadnego pożytku z tego, co ci dolega. To jest wspaniałe, uzdrawiające przesłanie. Jezus powiedział: „Wystarczy, że powiesz: Nie mam żadnego pożytku ze śmierci i choroby, a one znikną”. Czy możesz to zrobić ze swoimi pacjentami? Nie, ponieważ w to nie wierzysz, gdyż stworzyłeś ich po to, aby byli chorzy i w ten sposób podtrzymywali twoją odrębną tożsamość. Jakże inaczej, do licha, mógłbyś tu służyć, jeśli oni by nie chorowali? Właśnie dlatego krzyżujesz Chrystusa. On bowiem jest przeciw porządkowi społecznemu. Jest przeciwny śmiertelności. Jest przeciwny śmierci. Jest przeciwny czasowi. Jest przeciwieństwem pod każdym względem, prawda? Widzisz to?

Zatrzymałem się więc tutaj, by ci powiedzieć, że istnieje całkiem inne utożsamienie, do którego możesz wstąpić, i będzie ono wyglądało dokładnie tak samo, jak wszystko tutaj, poza tym, że będzie pełne światła i piękna. Ok?

Zajmie to tylko chwilę, a potem znajdziesz się poza czasem. Nazywa się to „wniebowzięciem”. W Księdze Apokalipsy jest mowa o Wniebowzięciu. Doświadczamy Wniebowzięcia. Świat skończy się w roku 2006. Cały ten świat. Większość z was nie przetrwa nawet tak długo. Czy to nie zabawne? I to wszystko się skończy.

Porzuć więc teraz swoje urazy, dobrze? Nie trzymaj się swoich uraz do drugiego człowieka. On ci niczego nie uczynił, prawda? Ty to zrobiłeś. On robi ci dokładnie to, co – jak sądzisz – ty mu uczyniłeś. Czy podoba ci się to zdanie z Kursu, czy też cię obraża? To ładne zdanie. Jesteś przyczyną swojego własnego bólu. Większość z was nie rozumie Kursu, ponieważ nie doświadczyłeś tak naprawdę psychologicznej pewności, że ty jesteś tego przyczyną. Gdybyś tego doświadczył… Być może będziesz musiał jeszcze przejść przez trzy lub cztery utożsamienia, aby zobaczyć, że robisz to sam sobie. Jeśli będziesz w stanie to zobaczyć już w tej chwili, to odniesiesz z tego ogromną korzyść. Przestaniesz wówczas trzymać się żalu do drugiego człowieka. Przestań go osądzać. Przestań widzieć w nim winę. Nie doszukuj się w nikim winy, łącznie z samym sobą. Nie mógłbyś tego zrobić. Bo wówczas nie byłoby cię już tutaj. Ktoś musi być za to odpowiedzialny. Prawda? Masz problem z uznaniem autorytetu. Przyjmujesz odpowiedzialność za część, ale nie za całość, a więc rzutujesz to na zewnątrz w czasie i trzymasz się innych utożsamień. To obłęd! A więc czas teraz się skończy. I ciebie już nie będzie, i nie ma świata. Znajdujesz się na niewielkiej kulce błota obracającej się z prędkością tysiąc sześćset kilometrów na godzinę i krążącej wokół innej kulki… Spójrz na to! A ty stoisz sobie tutaj, podczas gdy wszystko dzieje się dookoła ciebie. Czy rozpoznajesz iluzję, jaką jest percepcyjne utożsamienie? Dlaczego nie spadasz z Ziemi? Dlaczego sam się nie obracasz? Ty trzymasz to w ryzach swojego utożsamienia z czasem. Ale to przeminie. W jaki sposób znika Ziemia? Po prostu jej nie ma. Odchodzi tam, skąd przybyła. Donikąd. Czy będzie jakiś Armagedon? To bzdura, chyba że sam do niego doprowadzisz.

Wielu z was wygląda bardzo pięknie, i jeśli potraficie to zobaczyć, wiele z tych świadomości doświadcza teraz pełnego objawienia. Zaofiarują ci oni wizję twojego przebudzenia, jeśli im na to pozwolisz. Nauczamy przejścia z wizji do objawienia lub z objawienia do wizji. Przyczyna i skutek nie są rozdzielone. Oczywiście nie mogę ci pokazać mojego objawienia, mojego uzdrowionego umysłu. Lecz mogę ci pokazać wizję naszego wzajemnego utożsamienia, jeśli mi na to pozwolisz. Nie mam powodu, aby ci mówić nieprawdę. Wiem, że myślisz, iż mam ku temu powód, ponieważ sądzisz, że w jakiś sposób skorzystam na naszym fałszywym utożsamieniu. Całkowicie się mylisz. Masz bardzo dziwny system wartości. Opiera się on na śmierci. Wszystkie zaś twoje utożsamienia opierają się na wymianie niedostatku. Wymiana jest niemożliwa. Nie podlegasz innym prawom oprócz Bożych.

Przyjdźcie jutro rano i zróbcie lekcję 131, 132, 76 i 139, a także lekcję od 1 do 365! 131 i 132, 139… Jak mógłbyś pominąć 135? Zaś lekcja 76 wywołuje największy sprzeciw spośród wszystkich lekcji Kursu. Lekcja ta jest nie do przyjęcia w żadnych okolicznościach: Pomyśl dalej – wierzysz w prawa przyjaźni… One wszystkie są niedorzeczne. Wszystkie są szalone i obłędne. Polegają jedynie na dzieleniu się śmiercią. Nie rób tego więcej. Chcesz wiedzieć, co musisz jedynie zrobić? Po prostu pozwól, aby Kurs był prawdziwy. Pomijając to, że on jest prawdziwy. Musisz pozwolić mu być prawdziwym. Przestań badać, co jest jego źródłem. Pojawiają się różni dziwacy badający przyczynę Kursu Cudów, tak jakby mogło być nią coś innego prócz ich percepcyjnego umysłu. To czyste szaleństwo. Jest takie piękne zdanie w Kursie, w którym Jezus mówi, że cały twój problem, twoja iluzja wywodzi się z idei oddzielenia przyczyny i skutku. W porządku? Rozumiesz, o czym mówię? Kurs Cudów to jest Jezus Chrystus. Ty jesteś swoimi własnymi myślami. One nie mogą być oddzielne. Oto całe nauczanie Kursu. Nie masz myśli. Jesteś myślami. „No cóż, zbadajmy utożsamienie historycznego Jezusa z tym, co on mówi w Kursie”. To bez sensu. Oni nie są oddzieleni. Oto, co jest wymagane: przyjmij mnie lub przyjmij skutki. Jedno i drugie zadziała, prawda? Rozumiesz? Przyjmij w swoim sercu te nauki jako całkowicie prawdziwe. W swoim umyśle przyjmij zaś je tak, jak są ci przedstawiane. Przyjmij przyczynę albo skutek. Jezus mówi tak: „Jeśli mi nie wierzysz, uwierz temu, co mówię”. Czy to jedno i to samo? Oczywiście, że tak. Lecz dla ciebie to nie jest jedno i to samo, ponieważ rozdwoiłeś swój umysł w koncepcjach. Oddzielasz więc przyczynę i skutek. Między nimi mieści się tylko twój własny osąd. I to właśnie jest nieprawdą.

Widzisz, jakie to proste? Teraz możesz stwarzać. Dlaczego? Nie musisz już analizować związków między swoimi myślami. Tym właśnie jest energia, którą tu widzisz. To przeobrażenie. To cud Kursu Cudów; utożsamienia myślokształtów, które dosłownie zaczynają stwarzać z poziomu swojej karmicznej tożsamości. Nazywaj to jak chcesz, lecz to są… To są po prostu moje myśli. A myśli są energią. Posłuchaj: Wszechświat jest jedynie myślą. W porządku? Bóg jest jedynie myślą. Bóg jest jedynie twoją ideą. Nie w tym tkwi problem. Problem polega jedynie na tym, ile twórczej pewności zawiera się w twojej idei Boga. No przecież! Jeśli trzymasz tę ideę jako ograniczony myślokształt, to nie ma w niej energii. Czyż nie tak? Ona się nie szerzy. Ona tylko trzyma się samej siebie. Ma bardzo wąski zakres. Nie ma w niej szerokiego spektrum kolorystycznego. Jest bardzo mała. Gdy jednak zaczynasz poszerzać to utożsamienie Wielkich Promieni, to myśl, którą miałeś w zeszłym tygodniu, rozszerza się teraz w nowe utożsamienie połączenia. Co się wówczas dzieje? Zaczynasz stwarzać za pomocą swoich myśli. Chcę, abyście stwarzali. Na miłość boską! Czy możesz faktycznie zmienić swoją tożsamość poprzez twórczą pewność co do tego, kim jesteś? Oczywiście, że tak. Nie wiem, czym myślicie, że jesteście. Wszyscy, którzy do mnie przychodzą, lubią… Oni wszyscy stąd odchodzą. I dobrze im się wiedzie. Jeśli to cię zadowala, to jest dla mnie w porządku. Lecz ja tak naprawdę ofiarowuję ci uzdrowiony umysł. Jeśli nie będziesz się mnie bał, to odkryjesz, że jesteś w stanie lepiej stwarzać; będziesz malował, tańczył, robił najprzeróżniejsze rzeczy. Każdy tego doświadczył. Jeśli to cię zadowoli i będziesz chciał tutaj pozostać i umrzeć, to oczywiście możesz podjąć taką decyzję. Lecz ja mówię ci teraz, że portal jest otwarty. To jest faktem. I aby znaleźć się w tym utożsamieniu, musisz jedynie powiedzieć: „właśnie to zamierzam zrobić”. W tej samej chwili, w której byś to powiedział, otworzyłbyś Tekst Kursu Cudów i pojmowałbyś go zupełnie inaczej. Bo podjąłbyś decyzję, by pojąć, o czym on mówi. Teraz sam siebie oślepiasz, bo boisz się zobaczyć, o czym on mówi. Rozumiesz? Wieczność nie powinna wam zagrażać. W porządku?

Jak to możliwe, że nauczasz fizycznego przebudzenia? Największy problem, jaki będziesz miał z Kursem Cudów, czy jakimkolwiek nauczaniem o fizycznym zmartwychwstaniu, wiąże sie właśnie z tym, że zmartwychwstanie jest fizyczne. Rozumiesz mnie? W każdym momencie przechodzisz całkowite przeobrażenie fizycznego ciała, które musi doświadczyć zmartwychwstania. To jest prawdziwe. I wywołuje to w tobie lęk. Przejawy tego powodują lęk. Widzisz? Tak naprawdę ty nie… Niektórzy z was szczególnie nie lubią patrzeć na uwalniające się umysły. Czy jest konieczne, aby tak to wyglądało? To nie ma nic wspólnego ze zjawiskami. Konieczne jest, abyś tego nie oceniał, poza swoją determinacją, aby przejść przez nieunikniony proces, którego doświadczasz. Gdybym tylko mógł sprawić, że powiesz: „Doświadczam transformacji…”. W porządku? „Nie mam z tym nic wspólnego”. Nauczam po prostu tak: „Nie mam w tej kwestii wyboru; to się po prostu stanie. To jest naturalne przeobrażenie, ewolucyjny proces powrotu. Nie będę go oceniał. Pozwolę mu się wydarzyć”. A jeśli przyjdziesz i pozostaniesz w tej energii, przydarzy ci się to bardzo szybko. Dlaczego? Bo nie wniesiesz do tego swoich własnych ocen. To ta sama idea, co „puścić i wpuścić Boga”. Jestem pewny, że to wiesz. Ok? Innymi słowy: nie oceniaj tego. Istnieje inny sposób patrzenia na to. Lecz ważne jest, abyś zobaczył, że to przeobrażenie myślokształtów jest prawdziwe. Zaczynasz śnić nowy, prawdziwy sen. W przeciwnym razie umrzesz. Odgrodzisz się od tego; będziesz to analizował w sposób percepcyjny, gloryfikował nauczycieli, nazywając ich na przykład „ojcem Kursu”. To największe bzdury, jakie słyszałem! Widzisz? Skupiasz się na skrybie i nadajesz wartość utożsamieniu myślokształtów. Jest to absolutnie bez znaczenia. Nie ma to nic wspólnego z Kursem Cudów. Kurs jest jedynie transformacją twojego umysłu. Ok? Ten segment czasu w twoich wspomnieniach został dla ciebie odcięty. O tym właśnie mówi Kurs. Posłużę się określeniem z Kursu: zostałeś od tego dosłownie odcięty. Jeśli dokonasz cudu, ja dostosuję czas. Obiecuję ci, że dostosuję dla ciebie czas, jeśli pozwolisz na wydarzenie się cudu i nie będziesz się bał. Dlaczego? Bo wówczas wydarzy się całkowite przeobrażenie, gdyż ten portal jest otwarty w późniejszym czasie. Wiem, że boisz się to zrobić, ponieważ spowoduje to, że będziesz musiał spojrzeć na konflikt, w którym się wcześniej znajdowałeś w swoim utożsamieniu.

Porzucisz swoją odrębną tożsamość. Ponieważ już to zrobiłeś. W porządku? A zatem możesz teraz poczuć to nowe odzwierciedlenie i cieszyć się nim – jeśli tylko weźmiesz wszystkie swoje stare żale, przebaczysz im i wejdziesz w to nowe utożsamienie. Na jedną chwilę odłóż swoje opinie i oceny na temat tego, czym powinno być zbawienie, i chodź do Domu. Gwarantuję ci bowiem, że tylko twoja potrzeba, by wiedzieć, czym ono powinno być, powstrzymuje cię przed nim. Rozumiesz? Nie mów Bogu o Nim Samym. On już wie, Kim jest.

Wyglądasz pięknie. To są twoje utożsamienia światła. Możesz teraz pozbyć się swoich osądów. Cały twój czas dzieje się w tej chwili. Niektórzy z was są mi bardzo znajomi. On jest twym zbawicielem. Oto co się teraz dzieje… Gubisz belkę ze swojego oka i otwiera ci się szyszynka, trzecie oko. Widzisz to? To jest fizyczne doświadczenie. Nie chcę, abyś myślał… Nie chcę, żebyś kładł zbyt duży nacisk na utożsamienie gruczołów, lecz zapewniam cię, że pobudziłeś, przysadkę mózgową i inne gruczoły dokrewne. To właśnie się dzieje. Ty jednak masz skłonność do nadmiernego skupiania się na tym, a więc próbujesz zgłębiać kościoły z Apokalipsy i czakramy. To nie ma z tym nic wspólnego. Lecz jest to fizyczne przedsięwzięcie i powinieneś zacząć tego doświadczać: nowego utożsamienia projekcji twojego umysłu. Tym właśnie jest uzdrowiony umysł, na miłość boską! Pamiętaj, że gdy spoglądasz na to z dualistycznego punktu widzenia, wytwarzasz sobie obiektywną rzeczywistość. „Czyż nie wiesz, że musisz się ponowinie narodzić? Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie”. Wszystkie stwierdzenia Jezusa Chrystusa sprzed dwóch tysięcy lat były dokładnie tym, co mówię ci teraz. Prawda? Drzazga w oku twego brata jest nieistotna. Spójrz na belkę we własnym oku. Musisz stać się jednooki. Wszystko musi zlać się w jedno. To właśnie się z tobą dzieje. I tak jak on mówi – zobaczysz wszystko nowym. Kurs idzie jeszcze o krok dalej, mówiąc, że to są jedynie twoje projekcje i że one się zmienią, gdy twój umysł się zmieni. Dosłownie się zmienią. Nie zmienią się w ten sposób, że jedna rzecz się trochę poprawi, a druga trochę pogorszy. Chodzi mi o to, że zmieni się cały twój sposób widzenia. Dosłownie. To jest tak, jakby wszystkie pojęcia działy się przez cały czas, a ty potrafiłbyś je zobaczyć w jakimkolwiek utożsamieniu z samym sobą. To jest prawdziwe. Właśnie dlatego chcę, abyś przeszedł teraz do późniejszego układu odniesienia, w którym możesz doświadczyć harmonii swoich myślokształtów. Pamiętaj, że znajdujesz się jedynie w konflikcie z własnymi myślami. A jeśli zaczniesz stwarzać z poziomu swojego nowego „ja”, będącego później w czasie, to odkryjesz harmonię tamtego przeobrażenia. Widzisz to? Widzisz? Niektórzy z was może chcieliby usłyszeć, że znajdujemy się wszyscy poza czasem. Muszę ci to powiedzieć. Jezus naucza tego w ten sposób i jest to piękny sposób nauczania. Nie jesteśmy oczywiście niczym innym, jak jednym ostatnim wspólnym wspomnieniem, a jeśli spróbujesz o tym opowiedzieć tak, jak mówimy o tym w Kursie, to tak naprawdę jesteśmy razem poza czasem i wróciliśmy do tego utożsamienia. My dosłownie wspominamy samych siebie. Tym właśnie jest misja zbawienia. Jesteś głęboko zasianym ziarnem swoich własnych wspomnień. Rozumiesz? A teraz budzisz się w tej pewności, że przyjmujesz… Twoje brzemię jest bardzo lekkie, prawda? A więc wciąż przynosisz brzemię swoich wspomnień do tego przeobrażenia. Właśnie dlatego jesteś zbawicielem świata. Widzisz to?

Niektóre nowe tu osoby mają w sobie mnóstwo światła. Przyjdźcie jutro. Będę o tym mówił jutro. Niektórzy z was mają problem. Zajmę się twoimi problemami. Nie pozwolę ci umrzeć. Potrzebujemy wszelkiej pomocy, jaką tylko możemy otrzymać. Kiedy już raz w to wejdziesz – jeśli masz tego doświadczyć – to nie pozwolimy… Nie chcemy, byś robił to w ten sposób. Chcę, abyś był w tym ciele. Rozumiesz? Nie potrzebuję cię w jakimś innym utożsamieniu. Dlaczego? Cóż jest nie w porządku z tym, które już masz? Ty wciąż myślisz, że w jakiejś przyszłości możesz mieć lepsze utożsamienie. To niemożliwe. Niemożliwe jest, abyś pojął to zbyt wcześnie. Kiedykolwiek się do tego zbliżasz, zawsze kusi cię, by mówić: „No cóż, nie jestem jeszcze gotowy. Muszę przejść kolejne doświadczenie śmierci”. Przestań! Przestań dokonywać poprawek. Chcę cię takim, jakim jesteś. Nie zmieniaj tego. Nie zmieniaj niczego. Przestań oceniać, w jakim punkcie się znajdujesz w tym utożsamieniu. Będziesz pasował doskonale. Widzisz to? Jakże mógłbyś nie pasować? Wow! Widzisz, musimy cię w tym jednak podtrzymywać. Chcę cię w tym ciele. My już zajmiemy się naprawą. Spójrzcie na niego. To działa. Znajdujesz się poza czasem. Spójrz na to. Czujesz to? Sto dwadzieścia dwa lata? W tym utożsamieniu? Tak. To działa całkiem nieźle. Ja to łączę. Widzisz? Zachowuję cię w tym utożsamieniu. Oczywiście nic mu się nie stanie. Mógłbyś pewnie udowodnić, że się mylę, wziąć sztylet i zadźgać mnie na śmierć, prawda? I to właśnie zrobisz. Lecz to nie będzie miało żadnego wpływu na to utożsamienie. Dlaczego? Ty już to zrobiłeś samą myślą na ten temat. Słyszysz mnie? Niektórzy z was naprawdę mnie słyszą. To jest całe nauczanie. Za każdym razem, kiedy myślisz o morderstwie, ono już się dokonuje. Wszystko się dokonuje. Ale co my zamierzamy zrobić? Połączymy się w tej nowej harmonii, zachowując to utożsamienie. Tym jest prawdziwy święty związek. Nie ma on w sobie żadnego osądu. On jedynie opowiada się całkowicie za byciem poza czasem. Tym właśnie jest święty związek. Nie ma on nic wspólnego z tym związkiem. Nic. Jakże mógłby on nie być święty? To przecież twój własny uzdrowiony umysł. Nie porównuje on świętości. Niczego nie porównuje. Jest tylko miłością.

Czyż nie uwielbiasz jednego celu? Nauczam właśnie jednego celu. Nieosądzania. Pojedynczego celu. Takie jest moje zadanie. Być może to pomoże ci usłyszeć to przesłanie. Zapewniam cię, że to jest moje zadanie. Po cóż innego miałbym tu być? Kto sądzisz, że cię w to wplątał? Ja. Oczywiście, że tak. To musiałem być ja, bo w przeciwnym razie nie mógłbym cię stąd wyprowadzić. Lecz ja mogę cię stąd wyprowadzić. Dlaczego? Bo ja cię tu wprowadziłem. Czy widzisz, jak ważne jest w twoim umyśle przyznanie się do błędu? To podstawa. Jedna droga wejścia. Jedna droga wyjścia. Czy mogę przyjąć za to odpowiedzialność? Oczywiście, że tak. To nie jest prawdziwe. Ty tego nie wiesz. Gdybyś wiedział, musiałbyś zobaczyć, że to nie jest prawdziwe, ponieważ nie mógłbyś znieść brzemienia. Przez tę jedną chwilę w czasie doskonały ołtarz znajduje się w tym samym miejscu, w którym jest zbeszczeszczona część ciebie samego. Tak o tym mówi Kurs. To prawda. Na tym polega cała idea schizmy; i to wszystko zawiera się w tym jednym miejscu. To jest ten przerażający moment, którego tak wielu z was doświadczyło w waszym własnym Ogrójcu. Czyż nie tak? Ale teraz przechodzisz przez tę zasłonę i wchodzisz na pogranicze, zaś to jasne światło jest wszędzie dookoła ciebie. W tejże chwili jesteś dla nas bardzo cenny. Dlaczego? Spływają tu wszystkie twoje wspomnienia. Pewnie, że tak. O tak, na tym właśnie polega cała zabawa. One są jedynie wytworami twojego umysłu. Dlatego podstawą nauczania jest to, żebyś przyjął pojednanie dla siebie samego. To jest wymagane.

Dzieje się tutaj dużo uzdrowienia. To są istoty światła. Nie ma czegoś takiego jak choroba. Skończ już z tym. To właśnie Jezus nazywa zmartwychwstaniem. We wschodnim nauczaniu określa się to jako otwarcie czakry korony. To rzadkość w tym utożsamieniu, ale jest oczywiste, że właśnie to się tutaj dzieje. Otwarcie korony to po prostu odsłonięcie zasłony. Jeśli spojrzałbyś na swój mikrokosmos jak na makrokosmos, to zobaczyłbyś, że zmartwychwstanie dokonuje się jedynie w tym utożsamieniu. Wówczas zobaczyłbyś, że w każdej chwili właśnie to jest zmartwychwstaniem. Jutro zajmiemy się przejawianiem tego w ciele. Pokażę ci różnicę między urojonym ciałem, a ciałem, które staje się pełnią, które stało się hologramem. Natomiast ta świadomość… Jakże płytka jest ta świadomość! Ona ma tutaj drobny problem… Lecz chcesz doświadczyć swojej pełni wraz z tym utożsamieniem ciebie samego. To piękne. Jeśli pozostaniesz w tej energii, nie odwołując się do percepcji, to proces ten zajdzie dużo szybciej, ponieważ go uznasz. Musi się to dokonać doświadczalnie, a Kurs nie prowadzi oczywiście do niczego innego poza doświadczeniem. Tylko doświadczeniem można się podzielić. Koncepcjami nie. Tym jest całe nauczanie Kursu. Skoro ograniczyłeś – w swoim percepcyjnym utożsamieniu – swoją pełnię, porzucenie tego ograniczenia jest cudem i to właśnie się tutaj dzieje. W porządku… To piękne.

A więc jesteśmy tutaj, na końcu czasu. Nie ma czegoś takiego jak „jutro”. Odłożyłeś na chwilę swoje „wczoraj” i powiesz: „Ojcze, w Twoje Ręce oddaję ducha mego”, zamiast mówić: „Czemuś mnie opuścił?” i wszystkie te inne bzdury, które wygadywałeś do tej chwili. I będziesz w stanie stąd wyjść. To bardzo piękne. Myślę, że będziemy mieli… Macie ochotę na odrobinę medytacji? Bądź bardzo łagodny. Powiem ci dlaczego: zasłona jest rozsunięta i niektórzy z was mogą stąd wyskoczyć. To jest całkowicie w porządku. Nie ma żadnych przeciwskazań. Spójrz na to przez chwilę. Niektórzy z was tworzą z tego prawdziwy wzorzec rzeczywistości. To bardzo piękne. Widzisz to? To piękne utożsamienie. Czym więc to jest? Pole marzeń, prawda? Zabrzmiało to jak wskazówka do puszczenia piosenki. A teraz spokojnie. Bądź w tym przez chwilę naprawdę spokojny, ponieważ… Widzisz… Już się tak bardzo nie opierasz.