Skok w Nieznane – refleksje po obejrzeniu filmu „Joe kontra wulkan”

Joe kontra wulkanPodczas spotkania w Nowych Gutach oglądaliśmy film fabularny pt. „Joe kontra wulkan” z 1990 r. z Tomem Hanksem i Meg Ryan.  Film zaczyna się od zdania: „Był sobie Joe i miał kiepską pracę”. Scenę podążania do pracy oraz samej pracy można potraktować jako swoistą parodię beznadziejności kondycji ludzkiej. Wydaje się, że główny bohater znajduje się w sytuacji bez wyjścia. Do tego jest zmęczony i schorowany, choć nie zdaje sobie sprawy, że jego symptomy są wynikiem hipochondrii.

Wszystko się zmienia, gdy dowiaduje się, że cierpi na rzadko spotykaną nieuleczalną chorobę zwaną „zmętnieniem mózgu” i że pozostało mu tylko pół roku życia. Nagle zamiast skupiać się na swojej hipochondrii oraz sytuacji zewnętrznej, puszcza wszystko, co robił do tej pory i zaczyna żyć. Cieszy się każdą chwilą i odkrywa, że może być szczęśliwy. I o dziwo, objawy chorobowe znikają.

Lekarz poinformował go jednak, że zmętnienie mózgu, które nie jest związane z jego dotychczasowymi objawami, i tak sprowadzi na niego nieuchronną śmierć.Niedługo potem pewien milioner składa mu nietypową propozycję – chce, by mężczyzna złożył samego siebie w ofierze dla bóstwa. Ma skoczyć do wulkanu i uratować w ten sposób lud na odległej wyspie od pewnej zagłady. Joe daje się przekonać, gdyż nie tylko ma cel (może kogoś ocalić), ale również nie ma nic do stracenia. Na dokładkę otrzymuje wszelkie środki finansowe, by żyć po królewsku przez swe ostatnie dni.

Decyzję, by skoczyć do wulkanu można by przyrównać do irracjonalnej dla logicznego ludzkiego umysłu decyzji na rzecz Boga. Człowiek nic nie wie o Bogu, ponieważ zna tylko swój świat postrzegania i swoje koncepcje. Zdecydowanie się na Boga jest więc dla człowieka skokiem w nieznane. Poddanie się, czyli powiedzenie Bogu „TAK” wydaje się oznaczać śmierć dla odrębnej tożsamości i koniec świata takiego, jaki znamy. Dlatego człowiek decyduje się „skoczyć” dopiero wtedy, gdy rozpoznaje, że tak naprawdę nie ma nic do stracenia. I ten skok wiary jest otwarciem umysłu na doświadczenie cudu.

Nie będę opisywał całego filmu ani wielu transformacyjnych tekstów i sytuacji, jakie się w nim pojawiają. Nie zdradzę też zakończenia. Powiem tylko, że był on dla mnie nie tylko sympatycznym filmem rozrywkowym, ale przede wszystkim transformacyjną historią opisującą kondycję ludzką oraz ideę poddania się.