Rozwój ufności

Oto fragment z Podręcznika dla nauczycieli Kursu Cudów mówiący o rozwoju ufności u nauczycieli Bożych. A kto jest nauczycielem Bożym? Każdy, kto chce nim być! 🙂

UFNOŚĆ

Rozwój ufnościJest to podstawa, na której opiera się ich zdolność do spełniania swej funkcji. Postrzeganie jest rezultatem uczenia się. W istocie postrzeganie jest uczeniem się, ponieważ przyczyna i skutek nigdy nie są oddzielone. Nauczyciele Boży pokładają ufność w świecie, ponieważ nauczyli się, że nie rządzą nim prawa, które ten świat wymyślił. Rządzi nim Moc, która jest w nich, ale nie pochodzi od nich. To ta Moc zapewnia wszystkiemu bezpieczeństwo. I to dzięki tej Mocy nauczyciele Boży patrzą na świat, któremu wybaczono.

Gdy raz doświadczy się działania tej Mocy, niemożliwe jest ponowne zaufanie własnej żałosnej sile. Kto próbowałby latać z pomocą skrzydełek wróbla, gdy dano mu ogromną moc skrzydeł orła? I kto pokładałby swą wiarę w nędznych propozycjach ego, gdy złożono przed nim dary Boga? Co skłania ich, by dokonali tej zmiany

ROZWÓJ UFNOŚCI

Najpierw muszą oni przejść przez to, co można by nazwać „okresem usuwania”. Nie musi to być bolesne, ale zazwyczaj jest tak doświadczane. Wydaje się, jak gdyby zabierano im rzeczy, i zrazu rzadko kiedy pojmują, iż tylko uświadamiają sobie, że nie mają one żadnej wartości. Jak można postrzec brak wartości, jeśli postrzegający nie jest w stanie zobaczyć rzeczy w innym świetle? Nie dotarł on jeszcze do miejsca, w którym może dokonać tej zmiany całkowicie wewnątrz siebie. A zatem plan niekiedy będzie domagał się zmian w czymś, co wydaje się okolicznościami zewnętrznymi. Zmiany te są zawsze pomocne. Gdy nauczyciel Boży nauczył się już tyle, przechodzi do drugiej fazy.

Następnie nauczyciel Boży musi przejść przez „okres porządkowania”. Jest to zawsze nieco trudne, ponieważ, nauczywszy się, że zmiany w jego życiu są zawsze pomocne, musi teraz decydować o wszystkim na podstawie tego, czy zwiększa to tę pomoc, czy też staje jej na przeszkodzie. Stwierdzi on, że wiele, jeśli nie większość rzeczy, które cenił uprzednio, jedynie ogranicza jego zdolność do przeniesienia tego, czego się nauczył, i zaadaptowania tego w nowych sytuacjach. Ponieważ cenił on to, co w rzeczywistości jest bezwartościowe, przeto nie uogólni tej lekcji z obawy przed stratą i ofiarą. Potrzeba wiele nauki, aby zrozumieć, że wszystkie rzeczy, wydarzenia, spotkania i okoliczności są pomocne. Tylko w takim zakresie, w jakim są pomocne, można w tym świecie złudzenia przypisać im jakikolwiek stopień rzeczywistości. Słowa „wartość” nie można stosować do niczego innego.

Trzecią fazę, przez którą musi przejść nauczyciel Boży, można nazwać „okresem zrzekania się”. Jeśli zinterpretuje się to jako wyrzekanie się czegoś pożądanego, zrodzi to ogromny konflikt. Tylko nieliczni nauczyciele Boży całkowicie unikną tego cierpienia. Jednakże nie ma sensu oddzielanie czegoś wartościowego od pozbawionego wartości, jeśli nie podejmie się następnego oczywistego kroku. A zatem okres częściowego pokrywania się jednego z drugim może być uważany za taki, w którym nauczyciel Boży czuje się wezwany do złożenia w ofierze na rzecz prawdy swych własnych najlepszych korzyści. Nie uświadomił sobie jeszcze, jak całkowicie niemożliwy byłby taki wymóg. Może się tego nauczyć tylko wtedy, gdy faktycznie wyrzeknie się rzeczy bezwartościowych. Dzięki temu poznaje, że tam, gdzie spodziewał się zmartwień, znajduje szczęśliwą beztroskę, gdzie, jak sądził, wymaga się czegoś od niego, znajduje ofiarowany mu dar.

Teraz przychodzi „okres ułożenia się”. Jest to spokojny czas, w którym nauczyciel Boży przez chwilę spoczywa we względnym spokoju. Teraz utrwala to, czego się nauczył. Teraz zaczyna widzieć wartość uogólnienia tego, czego się nauczył. Potencjał tego jest dosłownie oszałamiający, a nauczyciel Boży dotarł teraz w swych postępach do punktu, w którym widzi w tym swe wyzwolenie. „Zrezygnuj z tego, czego nie chcesz, i zachowaj to, czego chcesz”. Jak proste jest to, co oczywiste! I jak łatwo to spełnić! Nauczyciel Boży potrzebuje tego okresu wytchnienia. Nie dotarł jeszcze tak daleko, jak sądzi. Gdy jednak będzie gotów pójść dalej, będzie szedł z potężnymi towarzyszami u swego boku. Teraz przez chwilę odpoczywa i gromadzi ich zanim pójdzie dalej. Stąd nie pójdzie dalej sam.

Następna faza to w istocie „okres destabilizacji”. Teraz nauczyciel Boży musi zrozumieć, że w rzeczywistości nie wiedział, co jest wartościowe, a co bezwartościowe. Jak dotąd faktycznie nauczył się tylko, że nie chce rzeczy bezwartościowych, a chce tego, co wartościowe. Jednakże jego własne porządkowanie nie miało sensu i nie nauczyło go, na czym polega różnica. Idea ofiary, zajmująca centralne miejsce w jego własnym systemie myślowym, sprawiła, że nie był w stanie dokonać oceny. Myślał, że nauczył się wyrażać chęć, ale teraz widzi, że nie wie, czemu ta chęć służy. I teraz musi osiągnąć stan, którego prawdopodobnie nie będzie mógł osiągnąć przez bardzo długi czas. Musi on nauczyć się odkładać na bok wszelki osąd i w każdej sytuacji pytać tylko o to, czego rzeczywiście chce. Gdyby każdy krok w tym kierunku nie znajdywał tak wielkiego wzmocnienia, byłoby to w istocie trudne.

I w końcu przychodzi „okres osiągnięcia”. To właśnie na tym etapie utrwala się to, czego się nauczono. Teraz to, co uprzednio dostrzegane było zaledwie w mglistym zarysie, przynosi trwałe korzyści, na które można liczyć we wszystkich „nagłych przypadkach”, jak również w okresie spokoju. W istocie spokój jest ich rezultatem – skutkiem uczciwego uczenia się, konsekwencji w myśleniu  i przeniesienia efektów nauki na wszystko. Jest to faza rzeczywistego pokoju, gdyż tu niebiański stan znajduje pełne odzwierciedlenie. Odtąd droga do Nieba jest otwarta i łatwa. W istocie tu się ono znajduje. Któż chciałby pójść dokądkolwiek, jeśli pokój umysłu już jest zupełny? I kto chciałby starać się zamienić spokój na coś bardziej pożądanego? A cóż mogłoby być pożądane bardziej od niego?

A oto link do nagrania z 3 września 2016 r. z kursu w Stajenczynkach, podczas którego mówiłem o rozwoju ufności