Praktyka uważności

Światło świecyNie mogę pozwolić ci, byś pozostawił swój umysł niestrzeżony, bo nie będziesz w stanie mi pomóc. Czynienie cudów wymaga pełnego uświadomienia sobie mocy myśli po to, by uniknąć wadliwego tworzenia. (Jezus w Kursie Cudów, Rozdział 2, VII)

Uświadomienie sobie mocy myśli to uświadomienie sobie, że w każdej sekundzie otrzymujesz rezultat swojego myślenia. Wszystko, co widzisz i czego doświadczasz jest rezultatem twoich myśli. Pozostawienie umysłu niestrzeżonym to niezwracanie uwagi na przebiegające w twojej głowie atakujące myśli, czyli wszystkie te myśli, które nie są doskonałą miłością. Odrobina wnikliwości i szczerości wobec samego siebie wystarczy, byś zauważył, że takich myśli pojawia się całkiem sporo w ciągu dnia. Każda troska o ciało jest tego rodzaju myślą; plany, które snujesz w swojej głowie (obejmujące nawet idee na temat tego, co masz za chwilę zrobić czy powiedzieć) są tego rodzaju myślami; plotki czy oceny na temat innych ludzi są tego rodzaju myślami; zastanawianie się, co ktoś o tobie sądzi jest tego rodzaju myślą; nawet chaotyczne błąkające się w głowie obrazy tego, co wydarzyło się wczoraj są również tego rodzaju myślami.

Jesteś stanowczo zbyt tolerancyjny wobec błądzenia myśli i biernie godzisz się na fałszywe wytwory swego umysłu. (Kurs Cudów, Rozdział 2, VI)

Nie ma neutralnych myśli
Tolerancyjność wobec błądzenia myśli wynika z mylnego założenia, że myśli są neutralne czy nieważne i nie wywołują żadnego skutku. To oczywiście nieprawda. Wszystkie myśli wywołują skutek. Albo wytwarzają złudzenia, albo stwarzają to, co prawdziwe.

Poza  twoim  rozpoznaniem,  że  myśli  nigdy  nie  są  błahe,  zbawienie  wymaga również, byś rozpoznał, że każda twoja myśl przynosi albo pokój, albo wojnę, miłość albo  lęk. Neutralny  rezultat  jest  niemożliwy,  ponieważ  neutralna  myśl  jest niemożliwa. Jest tak duża pokusa, aby oddalać myśli o lęku jako nieważne, znikome  i  niewarte zaprzątania nimi uwagi, że istotne jest, abyś rozpoznał je wszystkie   jako   jednakowo   destrukcyjne,   lecz   i   jednakowo   nieprawdziwe. (Kurs Cudów, lekcja 16)

Patrząc z tej perspektywy, nietrudno zauważyć, że wcale nie trzeba być pełnym nienawiści człowiekiem, by być w stanie wojny w swoim umyśle. Każda idea, która nie jest Myślą Boga, jest myślą o wojnie. Każda niestrzeżona myśl o drobnym niepokoju, którą uznajesz za błahą i nieważną, powoduje taki sam konflikt, jak myśl  o głębokim przerażeniu czy gniewie. Nie ma hierarchii wśród iluzorycznych myśli. Wszystkie one wywołują chorobę, ból i śmierć, gdyż wszystkie zaprzeczają temu, że w tej chwili jesteś doskonały, jakim stworzył cię Bóg. Choć ich skutki nie są prawdziwe, to możesz w nie bardzo mocno wierzyć i będą dla ciebie prawdziwe.

Umrzeć lub się obudzić
Człowiek niechętnie bierze odpowiedzialność za swoje myśli. Nie chce przyjąć do wiadomości, że ból drugiego człowieka jest jego bólem i że to on go wywołuje swoimi niekochającymi myślami. Nawet gdy pojawia się choroba w jego własnym ciele lub jego osobista sytuacja finansowa czy rodzinna się pogarsza, zazwyczaj na początku obwinia za to ciało, świat lub Boga i albo próbuje naprawiać zewnętrzne symptomy, albo godzi się na cierpienie, nie zdając sobie sprawy, że doświadcza jedynie skutków swoich myśli. Dopiero gdy problem przybiera jakąś skrajną formę, a człowiek zauważa, że nie może go w żaden sposób rozwiązać, wtedy zatrzymuje się i zaczyna pytać, o co w tym wszystkim chodzi. Ma wówczas dwa wyjścia: albo umrzeć, albo się obudzić. Oczywiście śmierć nie jest żadnym rozwiązaniem, więc jeśli zdecyduje się umrzeć, to pewne jest, że wróci tu na nowo, żeby stanąć przed tym samym wyborem jeszcze raz.

Prędzej czy później człowiek musi sobie uświadomić, że wszystko jest jego myślą, a jeśli tak, to rzeczywiście nie strzeże on swoich myśli wystarczająco dobrze, skoro wydaje się znajdować w świecie, w którym konflikt jest możliwy. Czasem dopiero wyraźne doświadczenie fizycznego lub emocjonalnego bólu staje się bodźcem do dokonania zmiany. Nie musi tak być, ale zazwyczaj tak się dzieje, gdyż człowiek w swojej głupocie uczy się zazwyczaj dopiero na własnych błędach. Tak było w moim przypadku. Gdy zauważyłem fizyczne symptomy chorobowe pojawiące się w moim ciele, zobaczyłem, że pokazują mi one jedynie, iż nie byłem wystarczająco uważny w swoim umyśle i pozwoliłem, aby ciało i moja fałszywa identyfikacja z nim, mówiły mi, kim jestem. Nie było to bynajmniej powodem do poczucia winy, lecz stało się to impulsem do szczerego przyjrzenia się samemu sobie. W ten sposób zaczęła się ekscytująca przygoda uzdrowienia.

Topnienie oporu przed uważnością
Muszę przyznać, że nie od razu byłem gotów wziąć pełną odpowiedzialność za swoje myśli, ponieważ niecierpliwiłem się, gdy uzdrowienie zdawało się nie przychodzić od razu. Jezus jednak nie mógł zagrać mojej roli za mnie. Moją rolą było jedynie rozpoznać moc mojego umysłu w zaprzeczeniu, czyli zauważyć, że moje myśli wywołują natychmiastowy rezultat. Dopiero gdy zdałem sobie sprawę z własnej odpowiedzialności za zaprzeczenie, mogłem z niego zrezygnować i poprosić o  zupełnie inne doświadczenie. Dopóki myślałem, że coś mi jest robione (np. gdy wierzyłem, że moje ciało – a nie moje myśli – wywiera wpływ na to, jak się czuję) i prosiłem o uwolnienie od tego, uzdrowienie nie mogło się przejawić. Nie można mnie było uwolnić od skutków mojego myślenia, dopóki nie chciałem uznać, że ja jestem jego przyczyną. Innymi słowy, nie można mnie było wyzwolić z mojego zaprzeczenia wbrew mnie samemu. Oto, co mówi o tym Jezus w Kursie Cudów:

Gdybym wkraczał między twe myśli a ich skutki, to ingerowałbym w podstawowe prawo przyczyny i skutku, najbardziej fundamentalne prawo, jakie istnieje. Bynajmniej bym ci nie pomógł, gdybym pomniejszał moc twojego myślenia. Byłoby to bezpośrednio sprzeczne z celem tego kursu. O ile bardziej pomocne będzie przypomnienie ci, że nie strzeżesz swych myśli wystarczająco starannie. Możesz mieć poczucie, że w tym punkcie potrzeba by cudu, żeby uczynić cię do tego zdolnym – co jest rzeczywiście prawdą. Nie jesteś przyzwyczajony do myślenia otwartego na cuda, ale można cię wyszkolić tak, byś myślał w ten sposób. Wszyscy cudotwórcy potrzebują takiego treningu. (Kurs Cudów, Rozdział 2, VII)

Muszę przyznać, że ja sam byłem bardzo opornym uczniem. Wydawało mi się, że nie jestem w stanie przez cały dzień skupić się na byciu uważnym. A może po prostu byłem zbyt leniwy, by to zrobić. I tu znowu Jezus podsunął mi druzgocącą w swej przejrzystości myśl:

Łatwo wyrobić w sobie nawyk łączenia się z Bogiem i Jego stworzeniami, jeśli aktywnie odmówisz pozwalania, by twoje myśli ci się wymykały. Tu problemem nie jest koncentracja, lecz przekonanie, że nikt, włącznie z tobą, nie jest wart ciągłego wysiłku. Ciągle opowiadaj się po mojej stronie przeciw temu oszustwu i nie pozwól, by to nędzne przekonanie cię powstrzymywało. (Kurs Cudów, Rozdział 4, IV)

Na czym polega praktyka uważności
Czym więc jest praktyka uważności? Jest byciem świadomym siebie tu i teraz. Nie chodzi tu o żaden proces, ponieważ TA CHWILA jest jedynym czasem, jaki istnieje. Przeszłość i przyszłość to jedynie złudzenie w moim umyśle, którego używałem, by nie pozwolić na teraźniejszą zmianę. A zatem jedyne pytanie, jakie pozostaje, to: Co robię tu i teraz w swoim umyśle? Innymi słowy: W co się angażuję: w iluzję lęku czy w prawdę miłości?

Podajmy przykład konkretnej praktyki: Lekcja 145 Kursu Cudów mówi tak: Mój umysł zawiera jedynie to, co myślę z Bogiem. Poza tym światem jest świat, którego chcę. Nie można widzieć dwóch światów. Wystarczy być całkowicie szczerym wobec siebie w praktykowaniu tej lekcji, aby doświadczyć uzdrowienia. Pierwsze z tych zdań stwierdza prawdę. Nie mogę mieć innych myśli niż myśli Boga, ponieważ myśli Boga nie mają przeciwieństwa. Pełne przyjęcie i doświadczenie tej idei rozwiązuje wszystkie wymyślone przeze mnie konflikty. Moja praktyka polega więc na skupieniu się na prawdzie i zauważaniu wszystkiego, co nią pozornie nie jest (czyli niepozwalaniu, aby moje myśli mi się wymykały). Gdy zauważam to, co nie jest prawdziwe w moim umyśle, mogę od razu zmienić zdanie – mogę to puścić.

Wymaga to wielkiej szczerości wobec samego siebie. Nie zmienię bowiem zdania, jeśli dobrowolnie godzę się na kompromis, czyli jeśli godzę się na coś mniejszego niż moja doskonała, wieczna, kochająca, duchowa rzeczywistość. Zamiast pogrążać się w ten sposób w nieświadomości, wystarczy, że zauważę, że w moim umyśle pojawia się nic nieznacząca myśl. Zauważenie takiej myśli w świetle uważności natychmiast ją anuluje. Gdy widzę, że moja myśl jest bez znaczenia, to nawet jeśli jeszcze przez chwile sobie przepływa przez mój umysł, to nie ma już na mnie wpływu. Nie daje się jej nabrać. Tuż za nią jest bowiem Myśl Boga, która prześwieca ją na wylot i obnaża jej iluzoryczność.

Jeśli zdarzy mi się zapomnieć i uwierzyć w swoje nic nieznaczące myśli, to mogę w każdej chwili wybrać jeszcze raz. Mogę zdecydować, że poza tym światem jest świat, którego chcę. Tak naprawdę muszę podjąć tę decyzję, gdyż nie mogę widzieć jednocześnie świata oddzielenia i doświadczać prawdy. Nie mogę jednocześnie czuć lęku i wiedzieć, czym jest miłość. W każdej sekundzie podejmuję decyzję, czy chcę się łączyć z Bogiem i Jego stworzeniami, czy też chcę wierzyć w swoje iluzje.

Energetyczna zmiana
Zauważenie własnego zaprzeczenia prawdzie to bardzo ekscytujące doświadczenie. Jest ono bowiem wyjściem poza „duchowe” koncepcje miłości ku faktycznemu doświadczeniu miłości. Doświadczenie miłości pojawia się samo, gdy staję się świadomy przeszkód, jakie postawiłem na jej drodze. Gdy widzę, że każda moja myśl jest zaprzeczeniem miłości i jest równie nieprawdziwa, to zamiast ukrywać to pod „duchowymi” koncepcjami lub próbować rozróżniać poziomy nierzeczywistości, zajmuję się jedynie uwalnianiem wszystkich swoich myśli. Dzięki temu mogę doświadczać duchowej przemiany zamiast ją intelektualizować.

Uświadomienie sobie własnego zaprzeczenia miłości można by porównać do zapalenia lampy bądź świecy w ciemnym pokoju. Dopóki byłem pogrążony w mroku nieświadomości, znałem jedynie koncepcje miłości, ale nie wiedziałem, czym jest miłość. Chodziłem po omacku i raz po raz uderzałem w blokady, które sam wytworzyłem, żeby nie być świadomym miłości. Nie potrafiłem wyjść ponad nie, bo ich nie widziałem. Gdy jednak pojawiło się światło, zobaczyłem, że blokady nie są żadnym problemem i można je łatwo i bez szwanku obejść. Blokady były jedynie moją ludzką historą, którą sobie opowiadałem, by uciec przed Miłością, przed Bogiem, przez Życiem. Lecz gdy widzę, że to robię, blokady przestają być blokadami. Światło świadomości pokazuje, że nie ma się czego bać; że nie mogę uciec przed miłością, ponieważ ona jest we mnie i wszędzie dookoła mnie.

Czym więc jest to światło, które zapala się w mroku nieświadomości? Jest uświadomieniem sobie tego, co było nieświadome. Gdy uświadamiam sobie to, co było nieświadome, to już mną nie rządzi. Obnażona nieświadomość nie ma żadnej mocy. Nigdy tak naprawdę nie miała, ale oddawałem jej moc, wierząc, że jestem ofiarą świata, który widzę. Gdy widzę, że wszystko jest moją myślą, odzyskuję władzę nad swoim umysłem. Jest to bardzo energetyczne doświadczenie, ponieważ świadome spojrzenie na jakąkolwiek myśl, która nie jest doskonałą miłością, reprezentuje w swej istocie spojrzenie na tę jedną niemożliwą myśl o oddzieleniu od Boga, z której powstaje całe złudzenie świata. A trzeba przyznać, że w tej myśli jest sporo pasji. Z całą pasją wytwarzam świat i całej pasji używam, żeby urzeczywistniać swoje fałszywe wytwory. Gdy pozwalam sobie w pełni poczuć pasję mojego zaprzeczenia, to doświadczam automatycznie, że zaprzeczenie jest niemożliwe. W rzeczywistości jest bowiem tylko jedna pasja, tylko jedna energia, tylko jedna emocja, tylko jedna myśl. Jest nią miłość.

Paradoksalnie powrót świadomością do momentu, w którym zaczął się mój sen o o oddzieleniu, jest również przypomnieniem sobie, że sen się skończył w tym samym momencie, w którym się zaczął. Wszystko, co wydawało się dziać poza tą chwilą, było jedynie złudzeniem rozdwojenia, a rozdwojenie jest niemożliwe. Gdy więc przestaję rozdwajać swój umysł na „mnie” i „kogoś innego” oraz rozpoznaję, że ja jestem jedyną przeszkodą dla świadomości miłości, wówczas przychodzi doświadczenie miłości. Pojawia się ono w tym samym miejscu, gdzie była rzekoma przeszkoda. A zatem w tym samym punkcie, gdzie była nienawiść, lęk i zagęszczenie energetyczne, zaczynam doświadczać szerzenia się wraz z Bogiem w nieskończoność. Właśnie dlatego najświętszy ze wszystkich punktów na ziemi jest ten, gdzie odwieczna nienawiść stała się obecną miłością (Kurs Cudów, Rozdział 26, IX).

3 Replies to “Praktyka uważności”

  1. Nie wiem już nic. W czasie największego, długotrwałego bólu emocjonalnego,silnych fizycznych objawów tego bólu trafiłam na książkę eckharta Tolle, zaczęłam się wyciszac ale szukałam nadal, zaczęłam czytać Biblię w której znajdowalam sprzeczności i wtedy stwierdziłam że nie rozumiem nic. Któregoś wieczoru czułam potężny smutek, zaczęłam mówić do Boga, bardzo płakałam i doswiadczylam idacej z serca potężnej miłości. Minęło. Doświadczylam tego jeszcze kilka razy, mija. Czuję wtedy równość ze wszystkimi, nie czuję nienawiści do osób które mnie skrzywdzily, czuję się czysta i dobra, zauważyłam że w tym stanie nie potrafiła bym być z nikim nie szczera, czystość. To trwa kilka godzin i znika. Proszę Boga o pomoc bo nie wiem co dalej. Mam wrażenie że jestem huśtawka, wewnętrzna szarpaniną. Skąd pewność że ta książka pochodzi od Boga?

    • Jaką książkę masz na myśli? Czy chodzi Ci o Kurs Cudów?
      W czym mogę Ci pomóc?