Pomiędzy światami

Wiele osób pyta się mnie, jak żyć w świecie, który nie ma sensu. Jak funkcjonować w iluzji, podczas gdy wciąż się w nią wierzy? Podobne pytanie zadała jedna z czytelniczek tego bloga. Za jej zgodą zamieszczam tutaj moją odpowiedź dla niej, a poniżej jej email z pytaniem:

Dziękuję Ci za Twojego emaila. Naprawdę cieszę się, że napisałaś.

Zmagasz się z czymś, z czym zdaje się zmagać wielu studentów Kursu Cudów czy adeptów jakiejkolwiek nauki duchowej prowadzącej do oświecenia. W pewnym sensie można powiedzieć, że łatwiej jest być zwykłym człowiekiem nieposiadającym informacji, że istnieje droga wyjścia ze złudzeń, ponieważ dopóki nie wiesz, że istnieje droga wyjścia, to zadowalasz się złudzeniami. Gdy już wiesz, że jest coś więcej niż twoje złudzenia, to nie możesz się już nimi w pełni zadowolić, bo przeczuwasz, że oszukujesz w ten sposób sama siebie. Z drugiej strony nowo odkryta droga duchowa też nie przynosi ci radości, bo nie chcesz jeszcze puścić swoich złudzeń. Wydajesz się stać okrakiem na ogrodzeniu – w miejscu pomiędzy światami – a to wywołuje konflikt i lęk. Tak naprawdę zawsze jako człowiek byłaś w konflikcie i lęku, ponieważ tym jest ten świat, tyle, że teraz to widzisz. Nie potrafisz już ukryć poczucia tego, że coś jest ze światem nie w porządku i że nie przynależysz tutaj. Zamiast tłumić konflikt poprzez próbę dostosowania się do świata, pozwoliłaś na jego obnażenie. I to jest punkt, w którym się znajdujesz.

To nie jest zły punkt. 🙂 To jest okazja do podjęcia decyzji. Każdy, kto poważnie zabiera się do praktyki duchowej, dochodzi do punktu, w którym trzeba się zdecydować: „Czy będę się dalej trzymać złudzeń, czy też je porzucę?” Tylko przyjęcie jednego celu może cię uwolnić od lęku i konfliktu. Lęk i konflikt są bowiem wyrazem niezdecydowania. A więc możesz sobie zadać pytanie: „Czego naprawdę chcę? Czy chcę się przebudzić ze snu o lęku, czy też chcę dalej spać?” Lub inaczej mówiąc: „Czy chcę naprawdę wiedzieć, kim jestem, czy chcę nadal tkwić w nieświadomości?”.

Nie da się więc odpowiedzieć na pytanie: „jak żyć w iluzji, skoro się w niej jeszcze jest, w sposób jak najbliższy Woli Boga, mając poczucie sensu?” W pytaniu tym bowiem prosisz o jakąś formę kompromisu między prawdą a złudzeniem, a sama dobrze wiesz w swoim sercu, że kompromis cię nie zadowoli. Nie możesz żyć jak najbliżej Woli Boga. Możesz tylko żyć zgodnie z nią lub nie. Nie możesz też osiągnąć poczucia sensu w miejscu, które jest bez sensu. Nie jesteś w stanie żyć w iluzji, bo życie w iluzji tak naprawdę życiem nie jest. Innymi słowy: Nie możesz widzieć dwóch światów. Nie da się pogodzić prawdy ze złudzeniem.

A jednak pytanie pozostaje: „Jak funkcjonować tutaj, mając poczucie sensu i doświadczając obecności Boga?” Jedyne, co masz do zrobienia, to przyjąć Pojednanie, czyli puścić swoje złudzenia i pozwolić sobie na doświadczenie tego, kim naprawdę jesteś – taką, jaką stworzył cię Bóg. Nie znajdziesz poczucia sensu w bezsensowności świata i własnych myśli o nim, ale znajdziesz je w Bogu, czyli w swoim wewnętrznym doświadczeniu jedności z Nim. Nie będziesz w stanie funkcjonować w stanie pokoju dopóki twoj umysł jest rozdwojony. Gdy jednak przyjmiesz jeden cel, gdy postanowisz dzisiaj, że twoim jedynym celem jest Bóg – lub inaczej mówiąc: pamiętanie, kim jesteś – to twój konflikt zostanie rozwiązany i zaczniesz funkcjonować doskonale.

Doświadczenie radości z praktyki Kursu pojawia się wówczas, gdy pozwalasz mu mieć na myśli to, co mówi. Przypomnij sobie pierwsze lekcje z Książki Ćwiczeń: „Cokolwiek widzę nic nie znaczy. Ja nadałem temu, co widzę, całe znaczenie, jakie to dla mnie ma. Nie rozumiem tego, co widzę. Te myśli nic nie znaczą”. To wszystko prawda. Gdy już nie nadajesz dłużej sensu odrębnej tożsamości, która jest bez sensu, jest nieprawdziwa i nie istnieje, to zaczynasz się śmiać. Zaczynasz DOŚWIADCZAĆ tego, kim naprawdę jesteś.

Jak to przełoży się na twoje codzienne życie i twoja pracę? Twoja życie i twoja praca będą przedłużeniem twojego odkrycia, kim jesteś. Zamiast skupiać się na problemach, będziesz poprzez swoje życie i swoją pracę szerzyć miłość.

Nie martw się, że tuż po studiach psychologicznych odkryłaś, iż tradycyjna psychologia jest bez sensu, ponieważ koncentruje się na problemach i nie wie, co w zamian. To odkrycie może bardzo przyspieszyć twój czas oraz czas wszystkich tych, którzy zwrócą się do ciebie o pomoc. Nie będziesz bowiem wciskać im kitu. Nie będziesz działać jak nieuzdrowiony uzdrowiciel, który sam nie wie, kim jest. Będziesz działać jako uzdrowiony uzdrowiciel – jako ten, który wie, kim jest i kim jest ten, kto do niego przychodzi. Bo tylko w ten sposób możesz naprawdę pomóc. Pomożesz swoim pacjentom poprzez widzenie ich jako doskonałych. I obudzisz w nich pamięć tej doskonałości poprzez niekoncentrowanie się na problemach, lecz na rozwiązaniu. To nie znaczy, że ludzie nie przyjdą do ciebie z problemami. Przyjdą, ale ty nie będziesz ich uzasadniać, lecz pomożesz im spojrzeć na nie w świetle, w duchu, w prawdzie. Nie wiem, czy da się to wszystko zrobić pod fasadą tradycyjnej psychoterapii; może musiałabyś się trochę przekwalifikować, ale wszystko jest przecież możliwe. 🙂

Wszystko zaczyna się od tego, czego chcesz. Reszta pokazuje się sama. Jestem pewny, że nie chcesz ofiarować drugiemu człowiekowi tego, czego sama nie chciałabyś otrzymać. A więc jeśli twoim celem dla siebie samej jest miłość, pamiętanie, kim jesteś, Pojednanie, to i to samo będziesz ofiarować ludziom, którzy znajdą się w twoim polu.

Trochę się rozpisałem. Mam nadzieję, że to było pomocne. Pozdrawiam ciepło,
Rafał

Powyższy list jest odpowiedzią na tę oto wiadomość:

Witaj Rafale,
trafiłam na Twoje nagrania kilka dni temu, bardzo za nie dziękuję. Chciałabym Cię prosić o radę. Jestem w tej chwili na 164 lekcji KC. To dziwne, jak próbuję sformułować pytanie, to wydaje mi się ono bez sensu w kontekście KC, bo wszystkie pytania pochodzą z iluzji. Z drugiej strony, zupełnie się nie umiem w tej iluzji odnaleźć i dostaję kręćka. Niedawno skończyłam psychologię, zupełnie porzuciłam moje wcześniejsze zajęcie, uznając, że chcę pracować z ludźmi. W międzyczasie trafiłam na KC. I nie rozumiem o co chodzi, ale mam wrażenie, że przez to kompletnie nie wiem gdzie jestem, jak się odnaleźć w tym życiu. Mam wrażenie, że pomoc psychologiczna w sensie duchowym, czyli tego co najważniejsze dla człowieka, jest bez sensu, bo koncentruje się na problemach, ale nie wiem co w zamian. W efekcie stoję w miejscu, jeżeli chodzi o jakąkolwiek działalność zawodową i patrząc na to z poziomu zwyczajności życia (iluzji?) doprowadza mnie to do obłędu. Jednocześnie widzę, że z poziomu Rzeczywistości jest to zupełnie bez znaczenia. Robię KC, chociaż lekcje odbieram w tym momencie jako trudne, nie niosące radości, o której mówią. Zapewne ma to związek z pękaniem ego, a to przyjemne nie jest 🙂
Moje pytanie można by postawić chyba tak: jak żyć w iluzji, skoro się w niej jeszcze jest, w sposób jak najbliższy Woli Boga, mając poczucie sensu?
Już widzę, że pytanie niesie błędne założenia, ale nie umiem teraz inaczej. Chyba wciąż jestem w oddzieleniu – nauki KC swoją drogą, a tzw. życie swoją… Mam nadzieję, że rozumiesz co mam na myśli 🙂
Będę wdzięczna za jakąkolwiek podpowiedź.

5 Replies to “Pomiędzy światami”

  1. Dziękuję 🙂 a ze swej strony, w tym temacie, POLECAM Suplement Kursu czyli broszurę „Psychoterapia”. Czytam ją na okrągło 🙂 może kiedyś w pełni zrozumiem 🙂 ale widzę światełko w tunelu 🙂

  2. Dziekuje za ta odpowiedz. Przyszla do mnie w doskonalej chwili. Potrzebowalam tego.

  3. Znakomita odpowiedz. Jakże ekscytujące jest widzenie tego miejsca w którym ta jedyna do podjęcia decyzja staje się coraz większą realną potrzebą. Przyjmuję dłoń Jezusa jako swoją. Wybieram pamiętać kim jestem. Dziękuje.