O życiu i o szczęściu

Życie nie jest ciężkie. To mój opór przed życiem sprawia, że moje doświadczenie może wydawać się ciężkie. Za każdym razem, gdy próbuję sam rozwiązać problem, to bronię się przed życiem zamiast żyć. Za każdym razem, gdy zmagam się w jakikolwiek sposób, jest to sygnałem, że uwierzyłem w jakieś złudzenie na swój temat. Zamiast pogrążać się dalej w złudzeniu, mogę się zatrzymać, rozpoznać, że to tylko pomyłka i wyrazić chęć, by spojrzeć na to inaczej. Innymi słowy: pozwolić na uzdrowienie mojego umysłu.

Moc decyzji należy do mnie
Moc decyzji należy do mnie. Mogę postanowić zmienić wszystkie myśli, które ranią (Kurs Cudów, lekcja 284). Mogę po prostu wybrać inne doświadczenie. Żeby wybrać inne doświadczenie, muszę po pierwsze pamiętać, że moje doświadczenie jest wynikiem moich myśli, a po drugie zdawać sobie sprawę, że za każdym razem, gdy nie doświadczam doskonałego pokoju, to znaczy, że trzymam się jakiejś myśli, która rani. Tak nie musi być.

Żyć to wiedzieć, kim się jest
Doskonały pokój wypływa z doskonałego zaufania. Gdy już nie walczę, lecz przyzwalam, gdy się nie bronię, lecz ufam, to wszystko samo się układa. Życie nie potrzebuje wsparcia z mojej strony, aby być sobą. Ja mam jedynie przyzwolić, aby życie się działo, zamiast mu się opierać.

Trudno mi było na to przyzwolić, dopóki myślałem, że życie to świat, który widzę. Dopóki wierzyłem, że jestem zawarty w czasie i przestrzeni, to myślałem, że muszę się bronić i walczyć o przetrwanie. Nie zdawałem sobie sprawy, że życie to coś dużo więcej niż to – że życie to duchowa świadomość tego, kim jestem, to czysta radość bycia.

Życie nie jest zmaganiem
„No tak, ale przecież trzeba tu coś robić” – odzywała się zawsze moja głowa. „Nie trzeba. Wystarczy przyzwolić” – odpowiadało serce.

Czułem, że to rozpoznanie jest jak śmierć dla ego, ponieważ w moim utożsamieniu z ego byłem zawsze czymś zajęty, a przede wszystkim zajęty swoimi myślami. Sama idea, że nie „muszę czynić niczego” była więc przerażająca. Nie wiedziałem, że tuż za tym, co wydawało mi się „śmiercią ego”, kryło się prawdziwe życie, radość i pokój, których jako człowiek w ogóle nie znałem. Bałem się puścić.

– „Wszystko w porządku. Możesz po prostu być. Możesz przyzwolić” – uspokajało mnie serce – „A jeśli coś będzie do zrobienia, to po prostu pozwolisz, aby się działo, zamiast organizować to na podstawie swoich przeszłych doświadczeń”.

„Ale to nie może być tak proste. Przecież bez wysiłku nic nie osiągnę”. – upierała się głowa. „A kto ci powiedział, że musisz coś osiągać?” – podpowiadało serce – „Kto ci powiedział, że życie wymaga wysiłku? Życie nie jest zmaganiem. Życie nie ma nic do udowodnienia. Życie po prostu jest”.

Uświadomienie sobie tego zajęło mi trochę czasu, ponieważ wysiłek był częścią mojej definicji życia. Myślałem więc, że swoją pracą muszę zasłużyć na radość. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że myśląc w ten sposób kierowałem się poczuciem winy. Jeśli  bowiem musiałem zasłużyć na szczęście, to znaczy, że wierzyłem, iż nie zasługuję na nie w tej chwili. Zamiast więc być szczęśliwy już teraz, sądziłem, że muszę dopiero coś zrobić, aby to osiągnąć.

Nie pozwalało mi to oczywiście na cieszenie się chwilą obecną. To następna chwila miała przynieść szczęście i spokój, a przez to, co działo się teraz, trzeba było jakoś przebrnąć. Trzeba było ubrać to ciało, wykonać tę pracę, zrobić te zakupy, pojechać do tamtego urzędu, zrobić ten obiad, a potem mógł nadejść odpoczynek. Ale nigdy nie nadchodził. Może doświadczałem chwilowego odpoczynku w postaci fizycznego relaksu, ale to nie był prawdziwy odpoczynek. Potrzebowałem odpocząć od „siebie” takiego, jakim się znałem – od swoich myśli na swój temat i od własnej interpretacji życia. Mówiąc językiem Kursu Cudów, trzeba było spocząć w Bogu. Można to nazwać poddaniem się Bogu lub poddaniem się Życiu, co jest tym samym.

Bóg jest moim życiem
Dzisiaj już wiem, że Bóg jest moim życiem i nie mam innego. Bóg rozumiany nie jako jakaś istota na zewnątrz mnie, lecz jako moje Źródło i jako czysta świadomość tego, kim jestem. Okazało się, że pełne zaufanie Bogu (czyli Życiu) niczego mi odbiera oprócz lęku – lęku, że muszę sobie z daną sytuacją radzić sam. Okazało się jednak, że nie jestem sam i wcale nie muszę sobie radzić. Zrozumiałem, że życie nie jest radzeniem sobie. Gdy sobie radziłem z problemem, to uzasadniałem w swoim umyśle przekonanie, że problem jest prawdziwy. Co więcej, udowadniałem sobie, że jestem odrębną tożsamością w czasie i przestrzeni. Doświadczenie poddania pokazało mi, że nie jestem oddzielony od Boga i że wcale nie jestem ciałem, lecz niczym nieograniczoną, wolną Myślą w Umyśle Boga. To wcale nie znaczy, że przez to doświaczenie nie byłem w stanie funkcjonować w świecie. Wręcz przeciwnie, okazało się, że odpuszczenie i zaufanie pozwoliło mi nawet być skuteczniejszym w moich działaniach niż wtedy, gdy próbowałem coś na życiu wymusić. Było tak dlatego, że moje funkcjonowanie opierało się teraz na miłości, a nie na lęku.

Nie jestem oddzielony od Źródła szczęścia
Być możesz zapytasz: „Jeśli życie nie ma nic wspólnego z ludzkim zmaganiem, to po co to całe zmaganie?” No właśnie, po co? Zupełnie bez potrzeby. Całe ludzkie zmaganie wynika z próby osiągnięcia szczęścia w oderwaniu od Źródła szczęścia. Gdy sądzisz, że jesteś oderwany od Źródła szczęścia i próbujesz sobie radzić sam, to oczywiście życie wydaje ci się trudne lub nieszczęśliwe. Ale to tylko złudzenie. Nigdy nie byłeś i nie jesteś teraz oddzielony od swego Źródła. Nie musisz więc wcale czekać na szczęście ani o nie zabiegać. Szczęście to twój naturalny stan.

Wybieram radość zamiast złudzeń
Nie możesz doświadczyć swojego naturalnego stanu, dopóki wybierasz coś innego. Dopóki utożsamiasz się z ciałem i ze swoimi myślami o ciele, to wybierasz cierpienie, ponieważ utożsamiasz się z czymś, co przemija. Możesz jednak dokonać zupełnie innego wyboru. Możesz postanowić, że dziś chcesz być taki, jakim stworzył cię Bóg, a nie tym, co sam wymyśliłeś w swoich złudzeniach. Choć w rzeczywistości nie masz wyboru – bo już jesteś taki, jakim stworzył cię Bóg – to dopóki wierzysz w wybór, dokonaj tego jednego wyboru, jaki masz do dokonania. Zdecyduj dziś, że nie będziesz się utożsamiał z iluzjami na swój temat, lecz utożsamisz się z prawdą. Nie musisz wiedzieć, czym jest prawda. Prawda nie jest definicją, tak jak szczęście nie jest definicją. Nie definiuj więc prawdy. Nie definiuj swojego szczęścia. Pozwól mu być. Pozwól sobie na doświadczenie tego, czym zawsze byłeś. Nie musisz na to zasłużyć, bo już tym jesteś.

Dziś budzę się z radością oczekując, że spotka mnie tylko szczęście pochodzące od Boga. Zapraszam tylko to i uświadamiam sobie, że na moje zaproszenie odpowiedzą te myśli, do których je wysłałem. I w chwili, gdy uznam moją świętość, będę prosił tylko o rzeczy radosne. Jakiż bowiem miałbym pożytek z bólu, jakiż cel miałoby spełniać moje cierpienie i jaką korzyść przyniosłyby mi żal i strata, skoro dziś opuszcza mnie szaleństwo, a ja zamiast niego uznaję moją świętość? (Kurs Cudów, fragment lekcji 285)

One Reply to “O życiu i o szczęściu”