NOWA PRZYGODA

Drodzy Przyjaciele,

Chcę, żebyście wiedzieli, że strona przemianaumyslu.pl wraz z artykułami i nagraniami audio jest swoistym archiwum mojego „przeszłego wcielenia” ;). Innymi słowy, odzwierciedla ona moją przemianę w latach 2014-2017, ale nie wszystko, co na niej znajdziecie, wyraża to, jaki jestem teraz. To był jedynie etap na mojej drodze duchowej – etap bardzo cenny i dający mi solidne podstawy do tego, co przyszło później, jednak nadal nieco zawężony z mojej obecnej perspektywy patrzenia na świat.

Czas dzielenia się treningiem Kursu Cudów był dla mnie etapem swego rodzaju „wyskoczenia w kosmos”, zrozumienia niefizycznej rzeczywistości Ducha, rozpoznania natury Jedni oraz praktyki poddawania się Sile Wyższej i przyjęcia pełnej odpowiedzialności za moje myśli. Ale to był dopiero początek drogi.

Teraz widzę, że w moich „kursowych” czasach nadal zdarzało mi się osądzać świat oddzielenia jako coś, od czego należy się uwolnić. Sporo było we mnie osądu nad tzw. egotyczną tożsamością. Teraz już wiem, że nie ma się od czego uwalniać, a ego to tylko część doświadczenia, na które się wszyscy zgodziliśmy. Teraz rozpoznaję absolutną niewinność każdego doświadczenia. Nie uciekam od ciemności, lecz ją obejmuję i widzę we wszystkim światło. Nie dążę do Boga, ani do Nieba, bo Niebem i Boskością stała się moja codzienność. Moja obecna droga jest więc drogą integracji, a nie jakiejkolwiek ucieczki.

Jeszcze kilka lat temu uważałem Kurs za najwyższą formę nauczania. Teraz już tak nie myślę. Widzę, że Kurs jest jednym z wielu sposobów, na jakie nasze „Wyższe Ja” próbuje się z nami skontaktować. I mam pełną świadomość, że nie każdy będzie przyciągany do tego przesłania.

Podzielę się tutaj pewnym wglądem, który przyszedł do mnie kilka lat temu: Kurs był bardzo potrzebnym narzędziem przemiany w latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Potrzeba było bowiem wtedy mocnego narzędzia wyburzającego i przełamującego opór ego. Bardzo wiele jednak zmieniło się od tamtego czasu w ludzkiej świadomości. Według mnie teraz niekoniecznie potrzeba aż takiego „duchowego młota pneumatycznego”, bo nasze umysły i serca są dużo bardziej otwarte na akceptację Prawdy o nas samych niż w latach siedemdziesiątych, kiedy pojawił się Kurs. Wtedy trzeba było naprawdę się przebijać przez mur ludzkich koncepcji i zaprzeczenia. Teraz wystarczy dużo łagodniejsze przypomnienie. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich. Niektórzy nadal wolą, aby nimi potrząśnięto i być może to przesłanie będzie dla nich bardzo przydatne.

Pozwolę sobie teraz na pewne osobiste wyznanie. W czasach mojej fascynacji Kursem pojawiły się w moim umyśle dwie nieświadome i bardzo zawoalowane tendencje, które dopiero w ostatnich paru latach byłem w stanie obnażyć i uzdrowić. Oto one:

Pierwsza tendencja to pozostawanie na poziomie intelektualnej wiedzy o Bogu i rzeczywistości bez faktycznego ucieleśnienia tej wiedzy w swoim codziennym życiu. Podam przykład. Gdy w mojej relacji z żoną pojawiały się konflikty, próbowałem używać koncepcji Kursu, aby zaradzić sytuacji. Jednak po wielu stwierdzeniach z jej strony typu: „Nie nauczaj mnie”, albo: „Nie potrzebuje twoich nauk, potrzebuję Ciebie” zrozumiałem w końcu, że to nie tyle jej opór przed światłem powodował konflikt, ale mój własny opór przed jeszcze głębszym ucieleśnieniem tego, czego nauczałem. Nawet sam Kurs mówi, że „nauczać to pokazywać”. Innymi słowy w nauczaniu nie chodzi o to, co mówimy ani o to, co wiemy na poziomie duchowych koncepcji, ale o ucieleśnianie nauczania. Zrozumiałem, że najlepszą duchową praktyką jest świadome codzienne życie, bycie w kontakcie z uczuciami w ciele i nauczanie przez przykład. I dopiero ta świadomość doprowadziła do głębszej przemiany i uzdrowienia mojej relacji z żoną i najbliższymi.

Druga tendencja, której ulegałem podczas praktyki Kursu, to próba mentalnego uciekania w sferę ducha. Wiązała się ona oczywiście z jakąś formą osądu nad światem, nad oddzieleniem i różnymi przejawami życia w świecie formy, w tym również nad chorobą i śmiercią. Jedynym sposobem na znalezienie szczęścia wydawało mi się „niebycie tutaj”, a więc oderwanie od ciężkości bycia w świecie materii i ludzkich myśli. Działało to całkiem dobrze, ale tylko na krótką metę. Byłem w stanie wznieść się na wyżyny ekstatycznych uniesień ponad światem formy, po to tylko, by czuć jeszcze większą frustrację w chwili powrotu do codziennych ludzkich spraw.

W 2018 r. nastąpił u mnie przełom. Zrozumiałem, że nie ma przed czym uciekać ani do czego dążyć, bo naprawdę, naprawdę już jestem tym, czego szukam. A ponieważ już jestem owym Światłem, już jestem ową Boskością – i wszystko TYM JEST – to nie ma potrzeby osądzać czegokolwiek. Prawda bowiem jest taka, że dopóki osądzamy cokolwiek, to znajdujemy się w stanie lęku i oddzielenia. W tym stanie nie ma mowy o prawdziwym przebaczeniu, a lekcje pokoju i miłości nie mogą zostać w pełni przyswojone. Zamiast osądzać świat materii oraz ludzkich myśli i emocji, pozwalam więc je sobie teraz w pełni obejmować na poziomie fizycznego odczuwania. Dzięki temu dopiero teraz – poprzez rozpuszczenie konfliktu na poziomie ciała i pamięci komórkowej – doświadczam, że wszystko faktycznie jest miłością i nie ma niczego innego. Moje życie jest teraz czasem integracji, jeszcze głębszym osadzeniem się w przestrzeni serca oraz ucieleśnianiem tego, czego nauczałem w sferze werbalnej. Każdy moment życia stał się prawdziwą przygodą. Gdy osąd został zastąpiony wdzięcznością, mogę cieszyć się wszystkim i coraz bardziej doceniać zwykłe codzienne chwile. Nie szukam już Nieba gdzie indziej. Niebem stało się moje życie. Świat ducha przestał być czymś zewnętrznym wobec świata materii. Wszystko zlało się w jedno.

Wróćmy jednak teraz do Kursu. Gdyby ktoś by mnie teraz zapytał, czy ma robić Kurs, czy nie, to odpowiedziałbym po prostu: „kieruj się sercem”. Dla jednych może być on bardzo przydatny, a dla innych może stać się kulą u nogi. Dla mnie osobiście przesłanie to spełniło już swoją rolę. Jestem wdzięczny za wszystko, czego dzięki Kursowi nauczyłem się o sobie. Ale jeszcze bardziej jestem wdzięczny za to, że pozwoliłem sobie zrobić krok dalej i puścić Kurs jako narzędzie praktyki i nauczania. Dzięki temu usamodzielniłem się w swojej drodze duchowej i powstałem jeszcze mocniej w swoim „Chrystusostwie”. Pozwoliłem też, aby światło, którym jestem, zintegrowało się z moim codziennym doświadczeniem. Stałem się więc bardziej spójny w tym, jak myślę, czuję i działam.

Dużo więcej o tym, co napisałem w tym artykule, mówię w swojej książce, którą obecnie kończę pisać. Jest to książka o integracji ducha, umysłu i ciała, napisana na przykładzie mojego osobistego doświadczenia i przemiany. Mam nadzieję, że w pierwszej połowie tego roku będzie już dostępna.

Jeśli rezonujecie z tym, co tu napisałem i czujecie się przyciągani do częstotliwości, którą oferuję oraz chcielibyście pozostać w kontakcie, to zapraszam na moją aktualną stronę: https://niebonaziemi.org oraz nowy kanał youtube: Witaj w Domu.

Dziękuję Wam wszystkim za wszelkiego rodzaju wsparcie i za cud miłości, którym jesteście. 🙂

Pozdrawiam Was z miłością,

Rafał