Niebo to jedyna sensowna decyzja

Niebo to jedyna sensowna decyzjaNiebo jest decyzją. Przynajmniej tak mi się wydaje, dopóki znajduję się w sytuacji dokonywania wyborów. Jest to jedyna sensowna decyzja do podjęcia. Wszystkie inne decyzje prowadzą mnie do konfliktu i śmierci. Ta jedna decyzja uwalnia mnie od konfliktu i śmierci. Gdy decyduję się na Niebo (Boga, Prawdę, Życie), to tym samym postanawiam rozpoznać, kim jestem.

To dziwne, że muszę w ogóle podejmować taką decyzję, skoro w rzeczywistości już jestem tym, czym jestem. Zapomniałem o tym jednak i wyparłem się tego na rzecz świata dualizmu. A zatem jedynym sposobem uwolnienia się od mojego iluzorycznego świata rozdwojenia jest zaprzeczenie mu u samych jego podstaw. Podstawą mojego świata jest przekonanie o istnieniu dwóch sił: dobra i zła. To właśnie tego przekonania się wyrzekam, gdy wybieram prawdę, czyli gdy decyduję się na Niebo.

Dlaczego wybór prawdy uwalnia mnie od dualizmu? Jest on bowiem ostatecznym wyzwoleniem od samej idei wybierania. A moje ludzkie wybieranie zawsze wiąże się z przekonaniem o istnieniu dwóch sił. Zawsze przecież staram sie wybrać to, co jest dla mnie dobre, a unikać tego, co złe. Gdy to robię, uznaję, że jedno z moich złudzeń (to, które uważam za dobre) jest bardziej prawdziwe od innego złudzenia (to, które uważam za złe) i daje mu pierwszeństwo. Nic się wówczas nie zmienia. Dalej tkwię w świecie przeciwieństw i wybieram jedynie między złudzeniami. I nadal jestem wieźniem idei lęku i śmierci, gdyż wiara w dwie siły jest przekonaniem, że miłość może być pokonana przez lęk, a życie  przezwyciężone przez śmierć.

Gdy jednak decyduję się na Boga, wszystko się zmienia. Ta decyzja unieważnia bowiem konflikt i przywraca świadomość pokoju do mojego umysłu. Gdy podejmuję tę decyzję, rozpoznaję, że nie ma niczego poza Bogiem. Uświadamiam sobie, że prawda nie ma przeciwieństwa, a życie nie może ulec złudzeniu śmierci. Dobro nie ma alternatywy. Nie ma więc i nigdy nie było możliwości wybrania czegoś innego.

W każdej pojedynczej chwili, w której wydaje się znajdować w tym świecie, nie mam nic innego do zrobienia poza podjęciem tej jednej decyzji. Można by powiedzieć, że jest to decyzja, by już samemu nie decydować. To przerażające dla ego, ponieważ dokonywanie samodzielnych wyborów było sposobem podtrzymywania wiary w ego. Gdy dobrowolnie rezygnuję z tej samowoli, to rezygnuję z ego oraz wiary w przeciwstawne siły – w dobro i zło. Gdy uznaję, że nie wiem, co jest dla mnie naprawdę dobre, ale jest Ten, który wie, wtedy przychodzi ulga. Poddaję się.

Poddanie się nie jest trudne. To sprzeciwianie się Bogu było trudne. To próba prowadzenia życia samemu wiązała się ze zmaganiem. Gdy zdaję się na Boga, przestaję się zmagać. Nie próbuję już sobie udowadniać, że istnieje jakaś inna siła poza Nim. Nie walczę. Rozpoznaję, że Jego Wola jest moją wolą.

Czy to przekłada się na konkretne rozwiązania w czasie i przestrzeni? Tak, choć niekoniecznie takie, jakie myślałem, że są możliwe, potrzebne, czy korzystne. Powiedzenie Bogu „TAK” może wydawać się wręcz niewygodne, bo burzy moje plany. Gdy jednak przypominam sobie, że za wszystkimi moimi planami kryło się życzenie śmierci, to decyzja staje się prosta. Mówię Bogu „TAK” i pozwalam, żeby Jego Życie stało się moim życiem.

Zdanie się na Boga jest końcem winy. Moje dokonywanie wyborów zawsze wiązało się z poczuciem winy, ponieważ dokonując wyborów samemu musiałem wziąć odpowiedzialność za swoje wybory. Teraz mogę złożyć całą odpowiedzialność na Boga. Mogę Mu pozwolić być odpowiedzialnym za mnie. On jest przecież moim Ojcem i wie, co jest dla mnie najlepsze.

Gdy rozpoznaję, że Niebo jest jedyną sensowną decyzją do podjęcia, to bardzo upraszcza moje poruszanie się w labiryncie czasu i przestrzeni. Gdy pamiętam, że wybór między złudzeniami nie jest żadnym wyborem, wówczas jedyną pozorną decyzją, jaka mi pozostaje, jest wybór między prawdą a złudzeniem; między rzeczywistością, którą stworzył Bóg, a piekłem, które sam wymyśliem. W praktyce oznacza to wybór między poleganiem na Bogu, a poleganiem na sobie. W każdej sekundzie, niezależnie od tego, czy zdaję sobie z tego sprawę, czy nie, dokonuję właśnie tego wyboru. Robię, to gdy idę ulicą, gdy wchodzę w interakcję z ludźmi, gdy przygotowuję lub jem posiłek, gdy pracuję lub odpoczywam. Nie ma znaczenia, czym pozornie się zajmuję w świecie formy. Liczy się jedynie stan mojego umysłu. To, jak się czuję, mówi mi, co wybrałem. Gdy nie czuję całkowitego spokoju, to wiem, że wybrałem poleganie na sobie, a rezultatem tego jest doświadczenie konfliktu, czyli piekła. Przypominam sobie jednak, że mogę zmienić zdanie. Zmiana ta jest łatwa, gdyż poleganie na sobie to walka z wiatrakami, a piekło, które wybieram, to złudzenie. W każdej chwili mogę więc zdecydować inaczej. W każdym momencie mogę sobie przypomnieć Niebo, którym jestem.