Nie ma od czego uciec

Nie ma od czego uciecPraktyka Kursu Cudów to nie ucieczka od świata. To włączenie świata jako twojego wytworu i przebaczenie twojej własnej idei o nim, tak abyś mógł rozpoznać, że nie ma żadnego świata. Jesteś tylko ty. Spowolnijmy na chwilę i przyjrzyjmy się temu dokładniej.

Próba ucieczki od świata byłaby próbą ucieczki od siebie. A tego przecież nie możesz zrobić. Nie możesz zostawić części siebie za sobą. To, od czego próbujesz się wyzwolić, to wciąż ty. Jest tylko twój umysł. Wierz mi, próbowałem uciec od rzeczy, które nie podobały mi się w tym świecie, ale nigdy mi się to nie udało. Zawsze wracałem do tych samych sytuacji i emocji, od których próbowałem uciec. Pojawiały się w moim umyśle w nieco innych konfiguracjach i zmienionej scenerii, ale przy odrobinie szczerości wobec siebie mogłem rozpoznać, że reprezentowały one ten sam problem, który miałem przedtem, a który nie został jeszcze przebaczony.

Ciężkie doświadczenia są jedynie lekcjami, których nie zdołałeś się nauczyć, przedstawiownymi ci raz jeszcze tak, że tam, gdzie przedtem dokonałeś błędnego wyboru, możesz teraz dokonać lepszego i w ten sposób uciec przed całym bólem, który przyniosło ci to, co wybrałeś przedtem. (Kurs Cudów, Rozdział 31, VIII)

Ponowny wybór to przebaczenie, czyli włączenie tego, co się dzieje, zamiast próby uciekania przed tym, naprawiania tego lub ukrywania. Włączenie można by nazwać akceptacją. Nie chodzi o  to, że masz akceptować ból czy konflikt, który się pojawia, jako swoją rzeczywistość, ale masz zaakceptować to, że dana rzecz, osoba czy sytuacja nie może cię zranić, ponieważ reprezentuje tylko twoją myśl. Zamiast więc się przed tym bronić, pozwalasz temu, aby było takie, jakie jest, a wtedy dokonuje się przemiana. Gdy nie bronisz się już przed światem ani przed nim nie uciekasz, to uznajesz, że nie ma on nad tobą żadnej władzy. Rozpoznajesz iluzoryczność tego, przed czym uciekałeś. Uświadamiasz sobie, że nie ma żadnego świata.

A zatem nie próbuj uciec od siebie, ponieważ dokądkolwiek pójdziesz, zawsze zabierzesz siebie ze sobą. Niezależnie od tego, czy zmienisz pracę, związek lub miejsce pobytu, to wciąż będziesz sam ze sobą w swoim umyśle. Nie masz dokąd pójść. Rzecz nie jest więc w tym, co robisz, ale jak to robisz. Nie chodzi o to, co myślisz, ale jak myślisz. Czy działasz i myślisz w utożsamieniu z ego, czyli fałszywym wyobrażeniem o sobie, czy też działasz i myślisz w utożsamieniu z Duchem Świętym, czyli z prawdziwą częścią twojego umysłu, która widzi twoje złudzenia, ale wie że są złudzeniami?

Nie próbuj też być za bardzo „duchowy”! Idea bycia „duchowym” może być również zawoalowaną próbą ucieczki od tego, co jest uznawane za mniej duchowe i gorsze. To nic innego, jak próba ucieczki od samego siebie. Jeśli uważasz, że część ciebie jest gorsza, to prędzej czy później będziesz musiał się jej przypatrzeć po to, aby zobaczyć, że repezentuje ona tylko fałszywą ideę rozszczepienia w twoim własnym umyśle. To ty podzieliłeś swój umysł na lepszą część i gorszą. W rzeczywistości nie ma czegoś takiego. A widzisz to wówczas, gdy przebaczasz sobie swoją własną myśl o rozdwojeniu, czyli przestajesz porównywać siebie ze sobą.

Gdy doświadczasz swojej duchowej rzeczywistości, to nie uznajesz materii za gorszą. Materia staje się duchowa. Nie nadajesz jej znaczenia w oddzieleniu od ducha. Nie próbujesz więc od niej uciec, bo wiesz, że nie ma przed czym uciec. Materia sama w sobie jest niczym. Ciało samo w sobie jest niczym. Świat sam w sobie jest niczym. Twój umysł nadaje im całe znaczenie, jakie dla niego mają. Gdy znaczeniem, jakie nadajesz materii, jest wolność, to nie przywiązujesz się do materii ani nie upatrujesz w niej zbawienia. Uwalniasz ją od ograniczonego znaczenia, jakie jej nadałeś. Można by to nazywać zmartwychwstaniem w działaniu. Gdy więc na przykład idziesz ulicą, to wiesz, że nie jesteś ciałem idącym ulicą, lecz czystą obecnością; jesteś ulicą i wszystkim dookoła. Gdy jesz obiad, nie robisz tego tylko dla zaspokojenia głodu, ale przypominasz sobie swoją duchową rzeczywistość poprzez zwykłe bycie obecnym. Gdy spotykasz się ze znajomym, to zamiast związywać go swoimi ideami z przeszłości, uwalniasz go od swojego osądu poprzez bycie z nim takim, jakim jest teraz. Gdy jesteś w pracy, to nie denerwujesz się na to, że musisz pracować, lecz traktujesz to jako okazję do służby, przebaczenia i miłości. Jeśli jesteś świadkiem konfliktu, to nie czekasz aż coś się zmieni na zewnątrz, lecz przemieniasz swój umysł; decydujesz się widzieć tę sytuację inaczej. We wszystkim, co robisz, nie uznajesz fizycznego świata za coś statycznego, lecz pozwalasz na nieustającą zmianę swojego postrzegania. Materia przestaje być czymś ciężkim, a świat czymś złym czy trudnym, bo ty w swoim myśleniu i widzeniu stajesz się niejako lżejszy.

Wszystko jest lekcją, której Bóg chce, żebyś się nauczył. Nie chce On pozostawić bez korekty żadnej niewybaczającej myśli i ani jednego ciernia czy gwoździa, by w jakiś sposób ranił Jego świętego Syna. (Kurs Cudów, fragment lekcji 193)

Gdy przebaczasz – czyli uwalniasz swoje fałszywe idee, porzucasz utożsamienie z ego, dajesz zamiast się trzymać – wówczas stajesz się świadomy tego, że oddzielenie nie jest prawdą. Nie jest to już koncepcją, lecz doświadczeniem. Choć wykonujesz te same czynności fizyczne, co inni ludzie, to pamiętasz, że ciało nie jest żadną przeszkodą ani ograniczeniem. Nie traktujesz go jako zło konieczne, od którego trzeba uciec, ale jako fałszywe skojarzenie myślowe w twoim umyśle, które decydujesz się widzieć inaczej. W ten sposób uwalniasz się od konfliktu wynikającego z poczucia rozszczepienia ducha, umysłu i ciała. Wszystko staje się jednym. To samo dzieje się z twoim postrzeganiem świata. Nie próbujesz już zmieniać świata ani się z niego wyzwolić. Nie oczekujesz jakiegoś rezultatu, jakiejś specjalnej formy przebudzenia, jakiegoś końca świata w fajerwerkach. Nie próbujesz już uciekać, bo nie ma od czego. Spoczywasz w pokoju. Przebaczyłeś sobie. Przebaczyłeś światu.

One Reply to “Nie ma od czego uciec”