Nie jestem ciałem. Jestem wolny

Nie jestem ciałem. Jestem wolnyCo za niedorzeczna idea, że ciało miałoby mi mówić, kim jestem i jak mam się czuć… Jeśli na to pozwalam, to nie wiem, kim jestem. Identyfikacja z ciałem jest fałszywą identyfikacją. Nie jestem ciałem. Jestem wolny. To nie tylko lekcja Kursu Cudów (Lekcja 199), ale stwierdzenie niezaprzeczalnego faktu. Istotne jest jednak, aby umysł przypomniał sobie o tym, czyli tego doświadczył. Doświadczenie staje się możliwe dopiero wtedy, gdy podejmuję decyzję, żeby nie być dłużej niewolnikiem błędnego utożsamienia.

Mogę podjąć tę decyzję, ponieważ to umysł, a nie ciało jest decydentem. Moją rzeczywistością zaś jest świętość samego Boga. I nie ma niczego, czego moja świętość nie może uczynić.

Celem dzisiejszych ćwiczeń jest zapoczątkowanie wpajania ci poczucia, że panujesz nad wszystkim z racji tego, czym jesteś (Kurs Cudów, Lekcja 38).

Zamiast reagować na to, co mówi mi ciało, czy świat, mogę więc uznać moc swojego umysłu. Zamiast wierzyć, że ciało lub świat jest moją przyczyną, przypominam sobie, że w rzeczywistości, to ja jestem przyczyną mojego postrzegania ciała i świata. Wszystko, co widzę i czego doświadczam, dzieje się dosłownie na moją prośbę. Wszystko jest moją decyzją. Tak jak podjąłem decyzję, by utożsamić się z ciałem, tak mogę podjąć decyzję, by utożsamić się z czystym, wolnym, niczym nieograniczonym Umysłem Boga, który mnie stworzył.

Wolność musi być niemożliwa, dopóki postrzegasz ciało jako siebie. Ciało jest ograniczeniem. Kto szuka wolności w ciele, ten szuka jej tam, gdzie nie można jej znaleźć. Umysł można uwolnić, gdy nie widzi on dłużej siebie jako znajdującego się w ciele, mocno z nim związanego i chronionego jego obecnością (Kurs Cudów, Lekcja 199).

Co to znaczy szukać wolności w ciele? To znaczy szukać spełnienia poprzez ciało. Za każdym razem, gdy mówiłem sobie, że poczuję się lepiej, gdy podejmę się tej pracy, wejdę w relację z tą osobą, zjem to ciastko, obejrzę ten film, pojadę na te wakacje, zrobię ten kurs duchowy, szukałem wolności w ciele. Innymi słowy, za każdym razem, gdy chciałem uzyskać przyjemność poprzez ciało, szukałem wolności w ciele. Uczyniło to z ciała cel. Umysł zaś stał się środkiem służącym zaspokajaniu potrzeb ciała.

Dopóki wszystko wydawało się iść po mojej myśli, nie kwestionowałem tego odwróconego do góry nogami postrzegania. Umysł wydawał się zadowolony ze swojej roli służącego swemu fizycznemu panu. Sytuacja zaczęła się komplikować, gdy zacząłem zauważać, że ciało się starzeje i cierpi wskutek mniejszych lub większych dolegliwości. „Coś jest nie tak z tym obrazem” – pomyślałem. „Przecież służyłem ciału najlepiej, jak umiałem”. I wtedy przypomniały mi się słowa Jezusa:

Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego – miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie (Mt 6, 24).

Innymi słowy nie mogę służyć jednocześnie Bogu i oddzieleniu, czy też duchowi i ciału. Muszę się zdecydować. Zdecydowałem się na Boga dopiero wtedy, gdy poczułem ból własnej decyzji służenia ciału jako mojej tożsamości i zrozumiałem, jakie ponoszę tego konsekwencje. Zobaczyłem, że za każdą przyjemnością ciała kryje się cierpienie, chociażby związane kończeniem się i utratą tego, co przyjemne. Ostateczną konsekwencją utożsamienia z ciałem wydawała się śmierć. Wiedziałem już jednak, że w rzeczywistości nie ma śmierci, a więc niczego nie rozwiążę umierając. Wiedziałem, że jeśli umrę, to po prostu znajdę się ponownie w tym świecie, powtarzając ten sam cykl przyjemności i cierpienia, dopóki nie przebudzę się ze swojego snu o śmierci – czyli z mojego snu o ciałach, o oddzieleniu, o świecie czasu i przestrzeni.

Świata nie opuszcza się przez śmierć, lecz przez prawdę, a prawdę mogą poznać ci wszyscy, dla których stworzono Królestwo i na których ono czeka. (Kurs Cudów, Rozdział 3, VII)

Nie było się nad czym zastanawiać. Podjąłem więc decyzję, by służyć prawdzie, a nie kłamstwom własnego umysłu. Służenie prawdzie oznaczało, że ciało przestało być celem. Stało się chwilowym środkiem służącym jednemu niepodzielnemu celowi.

Umysł, który służy Duchowi Świętemu, jest nieograniczony we wszystkim na zawsze, niezwiązany prawami czasu i przestrzeni, nieskrępowany żadnymi uprzedzeniami i mający siłę i moc spełniania, o cokolwiek się go poprosi. (…) Duch Święty jest domem umysłów, które szukają wolności. W Nim znalazły one to, czego szukały. Teraz cel ciała jest niedwuznaczny. I osiąga ono doskonałość w zdolności służenia niepodzielnemu celowi. W pozbawionej konfliktu, jednoznacznej reakcji wobec umysłu, którego jedynym celem jest myśl o wolności, ciało służy mu, i to służy dobrze. Pozbawione mocy zniewalania, jest godnym sługą wolności, której szuka umysł będący w Duchu Świętym (Kurs Cudów, Lekcja 199).

Oddanie jednemu celowi oznaczało koniec konfliktu. Gdy umysł nie jest więcej rozdarty co do tego, czego chce, wówczas nie ma w sobie konfliktu, który mógłby przerzucić na ciało. Ciało jako środek – a nie cel – reaguje fizyczną przemianą. Dostosowuje się do celu, jaki wyznaczył sobie umysł. Każda komórka  ciała zaczyna oddychać światłem, które wpuścił umysł. Oznacza to nie tylko zdrowienie ciała, ale jego fizyczne przeistaczanie. Komórki zaczynają się uczyć tego, czego nauczył się umysł – że można inaczej: że można żyć zamiast umierać, że można być wolnym zamiast zlokalizowanym, że można doświadczać pełni zamiast się specjalizować. Proces ten można nazwać fizycznym zmartwychwstaniem. Wszystko zaczyna się budzić do pełni, którą jest i zawsze było. Gdy umysł rozpoznaje, że jego jedyną rzeczywistością jest duch, ciało staje się chwilowym fizycznym przejawieniem duchowej rzeczywistości. W tym kontekście jasne stają się słowa Jezusa:

Światłem ciała jest oko (umysł – przyp. mój). Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie rozświetlone. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności (Mt 6, 22).