Nic tu się nie dzieje – czyli o uzdrawiającym spokoju

Nic się tu nie dzieje - czyli o uzdrowieniu snuCud pokazuje, że śnisz sen i że jego treść nie jest prawdziwa. (Kurs Cudów, Rozdział 28, II)

Wystarczy o tym pamiętać w chwili pokusy. Zamiast reagować wzburzeniem w sytuacji konfliktu, wystarczy przypomnieć sobie, że to jest sen i że nic tak naprawdę tutaj się nie dzieje.

Nie reagowałbyś wcale na postaci we śnie, gdybyś wiedział, że śnisz. (Kurs Cudów, rozdział 27, VIII)

Wzburzenie nigdy niczego nie zmieniło. Za każdym razem, gdy reagowałem zaniepokojeniem i próbowałem wpłynąć na sytuację z poziomu wburzonego stanu umysłu, wzmagałem konflikt. A potrzebny był wówczas jedynie spokój. Tylko spokój może uzdrowić każdą sytuację i zmienić wszystko, gdyż spokój jest pamiętaniem Siebie – pamiętaniem Boga i własnej Rzeczywistości.

Jak pamiętać o pokoju, gdy wszystko dookoła wydaje się prosić o konflikt? Wystarczy sobie przypomnieć – niezależnie od pozornej dramaturgii snu – że to naprawdę jest tylko sen. Mój sen. Innymi słowy nie jestem postacią w czyimś śnie – marionetką, która musi jedynie reagować na to, co mówi mi świat. Gdy pamiętam, że nikt inny, tylko ja śnię mój sen, wówczas sen staje się szczęśliwy. Konflikt znika i zastępuje go doświadczenie pokoju, które nie jest zależne od żadnych czynników zewnętrznych.

To nie znaczy, że nie podejmuję konkretnych działań, jeśli sytuacja wymaga działania. Owszem, działam, ale nie w lęku, lecz w miłości. Jakże bardziej skuteczne jest takie działanie! Gdy zamiast konfliktu, wnoszę do sytuacji pokój, nie tylko automatycznie uzdrawiam swój sen, ale jestem w stanie zrobić rzeczy, których nie byłem w stanie tak dobrze zrobić przedtem. Dzieje się tak dlatego, że mój sen nie stawia już oporu, ponieważ ja nie stawiam oporu. Nic mi się nie przeciwstawia, gdyż ja niczemu się nie przeciwstawiam.

One Reply to “Nic tu się nie dzieje – czyli o uzdrawiającym spokoju”

  1. W chwili „ataku” jestem zdziwiona , zaskoczona ,staję jak „wryta” w ziemię z głupią miną i czuję spokój, trwa to chwilę, a po chwili czuję emocje,; czemu się mnie czepia?, co ja mam z tym wspólnego?, ja tego nie zrobiłam, to nie moja sprawa, nie wiem o co chodzi ?Jak mógł mnie tak wyzwać i za co? itd. Kiedyś to opowiadałam, o mojej „krzywdzie”. Teraz wiem, że to moje projekcje. Nie potrafię od razu „przytulić” je, mówić ,że nic nie szkodzi. Wolałabym aby ich nie było.
    Po czasie widzę to zupełnie inaczej.
    Współczuję, szanuję, przyglądam się sobie tak „bogatej we wszystko”.
    „napastnika” potrafiłabym przytulić serdecznie.
    Opisałam sytuacje które zdarzały się z zupełnie „nieznanymi” mi osobami. Pozdrawiam.