Medytacja jako praktyka duchowa i stan umysłu

Kilka osób ostatnio pytało mnie o medytację i o to, jak medytuję. Zacznę od tego, że staram sie nie robić z formy medytacji czegoś wyjątkowego. Owszem, odprężenie się, wyciszenie i danie sobie wydzielonego czasu na medytację może być użyteczne, żeby uspokoić umysł i nauczyć się słuchać i doświadczać wewnętrznego głosu nazywanego – w zależności od tradycji duchowej – Głosem Serca, Głosem Ducha Świętego lub prawdziwego Ja. Jednak dopóki uważasz jakąś praktykę medytacyjną za coś lepszego od innych rzeczy, które wykonujesz w życiu, to wymyka ci się podstawowa idea medytacji – przemiana twojego życia. Jeśli wyciszasz swój umysł podczas medytacji, a potem przystępujesz do osądzania innych ludzi, kłócenia się z najbliższymi czy jakiejkolwiek formy ataku na samego siebie i innych w ciągu dnia, to medytacja jest tylko pustym rytułałem. Chodzi o to, żeby wyciszenie i spokój, czy też doświadczenie podwyższonej świadomości, których doświadczyłeś podczas medytacji, wnieść do swego codziennego życia, do wszystkich rzeczy, które robisz, mówisz i czujesz, tak aby w pewnym momencie całe twoje życie stało się formą medytacji niezależnie od panujących w nim warunków zewnętrznych.

Istnieje wiele technik medytacyjnych. W niektórych stosuje się wizualizację i intencję, w innych po prostu świadomy oddech i relaks, w jeszcze innych rozważanie i kontemplację określonych myśli. W jednych używa się słów i dżwięku, a inne są bezgłośne. Ćwiczenia z lekcji Kursu Cudów, czy świadomie wykonywane ćwiczenia jogi są również formą medytacji. Poniżej opowiem o tym, co robię, gdy wydzielam sobie specjalny czas na medytację. Robię to coraz rzadziej, bo inne czynności, które wykonuję ze świadomą uwagą, również stają się dla mnie formą medytacji i granica między specjalnym czasem na medytację, a innymi czynnościami po prostu zaczęła się dla mnie zacierać.

Główne trudności, jakich doświadczałem początkowo podczas medytacji, to rozpraszanie się myślami lub swego rodzaju “odpływanie” w sen czy nieświadomość. Czasem popadałem też w drugą skrajność – tak bardzo próbowałem skupić uwagę, że medytacja stawała się wysiłkiem zamiast być formą odprężenia i łagodnego przyzwolenia na przemianę. Tak jednak nie musi być. Powiem więc teraz o tym wszystkim, co mi pomogło wyjść ponad tego typu ograniczenia.

Po pierwsze oddech
Od momentu, gdy w pełni doceniłem wagę świadomego oddechu, używam go, kiedy tylko pamiętam, nie tylko podczas specjalnego czasu medytacji. Świadome oddychanie może, choć nie musi, oznaczać obserwowanie oddechu. Chodzi w nim przede wszystkim o to, żeby skupić uwagę na samym procesie oddychania. Można powiedzieć, że świadome i głębokie oddychanie samo w sobie już jest formą medytacji, którą możesz wykonywać o każdej porze dnia i w każdych warunkach – czy to siedząc, czy stojąc, leżąc lub chodząc; czy to z zamkniętymi oczami, czy z otwartymi. Zwróć uwagę, jak często w ciągu dnia nie jesteś świadomy swego oddechu. Gdy tak się dzieje, oddech zwykle jest płytki, często wstrzymywany. Wiąże się to najczęściej albo z zaabsorbowaniem myślami, albo ze stresem i zawsze w tego typu sytuacjach funkcjonujesz i reagujesz z poziomu nieświadomości. Gdy zaś podejmujesz decyzję, by świadomie oddychać, to przestajesz się skupiać na swoich myślach, a zamiast tego stajesz się bardziej świadomy ciała i emocji, bardziej czujesz siebie, wyciszasz umysł i odprężasz system nerwowy. Dzięki  temu stajesz się otwarty na to, co istnieje pod poziomem dostępnym dla intelektualnego umysłu – na  słyszenie głosu własnego serca, które jest duchowym centrum twojego życia.

Warto też pamiętać, że tak naprawdę nie oddychasz tlenem, lecz energią. Gdy świadomie oddychasz, to można powiedzieć, że napełniasz się energią życia. Możesz sobie nawet wyobrazić, że wdech reprezentuje twoją decyzję, by być świadomym, by przyzwolić na działanie Ducha w swoim umyśle, a wydech symbolizuje rozprowadzenie tej energii, tego Ducha, tej świadomości do wszystkich komórek, do wszystkich myśli i do całego twojego świata (słowem do całego twojego umysłu).

Po drugie obserwacja myśli i świadome odczuwanie
Podczas medytacji zawsze pojawiają się jakieś myśli i wrażenia w ciele. Co można z nimi zrobić? Ja staram się po prostu ich nie osądzać, lecz włączać w medytację. Myśli obserwuję bez osądzania i pozwalam im odejść jak chmurom na niebie. A doznania w ciele nie tylko obserwuję, ale pozwalam je sobie w pełni poczuć, tak aby nie pomijać niczego, co może być ukryte w podświadomości czy też pamięci komórkowej. Bycie świadomym ciała podczas medytacji nie oznacza identyfikacji z ciałem, ale posłużenie się nim jako narzędziem nauki.

Załóżmy więc, że podczas medytacji w ciele pojawia się napięcie. Co możesz z nim zrobić? Nie osądzaj tego odczucia, nie walcz z nim, nie pomijaj go, lecz stań się w pełni świadomy tego, co czujesz, bądź z tym, “oddychaj w to”, słowem włącz to w swoją medytację. W ten sposób wszelkie blokady energetyczne, jakie wytworzyłeś w swoim umyśle, mogą zostać obnażone, poczute i rozpuszczone poprzez sam akt twojej świadomej obserwacji. Paradoksalnie rozpoznajesz, że nie jesteś ciałem, poprzez pełne włączenie ciała i bycie obecnym, bycie całkowicie tu i teraz. Pamiętanie o oddechu podczas pracy z myślami i odczuciami pomaga, by nie odpływać, by nie pogrążać się w myślach, by nie zatracać się w przeżywanych doznaniach i nie zatrzymywać na wzbudzanych wspomnieniach. Po prostu oddychaj i bądź świadomy tego, co się wydarza. Jeśli potrzebne jest uzdrowienie czy też przyjęcie i zintegrowanie jakichś odrzucanych dotąd aspektów ciebie, to oddech i świadoma uwaga lub inaczej mówiąc: czucie tego, co przychodzi, doskonale ci w tym pomogą.

Po trzecie słowo klucz lub idea przewodnia
Czasem dorzucam do mojej medytacji intencję lub precyzyjniej mówiąc: ideę przewodnią. Nie jest to konieczne, bo już samo świadome oddychanie i obserwacja myśli i uczuć może doprowadzić umysł do głębokich duchowych doświadczeń. Myśl przewodnia może jednak również pomóc umysłowi w skupieniu uwagi i nierozpraszaniu się. Można powiedzieć, że tego typu medytacja przeradza się w modlitwę, czyli otwarcie umysłu na przyjęcie i pełne doświadczenie myśli przewodniej, którą wniosłeś do medytacji.

Podczas medytacji możesz więc skierować swoją uwagę na jakąś ideę, na przykład na przyjęcie miłości lub odprężenie w Bogu, lub na jedno słowo, na przykład: Bóg, Prawda czy Miłość. Nie chodzi o to, żeby cały czas myśleć o danej idei, bo celem jest wyjście poza intelektualne myślenie. Można jednak wprowadzić daną myśl na początku medytacji jako zwyczajny punkt wyjścia, a następnie oddychać głęboko i otworzyć się na prawdziwe znaczenie słowa lub słów, których zdecydowałeś się użyć. Poza tym nie musisz nic robić. Wystarczy, że będziesz oddychał. Niech twój oddech rezprezentuje twoje ciche przyzwolenie na doświadczenie. Jeśli rozproszysz się jakimiś myślami lub zaczniesz odpływać, weź znowu świadomy oddech i przypomnijj sobie ideę przewodnią swojej medytacji, a następnie spróbuj ponownie uwolnić się od intelektualnego, koncepcyjnego umysłu poprzez zwyczajnie zanurzenie się w ciszy, w oddychanie, przyzwalanie i czucie.

Medytacja w przyrodzie
Kontakt z przyrodą nie jest konieczny przy medytacji, ale jest bardzo pomocny. Gdy świadomie oddychasz i patrzysz na drzewo lub kwiat, to twój umysł automatycznie się wycisza i zamiast skupiać na myślach, może łatwo wejść w stan świadomej obecności. Osobiście coraz bardziej doceniam i coraz częściej używam natury jako czynnika stymulującego wchodzenie w medytacyjny stan umysłu.

Dźwięk, muzyka i ruch
Czasem pomocne może być włączenie do medytacji jakiegoś dźwięku. Jeśli jesteś na łonie natury, nie potrzebujesz wiele. Wystarczy, że posłuchasz szumu drzew lub wody, śpiewu ptaków czy plusku deszczu. Choć jest to zwykłe doznanie zmysłowe, to jeśli pozwolisz, aby przynajmniej na chwilę na tym zakotwiczyła się twoja uwaga, podczas gdy cały czas świadomie oddychasz, to na pewno poczujesz, jak spokój ogarnia twój umysł i ciało. Być może odbierzesz to nie tylko jako fizyczną przyjemność, ale nawet jako pewną wyraźną zmianę w świadomości.

Jeśli nie ma dokoła żadnych naturalnych bodźców dźwiękowych, możesz sam spontanicznie wydać jakiś dźwięk lub serię dźwięków, zaśpiewać mantrę albo włączyć muzykę. Muzyka może pomóc w skupieniu uwagi, w nie odpływaniu w sen oraz w wyłączeniu koncepcyjnego myślenia, Gdy będąc w stanie fizycznego rozluźnienia wsłuchujesz się w jakąś muzykę, która ci się podoba i pozwalasz jej się “pochłonąć”, to można powiedzieć, że umysł sam “przełącza się” na tryb medytacyjny i zaczynasz doświadczać radości, spokoju i błogości.

Osobiście, gdy słucham muzyki, często zaczynam spontanicznie poruszać ciałem lub nawet tańczyć. Taka medytacja w ruchu nie tylko rozluźnia i pomaga stać się świadomym własnego ciała, ale może też być pomocna w uwalnianiu energetycznych blokad, uwolnieniu od myśli i otwarciu na duchowe doświadczenie ponad koncepcjami.

Kim jest medytujący?
Powiedzmy o jeszcze jednej ważnej kwestii: o założeniu, z jakim podchodzisz do medytacji. Jeśli medytujesz w oparciu o założenie, że jesteś tożsamością zawartą w ciele i jednocześnie dążysz do osiągnięcia jakiegoś rezultatu, na przykład chcesz uciec od ograniczeń lub osiągnąć wyższy stan świadomości, to choć może poczujesz jakąś zmianę w swojej świadomości, to rezultat zawsze będzie niepełny lub nietrwały, ponieważ założenie jest fałszywe. I dlatego tak niewiele osób, które medytują, doświadcza oświecenia. Dopóki bowiem wierzysz, że jesteś odrębną tożsamością, to próba uwolnienia się od poczucia oddzielenia poprzez medytację – choć może przynieść doświadczenie chwilowej ulgi – będzie cię utwierdzać w poczuciu oddzielenia.

Zanim podejdziesz do medytacji pomocne może być więc zadanie sobie pytania: “Kim jestem?” lub: “Kim jest ten, kto medytuje?” Być może odpowiedź, jaką sam sobie dasz, będzie brzmieć: “Nie wiem, kim jestem”. Uświadomienie sobie, że nie wiesz, kim jesteś, otworzy twój umysł na nowe doświadczenie. Ponadto pomoże ci zdystansować się od siebie samego i nie traktować siebie zbyt poważnie. 🙂 Dopóki traktujesz siebie na poważnie – czyli traktujesz oddzielenie na poważnie – to czynność medytacji, zamiast sprzyjać rozpoznaniu prawdy o tobie, będzie jedynie potwierdzać to, co już znasz, choć w nieco spokojnieszej i pozornie bardziej uduchowionej formie.

A jaka jest prawda o tobie? Po pierwsze nie jesteś tym, czym myślisz, że jesteś. Nie jesteś więc osobą, która medytuje, która musi osiągnąć oświecenie. Taka definicja samego siebie jest ograniczoną koncepcją, a zatem iluzją. Prawda o tobie już jest oświecona. Prawda o tobie jest czystym doświadczeniem świadomości ponad jakimikolwiek ograniczeniami i koncepcjami. Jak tego doświadczyć? Poprzez wyjście ponad swoje ludzkie koncepcje – w tym koncepcje na temat medytacji oraz tego, co zamierzasz przez nią osiagnąć. I tu dochodzimy do rozróżnienia między medytacją jako praktyką duchową a medytacją jako stanem umysłu. Do tej pory mówiliśmy jedynie o medytacji jako praktyce duchowej. Praktyka duchowa, choć jest bardzo ważna, może również bardzo łatwo stać się “duchowym więzieniem”, jeżeli zapominamy, że jest ona jedynie narzędziem, które prowadzi do wyjścia poza samą metodę ku sednu duchowego doświadczenia.

Medytacja jako stan umysłu
Sednem duchowego doświadczenia jest rozpoznanie tego, kim jesteś i przejawianie tego, kim jesteś w codziennym życiu. Medytacja jako stan umysłu jest dla mnie właśnie stanem takiego rozpoznania i przejawienia. Jest to stan czystej świadomości, w której wszystko się wydarza; to stan otwarcia umysłu na duchowe prowadzenie; to stan wewnętrznej ciszy i spokoju, w której doświadczasz urzeczywistnienia tego, kim jesteś; to stan świadomości połączenia ze Źródłem, w którym twoja dusza wyraża swój pełen potencjał.

Jak więc przejść ze stanu poszukiwania siebie (praktyka medytacji) do stanu, w którym odnajdujesz siebie (stan medytacji)? Możesz zacząć od tego, że do swojej praktyki medytacyjnej podejdziesz z pozycji “świadka”, a nie z pozycji utożsamionej osobowości. Zatrzymaj po prostu na chwilę pędzący umysł i powiedz sobie w myślach: “Jestem czystą świadomością, w której wszystko się wydarza. Jestem duchem. Ta postać, która medytuje, jest po prostu ideą w moim czystym umyśle. To ciało, które medytuje, jest jedynie tym, co się pojawia w czystej przestrzeni mojej świadomości.” Poczuj przez chwilę te myśli. Czy czujesz różnicę między: “Ja medytuję i zamierzam coś przed to osiągnąć!”, a: “Jestem ciszą, jestem czystą świadomością, jestem żywą energią samego życia, które przejawia się przez chwilę w tej fizycznej postaci”? Jest to różnica między byciem utożsamioną osobowością w ciele, która nie ma pojęcia, kim jest, a byciem wolnym duchem, świadomością, która wie, kim jest. Jest to różnica między byciem zaangażowanym w swój dramat aktorem filmu a byciem świadkiem lub inaczej mówiąc: obserwatorem filmu, który wie, że postać na ekranie nie jest nim.

Patrzenie na wszystko, co się wydarza, z pozycji świadka, sprzyja doświadczeniu wewnętrznego spokoju. Jako neutralny świadek traktujesz bowiem wszystko, co się dzieje, jako całkowicie neutralne. Niezależnie od tego, czy jesz obiad, czy nie masz co włożyć do ust, niezależnie od tego, czy zdobywasz pracę, czy ją tracisz, niezależnie od tego, czy jedziesz spokojnie drogą, czy łapiesz gumę, niezależnie od tego, czy słyszysz negatywną opinię na swój temat, czy też wszystko zdaje się iść po twojej myśli, wiesz, że to wszystko samo w sobie nie ma znaczenia. To jedynie twój umysł nadaje wszystkiemu całe znaczenie, jakie to dla niego ma. Jeśli utożsamia się on z ciałem i oddzieleniem, to wierzy w konflikt, żal i lęk. Jeśli zaś porzuca tę identyfikację, przyjmuje rolę świadka i kanału dla ducha, wówczas rozpoznaje, że konflikt, żal i lęk są złudzeniem, a pokój jest jedyną rzeczywistością.

Perspektywa świadka jest medytacyjnym stanem umysłu, w którym możesz nauczyć się spędzać swój dzień, niezależnie od okoliczności. Czy można w tym trybie normalnie funkcjonować? Tak naprawdę dopiero wtedy zaczyna się prawdziwe funkcjonowanie. Dlaczego? Ponieważ wówczas nie zatracasz się w tym, co się dzieje, i w swoich osądach na ten temat, lecz pozwalasz, aby życie działo się samo bez twoich prób jego kontrolowania. To nie oznacza, że pozostajesz bierny, lecz że uznajesz, iż sam z siebie nie możesz uczynić niczego. Nie próbujesz więc prowadzić swego życia z poziomu aktora na planie filmu, lecz pozwalasz, aby twoje Źródło (które jeśli chcesz, możesz nazwać Bogiem) było zarówno reżyserem twego życia, jak i jego treścią. Można powiedzieć, że gdy rozwijasz w sobie świadomość świadka, zaczynasz rozpoznawać i czuć, że Źródło twego życia jest rzeczywiście jednym z tobą. Pozwalasz mu więc żyć poprzez ciebie i w tobie. I sam nie czynisz niczego poza obserwowaniem, jak Miłość szerzy się poprzez ciebie na cały twój świat.

4 Replies to “Medytacja jako praktyka duchowa i stan umysłu”