W podziemiach kościoła metodystów – nowe tłumaczenie wykładu Mastera Teachera

Master TeacherOto najnowsze tłumaczenie wykładu Mastera Teachera pt.: W podziemiach kościoła metodystów zapisanego w książce pt.: Jakże proste jest rozwiązanie.

Zobaczmy, czy jesteśmy w stanie przygotować scenariusze nauczania Kursu Cudów. Ponieważ znajduję się teraz w piwnicy kościoła metodystów, to jak najszybciej omówię skojarzenia doktrynalne z naukami Jezusa z Nazaretu. Nie ma bowiem sensu przywoływać trwającej 2 tysiące lat dyskusji na temat tego, co powiedział i kim był ten zmartwychwstały człowiek. Zajmiemy jednak stanowisko posługując się terminologią chrześcijańską, ponieważ mamy tu do czynienia z utożsamieniem zmartwychwstania, które zawiera się w samej możliwości sprzeciwu ludzkiej kondycji wobec świadomości Boskiego Umysłu.

Ciekawi mnie, czy to się powiedzie. Posłuchaj tego uważnie. To by się nie powiodło w zeszłym tygodniu. Ciekawi mnie, czy powiedzie się w tym tygodniu. W związku z nieustającą aktywnością waszych polegających na cudach umysłów, zostaną wam dane sytuacje czy też miejsca, w których będzie możliwe nauczanie o subiektywnej rzeczywistości poprzez odłączenie się od konieczności wyrażania przeciwstawnych opinii, a co za tym idzie – szerzenie świadomości szczęścia.

Rozważmy następujący scenariusz: oto mamy kurs pochodzący od zmartwychwstałego człowieka nazywanego Jezusem z Nazaretu. Tak naprawdę jest nim każdy człowiek, który czuje potrzebę powstania, czy też wyjścia z pozornego konfliktu koncepcyjnego ludzkiego utożsamienia do świadomości nieskończonego, wiecznego, szerzącego się, kochającego Boga. Doświadczenie to miało charakter fizyczny, a więc nauczamy fizycznego zmartwychwstania. Przeszkodą w nauczaniu fizycznego zmartwychwstania jest po prostu to, że sama fizyczność jest przeszkodą dla wiecznego pokoju Boga – nie z powodu pozorów swojej fizyczności, lecz poprzez przyjęcie fizycznego, czyli obiektywnego utożsamienia. A dzieje się tak dlatego, że subiektywny/obiektywny umysł jest zdeterminowany podtrzymywać odległość między przyczyną a rezultatem danego utożsamienia świadomości. Kurs Cudów naucza przede wszystkim, że rzeczywistość jest subiektywna, czyli że Boski Umysł nieustannie szerzy się w związku przyczyny i skutku, których nie można oddzielić, gdyż stanowią one rzeczywistość wiecznego, doskonałego umysłu. Ten opis nie jest do końca trafny, ponieważ jakakolwiek definicja pełni nie będzie trafna. To powiedziawszy, tylko pod patronatem wieczności, czy też pełni umysłu, możesz poprzez własne doświadczenie uświadomić sobie, że jesteś doskonały, jakim stworzył cię Bóg.

Najskuteczniejsza metoda uwolnienia od bólu, którego tutaj doświadczasz, to Kurs Cudów. Niektórzy z was nie słyszeli o Kursie i natychmiast chcieliby określić jego pochodzenie po to, aby móc uzasadnić możliwość jego przyjęcia w oparciu o swoje opinie. Pozwólcie, że uwolnię was od tej konieczności. Posłuchajcie mnie. Kurs Cudów nie jest niczym innym, jak praktyką nieustannego otwierania umysłu. Mówię to do nowicjusza, do człowieka, który tak naprawdę nie wie, co mu oferujemy. Rozumiem, że wszyscy w tym zgromadzeniu jesteście metodystami. Czy to prawda? Powiedz: „Tak”. Jesteście więc metodystami. A zatem nauczacie, że istnieje metoda – jak określił to Wesley* – za pomocą której możecie dotrzeć do Boga; metoda, za pomocą której, jako koncepcyjne utożsamienia, możecie faktycznie nawiązać kontakt z tą mocą Boga, o której tu mówimy. Oto metoda, z której może zechcecie skorzystać. Jest to nauczanie o subiektywnej rzeczywistości, czyli o tym, że dosłownie nie ma nic na zewnątrz ciebie. Podstawową deklaracją zawartą w tych naukach, które – jak one same głoszą – pochodzą od zmartwychwstałego człowieka, Jezusa z Nazaretu, jest to, że dzięki swojej prawdziwej mocy odnalazłem sposób, w jaki mogę zmartwychwstać i doświadczyć cudownego kontaktu z Bogiem. Jeśli zechcesz, możesz tego teraz doświadczyć wraz ze mną. To są same podstawy nauk chrześcijaństwa i zbawczej misji człowieka zwanego Jezusem z Nazaretu.

Kurs Cudów prezentuje ci sposób, w jaki to się odbędzie. Ponieważ siedzisz tutaj i najwyraźniej opierasz się uwolnieniu swojej tożsamości, to masz problem z tym, że Kurs Cudów naucza o konieczności uwolnienia tej zawziętej tożsamości stanowiącej rzeczywistość egotycznego umysłu oraz oświadcza bezkompromisowo, że nie ma innego sposobu rozpoznania, iż jesteś doskonały, jakim stworzył cię Bóg, jak tylko nieustające opróżnianie śmietnika twojej odrębnej tożsamości. Czy wszyscy to usłyszeli? Nie obchodzi mnie, jak wiele wiecie o Kursie ani to, czym – jak myślisz – jesteś. Mówię ci, że jeśli sięgniesz po tę książkę lub posłuchasz nauczycieli cudów, którzy idą teraz w świat, to możesz usłyszeć w swoim związku – czy jesteś gotowy na naukę Jezusa? – że jesteś zbawicielem świata! Początkowo będziesz czuł się zagrożony, ponieważ w swoim dewocyjnym podejściu wolałbyś uznać, że to Jezus był zbawicielem świata. Prawdą jest  jednak, że gdybyś potrafił uznać, że Jezus jest zbawicielem świata i całej tej projekcji twojego koncepcyjnego utożsamienia, to nie byłoby cię tutaj – po prostu dlatego, że jeśli Jezus z Nazaretu jest zbawicielem świata i on zmartwychwstał, to świat ten się skończył, a ciebie już tu nie ma. Oczywiście, że tak.

Ty zaś, stojąc przed dylematem swoich własnych utożsamień, w tym pozornym koszmarze obiektywnej rzeczywistości, utknąłeś tu ze zmartwychwstałym Chrystusem bez możliwości doświadczenia absolutnej prostoty przesłania zmartwychwstania. Dzięki temu Kursowi możesz skorzystać z pomocy przebudzonego umysłu i posłużyć się metodą uwolnienia swych przyczynowo-skutkowych utożsamień. Zasadniczo „cudotwórca“ nie przejmuje się tym, co myślisz w swoim obiektywnym umyśle. Początkowo możesz czuć się obrażony przez tych zaawansowanych nauczycieli. I używam tego określenia bez namysłu, co nie jest łatwe. Tak naprawdę nauczamy, że kontakt z Bogiem jest spontanicznym doświadczeniem, które dzieje się w tej samej chwili, w której przestajesz bronić przyczynowo-skutkowego związku, jakim jest ludzka kondycja. Prostota tego jest dosłownie obezwładniająca. Nauczamy cię, że jeśli nie wniesiesz swoich przekonań i obiektywnych definicji do danej sytuacji, to natychmiast doświadczysz rzeczywistości, ponieważ Bóg, który jest prawdziwy, jest przez cały czas wszędzie dookoła ciebie.

Powiem teraz coś tym z was, którzy są zaznajomieni z tym przesłaniem. Chcę się upewnić, czy przedstawiamy to w wystarczająco prosty sposób. Trudności ze zrozumieniem przesłania Jezusa w Kursie Cudów nie są niczym innym, jak wybiegiem koncepcyjnego umysłu zdeterminowanego, aby nie usłyszeć prostego przesłania, mówiącego o tym, że Bóg jest, a konflikt, ból i śmierć nie istnieją. Rozumiesz? A problem dotyczy jedynie koncepcyjnej tożsamości „ja”, ponieważ wszechświat, czy też utożsamienia formy, są tym samym, co ludzka kondycja, czyli – innymi słowy, drogi nauczycielu Boży – tym samym, co ty. Ty sam wytwarzasz dla swojej tożsamości cel nawiązujący do historii Adama, historii Pierwszego Przymierza, czy też determinacji twojej ludzkiej natury, by trzymać się utożsamienia przyczyny i skutku, idei „oka za oko”, potrzeby atakowania i bronienia się związanej z tym, co postrzegasz jako swoją rzeczywistość.

Przejdźmy do podstaw nauczania Jezusa. Posłużymy się zdaniem z Książki Ćwiczeń. Już od pierwszych lekcji Książka Ćwiczeń jest zaprojektowana w taki sposób, by nauczać cię nieustannego uwalniania tożsamości ataku i obrony określających twoją pozorną rzeczywistość. Jeśli jeszcze nie macie Książki Ćwiczeń, to natychmiast ją kupcie! Ona nie zajmuje się tym, co myślisz, jakie masz przekonania ani czego bronisz. Nauczamy doświadczenia cudu, doświadczenia zjednoczenia i Bożej Miłości, która nas teraz otacza.

O co cię prosimy, gdy się tu pojawiasz? Prosimy cię po prostu o otwarcie twego umysłu. Pierwsza reakcja percepcyjnego umysłu na tę prośbę to: „Chętnie posłucham twojej opinii na ten temat”. „Czy chciałbyś, żebym był jeszcze bardziej otwarty?“ Poproszę cię, żebyś zrobił ze mną pewien ważny krok… Wielu z was się teraz uśmiecha, ponieważ zaczynacie poluzowywać swoje mechanizmy obronne, których używaliście w swojej determinacji, by definiować samego siebie w związku z tym, co – jak myśleliście – usłyszycie. To, co sądziliście, że wam powiem, odzwierciedlało jedynie waszą postawę ataku i obrony, wyrażającą się w podtrzymywaniu własnych opinii. Spójrzmy na istotę rzeczy. Nie powiem ci nic innego prócz tego, że jesteś doskonały, jakim stworzył cię Bóg. Powiem ci jedynie to. Nie muszę troszczyć się o metodę, za pomocą której to rozpoznasz, ponieważ żadna metoda nie może mieć nic wspólnego z doskonałością, którą jesteś. Oczywiście, że tak! Oto na czym polega twój dylemat: Jeśli jesteś doskonały, jakim stworzył cię Bóg, to dlaczego wydajesz się znajdować w utożsamieniu choroby i śmierci? Odpowiedź brzmi tak: Znajdujesz się w tym pozornym utożsamieniu choroby i śmierci, ponieważ szukasz potwierdzenia dla dobra, miłości oraz wiecznego Boga w swoim obiektywnym umyśle, w swoim związku przyczynowo-skutkowym.

Muszę ci pokazać, że podstawą tych nauk jest to, iż egzystencja, czas oraz związki przyczynowo-skutkowe nie mogą potwierdzić istnienia życia wiecznego. Jednak gdy spróbujesz określić stosunek czasu do wieczności, to nieuniknione jest, że będziesz musiał uznać istnienie życia wiecznego. To,  co właśnie powiedziałem, wydaje się trochę głupiutkie, ponieważ takie faktycznie było. Ja sam tego nie zrozumiałem. W Biblii Jezus nazywa to „nauczaniem w Duchu”. On mówi, że jeśli pojawisz się tu z otwartym umysłem i staniesz obok zamkniętego umysłu, to poczują oni tyle głębokiego współczucia dla twojego „dobrego konfliktu”, że będą chcieli ofiarować ci uwolnienie od konieczności bronienia siebie. Doświadczyło tego wielu początkujących nauczycieli. Czyż to nie jest zadziwiające? To nie jest jakiś „żart dla wtajemniczonych”, lecz żart z całej ludzkości. Ci z was na tej sali, którzy powstali i usiłowali wyrazić, czym jest poleganie umysłu na cudach, czuli frustrację, próbując opisać koncepcyjnemu umysłowi swoje doświadczenie Boga. Czyż nie tak? W pewnym momencie bowiem staje się to tak ekstatyczne, że aż nie do opisania. Każdy ze zgromadzonych tutaj może to potwierdzić, ponieważ nikt w tej piwnicy kościoła Metodystów nie mógłby dotrzeć do najwyższego doświadczenia, nie rozpoznawszy jednocześnie daremności swojej obecnej egzystencji, definicji i przekonań w swoim związku z miłością.

Jest ważne, abyś zrozumiał – i tu pojawi się zagrożenie ze strony Jezusa z Nazaretu – że ja nie próbuję ci niczego odebrać. Posłuchaj mnie. Próbuję ci dać dużo więcej niż jesteś w tej chwili gotów przyjąć. Nauczam cię, że robiąc Kurs Cudów, będziesz doświadczał coraz więcej akceptacji w swoim umyśle. Takie będzie nauczanie tej Książki Ćwiczeń.

Przyjrzyjmy się jednej z tych idei. Bardzo ważna myśl, która pojawi się prawdopodobnie 108-go dnia praktyki Książki Ćwiczeń, będzie brzmiała tak: „Muszę się nauczyć, że daję jedynie samemu sobie”. To są podstawy nauk Jezusa z Nazaretu. On cały czas głosi potrzebę rozdania wszystkiego. Idea rozdania wszystkiego jest głównym zagrożeniem dla twojego obiektywnego utożsamienia po prostu dlatego, że idea rozdania wszystkiego zawiera w sobie ideę potrzeby trzymania się czegoś. Kurs Cudów mówi w bardzo prosty sposób, że dawanie, czy też szerzenie umysłu, jest tym samym, co Bóg, oraz że gdy dajesz, to niemożliwe jest, abyś nie dawał czemuś podobnemu do siebie – z perspektywy twojego ograniczonego utożsamienia – w pewności co do tego, że Bóg stworzył cię doskonałym.

W nauczaniu tym przychodzi teraz czas na przerwę. Przerwa służy temu, by dać ci jedną chwilę na przetrawienie w twojej koncepcyjnej tożsamości idei, że mógłbyś faktycznie nawiązać indywidualny kontakt z Bogiem. W tym momencie może ci się to wydawać szokujące, lecz zapewniam cię, że jeśli Bóg jest wszędzie, to rozsądne jest, że znajduje się również tutaj. On musi być tu obecny, lecz ciebie zaślepiła twoja determinacja, by odnaleźć jakiś punkt odniesienia w tym, czym myślałeś, że jesteś jako istota ludzka. I właśnie w tym momencie przychodzi zagrożenie. W tej chwili zagrożone jest wszystko, co składa się na twoją genetyczną pamięć – wszystkie punkty odniesienia związane z twoją potrzebą bronienia się i nauczania własnego potomstwa tego, że jakość życia może być określana za pomocą gromadzenia dóbr, które następnie będą zużywane, podczas gdy ty starzejesz się, chorujesz i umierasz. Zagrożenie polega na tym, że to wszystko nie jest prawdą. Nieprawdą jest, że możesz się rozchorować i umrzeć. Nieprawdą jest, że musisz się bronić przed jakąś złą siłą na zewnątrz siebie. Prawdą jest, że jesteś doskonały, jakim stworzył cię Bóg. To prawda, ponieważ jesteś doskonały, jakim stworzył cię Bóg, a jesteś doskonały, kochający, całkowity i wieczny, jakim stworzył cię Bóg, po prostu dlatego, że to prawda. Nie jest to prawdziwe z uwagi na jakiekolwiek możliwości określone przez twój umysł w związku z tym, czym myślisz, że on jest. Jeśli to jest wyznaniem wiary, to niech tak będzie. Zapewniam cię, że nie możesz dojść do wniosku, że jesteś całkowity i doskonały, jakim stworzył cię Bóg, po prostu dlatego, że stworzenie, czy też wieczność, nie są wnioskiem, lecz rzeczywistością.

Mówię w oparciu o doświadczenie w moim umyśle do tych z was, którzy to przeczytali i dla których jest to rozsądne. I tego też będą nauczali zaawansowani nauczyciele Kursu Cudów: że w tej chwili możesz zacząć – i już zacząłeś, gdy tu wszedłeś – doświadczać cudownego przeobrażenia twojego koncepcyjnego umysłu, uzdrowienia schizmy, która do tej pory wywoływała w tobie reakcję obrony, ataku i podtrzymywania mechanizmów śmierci, raka, bólu i starzenia się. A robiłeś to wszystko po to, by uzasadnić tę pozorną schizmę, to doświadczenie, ten koszmar rozgrywający się w twoim umyśle. Ciesz się, że zwalniam cię z konieczności bronienia się, oferując ci nasz wzajemny związek oraz świadcząc o cudzie świętej chwili. W ten sposób twoja koncepcyjna tożsamość ulega przemianie – bez żadnych odniesień do twoich przeszłych doświadczeń – i uświadamiasz sobie, że jesteś jedynym żyjącym Synem Boga. Ci z was, którzy chcą powiedzieć: „Tak”, powiedzcie: „Tak”! Ci z was, którzy chcą powiedzieć: „O czym on, do diabła, mówi?”, powiedzcie: „O czym on, do diabła, mówi?”! I oto kilku odważnych pyta: „O czym ty, do diabła, mówisz?”. Teraz zwróć się do człowieka siedzącego obok siebie i zapytaj go: „O czym on, do diabła, mówi?”.

Niektórzy z was nie słyszeli nauczania tych cudotwórców. Oni pojawiają się na całym świecie – och, zdradzam przyszłość – idą w świat i nauczają tej lekcji. Zazwyczaj gdy pytasz: „Co tu się do diabła dzieje?”, to ten, który siedzi obok ciebie, miejmy nadzieję, odpowiada: „Nie wiem, czym to jest, ale dobrze się z tym czuję”. „Nie wiem, ale z pewnością warto posłuchać tego człowieka”. Oznacza to jedynie, że przesłanie to nie jest dla niego tak niepokojące, jak było chwilę wcześniej. Zasadniczo nic nie mogłoby być bardziej niepokojące dla tożsamości niż proste stwierdzenie, że nie jest ona prawdziwa. Całe nauczanie polega na tym, że wszystkie twoje ludzkie skojarzenia nie będą miały nic wspólnego z doskonałą, stwarzającą energią miłującego umysłu.

Święta chwila. Każdy w tym pomieszczeniu miał doświadczenia kontaktu z rzeczywistością wykraczające ponad stan, w którym znajdował się uprzednio. Wielu z was doświadczyło objawienia w chwili poważnego zagrożenia – być może stało się to w chwili śmierci lub w momencie, gdy lęk był tak silny, że nie byłeś go w stanie dłużej znieść. Podstawowym nauczaniem czy też przesłaniem Kursu Cudów jest to, że ty sam jesteś lękiem. Miłość, czyli Bóg, oraz to, czym ty musisz być jako Jego doskonały Syn, jest wszędzie dookoła ciebie, zaś bezwarunkowość – używam tego określenia rozmyślnie, mając na uwadze twoją zdolność do rozumienia bezwarunkowości – bezwarunkowa Miłość Boga nieustannie wyraża się w chwili uwalniania twojej odrębnej tożsamości, zaś uwolnienie potrzeby bronienia się nie ma nic wspólnego z cudem miłości Boga, która cię otacza. Cud zatem po prostu cię zapewnia, że nie musisz czynić niczego. W chwili nierobienia niczego musisz doświadczyć Miłości Boga, ponieważ tym właśnie jesteś.

Wydaje się to być praktyką otwartości umysłu. Każdy w tym pomieszczeniu sięgnął po którąś z popularnych książek psychologicznych, która powiedziała mu, że wszystko jest z nim w porządku – podobnie jak z jego bratem. Takie jest właśnie to nauczanie: „Jeśli ja czuję się dobrze, mój brat również będzie czuł się dobrze” lub: „On jest ode mnie oddzielony, ale ze mną musi być wszystko w porządku”. Ja idę jeszcze o krok dalej i oświadczam, że skoro twój brat to utożsamienie, które sam wytworzyłeś i które jest projekcją twojego umysłu, to jeśli z tobą jest wszystko w porządku, to z nim również musi być wszystko w porządku, ponieważ on jest opinią, czy też utożsamieniem w twoim umyśle. Na tym oczywiście polega cała trudność.  Czego bowiem nauczamy? Pojedynczości umysłu. Lecz przede wszystkim oferuję ci w tych podziemiach – i zdaję sobie sprawę, że Gill przygotował dla uczestników cudowny obiad – nowy sposób myślenia. A więc jak stąd wyjdziesz, w każdej chwili każdego dnia i każdego dnia każdego roku, od tej chwili aż do końca czasu, będziesz doświadczał otwartości umysłu dzięki prostemu rozpoznaniu, że gdziekolwiek byś się nie znalazł, jest absolutnie w porządku nie bronić działań i opinii uzasadniających to, czym jesteś. Trudno jest tego nauczać, ponieważ Jezus powiedział ci to w Kazaniu na Górze. We jednak nie zrozumieliście Kazania na Górze. Nie zrozumieliście w nim tego, że macie być doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski (Mt 5, 48). Nie ma też potrzeby, abyś jako metodysta analizował – chyba że chcesz – podstawy nauczania Jezusa z Nazaretu o nieopieraniu się złu oraz dalszych wskazówek pojawiających się w Kursie, mówiących o tym, że jesteś źródłem pozornego zła poprzez bronienie się przy użyciu własnych metod czy też utożsamienia z samym sobą w swoim umyśle. Pokazuję ci po prostu nicość kondycji przyczyny i skutku. Pewne jest, że jeśli opieram się złu, to zostanę zaatakowany.

Podstawowym nauczaniem Kursu Cudów jest to, że jesteś atakowany przez to, przed czym się bronisz, ponieważ bronisz się po to, aby zostać zaatakowanym i uzasadnić swoje własne utożsamienie. Doświadczenie cudu, który dzieje się dookoła ciebie przez cały czas, nie jest niczym innym jak tamtą chwilą, w której nie tyle decydujesz się nie mieć opinii, lecz po prostu nie masz żadnej. Nie chodzi tu o decyzję, aby nie uczestniczyć w uznanym wcześniej złudzeniu. Chodzi tu po prostu o nieuczestniczenie. Ty zaś mówisz do mnie: „Jakże kiedykolwiek będę w stanie, znajdując się w tym świecie, nie uczestniczyć w moim własnym utożsamieniu?”. Pokazuję ci, jak możesz to zrobić poprzez ten Kurs Cudów, tak abyś mógł być w tym świecie, ale nie ze świata. Pokazuję ci jak możesz nadal uczestniczyć przez chwilę w wydarzeniach dotyczących twoich związków i jednocześnie deklarować, że zmartwychwstajesz, że doświadczasz oświecenia, transformacji, przebaczenia, procesu oświecania twoich dawnych utożsamień.

Wielu z was na tej sali zaczyna teraz doświadczać radości. Rzecz nie jest w tym, lecz w tym, jak zagrożony się poczujesz doświadczeniem radości. Wydaje się to paradoksem. A jest to paradoksem w takim sensie, że mimo doświadczenia radości w tym utożsamieniu, będziesz ją utożsamiał w związkach przyczynowo-skutkowych. A utożsamisz ją za pomocą opinii, działania, czy też wyrażania potrzeby radowania się. Radowanie się i szczęście nie są potrzebą; one są rzeczywistością. Nie wynikają one z zaspokojenia twojego utożsamienia, lecz są nieustającym, wiecznym procesem szerzenia się Umysłu Boga. Rozumiem, że nierozsądna radość stanowi dla ciebie zagrożenie. Jednak w miarę jak doświadczasz tej nierozsądnej radości, być może zaczynasz coraz częściej mówić: „Do diabła z moim dawnym planem! Przynajmniej zacznę się cieszyć tym, że jest to dla mnie dostępne dzięki uznaniu, że to ja jestem tego przyczyną”. Muszę powrócić do podstaw nauczania, ponieważ jeśli istnieje coś na zewnątrz ciebie, co może wywoływać twój ból, to z pewnością nie będziesz nigdy w stanie znaleźć ulgi, chyba że poprzez próbę orzekania o swoich związkach za pomocą osądzającej opinii wyrażającej twoją ideę sprawiedliwości – ideę, że w jakiś sposób możesz znaleźć sprawiedliwość w tym miejscu. Sprawiedliwość jednak jest w Bogu, a nie w tym miejscu.

Wiem, że to jest daleko idąca dygresja. Próbujemy tak naprawdę powiedzieć, że wierzymy, iż znajdujemy się w miejscu, w którym możesz zacząć nauczać tego przesłania bez towarzyszącego ci wcześniej poczucia zagrożenia. Nie ma nic prostszego niż to przesłanie miłości. Jeśli Bóg istnieje, to nie ma nic prostszego niż twoja deklaracja cudu, który musi się wydarzyć w twoim utożsamieniu. Być może wymaga to, abyś zaakceptował istnienie Uniwersalnego Umysłu, który stwarza wszystko. Lecz skoro jest to twoja idea, to jej akceptacja spowoduje bardzo szybki postęp, który odnosi się do nieustającej obserwacji siebie samego.

Jedno możemy powiedzieć o tych nowych cudotwórcach: oni się dużo śmieją. To jest piękne w tym Kursie. Możemy też powiedzieć, że wydają się oni chodzić po świecie z wielką radością i zadowoleniem. I wydaje się, że nie jest to związane z okolicznościami, w których się znajdują. Wygląda na to, że odkryli jakiś sekret, że odnaleźli w sobie coś, co daje im nowe… Wielu z was na końcu tej sesji podejdzie do tych cudotwórców i zapyta: „W jaki sposób to zrozumieliście? Jak wam się udało odkryć tajemnicę życia wiecznego, tę perłę mądrości?”. A wy im odpowiecie: „Nauczam cię, że jesteśmy jednym w Umyśle Boga. Oznajmiam ci w naszym związku, że nie przydarzyło mi się nic takiego, co nie mogłoby przydarzyć się tobie i co już ci się nie przydarzyło”. To są podstawy nauczania zmartwychwstałego człowieka Jezusa z Nazaretu. Czyż nie wspaniale jest być tego świadomym?

To jest Kurs Cudów. Jest to kurs obowiązkowy, ponieważ znajdujesz się w kondycji bólu i śmierci. A skoro w swoim koncepcyjnym umyśle jesteś uosobieniem kontroli, to możesz określić czas, w którym wyrazisz całkowitą chęć, aby uznać, że Bóg stworzył cię doskonałym lub też możesz nadal toczyć boje w swojej własnej tożsamości. Jest o tym mowa we wstępie do Kursu Cudów. Możesz określić czas, ale oto kluczowe zdanie: Nie możesz ustalić programu nauczania. Ten program nauczania to nic innego jak twoje stare wspomnienia dotyczące tego, czego – jak myślałeś –  musisz się nauczyć, po to aby doświadczyć życia wiecznego. Ja zaś pokazuję ci, że tak naprawdę to nie jest proces uczenia się, lecz oduczania. Oznajmiam ci – a znajdziesz to w tej pięknej książce – że wszystkie rzeczy, na które patrzyłeś, wszelkie opinie, które kiedykolwiek miałeś, wszystkie uzasadnienia dla egzystencji, które do tej pory brałeś pod uwagę, muszą zostać doprowadzone do światła teraźniejszości, w którym się znajdujesz, a następnie uwolnione. Być może wydarzy się to dzięki poddaniu się oraz twojej chęci, by początkowo wziąć pod uwagę, a następnie odkryć – za sprawą cudu w twoim własnym umyśle – rzeczywistość Miłości Boga.

Czy Bóg jest miłością? Czy Bóg cię kocha? Czy kocha cię? Bóg cię kocha, nieprawdaż? Czy to jest w porządku? Gdy miałeś cztery lata ktoś powiedział: „Bóg cię kocha”. Czy Bóg was kocha? Wszyscy odpowiadają: – Tak. – Czy Bóg mógłby być przyczyną choroby i bólu? Wszyscy odpowiadają: – Nie. – Czy to jest twarde nauczanie? Tak. Czy widzisz, że to są same podstawy, siedmiolatku? Spójrz na to. Bóg cię kocha. Stworzył cię doskonałym, prawda? Czy Bóg powoduje chorobę i ból? Może byłeś niegrzeczny? Nie uświadamiasz sobie samych podstaw tego nauczania. Z pewnością, jeśli byłeś niegrzeczny, to zasługiwałbyś na karę. Tak czy nie? Jeśli Bóg cię stworzył, to równie pewne byłoby to, że jeśli zachowałeś się niegrzecznie, to Bóg musiałby być zdolny do stworzenia niegrzeczności. Nie może być inaczej, bo jakże mógłbyś stać się niegrzeczny? To jest twoje pytanie w stylu siedmiolatka. W tym pytaniu potrzeba egzystowania konfrontowana jest z ideą wiecznej miłości. To to samo, co próba pogodzenia istnienia czasu i wieczności. Masz pełne prawo nie ufać Bogu, który powoduje chorobę, ból i śmierć.

Nauki, które do tej pory próbowałeś przypisywać Jezusowi z Nazaretu, nie są prawdziwe. Nauczyciel pojedynczości i miłości poprzez zmartwychwstanie oraz nieustające zmartwychwstanie twojego umysłu oznajmił ci po prostu, że Bóg stworzył cię doskonałym i że nie ma nic na zewnątrz ciebie, co mogłoby ci zagrozić. Uznajemy, że mógłbyś zagrozić samemu sobie poprzez swoją determinację, aby przez chwilę pozostać w stanie oddzielenia od Boga, lecz to nie mogłoby trwać – i nie trwało – dłużej niż chwilę. Teraz przeszedłem do nauk Kursu Cudów. Nie będziemy się już dalej zagłębiać w ten temat, ponieważ nauczamy, że teraz dookoła ciebie wydarza się cud i że doświadczysz go w świetle. Niektórzy z was przybyli tutaj z ciężkimi schorzeniami. Niektórzy z was cierpią na choroby śmiertelne. Niektórzy z was podupadli na zdrowiu, zbankrutowali i zawiedli się na swoich związkach. Mówię ci, abyś wszedł w to utożsamienie, a poprzez praktykę uwalniania i poddania Bogu doświadczysz czegoś, co wykroczy poza jakąkolwiek potrzebę bronienia się, a ostatecznie nawet mówienia o tym doświadczeniu. Rozpoznasz to, co rozpoznało wielu naszych nauczycieli, czyli to, że Bóg jest, i że jest On twoją rzeczywistością.

Teraz mówię tak, jakbym był jakimś starym nauczycielem ze Wschodu. My włączamy wszystkich wielkich mistrzów ze Wschodu, dlatego że – jak zauważysz – wszyscy wielcy mistrzowie ze Wschodu zaczęli nauczać Książki Ćwiczeń Kursu Cudów. Bardzo trudno jest wschodniemu nauczycielowi – takiemu, który przez 4 tysiące lat siedział i nauczał transcendencji, czyli wyjścia poza ograniczone utożsamienia – odkryć, że w języku chrześcijańskim zawarte jest nie tylko potwierdzenie jego własnych nauk, lecz i metoda, za pomocą której możesz ich doświadczyć. Na początku dzieje się to dzięki transcendencji, a następnie poprzez twoje egzystencjalne przeobrażenie, czyli tak zwane zmartwychwstanie ciała – nowe życie i miłość, które są wszędzie dookoła ciebie. Dziękuję Ojcze!

Jeszcze raz przypomniano nam, że znajdujemy się w podziemiach kościoła metodystów. Zasadniczo zarówno wschodnia, jak i zachodnia tradycja naucza, aby pozostawać w stanie modlitwy przez cały czas. Na poziomie, na którym my tego nauczamy, czyli na poziomie komunikacji z Bogiem, modlitwa jest po prostu nieustającym uwalnianiem potrzeby bronienia własnego związku przyczynowo-skutkowego. Miejmy nadzieję, że nie spłycisz tego do poziomu buddyjskiego młynka modlitewnego, który możesz sobie poobracać. „Jestem zajęty wieloma ludzkimi sprawami, a więc poobracam młynek i w ten sposób pozostanę w kontakcie z Bogiem”. Sugeruję, abyś raczej zakręcił swoim własnym kołem i pozwolił mu zatrzymać się gdzieś na chybił trafił w twym iluzorycznym układzie współrzędnych. W tym kole fortuny nie ma zwycięzców ani przegranych. Być może początkowo będziesz chciał zwrócić uwagę Boga, lecz zapewniam cię, że On już od bardzo dawna próbował zwrócić twoją uwagę. W świętej chwili umieszczamy cię na tej samej częstotliwości, rozumiesz? Jeśli wyobrazisz sobie czasoprzestrzeń jako stan oscylowania i jeśli pozwolisz sobie przez chwilę być odbiornikiem, doświadczysz otwarcia swego umysłu na cud. Przestań próbować insynuować czy też kontrolować ilość energii miłości, którą przyjmujesz w swoim utożsamieniu. Zapewniam cię, że ona obejmie całe pasmo częstotliwości. Nie trzeba tego redukować do amplitudy, modulacji, modulacji częstotliwości ani nawet do wizualnych aspektów twojej ostrości postrzegania fal gamma lub fal radiowych. Ty jesteś tym wszystkim, co w Kursie Cudów opisywane jest jako Wielkie Promienie. Pozwól, aby Wielkie Promienie były tym, czym są. Nie próbuj określić, czym one są.

Czy powiedziałem już wystarczająco dużo? Chcieliśmy nagrać to na taśmie, ponieważ do tej pory było – być może – tajemnicą, że chodzi o transformację twojego umysłu. Pielęgnowałeś w sobie wzrastanie Chrystusowego Dzieciątka. To jest przesłanie przeznaczone dla tych z was na świecie, którzy są w stanie to usłyszeć, ponieważ wy również chroniliście w sobie owo Chrystusowe Dziecię. Ziarno Światła zasiane jest w konfiguracji twojego ciała. I ono będzie wzrastało, w miarę jak będziesz pozwalał, by rosło dzięki zachowywaniu dziewiczej czystości utożsamień twojego własnego umysłu. To ma charakter nieco mistyczny, ale nie ma powodu, abyś nie rozumiał tego, że urodziłeś się w żłóbku swojej fizyczności i przeszedłeś już przez kraj Faraona, a w tej chwili wstępujesz do swojego umysłu, czyli do Jeruzalem, do zbawienia. Mówisz: „O kurczę, on rzeczywiście naucza fizycznego zmartwychwstania”. To prawda. Nauczam cię procesu uzdrowienia oraz odkrycia fizycznego zmartwychwstania twojego ciała, a także tego, że w tej chwili – jeśli tak postanowisz – możesz zniknąć w pełni chwały i światła, którym jesteś. O tak, możesz to zrobić!

Czy ten świat jest w stanie usłyszeć to przesłanie? Nie pytaj, czy świat może je usłyszeć. Zapytaj, czy ty chcesz je usłyszeć i czy ty jesteś gotów zrezygnować ze swojego rzekomego problemu z uznaniem autorytetu, jaki miałeś w związku z określaniem samego siebie jako przyczynę rzeczywistości zamiast pozwolić, aby Stwórca życia wiecznego był twoją Przyczyną. W tym wyrażał się do tej pory cały konflikt. I na tym będzie polegała twoja walka, bo ja mówię ci, że Bóg jest doskonały, zupełny i całkowicie prawdziwy; albo jest On na całą wieczność tym światem choroby, bólu i śmierci oraz potrzeby egzystowania. Jedno albo drugie nie jest prawdą. Jeśli to przesłanie jest dla ciebie zbyt skomplikowane, to nie znam sposobu, w jaki mógłbym je bardziej uprościć. Ten świat nie jest prawdziwy, ponieważ nie został stworzony na wieczność przez Boga. Możesz to rozpoznać w swoim umyśle, ponieważ przyczyna i skutek tego świata są tym, czym jesteś.

Teraz chciałbym, abyś wziął Książkę Ćwiczeń Kursu Cudów i zaczął doświadczać tego nowego rodzaju zaangażowania, które reprezentują ci nauczyciele Boży – te piękne umysły polegające na cudach, które pojawiają się teraz wśród was, by ofiarować bezpieczeństwo i szczęście, jakie odkryli w sobie. Ty również możesz to rozpoznać. A gdy wieści o tym otwarciu umysłu będą się szerzyć na całym świecie, być może zaczniecie spotykać jeden drugiego na ulicy. Będziecie się spotykali w doświadczeniu miłości. Nawiążecie kontakt, który wykracza poza potrzebę bronienia własnego stanowiska.

Nauczam cię, że miłość jest szerzeniem Boga i ty również ją szerzysz w stanie obecności, w którym się znajdujesz. W miarę gdy będziesz odkrywał – użyję tu słowa „zdolność” – do polegania na cudach, zaczną ci przychodzić do głowy nowe skojarzenia i zaczniesz sobie pozwalać na otwartość umysłu. Choć do tej pory czułeś się zagrożony, bo nie pozwalano ci wyrażać opinii, to  w końcu odkryjesz, że wyrażanie opinii sprawia ci ból. Tak się po prostu dzieje, gdy przemieniasz swój umysł. Ciesz się tym. Być może zaczniesz się w końcu śmiać z mojego tutaj gadania. Sposób, w jaki to się wydarza lub też sposób, w jaki ty ostatecznie postanawiasz wyrażać siebie, będzie się odnosił do całego twojego związku z twoją pozorną sytuacją w czasie.

Bardzo istotne jest, abyś pamiętał – i użyję tu dosłownego cytatu – że ten świat skończył się dawno temu. Może być to dla ciebie zaskakujące, lecz my po prostu przypominamy sobie razem przemianę naszego umysłu. Tym jest Kurs Cudów. Nie pozwolę, aby moje poprzednie opinie, moje poprzednie definicje wpływały na mnie w tej chwili. Uwolnię się od nich teraz. To jest jedyna chwila, jaka istnieje. Przyznam, że nie istnieje połączenie pamięci z przeszłością. Włożę tę myśl dzisiaj pod poduszkę. Nie ma ogniwa łączącego pamięć z przeszłością. W tej chwili dzieje się wszystko, co kiedykolwiek się wydarzyło bądź mogłoby się wydarzyć. I dzieje się to we mnie. To nie jest na zewnątrz mnie. Zaś moc, którą mam teraz w sobie, mogę wyrażać poprzez szerzenie mojego umysłu zamiast trzymać się mojej obecnej egzystencji. To są same podstawy. Ileż radości jest teraz w uświadomieniu sobie, że to, co początkowo było z twojej strony odrobiną chęci, przerodziło się w gotowość, która wykracza poza jakąkolwiek potrzebę określania przeszłych utożsamień, w których się znajdowałeś.

Ty dosłownie odkryłeś, że Kurs Cudów jest ucieczką z piekła. Wymagało to, być może, przyznania – jeśli nie akceptacji – że ty byłeś przyczyną piekła oraz że nieświadomość tego, kim jesteś, byłaby tym samym, co piekło. Lecz jeśli przyjrzysz się temu uważnie, to z pewnością nie będą miały żadnego sensu twoje wysiłki, by odkryć, kim jesteś – przy założeniu, że tego nie wiesz – skoro już stwierdziliśmy, że Wszechświat to twoja świadomość tego, kim jesteś.

Ech wy, metodyści, baptyści, katolicy i inni ludzie… Czyż to nie jest zadziwiające, że ludzka kondycja zawsze szukała szczęścia? Tego szuka człowiek. Ty tego szukasz. Proponujemy ci odkrycie nowego sposobu myślenia, który da ci pokój wykraczający ponad pojmowanie oraz wszystko, co myślałeś do tej pory. Nazywamy to Miłością Boga. Miłość i Bóg nie powinny wymagać tworzenia definicji Miłości i Boga. Bóg jest Miłością i ty tym jesteś. I w tym momencie mówimy „Amen”.

Mówimy do ciebie zatem z tej Akademii Kursu Cudów w Lake Delton w Wisconsin. Oferujemy światu proste nauki zmartwychwstałego człowieka, Jezusa. Oferujemy je z otwartymi umysłami i sercami, nie żywiąc żadnych opinii, lecz zalecając ci, abyś na chwilę zrezygnował z potrzeby wyrażania swoich opinii na temat tego, czym – jak wydaje ci się – jesteśmy, a co jeszcze ważniejsze, czym ty – jak myślisz – jesteś w związku z nami. Dzięki temu ten Kurs Cudów, ta święta chwila, której teraz doświadczasz, może być nieustającym doświadczeniem aż po kres czasu, oraz świadomością, że kres czasu jest bardzo bliski, a gdy czas już się skończy, to okaże się, że zawsze był on czymś, co już się skończyło. Ci z was, którzy słyszą to nagranie po raz pierwszy, powtórzcie za mną: Świat, który widzę, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Jest mojego własnego wytworu i nie istnieje. To niezwykłe. Dziękuję! Amen!

To szalone nauczanie, prawda? Dlaczego to szalone nauczanie czyni cię tak szczęśliwym? Ponieważ świat i tak jest szalony, więc skoro ja również mam być szalony, to równie dobrze mogę być szalony na punkcie tego nauczania, zamiast mieć bzika na punkcie śmierci. Całe to nauczanie mówi, że nie możesz umrzeć. Jeśli moc znajduje się w twoim umyśle, to możesz nauczać miłości i prawdy, a staną się one twoim doświadczeniem dużo szybciej niż choroba i śmierć, ponieważ choroba i śmierć nigdy nie zwyciężą, a miłość zawsze zwycięży. Ale to jest już tematem innego wykładu. Tym z was, którzy słyszeli o Kursie Cudów, lub być może myśleli, że Kurs Cudów wywodzi się z jakiegoś koncepcyjnego związku między Jezusem a Helen i Billem – chcemy powiedzieć, że to nieprawda. Gdy to rozpoznasz, to być może zechcesz dołączyć do tego kręgu pojednania umysłów polegających na cudach.

Oczywiście na początku podstawą Kursu Cudów, czy jakiegokolwiek cudu, jest stwierdzenie: „musi istnieć inna droga”. W ten sposób zaczęło się spisywanie Kursu Cudów. Zaczęło się od konfliktu. Lecz pozostawanie w konflikcie, podczas gdy Kurs Cudów już tu jest, nie ma żadnego sensu, ponieważ Kurs Cudów rzeczywiście mówi, że istnieje lepsza droga, lecz nie ma ona nic wspólnego z tym, co sobie na jej temat wyobrażałeś. Mówię o tym jedynie tym z was, którzy słyszeli o historii spisywania Kursu Cudów. Każdy, kto wziąłby Kurs do ręki, zobaczyłby natychmiast, że nie ma powodu, aby trwać przy swoich opiniach na temat tego Kursu. A więc pozostań w pokoju! To głębokie nauczanie nie wymaga twojego zrozumienia, lecz akceptacji. Lecz twoja akceptacja tego Kursu poprowadzi cię do zrozumienia, które wykroczy ponad twoją uprzednią potrzebę rozumienia czegokolwiek, po prostu dlatego, że zrozumiesz, iż jesteś doskonały, jakim stworzył cię Bóg. Ja krążę wokół tego tematu, ponieważ w moim związku z moim umysłem opieram się na chwili transcendencji, którą dzielę się z tobą, tak jak ty będziesz dzielił się nią ze swoimi projekcjami. To stanie się od razu oczywiste, gdy uświadomisz sobie, że Bóg stwarza w sposób doskonały.

I teraz mówimy „Amen!”, ponieważ Bóg przybył, aby z nami zamieszkać. To będzie chwila ostateczna. Przez jeden moment będziemy o tym razem pamiętać na pograniczu znajdującym się u bram Nieba, gdzie będziemy mogli zwrócić się do naszych dawnych utożsamień i zaprosić je do połączenia się z nami w obliczu chwały i majestatu Bożego.

A więc przyszedłeś z otwartym umysłem lub też z umysłem na tyle otwartym, aby pozwolić na samą możliwość, że kondycja, w której się znajdujesz, jest nieprawdziwa, i że rzeczywiście – tak, jak cię nauczałem – jesteś doskonały, jakim stworzył cię Bóg. To było tak proste. Zwróćcie teraz uwagę na to, jak wasze umysły zaczynają się porozumiewać poprzez uwolnienie definicji, oraz na to, że ciała się nie porozumiewają; że są zaprojektowane, aby pozostać w stanie oddzielenia i by razem umierać. Cały Wszechświat podziela teraz z tobą ten nowy umysł, to nowe doświadczenie ciebie. Nie ma takiego miejsca we Wszechświecie, drogi nauczycielu Boży, do którego nie mógłbyś się udać. Nie ma takiego miejsca, w którym ciebie nie będzie i w którym nie będziesz znany jako stworzenie doskonałej Miłości. Oświadczam ci to teraz, gdy wykraczasz ponad to utożsamienie. To kontinuum czasoprzestrzeni się skończyło. Wiem, że we współczesnej literaturze mówi się wiele o końcu tego tysiąclecia i nie obchodzi mnie to zupełnie, chyba że tylko w kontekście wartości, jaką ma samo uznanie, że dzieje się coś dramatycznego. A my chcielibyśmy, abyś uznał, że coś dramatycznego dzieje się przez cały czas. Chcemy, byś pozwolił na wydarzenie się czegoś dramatycznego i nie spłycał tego do jakiegoś rodzaju relacji, która mogłaby być czymś mniejszym niż wspaniałość. Uświadomienie sobie twojej wspaniałości oraz wielkości i Wielkich Promieni Wdzięczności, które się z tym wiążą, oraz tego, że to była twoja droga wyjścia z piekła, nie może być wyrażone, lecz można tego doświadczyć. Dzięki temu wdzięczność i miłość łączą się na jedną chwilę, a my znajdujemy wzajemną miłość. Jakże to piękne. Dziękuję!

I teraz nieście to dalej. Przypomina mi się dawne nauczanie Jezusa o tym, by nie brać ze sobą na drogę torby ani sandałów. Gdy będziesz niósł to przesłanie miłości, zostaniesz z tym skonfrontowany. Przygotowujemy teraz do druku książeczkę, którą wkrótce będziemy rozpowszechniać. Jej tytuł brzmi „Jezus mówi”. I zaoferuje ona nie tylko chrześcijaństwu, lecz całemu światu, proste nauki Jezusa z Nazaretu sprzed dwóch tysięcy lat (z historycznego punktu widzenia) oraz z Kursu Cudów. Oba źródła nie pozostają w ściśle określonej relacji, ale przedstawiają proste przesłanie, którego naucza Jezus. Miejmy nadzieję, że lektura tej książeczki sprawi, że będziesz chciał zaprosić tych nowych nauczycieli, by przyjechali i nauczali tego uzdrowienia, doświadczenia pełni, oddania życiu zamiast śmierci, oddania zmartwychwstaniu zamiast ukrzyżowaniu; tych prostych nauk mistrza z Nazaretu, którym sam się stałeś. Czy wydarzą się cuda? Kochani, cuda dzieją się już teraz! Czy dojdzie do dramatycznych przejawów uzdrowienia? Włącznie ze wskrzeszaniem umarłych! A stanie się to dzięki prostemu uznaniu, że to nie jest życie, że twoja obecna egzystencja w czasie nie jest życiem. Jeśli chciałbyś nazywać ją śmiercią, to proszę bardzo, ponieważ to nie jest życie, zaś nauczanie wskrzeszania z martwych jest jedynie wskrzeszeniem z twojej obecnej ludzkiej kondycji. Jakże proste staje się dla ciebie wskrzeszanie umarłych, ponieważ umarli byli w twoim umyśle. Umarli byli twoimi własnymi utożsamieniami.

A zatem ci cudotwórcy pojawią się wśród was, trzymając w ręku tę niebiesko-złotą książkę, lub – być może – po prostu zapukają do twych drzwi i zapytają: „Czy mogę z tobą porozmawiać o tym, czym razem jesteśmy?”. I wtedy zaczniesz tego doświadczać. Wejdziesz w nową świadomość rozpoznania samego siebie, która w Kursie nazywana jest rzeczywistym światem. Ten świat istnieje dookoła ciebie przez cały czas, równolegle ze światem, w którym się zdefiniowałeś w swojej ciemności i ograniczeniu. Pamiętaj o jednym, a będzie to już ostatnie zdanie w tym szczególnym utożsamieniu: Czas nie jest liniowy. Święta chwila, w której się teraz znajdujesz, to jedyny czas, jaki kiedykolwiek był lub będzie. To nauczanie polega na tym, że gdy tylko wejdziesz do tego pomieszczenia i uwolnisz liniowe utożsamienie swojego umysłu – potrzebę definiowania siebie według dawnego koncepcyjnego związku – to doświadczysz właśnie tej świętej chwili. I prosimy cię teraz, abyś w ciszy pobył z nami w tym doświadczeniu. Mówię tu do tych z was, którzy to czytają, tak aby uczucie, którego być może doświadczasz, mogło zostać potwierdzone dzięki nieustającemu poddawaniu się oraz determinacji, aby obudzić się z tego snu o śmierci ku rzeczywistości miłości, która jest wszędzie dookoła ciebie.

Jezus nauczałby tego tak: Tam, gdzie byłem i tam, dokąd się udałem, ty możesz pójść teraz ze mną (J 14). Znajdujesz się w takim punkcie przemiany swojego umysłu, w którym możesz zobaczyć, że Powtórne Przyjście Chrystusa jest jedynie zmianą twego własnego utożsamienia. Jakże to piękne! Jakże cudownie jest sobie to uświadomić. Dziękuję, że tu jesteś, w tych podziemiach kościoła Metodystów. Dziękuję, że się pojawiłeś. Wiem, że niektórzy z was zostaną wyśmiani w ten oto sposób: „Jak śmiesz zagrażać światu miłością Boga?” Lecz Bóg będzie miłością bez względu na to, co zrobisz. Jeśli wymagane jest więc, abyś zrobił ten krok i uznał, że jesteś taki, jakim stworzył cię Bóg, to pozwól, aby to było teraz dla ciebie prawdą, a nią będzie, ponieważ jest nią. Zaczynasz tego teraz tutaj doświadczać. Być może cię to nieco zadziwi lub wywoła twój niepokój. Zachowaj spokój. Co się dzieje z tymi ludźmi? Zjawiskowy proces uzdrowienia będzie dla ciebie oczywisty. Nie przejmuj się tym. Nie ma żadnego powodu, abyś w jakiejkolwiek chwili nie mógł zobaczyć tego, że ciało – to utożsamienie przyczyny i skutku – jest złudzeniem i że wszędzie dookoła ciebie szerzy się miłość, a ty możesz się w to włączyć, wskoczyć w światło i zniknąć. Tego właśnie się nauczyłeś. I tego powinieneś się dzisiaj nauczyć, i nauczysz się, czytając ten tekst wciąż na nowo i na nowo. Idea powtarzania jest bardzo cenna dla percepcyjnego umysłu, ponieważ percepcyjny umysł jest nieustającym stanem uzasadniania samego siebie. I potrzebuje on deklarować: „Jestem taki, jakim stworzył mnie Bóg. Jestem doskonałą Miłością. Pozwolę, aby ta nowa Miłość wstąpiła do mego życia.”. A szczególnie stanowczo powinien on deklarować: „Nie mogę umrzeć! Jeśli  w tym momencie postanowiłem, że nie umrę, to nie ma takiej mocy we Wszechświecie, która mogłaby mnie unicestwić. Jestem i zawsze będę takim, jakim stworzył mnie Bóg.”.

Mamy nadzieję, że przyłączycie się do nas tutaj, w Akademii, lub przynajmniej zadzwonicie, a będziemy mogli wysłać wam materiały z tym nauczaniem, tymi naukami o niebraniu ze sobą torby ani sandałów i poleganiu na cudzie. I być może nie będziesz czuł się tym zagrożony tak bardzo, jak wcześniej. A będzie tak tylko dlatego, że wyrażasz chęć, by to usłyszeć. Jedynie to było wymagane, ponieważ gdy już pozwalasz, aby Miłość wstąpiła do środka, to wpadasz w niezłe tarapaty. Musisz bowiem przyjrzeć się jeszcze raz wszystkim utożsamieniom obrony, której i tak nigdy nie chciałeś. Oferuję ci to teraz w całej pełni. Do zobaczenia niedługo!

* Odnośnik do zdania z początkowej części wykładu, w której Master Teacher używa nazwiska „Wesley“: John Wesley (ur. 17 czerwca 1703 r., zm. 2 marca 1791) – angielski duchowny anglikański, teolog, kaznodzieja przebudzeniowy, współtwórca, wraz z bratem Charlesem, ruchu metodystycznego, a potem niezależnego Kościoła Metodystycznego

3 Replies to “W podziemiach kościoła metodystów – nowe tłumaczenie wykładu Mastera Teachera”

  1. Wow!.
    Wystarczy zaprzeczyć swojemu światu a będzie się wolnym, oświeconym. To takie proste! powtarzanie tych słów jest nie tylko dobre, jest wręcz obowiązkowe.Nigdy bowiem za dużo slusznego przekazu. Nigdy nie dano jeszcze tak wiele w zamian za tak niewiele. Za chwilę.się bowiem obudzisz.Pozdrawiam Mastera i wszystkich cudotwórców.

    • Jestem niewypowiedziane wdzięczna, za kolejny artykuł Mastera.
      Dziękuję 🙂 <3