Działanie z Duchem Świętym – automat czy ciężka praca?

Rafal, dla mnie to praktykowanie przebaczania, oddawanie osądów i wszelkich negatywnych myśli Duchowi to ciężka praca.  Coś jak duchowy/mentalny trening. Muszę być czujna, uważna na to, co myślę. Czy to kiedyś będzie łatwiejsze? Czy się zautomatyzuje? Czy mogę taki duchowy trening porównać do treningu ciała? Na początku jest ciężko, a później coraz łatwiej?

Pozwól, że odpowiem ci, zaczynając do jednego z moich ulubionych cytatów z Kursu Cudów: Jakże prosta jest wspaniała droga do zbawienia! Mówi tylko tyle, że to, co nigdy nie było prawdziwe, nie jest teraz i nigdy nie będzie prawdziwe. To, co niemożliwe, nigdy się nie wydarzyło i nie może mieć żadnych skutków. I to wszystko. Czy to może być trudne do nauczenia się przez kogokolwiek, kto chce, aby to było prawdą? (Kurs Cudów, Rozdział 31, I)

Twoje postrzeganie jest całkowicie odwrócone do góry nogami. To, co jest łatwe, wydaje ci się trudne, a to, co trudne – łatwe. Jakże ciężką pracą jest utrzymywanie, że to, co nieprawdziwe, jest prawdziwe! Innymi słowy, jakże ciężką pracą jest przekonywanie samego siebie, że życie to ograniczona egzystencja w czasie i przestrzeni, której głównym celem jest przetrwanie. Jakże łatwe jest natomiast poleganie na cudach i życie łaską. To jest twój naturalny stan.

Skąd się wziął cały twój zamęt i opaczne postrzeganie? Przede wszystkim z przystosowania. Tak dobrze przystosowałaś się do cierpienia, że nie podskakujesz z radości na myśl, że w tej chwili możesz być wolna od wszelkiego konfliktu i cierpienia. Tak dobrze nauczyłaś sama siebie niemożliwej lekcji, że jesteś oddzieloną istotą ludzką, że teraz łatwe lekcje Ducha Świętego o miłości, pokoju i wolności wydają ci się trudne, zaś twoje własne trudne lekcje o lęku, konflikcie i śmierci – wydają ci się czymś naturalnym i łatwym.

Tak dobrze wytrenowałaś się w niemożliwej lekcji oddzielenia, że oduczenie się jej wymaga czujności i treningu. No i co z tego? Zastanów się, jak wielką czujność gotów byłeś okazać, by chronić swe ego, a jak małą, by chronić swój prawy umysł. Kto, jak tylko szaleniec, gotów byłby uwierzyć w coś nieprawdziwego, a potem chronić tę wiarę kosztem prawdy. (Kurs Cudów, Rozdział 4, III). Czujność nie jest jednak czymś trudnym. Jest ona tylko kwestią motywacji. Jak bardzo chcesz pokoju? Jak bardzo masz dość konfliktu własnego umysłu?

I tu mam dla ciebie małą sugestię: Nie tyle zwracaj uwagę na to, co myślisz, ale na to, jak się czujesz. Czy czujesz pokój? Jeśli nie, to przyznaj sama przed sobą, że wciąż uzasadniasz konflikt w swoim umyśle, i zmień zdanie. Po prostu zdecyduj inaczej.

Tak naprawdę nie musisz uważać na to, co myślisz, ponieważ tak naprawdę w ogóle nie myślisz. Żadna z twoich myśli nie jest prawdziwa. Trening umysłu nie polega jedynie na uwalnianiu negatywnych myśli, ale wszystkich myśli. Czynisz to poprzez skupienie na twoim pojedynczym celu, czyli  na Bogu = na Pokoju = na Prawdzie. W jaki sposób? Poprzez modlitwę. Nie przestawaj się modlić, czyli prosić o pomoc i przyjmować pomoc! Niech twoje życie stanie się jedną wielką modlitwą. Nie modlitwą o rzeczy czy o polepszenie swojego zdrowia bądź samopoczucia, ale modlitwą o to, by stała się Wola Boga. To wcale nie jest cieżka praca. Ciężka wydaje się jedynie wtedy, gdy próbujesz jednocześnie iść w dwóch kierunkach: z jednej strony mówisz, że chcesz wyzwolenia, ale z drugiej strony trzymasz się ograniczenia. Nie wierzysz bowiem do końca, że ten Kurs ofiaruje ci wolność.

Mówi o tym rozdział 21 Kursu Cudów: Nie ma potrzeby uczyć się poprzez ból. Łagodne lekcje przyswajamy sobie radośnie i z radością je pamiętamy. Co uszczęśliwia cię, tego pragnąłbyś uczyć się, a nie zapominać. Temu byś nie zaprzeczył. Twoje pytanie brzmi: czy środki, za pomocą których uczysz się tego kursu, sprawią ci przyobiecaną radość. Gdybyś w to wierzył, nie byłoby dla ciebie żadnym problemem opanowanie go. Ale jeszcze nie jesteś szczęśliwym uczniem, bo ciągle trwasz w niepewności, czy prawdziwe widzenie da ci więcej niż osądzanie, a już się dowiedziałeś, że nie możesz mieć obu naraz.

A więc w pewnym momencie musisz się zdecydować, czego chcesz. Kiedy rozpoznasz, że ograniczenie i cierpienie nic ci nie daje, i kiedy postanowisz, że chcesz pokoju, a nie konfliktu, wtedy cała pomoc będzie ci dana. I na tym właśnie polega łatwość tego treningu. Nie robisz go sama. Masz Przyjaciela, którego nazywamy Duchem Świętym, twoją Prawdziwą Jaźnią lub Nauczycielem, który idzie z tobą przez cały czas. Im bardziej zdajesz się na niego, tym staje się to łatwiejsze.

Nie nauczam Kursu Cudów jako procesu, ponieważ w rzeczywistości nie zajmuje on czasu. Całkowite przypomnienie sobie Boga jest możliwe już w tej chwili. Wydaje się to zajmować czas tylko dlatego, że tak mocno wierzysz w czas, który w rzeczywistości jest złudzeniem. Można więc powiedzieć, że celem czasu jest nauczenie się pamiętania Boga. Gdy pamiętasz Boga, wykraczasz poza czas.

To uczenie się pamiętania Boga poprzez praktykę przebaczenia (czyli uwalniania złudzeń) może w pierwszej chwili wyglądać jak proces. Wrażenie procesu wynika jedynie z oporu przed natychmiastowym uznaniem prawdy. Mówi o tym między innymi lekcja 284 Kursu Cudów: Cierpienie wszelkiego rodzaju jest jedynie snem. Taka jest prawda, na początku tylko wypowiedziana, a potem wiele razy powtarzana, następnie przyjmowana tylko częściowo, z wieloma zastrzeżeniami. A potem rozważana coraz poważniej, wreszcie zaś uznana za prawdę. Mogę postanowić, że zmienię wszystkie myśli, które ranią. I dziś chcę wyjść poza te słowa oraz poza wszelkie zastrzeżenia, osiągając pełną akceptację zawartej w nich prawdy.

Proces dochodzenia do gotowości, by przyjąć prawdę można porównać do treningu podświadomości. Nie wiem, czy prowadzisz samochód, ale podam ten przykład, bo jest bardzo dobry. Gdy uczysz się jeździć samochodem, na początku pochłania to bardzo dużo twojej uwagi i wydaje się trudne, ale z biegiem czasu wcale nie myślisz o pewnych czynnościach (jak przyciskanie sprzęgła przy zmianie biegów, patrzenie w lusterko, itp.), po prostu je wykonujesz automatycznie. I dzięki temu możesz się cieszyć jazdą samochodem, a przy okazji możesz być bardziej świadoma tego, co dzieje się na drodze. Gdybyś musiała sobie za każdym razem przypominać każdą z czynności, których uczyłaś się na samym początku, to byłby po prostu koszmar. Kto by chciał wtedy jeździć samochodem? Podobnie jest z przebaczeniem. Na początku uczysz się o nim pamiętać i może wydawać się to trudne dlatego, że jest ono dla ciebie czymś nowym. Ale w pewnym momencie staje się ono jak jazda samochodem. Po prostu pamiętasz. I cieszysz się uwalnianiem swoich złudzeń i przypominaniem sobie prawdy. Pokój, cuda i radość stają się czymś naturalnym. Zaś konflikt, zmaganie i smutek są teraz zupełnie nienaturalne. Nie możesz znaleźć żalu w swoim umyśle. I nawet nie przychodzi ci do głowy pomyśleć, że kiedyś musiałaś się uczyć, jak być sobą. Po prostu jesteś sobą.

Bycie sobą oznacza porzucenie złudzeń i całkowite poleganie na twojej prawdziwej Jaźni. Nie chciej więc być dla siebie nauczycielem. Rezygnacja ta nie doprowadzi cię do rozpaczy. To po prostu wynik rzetelnej oceny, czego nauczyłeś sam siebie, i rezultatów uczenia się, jakie z tego wynikły. (…) Twój potencjał uczenia się, właściwie pojęty, jest nieograniczony, gdyż poprowadzi cię do Boga. Możesz nauczać drogi do Niego i możesz się jej uczyć, jeśli pójdziesz za Przewodnikiem, który zna drogę do Niego i rozumie Jego program jej uczenia się. Program ten jest całkiem jednoznaczny, bo zadanie jest nie podzielone, a cel i środki najzupełniej zgodne. Potrzebujesz tu tylko niepodzielnej uwagi. Wszystko inne zostanie ci dane. (Kurs Cudów, Rozdział 12, V)

A więc powodzenia! Nie może ci się nie udać, jeśli tylko zdasz się na Przewodnika innego niż ty sama.