Przyczyna świata nie jest prawdziwa

Przyczyna świata nie jest prawdziwaSytuacja to związek, jako że jest połączeniem myśli. Jeżeli dostrzega się problemy, to dlatego, że myśli ocenia się jako skłócone ze sobą. Lecz to niemożliwe, jeśli celem jest prawda. Musiało się tu zakraść jakieś wyobrażenie ciał, bo umysły nie mogą atakować. Myśl o ciałach jest oznaką braku wiary, ponieważ ciała nie mogą niczego rozwiązać. (Kurs Cudów, Rozdział 17, VII)

To bardzo ciekawa idea, że myśl o ciałach jest oznaką braku wiary. To zrozumiałe, jeśli uznam, że wierząc w ciało i wszystko, co wiąże się z fizyczną egzystencją, wierzę w złudzenia, czyli nicość. Wiara w nicość jest tak naprawdę brakiem wiary. Dlatego Kurs Cudów przypomina mi o potrzebie zaufania czemuś, czego nie widzą oczy ciała, lecz co jest prawdą o mnie. Mam zaufać Miłości Boga, która rozwiązuje wszystko.

Miłość Boga jest bowiem jedyną Przyczyną wszystkiego. Nie może być jednak źródłem czegoś, czym sama nie jest. Nie może wytwarzać świata oddzielenia i konfliktu. Jeśli widzę świat oddzielenia i konfliktu, to nie wierzę w Boga, lecz jestem wierny swoim złudzeniom. Wierność złudzeniom może sprawiać, że wydają się prawdziwe w moim doświadczeniu, ale nie czyni ich prawdziwymi w rzeczywistości. Właśnie dlatego w każdej chwili mogę je zakwestionować i przypomnieć sobie rzeczywistość. Zależy to jedynie od chęci. Czy chcę myśleć, że jestem ciałem podatnym na zranienie ulegającym powolnemu zepsuciu, rozkładowi i śmierci? Jeśli tak, nic nie przekona mnie, że jest inaczej. Uzyskam natychmiastowy rezultat swoich myśli. Będę widział to, w czym zdecydowałem się złożyć swoją wiarę.

Jeśli jednak ufam Miłości Boga, która czyni wszelkie ograniczenie, chorobę i śmierć niemożliwymi, wówczas widzę świat odzwierciedlający Miłość Boga i Jego prawa. Nie ma w tej kwestii kompromisu. Wybór Boga oznacza rezygnację ze wszystkich rzeczy, które były dla mnie cenne: z ograniczenia, bólu, choroby i śmierci i odrobiny przyjemności gdzieś pomiędzy. Wybór Przyczyny Prawdy oznacza porzucenie przyczyny złudzeń. Tym właśnie jest trening umysłu Kursu Cudów. Polega on nie tylko na zakwestionowaniu w moim umyśle tego, o czym donoszą mi zmysły („Cokolwiek widzę nic nie znaczy”), ale na zakwestionowaniu przyczyny tego, co widzę, czyli mojego własnego rozdwojonego umysłu („Moje myśli nic nie znaczą”). Dopiero gdy rezygnuję z moich fałszywych myśli, prawdziwe myśli – czyli te myśli, które myślę z Bogiem – mogą zaświtać w moim umyśle.

Szaleniec myśli, że świat, który widzi, jest rzeczywisty, i w to nie wątpi. Nie można też wpłynąć na niego, kwestionując skutki jego myśli. Tylko wtedy, gdy zakwestionuje się ich źródło, w końcu zaświta dlań nadzieja wolności. (Kurs Cudów, fragment lekcji 132).

Trening umysłu można by sprowadzić do praktykowania idei, że nie mam żadnego pożytku z odrębnego ja i jego myśli. Nie wystarczy powiedzieć, że nie mam  pożytku z fizycznej choroby, z emocjonalnego cierpienia, czy jakiegokolwiek postrzeganego konfliktu, gdyż to były jedynie skutki mojego umysłu. Konieczne jest autentyczne zadeklarowanie, że nie mam pożytku z własnej odrębnej tożsamości. Dopóki ceniłem swoją odrębną tożsamość, czyli ideę oddzielenia (przyczyna), zachowywałem też ciało i świat, który widziałem (skutki).

Porzucenie przyczyny oddzielenia nie jest czymś trudnym, gdyż nie jest ona prawdziwa. Tylko Miłość Boga jest prawdziwa! Gdy skupiam się na Prawdzie, wtedy przeoczenie złudzeń (czyli przebaczenie), staje się prostą i naturalną czynnością mojego umysłu. Nie próbuję już przezwyciężyć lęku, a jedynie uznaję, że on nie istnieje. Nie tylko nie istnieje lęk, ale również to, co się bało. Wystarczy przypomnieć sobie radosną myśl z Wprowadzenia do Kursu Cudów, która – gdy się jej doświadczy – przywraca pokój:

Temu, co rzeczywiste nie można zagrozić.
To, co nierzeczywiste, nie istnieje.
W tym zawiera się pokój Boży
(Kurs Cudów, Wprowadzenie)