Koniec rozdwojenia umysłu

Co za niezwykła myśl z lekcji 196 Kursu Cudów: „Kiedy zrozumiesz, że krzywdzą cię tylko własne myśli, lęk przed Bogiem musi zniknąć. Wtedy nie będziesz mógł już uwierzyć, że ma on przyczynę na zewnątrz”. No tak, oczywiście! Każda myśl, w której jest jakiś konflikt, poczucie niemocy, czy wrażenie, że jest mi coś robione, to nic innego, jak przekonanie, że Bóg mnie krzywdzi. Nawet jeśli tego w ten sposób nie nazywam, to w ten właśnie sposób myślę. Kto inny mógłby mnie krzywdzić, jak nie Bóg, skoro Bóg jest wszystkim. A więc gdy nie biorę odpowiedzialności za moc własnego umysłu, to wierzę w krzywdzącego Boga i się Go boję.

Rozpoznanie, że to ja sam się krzywdzę, kończy tę bolesną grę, w którą się bawiłem w całej mojej historii w czasie i przestrzeni. Nie ma już bowiem żadnej zewnętrznej siły, żadnego przeciwieństwa dla mocy mojego umysłu. Jestem tylko ja sam ze swoimi myślami. Nie ma nikogo innego. A gdy nie ma nikogo innego – gdy nie ma już żadnego rozszczepienia w moim umyśle – nie ma też odległości między mną a Bogiem. Lęk przed Bogiem musi wówczas zniknąć. Krzywda staje się niemożliwa.