Droga środka

Droga środkaDroga środka to droga wyjścia ze złudzeń. Wiedzie ona między dwiema skrajnościami: zapatrzeniem w świat materialny, a odrzuceniem świata materialnego. Obie te skrajne postawy prowadzą do cierpienia. Mówi o tym każdy przebudzony umysł. Słyszeliśmy o tym od Buddy i słyszymy to od Jezusa w lekcji 155 Kursu Cudów: Wielu postanowiło wyrzec się świata, ciągle jeszcze wierząc w jego rzeczywistość. I doznali poczucia straty, a zatem nie zostali wyzwoleni. Inni wybrali tylko świat i doznali jeszcze głębszej straty, której nie zrozumieli.

Tak było ze mną. Najpierw brałem wszystko, co się dało, ze świata, byłem zafascynowany jego eksplorowaniem, badaniem i korzystaniem z jego ulotnych przyjemności – i tych materialnych, i tych duchowych. Ciągle jednak czułem niedosyt i w końcu zrozumiałem, że koncentrując się na świecie i na tym, co oferuje, podtrzymywałem jedynie ideę braku w moim umyśle. Nieustannie czegoś szukałem, byłem niespełniony. Poszedłem więc na drugi biegun: „Skoro świat nie może mi zaoferować spełnienia, to może spróbuję odrzucić świat? – pomyślałem. Może w ten sposób spotkam Boga – Miłość – Pokój – Szczęście…” Próbowałem więc uciec od ciała, znaleźć wytchnienie gdzieś „poza”, „ponad”, „na zewnątrz” – wszystko, co się da, byle nie być tutaj. Jak się nie trudno domyślić, to również nie zadziałało.

Świat i ciało były przecież w moim umyśle. Nie mogłem uciec od własnego umysłu. Nie mogłem odrzucić części siebie. Ale próbowałem. Rodziło to tylko poczucie rozszczepienia, straty, bólu, a co za tym idzie wywoływały symptomy fizycznej choroby. Co więcej, im bardziej próbowałem uciec od siebie, tym bardziej byłem świadomy, że ponosze porażkę. Zawsze brałem siebie ze sobą, dokądkolwiek szedłem. Rozwiązaniem nie był więc ani trans, ani transcendentalna medytacja, ani śmierć, ani jakakowiek próba wyjścia poza siebie. „No ładnie – pomyślałem – utkwiłem tu sam ze sobą. I co teraz?”

Między tymi ścieżkami istnieje inna droga, która odwodzi od wszelkiego rodzaju straty. (Kurs  Cudów, lekcja 155)

I tak zaczęła się moja przemiana. Gdy nie było już drogi ucieczki, jedynym rozwiązaniem stała się transformacja mojego umysłu. Obejmowała ona dwa połączone ze sobą etapy: poddanie się Sile większej ode mnie samego i rozpoznanie iluzoryczności świata.Tym właśnie jest droga środka.

Ten świat jest złudzeniem. Ci, którzy postanawiają nań przyjść, szukają miejsca, gdzie mogą być złudzeniami, unikając własnej rzeczywistości. Gdy jednak odkrywają, że ich własna rzeczywistość jest nawet tutaj, ustępują i pozwalają by ich prowadziła. Jakiegoż innego wyboru mogą naprawdę dokonać? (Kurs  Cudów, lekcja 155)

Dopóki wierzyłem w świat i moje małe „ja”, nie mogłem się od nich uwolnić. Jak można by odrzucić coś prawdziwego? Nie można. Nie wystarczyło też sobie powiedzieć, że świat jest złudzeniem. W chwili, gdy był on dla mnie prawdziwy, to był on dla mnie prawdziwy. Próba ucieczki od niego urzeczywistniała tylko dla mnie jego istnienie i potęgowała ból. Mój umysł był w stanie rozdwojenia. Z jednej strony odrzucałem świat, ale z drugiej – wciąż się w nim znajdowałem. Potrzebowałem doświadczenia czegoś zupełnie innego. Doświadczenie to przyszło jako dar łaski i uzdrowienia. Wydarzyło się ono dzięki włączeniu tego, co odrzuciłem. Zamiast oddzielać się od ciała, poczułem swoje ciało. Miało mi wiele do powiedzienia o tym, co działo się w moim umyśle. Każde napięcie, na które wcześniej nie zwracałem uwagi, mówiło mi o jakiejś niewybaczającej myśli w moim umyśle. Zaczynałem wielki eksperyment patrzenia na to, na co nigdy nie chciałem patrzeć. I o dziwo, spoglądając na swój lęk, na ból, na ciemność, rozpoznawałem ich nicość. Jeszcze czułem ciało, ale nie było ono już przeszkodą. Było energią światła. Zamiast definiować tą energię (co było źródłem bólu) lub od niej uciekać (co również było źródłem bólu), pozwalałem ją sobie poczuć. I w ten sposób również ciało zaczynało ulegać transformacji na poziomie komórkowym. Czułem głębokie ożywienie i odnowę. Ale tak naprawdę działo się coś więcej niż uzdrowienie ciała…

Uświadamiałem sobie, o dziwo – poprzez moje komórki – że nie jestem ciałem. Poprzez włączenie ciała – zamiast jego odrzucenia – rozpoznawałem jego całkowitą iluzoryczność. Czułem, o dziwo – poprzez komórkową transformację – że w rzeczywistości już jestem w Domu, w Niebie, w pokoju, w Bogu, w rzeczywistości, a cały dramat oddzielenia był tylko snem. Moim snem, z którego się budziłem.

I teraz idę drogą środa. Rozpoznaję złudzenia jako złudzenia i wpuszczam światło prawdy, by je zastępowało. Doświadczenie to przenosi się również na moje funkcjonowanie w świecie. Przemiana umysłu to nieustające ustępowanie i pozwalanie Duchowi Świętemu, aby prowadził. Często kusi mnie, by wierzyć w swój sen, by myśleć, że mam rację, że wiem lepiej, że mam lepszy plan. Ale szybko schodzę z fałszywego kursu, gdyż podążanie nim jest jak chodzenie po cierniach. Wybieram w zamian drogę do Boga jest, która jest ścieżką radości i pokoju.

2 Replies to “Droga środka”