Miłość po owocach poznacie – fragmenty tekstu Sorena Kierkegaarda

Czyny miłościCzytam w tej chwili książkę duńskiego filozofa, poety i teologa Sorena Kierkegaarda pt.: “Czyny miłości” (tłumaczenie Antoni Szwed, Wydawnictwo Marek Derewiecki 2015) i chciałbym podzielić się kilkoma inspirującymi fragmentami, na które się natknąłem w rozdziale zatytułowanym: “Ukryte życie miłości i jego poznawalność po owocach”. Język tekstu bywa czasem trudny, więc żeby go w pełni docenić, warto dać sobie chwilę czasu na refleksję. Oto kilka wybranych przeze mnie fragmentów:

Po owocu jego pozna się bowiem każde drzewo; bo nie zbiera się fig z cierni, nie zrywa się winogron z ciernistych krzaków (Łk 6, 44)

Gdyby było tak, jak sądzi zarozumiała roztropność, dumna z tego, że nie jest oszukiwana, iż nie należy wierzyć niczemu, czego nie można zobaczyć zmysłowymi oczyma: to przede wszystkim trzeba by zaniechać wiary w miłość. I gdyby się to czyniło, i to ze strachu, by nie zostać oszukanym, czyż wtedy nie byłoby się oszukanym? Wszak można być oszukanym na wiele sposobów: można być oszukanym, wierząc w coś nieprawdziwego, ale przecież równie dobrze nie wierząc w coś prawdziwego; można być oszukanym przez pozór, ale można być również oszukanym przez roztropną iluzję, przez schlebiające zarozumialstwo, które czuje się całkiem pewne wobec bycia oszukanym. A jakie oszustwo jest najbardziej niebezpieczne? Jakie uzdrowienie jest wątpliwe: czy tego, który nie widzi, czy tego, który widzi, a jednak nie widzi. Co jest trudniejsze: obudzić kogoś, kto śpi, czy obudzić kogoś, kto przebudzony, śni, że nie śpi? Jaki widok jest najbardziej smutny: czy ten, który natychmiast i absolutnie porusza do łez – widok nieszczęsliwie oszukanego w miłości – czy ten, który w pewnym sensie mógłby skłonić do śmiechu – widok oszukanego przez samego siebie, gdyż głupia zarozumiałość, że się nie jest oszukiwanym, z pe0wnością jest śmieszna i nadawałaby się do wyśmiania, gdyby tutaj rzecz  śmieszna nie była jeszcze mocniejszym wyrazem strachu, pokazując, że nie jest warta łez.

Ograbienie siebie z miłości jest czymś najbardziej strasznym, jest wieczną zatratą, dla której nie ma rekompensaty ani w doczesności, ani w wieczności. Bowiem zwykle, niezależnie od tego, jak różna by ona mogła być, mówi się o byciu oszukanym w stosunku do miłości, gdyż oszukiwany odnosi się do miłości, a oszustwo polega na tym, że miłości nie było tam, gdzie sądzono, że jest; lecz oszukujący samego siebie wykluczył i wyklucza z miłości (…)

Oszukujący samego siebie myśli wprawdzie, że potrafi się pocieszyć, iż osiągnął pełnię zwycięstwa [Rz 8, 37]; w zarozumialstwie głupca jest ukryte przed nim to, jak rozpaczliwe jest jego życie. Nie  przeczymy mu, że “przestał się martwić”, ale na co się to przyda, gdy właśnie ocaleniem byłoby poważne zasmucenie się nad sobą! (…)

Drzewo poznaje się po owocach: “nie zbiera się winnogron z cierni, ani fig z ostów [Mt 7, 16]; jeśli będziesz je tam zbierał, to nie tylko na próżno będziesz zbierał, lecz ciernie pokażą ci, że zbierasz na próżno. Bowiem każde drzewo poznaje się po jego własnym owocu. Może jednak być tak, że są dwa owoce, które są do siebie bardzo podobne; jeden jest zdrowy i smaczny, drugi cierpki i trujący; niekiedy również ten trujący jest bardzo smaczny, ten zdrowy nieco gorzki w smaku. W taki sposób daje się poznać również miłość po jej własnym owocu. Jeśli popełnia się błąd, to może tak być, ponieważ albo nie poznaje się owoców, albo nie potrafi się właściwie osądzić w pojedynczym przypadku. Podobnie gdy człowiek popełnia błąd i zwie miłością coś, co w gruncie rzeczy jest miłością własną: gdy jest głęboko przekonany, że nie potrafi żyć bez ukochanego, lecz nie chce słyszeć o tym, że obowiązkiem miłości jest wymaganie, by zrezygnował z samego siebie i porzucił tę miłość własną charakterystyczną dla miłości zmysłowej. Albo podobnie gdy człowiek popełnia błąd i imieniem miłości nazywa to, co jest słabą uległością, to, co jest zgubnym skomleniem lub szkodliwą solidarnością, pustym jestestwem, egoistycznymi związkami, przekupstwami pochlebstwa, błyskami chwili lub relacjami doczesności. (…)

Jednak gdy się mówi, że miłośc poznaje się po owocach, to wraz tym mówi się, że sama miłość jest w pewnym sensie tym, co ukryte, i właśnie dlatego jest poznawalna po ujawniających się owocach. (…)

Skąd przychodzi miłość, gdzie ma swoje źródło i swój początek, gdzie jest miejsce, będące jej twierdzą, z której wychodzi? Tak, to miejsce jest ukryte lub jest w tym, co ukryte. Jest to miejsce w ludzkim wnętrzu; z tego miejsca wypływa życie miłości, ponieważ “z serca wypływa życie”. Nie możesz jednak zobaczyć tego miejsca; niezależnie od tego, jak długo się przebijasz, źródło odsuwa się w dal i w skrytość; nawet gdy przebijasz się  bardzo długo, źródło ciągle jeszcze jest jakby kawałek dalej, wewnątrz, jakby początek źródła, gdy jesteś bardzo blisko oddalał się. Z tego miejsca wypływa miłość, na wiele sposobów; jednak żaden z tych sposobów nie pomoże ci wniknąć w ukryty początek. Podobnie Bóg mieszka w światłości; od niego wychodzi każdy promień, oświetlający świat, choć przecież nikt nie dociera tymi drogami, by widzieć Boga, ponieważ droga światła zamienia się w ciemność, gdy człowiek zwraca się ku światłu: w taki sposób mieszka miłość w tym, co ukryte, czyli ukrywa się w najgłębszym wnętrzu. (…)

A jednak pozostaje faktem, że miłość należy poznawać po owocach. Owe święte słowa tekstu z pewnością jednak nie zostały powiedziane, by nas zachęcić do zajmowania się osądzaniem siebie nawzajem. [Mt 7, 1-2]; zostały natomiast wypowiedziane do jednostki, do ciebie, mój słuchaczu, i do mnie, jako napomnienie, by zachęcić, aby nasza miłość nie stała się bezowocna, lecz abyśmy pracowali, by ona mogła być poznawalna po owocach, którą są albo nie sa poznawane przez innych. Bo nie powinniśmy pracować nad  tym, aby miłość była rozpoznawana po owocach, lecz aby dała się rozpoznać po owocach; powinniśmy w tej pracy przyglądać się sobie, aby rozpoznawalność miłości nie stała się dla nas ważniejsza niż ta jedna jedyna ważna rzecz: że miłość ma owoce, a zatem, że może być poznawana. (…)

Lecz jeśli nawet jest tak, że miłość daje się poznać po owocach, to przecież nie domagajmy się w jakichś wzajemnych relacjach miłości niecierpliwego, nieufnego, wydającego osąd, ustawicznego widzenia owoców. (…) Nie zapominaj, że zapewne byłoby to pięknym, szlachetnym, świętym owocem, dzięki któremu miłość w tobie dałaby się poznać, gdybyś w stosunku do drugiego człowieka, którego miłość przyniosła mniejszy owoc, był dostatecznie wrażliwy, by widzieć ją piękniejszą niż była. Jeśli nieufność może widzieć coś mniejszym niż faktycznie ono jest, to również miłość może widzieć coś większym niż faktycznie ono jest. (…)

Równy jest poznawany tylko przez równego [1 Kor 13,12]; tylko ten, kto trwa w miłości, może poznać miłość, i podobnie jeg miłość dostępna jest poznaniu.