Cud Kursu Cudów

Oto moja odpowiedź na jeden z komentarzy „człowieka-nikt”. Na samym dole umieszczam komentarz, do którego się odnoszę:

Witaj, cieszę się, że jesteś szczęśliwy i znalazłeś swoją drogę.

Masz również „prawo” do swojej oceny tego, czym jest Kurs Cudów i jego studiowanie. Jeżeli nie myślisz, że to, co napisałeś, jest oceną, to może warto, abyś przyjrzał się jeszcze głębiej temu, co jak piszesz, „sprytnie skrywa się pod Prawdę”. Podzieliłeś się więc ze mną swoją oceną tego, czym w twoim odczuciu jest Kurs. Mówiąc dosadniej powiedziałeś Jezusowi: Co mi tu pieprzysz, ja wiem lepiej!

Przekonanie, które sobie wyrobiłeś na podstawie studiowania Kursu, jest jedynie twoim przekonaniem, niczym więcej. Stwierdziłeś po prostu, że Kurs Cudów nie działa. To nie znaczy, że on nie działa. Znaczy tylko, że ty tak stwierdziłeś, i dlatego dla ciebie nie działa. 🙂 To ty nadajesz wszystkiemu całe znaczenie, jakie to dla ciebie ma. Jeśli twój umysł „rósł w siłę i się nadymał” poprzez studiowanie lekcji, to znaczy, że wciąż próbowałeś mieć kontrolę nad tą praktyką, wciąż próbowałeś to zrobić po swojemu. A w tej praktyce nie chodzi o nic więcej, jak o puszczenie twojej kontroli, tak żeby Łaska mogła działać sama z siebie.

Generalnie to, co piszesz o Kursie, nie ma nic wspólnego z tym, czym on jest. To, że czytałeś lekcje, czy byłeś na spotkaniach kursowych, nie znaczy, że doświadczyłeś tego, czym jest Kurs. Doświadczenie tego, czym jest Kurs Cudów jest bowiem zniknięciem iluzji odrębnej tożsamości/ego i rozpoznaniem prawdy. Nie przez przypadek Jezus mówi, że jest to kurs obowiązkowy. Nie znaczy to, że każdy musi studiować lekcje tego kursu, ale każdy musi się dowiedzieć, że nie ma żadnego świata, że jest tylko Bóg/Miłość, i nie ma nic innego. Każda lekcja, każde zdanie tego kursu prowadzi do tego doświadczenia. Gdybyś doświadczył pierwszej lekcji kursu (cokolwiek widzę nic nie znaczy), nie potrzebowałbyś drugiej. Byłbyś w Niebie.

Tak, zgadzam się, że otrzymujesz od Boga wszystko za darmo i bez wysiłku. Tak, jest to darem Łaski. Tak, nie masz nic więcej do zrobienia, poza akceptacją miłości, którą jesteś. I rzeczywiście potrzebna jest czujność na przeszkody przed świadomością obecności miłości. I faktycznie konieczne jest uspokojenie umysłu, aby mógł się otworzyć na coś zupełnie nowego, niż to, co zna i widzi. I jeśli to wszystko jest Twoim doświadczeniem, to wspaniale. Nie zamierzam tego kwestionować. Do tego wszystkiego również prowadzi Kurs.

Praktyka Kursu nie polega wcale na mechanicznym studiowaniu lekcji. To autentyczna praktyka bycia świadomym swoich myśli, wzięcia całkowitej odpowiedzialności za swój umysł; to praktyka porzucania fałszu i przyjmowania prawdy. To moze wyglądać bardzo różnie dla każdego. Choć  prawda jest uniwersalna, to formy, za pomocą których rozpoznajesz swój fałsz i stajesz się gotów przyjąć prawdę, mogą się nieco różnić. Pięknie opisuje to Podrecznik dla nauczycieli Kursu Cudów: „Istnieje kurs dla każdego nauczyciela Bożego. Formy kursu bardzo się różnią. (…) Treść kursu nigdy się jednak nie zmienia. Oto jak zawsze brzmi jego centralny temat: „Syn Boży jest niewinny i w tej niewinności leży jego zbawienie” Można tego nauczać czynami lub myślami, słowami lub bezdźwięcznie, w każdym języku lub w żadnym języku, gdziekolwiek, kiedykolwiek i jakkkolwiek.”

Oczywiście, że Bóg nic nie wie o problemie oddzielenia. Ale ja o nim wiem. Bóg nie potrzebuje Kursu Cudów, ale ja potrzebuję. Nie chodzi oczywiście o książkę. Chodzi o rozpoznanie moich złudzeń i prześwietlenie ich światłem prawdy. Tym  właśnie jest Kurs Cudów.  Tym właśnie jest Głos Ducha Świętego. Tym właśnie jest Odpowiedź na problem, którego Bóg nie zrozumiał. Bez Tej Odpowiedzi  tkwiłbym na wieki w swojej iluzji. Miałbym może jakąś piękną koncepcję doskonałego Boga, ale nie miałbym autentycznego doświadczenia tego, że jestem jednym z Nim.  Odpowiedzią Boga na moje złudzenia jest Miłość. Rozbrzmiewała w moim umyśle odkąd nastał czas. Byłem jednak zdeterminowany jej nie słyszeć. Kurs Cudów pomógł mi usłyszeć. Był i jest przypomnieniem, że nic z tego, co widzę i myślę jako człowiek, nie jest prawdziwe. Tylko Bóg jest prawdziwy.

Gdybyś miał choć odrobinę pojęcia, czym jest Kurs Cudów, byłbyś bardzo bardzo wdzięczny. Kurs bowiem nie tylko prowadzi do doświadczenia pokoju ponad czasem i przestrzenią, ale „łapie cię za jaja”, pokazuję ci, gdzie się temu doświadczeniu opierasz, obnaża cały twój fałsz, wszystkie twoje maski i całą arogancję, pokazuje ci, że koncepcja miłości nie jest tym samym, co doświadczenie miłości. W tym sensie wyzwala cię z twoich złudzeń. Może myślisz, że sam możesz się z nich wyzwolić (w imię nie opierania się na autorytetach). Jeśli potrafisz, to super, gratuluję. Ja nie potrafiłem.  Byłem uosobieniem oporu. I dlatego jestem nieskończenie wdzięczny za wyzwolenie, którego przyszło i przychodzi do mnie pomimo mnie. Było i jest ono darem Łaski. Tym jest dla mnie praktyka i doświadczanie Kursu Cudów.

Dziękuję Ci za okazję, jaką mi dostarczyłeś swoim listem, bym jeszcze raz sobie przypomniał, jakim darem jest nawet samo pojawienie się Kursu Cudów w czasoprzestrzeni. To jest cudem samym w sobie! Oto pośrodku mojego zaprzeczenia, w samym centrum mojej ciemności, pojawił się zbawiciel, potrząsnął mną i powiedział: „Twoje Królestwo nie jest z tego świata. Obudź się”. Nie odpowiedziałem mu: „Sorry, nie jesteś dla mnie autorytetem”. Może przez chwilę byłem podejrzliwy, ale ostatecznie ucieszyłem się, że go spotkałem. Zamiast dystansować się, połączyłem się z nim. I w ten sposób zniknęłem. Zniknął cały moj świat. Pozostał tylko Bóg.

Komentarz człowieka-nikt:

Dziękuję Drogi Rafale za odpowiedź. Oczywiście, że rozpoznaję Ciebie jako siebie pozbawionego iluzorycznego „ja”. Kurs Cudów nie jest mi obcy, gdyż mieliśmy nawet okazję brać razem udział w jego sesjach 🙂 W pewnym momencie dotarło do mnie jednak to, że nieustanne lub codzienne trenowanie umysłu poprzez czytanie i stosowanie lekcji Kursu wcale nie jest skuteczne, gdyż umysł rośnie wtedy w siłę i nadyma się coraz bardziej egoistycznie, przybierając różne, fałszywe maski na siebie. Zacząłem rozpoznawać, że konieczne jest zatrzymanie się umysłu lub jego uspokojenie. Wtedy cała zewnętrzna iluzja wraz z tzw. autorytetami zostaje rozpoznawana coraz bardziej, zamieniając się w Prawdę. Być może dostrzegłeś w tych wcześniejszych „moich” słowach ocenę lub osąd, lecz zamiarem w tym wszystkim było nic innego, tylko podzielenie się rozpoznaniem tego, co stało się dla „mnie” bliskie.

Nie uważam się za przebudzonego, bo gdyby naprawdę tak było, to zamilkłbym już na tyle, że nawet nie byłbym w stanie przełożyć na język ludzki tego, co jest spoza ograniczonego ego-umysłu i niesie prawdziwe wyzwolenie od lęku, czasu, przestrzeni i całej tej dualnej i materialnej „rzeczywistości”, posiadającej pozorny początek i koniec 🙂 Właśnie dlatego jest konieczne rozpoznanie wszelkich zewnętrznych „autorytetów” jako iluzji. Bezwarunkowa i boska Miłość, której symbolem jest Jezus, nie może nas przeniknąć wtedy, gdy damy z siebie wszystko i zaczniemy studiować np. Kurs Cudów, który rzekomo jest niezbędnym narzędziem do wyzwolenia się i przebudzenia z ego-iluzji. Bóg byłby wtedy warunkowy i fałszywy. Potraktowałby Swojego Syna, z którym Jest Jednym zupełnie bez Miłości, którą też przecież On JEST 🙂 U Niego można otrzymać wszystko zupełnie za darmo i bez wysiłku, a jedyne, co z naszej strony jest potrzebne to – Czujność i świadome rozpoznawanie tego, co sprytnie podszywa się pod Prawdę. To wszystko dane jest nam z Łaski i tak naprawdę nie mamy na to żadnego wpływu. To po prostu dzieje się samo z siebie TU i TERAZ, czyli poza iluzoryczną przestrzenią i czasem. Czy naprawdę trudno jest to w sobie rozpoznać? 🙂 Istnieje tylko Miłość i nic więcej, więc nie mamy już nic do zrobienia 🙂

Trzymaj się ciepło…

A oto link do pierwotnego wpisu, wraz z nicią komentarzy:
Budzę się ze snu o żalu