10 Replies to “Budzę się ze snu o żalu – film z sobotniej sesji w Warszawie”

  1. Też Cię kocham Drogi Bracie, ponieważ jestem świadomy Miłości, która niczego oraz nikogo nie wyklucza. Jestem też świadomy tego, że każde słowo, które wypowiadam jest osądem. Na przykład, gdy mówię, że trawa jest zielona a dzień jest pełen światła lub noc pełna jest ciemności. Dlatego właśnie Jezus, gdy jesteśmy czujni okazuje nam poprzez Swoją Nieskończoną Łaskę jak bardzo „błądzimy” gdy nadal wyszukujemy skomplikowanych i czysto intelektualnych pojęć w przekazywaniu tego, co niesie prawdziwe Światło 🙂 Ego-umysł nieustannie neguje prostotę, przez co nadal chce być „kimś” i bawić się z nami w sen iluzji 🙂 Paradoksem jest również to, że gdy np. mówimy, że komuś przebaczamy lub przebaczyliśmy, to nadal jest to osąd. Cisza, czyli uspokojenie umysłu jest w stanie nam wyjaśnić to bardzo szczegółowo. Jezus nam w tym pomaga, gdy poprzez rozpoznanie skłaniamy się ku temu, „widząc” w tym prawdziwe uwolnienie ze snu o pozornym oddzieleniu Syna od Ojca 🙂

    Kurs Cudów nie jest ani dobry, ani zły, ani też doskonały. Nawet w tej dualnej iluzji, gdy stajemy się Sobą i jesteśmy czujni oraz otwarci na Nowe, to możemy odnaleźć mnóstwo znaków, czy symboli. które budzą naszą świadomość, przez co stajemy się ponownie Miłością 🙂 Pomimo tego wszystkiego, coraz bardziej można dostrzec, że to, co stworzył umysł jest tylko i wyłącznie lękiem pozornego oddzielenia 🙂 Gdy następuje cisza i umysł milczy, ten lęk znika 🙂

    Na imię mam Jacek. Na Kurs we Wrocławiu przyjechałem z Tomkiem. Również dziękuję za Twoją Miłość oraz cudowne i piękne Światło, którym Jesteś. Gdybyś miał ochotę na rozmowę telefoniczną, to zadzwonię do Ciebie.

    Niech Światło Jezusa pozostanie z nami już na zawsze…

  2. Drogi Bracie.

    Bardzo się cieszę z tej rozmowy. Po raz pierwszy rozmawialiśmy bodajże w 2004 roku latem (według czasu iluzji) podczas sesji Kursu Cudów we Wrocławiu. Znalazłem się tam, ponieważ wydawało mi się, iż nie jestem w stanie wybaczyć co najmniej kilku osobom z najbliższego otoczenia. Starałem się wówczas niemalże na siłę robić lekcje Kursu, gdyż wierzyłem mocno, że mi to pomoże rozwiązać ten problem. To było dla mnie cudowne doświadczenie, pomimo świadomości, która dawała mi mocne sygnały, że w prawdziwej duchowości wcale nie chodzi o doświadczenia i tak naprawdę ilość doświadczeń życiowych niczego w tym nie zmieni, Wewnętrznie byłem przekonany o tym, że wbrew wszelkim pozorom Prawda jest prostotą a nie zawiłymi schematami czy lekcjami, które trzeba w pocie czoła realizować aby ponownie stać się tą Prawdą.

    Inteligencja ego-umysłu a także pozorna jego moc są tylko zmysłową iluzją zamykającą nas w więzieniu fałszywych idei i przekonań. To wszystko pozornie powoduje matrixowe złudzenie, iż jesteśmy w stanie samodzielnie i poprzez własne działania wyjść z tego snu w którym tak naprawdę nic nie widzimy 🙂 Paradoksem jest to, że aby ponownie zacząć „widzieć” i przebudzić z tego matrixowego więzienia to musimy po prostu stać się ślepymi 🙂

    Prawdziwy przekaz Jezusa, który jest zarazem kluczem do poznania Prawdy jest bardzo czysty i piękno jego polega na niezwykłej wręcz prostocie. Jeśli ten przekaz można by nazwać lekcją, to są to przypowieści o życiu, nic więcej 🙂 Dar Rozpoznania Prawdy przychodzi wtedy, gdy zaniechamy jakichkolwiek działań „od siebie” i pokornie poddajemy się Duchowi Jezusa. Ego-umysł traci swoją pozorną moc i staje się naszym sługą a my już nie jesteśmy jego sługami 🙂 Wtedy następuje też przebaczenie, ale to nie my przebaczamy, ale Jezus robi to za nas, gdyż to właśnie On jest naszym jedynym i prawdziwym sługą. Jego niepojęta przez ludzki rozum Miłość tylko daje, nigdy nie oczekując nic w zamian. Pod wpływem tej Miłości budzimy się i łączymy się z Jezusem w JEDNO tak samo, jak On połączył się z Ojcem. Ojciec, Syn i Duch Święty (czyli TY pozbawiony ludzkiego „ja”) mają dzisiaj (czyli TU i TERAZ) wielkie Święto. Cieszmy się więc i radujmy 🙂

    Gdy spotkaliśmy się następnym razem (a zarazem po raz ostatni) tego samego roku na spotkaniu z Masterem Teacherem w Wusterwitz, to zaprosiłeś mnie do swojego pokoju. Pamiętam, że odbyła się między nami cudowna rozmowa. Potraktowałeś mnie wtedy dosłownie tak, jak Jezus traktuje każdego z nas, czyli z prawdziwą miłością. Często to wspominałem idąc przez życie przy różnych okazjach i nadal wspominam. Być może wówczas nastąpił jakiś zwrot w moim życiu 🙂 Chyba już przypominasz sobie o którego „człowieka nikt” w tym wszystkim chodzi 🙂

    Dziękuję…

    • Nie, nie przypominam sobie. Tożsamości i wydarzenia w czasie coraz bardziej zacierają mi się w pamięci i zostaje samo światło 🙂
      Może jak przypomnisz mi swoje imię, to coś mi zaświta. A jeśli nie, to po prostu witaj w Domu, Światło Świata. 🙂 Dziękuję za Ciebie.

      W Twoich wypowiedziach wciąż przebija opinia na temat lekcji Kursu Cudów (w tym liście sugerujesz, jakoby były czymś skomplikowanym), a lekcje Kursu pochodzą przecież od Jezusa, są jego darem miłości, światła i przebaczenia. Wszelka opinia oznacza właśnie chęć przypomnienia sobie prawdy „samodzielnie i poprzez własne działania”, czego przecież nie chcesz.

      Z tego, co piszesz dalej, wygląda na to, że zaczynasz teraz spontanicznie doświadczać przebłysków tego, do czego prowadzi każda lekcja Kursu. Jest tylko jedna lekcja, choć wydaje się, jakby było ich 365. Ciesze się, że Kurs Cudów zaczął działać w tobie, mimo że doświadczenie, które opisujesz, nie nazywasz Kursem. 🙂 Kurs nie jest niczym innym, jak porzuceniem ego i poddaniem się Bogu. Jest usunięciem się i pozwoleniem Jezusowi, czy też mojej Prawdziwej Jaźni, aby prowadziła.

      „Tego kursu można nauczyć się natychmiast, chyba że wierzysz, iż to, co jest Wolą Boga, potrzebuje czasu. (…) Kurs ten jest prosty, ponieważ prawda jest prosta. Złożoność pochodzi od ego i nie jest niczym innym więcej jak próbą ego, aby uczynić oczywistość niewyraźną” (Kurs Cudów, rozdział 15, IV)

      Dziękuję za Miłość i Światło, którym Jesteś.
      Kocham Cię…

  3. Mam wrażenie, że doskonale się rozumiemy, ponieważ wbrew wszelkim pozorom rozmawiamy przecież sami ze sobą 🙂 Będąc w tej świadomości staram się sam sobie jeszcze bardziej wyjaśnić to, co tylko pozornie jest oddzieleniem pomiędzy Ojcem i Synem. Dlatego dzięki wszechogarniającej Łasce Ojca widzę teraz, jak bardzo iluzoryczne były moje przekonania, że mogę znajdować się na jednej z nieskończonej ilości „dróg” prowadzących do Ojca. „Widzę” teraz jeszcze bardziej niż kiedykolwiek, że poza „czasem” i „przestrzenią” nie istnieją nawet tzw. drogi na skróty, co wyklucza również wszelkie autorytety, które wydawały mi się być drogowskazami do „mojego” Ojca” 🙂

    Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie Jezusa siedzącego przed ludźmi i cytującego jakiekolwiek autorytety? Przecież to byłby absurd nad absurdami, gdyż Jezus wtedy nadal byłby w więzieniu umysłu i nie mógłby być prawdziwym sobą (prawdziwym JA), czyli JEDNYM ze swoim Ojcem. W tym świecie, które widzą moje oczy, słyszą moje uszy, który mogę powąchać, posmakować czy też dotknąć wszystko jest iluzją i przecież tego nauczał i nadal naucza Jezus 🙂 Wystarczy tylko, abym zaprzestał jakichkolwiek działań od „siebie”, które są tylko sprytną grą ego-umysłu i rozpoznanie tego będzie tak niesamowite i piękne, że nigdy więcej już nie zaprzeczę sam sobie. Dzięki temu staję się ponownie prawdziwą Wolnością, Miłością. Radością, Zmartwychwstaniem i Życiem, czyli Błogostanem Nieistnienia, Prawdy będącej ponad wszelką wiedzą, wiarą i nadzieją 🙂

    Z Miłością Mój Drogi Bracie…

    • Tak, to prawda, że Jezus nie cytował autorytetów. Nie mogę dojść do Ojca poprzez poleganie na kimś czy na czymś z zewnątrz, bo nie ma niczego na zewnątrz. Mogę jednak przyjąć Jezusa (czy też Ciebie 🙂 ) jako moją własną prawdziwą Jaźń. Wtedy Jezus nie jest już zewnętrznym autorytetem, tylko jest mną, a ja nim. Wtedy rozpoznaję poprzez niego Jedną Jaźń, którą jestem.

      Moim jedynym zadaniem tutaj jest zademonstrować moją jedność z Ojcem. To właśnie Kurs Cudów nazywa przyjęciem pojednania dla siebie samego. Mogę to oczywiście zrobić spontanicznie poprzez całkowite i niezwiązane z żadną praktyką poddanie się Bogu. Wtedy rozpoznaję Chrystusa jako moją Jaźń niejako od wnętrza Królestwa. 🙂 Nie każdy jednak jest taki szybki. Można więc również użyć tego, który już się pojednał i rozpoznać, że jego pojednanie jest moim pojednaniem. W tym sensie użycie Umysłu Jezusa staje się skróceniem czasu. To tak jak używanie koła zamiast wysilać się, by wymyślać je na nowo.

      Użycie Jezusa nie może być jednak w żadnym razie próbą bycia takim, jak on. To faktycznie byłoby posługiwaniem się autorytetem, po to by pozostać w czasie i podtrzymywać dualność. Mam być całkowicie Sobą. Gdy jestem całkowicie Sobą, swoim prawdziwym Ja, staję sie Nim, staję się Tobą, staję sie jednym z Ojcem i całym wszechświatem.

      Pozdrawiam Cię serdecznie.
      Z miłością i pokojem…

  4. Jaki Rafał Wereżyński? Jaki Kurs Cudów? Jaki Master Teacher? Jaki Jezus? Czy nie rozpoznałeś jeszcze Drogi Rafale, że jakiekolwiek poleganie na tzw. „autorytetach” czy też utożsamianie się z postacią ludzką, która posiada wyłączność na Prawdę, to nadal forma dualnego oddzielenia? Rozumiem, że czytając te słowa niemalże natychmiast odnajdziesz nieskończoną ilość argumentów, że jest to tylko „błąd myślowy”. Ale przecież wszystko to, co wynika z „treningu umysłu” jest błędem, ponieważ, gdy spojrzymy na to nieco szerzej, to okaże się, że cokolwiek, co robimy „od siebie”, aby np. się przebudzić jest tylko sprytną grą ego-umysłu. Poza tym jest to połączone z „czasem”. Wbrew wszelkim pozorom, może się okazać, że uspokojony umysł a nie jego nieustanny trening wyzwala nas ze snu iluzji 🙂 Być może zatrzymanie się pomaga Duchowi, aby nas przeniknął i rozpoczął prawdziwe działanie, które jest w pewien sposób „związane” z ludzkim niedziałaniem i wynikającą z tego boską pokorą? 🙂 Pozdrawiam Cię serdecznie.

    • Drogi człowieku-nikt.

      Gdybyś rozpoznał, kim jestem, rozpoznałbyś Siebie. Zniknęłaby wówczas twoja dualność i nie potrzebowałbyś już koncepcji niedualności. Zamiast oceniać coś na zewnątrz ciebie, doświadczyłbyś, że nie ma nic na zewnątrz ciebie, że jesteś tylko ty. A ja jestem jedynie ideą w twoim umyśle.

      Jaką więc jestem ideą? Czy widzisz mnie jako ciało, jako kogoś innego niż ty? Czy widzisz Jezusa, Mastera Teachera, czy jakikolwiek obudzony umysł, jako kogoś innego niż ty? Czy widzisz Kurs Cudów jako coś innego niż ty? Czy też rozpoznajesz, że nie ma nikogo ani niczego innego niż ty? Wszystko jest twoją ideą. To ty w tej sekundzie wytwarzasz świat, który widzisz.

      Czy jest możliwe doświadczenie pojedynczej niedualistycznej rzeczywistości? Absolutnie tak! I jest konieczne. Bez doświadczenia masz tylko przekonania, koncepcje i oceny. Mogę powiedzieć, że doświadczyłem tej rzeczywistości i doświadczam. Masz więc tylko dwie możliwości i tylko jedna z nich jest prawdziwa. Albo połączysz się ze mną w doświadczeniu niedualnej rzeczywistości, albo będziesz mnie oceniał z perspektywy koncepcji niedualnej rzeczywistości (wszelka koncepcja niedualności jest tym samym, co dualność). Albo uznasz, że jestem tobą, albo będziesz bronił swej odrębnej tożsamości ideą „nie polegania na tzw. autorytetach”. Nie musisz mnie uważać za żaden autorytet, żeby się ze mną połączyć. Wystarczy, że przestaniesz siebie uważać za autorytet – za kogoś innego niż ja.

      Moim jedynem autorytetem jest Bóg, którym ma absolutny monopol na prawdę. 🙂 Oczywiście nie chodzi mi o boga-ego, o boga oddzielenia, lecz o uniwersalne doskonałe Źródło Rzeczywistości, z którym jestem nierozerwalnie połączony. Nie ma oddzielenia między moją Prawdziwą Jaźnią a Bogiem. Nie rozumiem więc nawet pojęcia „wyłączności na prawdę”. Jest tylko prawda. Nic innego nie istnieje.

      Gdy mówię o mojej Prawdziwej Jaźni nie mam na myśli fizycznej tożsamości Rafała. Zdaję sobie sprawę, że ta tożsamość jest niczym. Wszystko, co nie jest Bogiem – jedną doskonałą nieskończoną wieczną duchową Rzeczywistością, która nie ma żadnego przeciwieństwa i nie jest zawarta w czasie – jest niczym.

      I co teraz? Czy zadowolam się koncepcją tej duchowej rzeczywistości, czy też faktycznie nią żyję? A jeśli faktycznie nią żyję, to znaczy, że przez jedną sekundę w czasie jestem ucieleśnieniem tej rzeczywistości, nawet tutaj. Co to znaczy „ucieleśnieniem” rzeczywistości? Znaczy to jedynie, że staję się świadectwem realności komórkowej przemiany ciała, które zmartwychwstaje, czyli znika w każdej chwili, gdyż jest oddawane Duchowi. Dzięki temu oddaniu każdego mojego osądu i myśli, nie odróżniam już umysłu, ducha i ciała. Wszystko jest jednym. Wiem, że nie jestem ciałem. Ale wiem to niekoncepcyjnie, lecz doświadczalnie. Wiem to fizycznie. 🙂 Mój umysł stał się na tyle niedualny, że fizycznie demonstruję, że nie jestem ciałem. Jestem prawdziwym złudzeniem, w którym znikają wszystkie złudzenia. Jestem Drogą, Prawdą i Życiem. Tym właśnie jest umysł Jezusa, Mastera Teachera, czy też mój umysł lub jakikolwiek uzdrowiony umysł. To ten sam umysł. Bez tego chwilowego fizycznego świadectwa przemiany pozostałbyś tutaj przez następne tysiące lat z mentalną koncepcją niedualności, bez możliwości jej urzeczywistnienia w swoim doświadczeniu. Bez fizycznej transformacji – tu i teraz – byłbyś ciałem mówiącym o duchu.

      Nieprzyjęcie uzdrowionego umysłu jako własnego umysłu w imię „nie polegania na tzw. autorytetach” to najbardziej dualistyczna rzecz, o jakiej słyszałem. To obrona własnej tożsamości w imię idei „ja wiem lepiej”. W Kursie Cudów jest to określane jako „problem z uznaniem autorytetu” . Chodzi oczywiście o problem z uznaniem autorytetu Boga jako Stwórcy i uczynienie z siebie samego – z ego – twórcy rzeczywistości. Gdybyś pozwolił na przykład Jezusowi, aby był tym kim jest, to twój dualistyczny świat skończyłby się w tej chwili. Jezus bowiem nie głosił niczego innego niż: „Ojciec i ja jedno jesteśmy”. „Kto widzi mnie, widzi i Ojca”. Gdybyś zamiast swojej oceny bratego/bliźniego, zobaczył, kim twój brat naprawdę jest, zobaczyłbyś Boga i rozpoznałbyś, że to ty.

      Możesz przyjąć posłańca lub jego przesłanie. Jedno i drugie zadziała. 🙂 Możesz więc przyjąć absolutnie niedualistyczny umysł Jezusa jako swój własny lub możesz przyjąć jego absolutnie niedualistyczne przesłanie, jakim jest Kurs Cudów. Gdybyś autentycznie doświadczył choć jednego zdania z tego Kursu, nie miałbyś problemu z ideą treningu umysłu.

      Jest oczywiste, że trening umysłu nie jest potrzebny rzeczywistości, bo ona już jest doskonała. No i co teraz? Jak mi pomaga taka idea? Czy jestem już w Domu, w Niebie, w Rzeczywistości, ponad wszelką formą, czasem i przestrzenią, wszelką koncepcją, wszelkim przekonanien, wszelką dyskusją, wszelką racją? Czy jestem w każdej sekundzie w autentycznym pełnym doświadczeniu nieskończoności, miłości, wolności, mocy i pokoju ponad wszelkim ludzkim rozumieniem?

      Jeśli tak, to nie ma mnie tutaj w świecie formy. Jeżeli nie, to potrzebuję treningu umysłu. Nie jako narzędzia podtrzymywania odrębnej tożsamości w czasie, lecz jako zwykłego przypomnienia – dzisiaj, teraz – że absolutnie NIC z tego, co myślę lub widzę, nie jest prawdziwe. Niewytrenowany umysł to ludzki umysł, to umysł, który budząc się rano, widzi swoją rękę lub jest świadomy swoich myśli i wspomnień, a więc wierzy jeszcze odrobinę w percepcję, w iluzję oddzielenia.

      Trening umysłu to dla mnie nic innego jako bezkompromisowe porzucenie wszystkiego, porzucenie siebie, swojego małego „ja” w tej chwili i przyjęcie rzeczywistości. A więc wszystko, co wynika z treningu umysłu, nie jest błędem, lecz wyzwalaniem z błędu. Trening umysłu dla mnie to właśnie „zatrzymanie”, „niedziałanie”, „pozwolenie Duchowi, żeby mnie przeniknął i działał”.

      Trening umysłu to również wyraz „boskiej pokory”. Dlaczego? Ponieważ jest przyznaniem się do kompletnej porażki, jaką poniosłem jako odrębna tożsamość i uznaniem, że sam z siebie nie mogę zrobić absolutnie niczego. Jest jednocześnie uznaniem, że to ja wytwarzam świat oddzielenia, że nie ma żadnego innego umysłu poza moim, że to ja jestem całkowicie odpowiedzialny za to, co widzę i czego doświadczam. Jest uświadomieniem sobie, że mam jeden problem – a jest nim moja wiara w oddzielenie – i sam go nie rozwiążę, nawet najpiękniejszą koncepcją niedualności. Potrzebne jest prawdziwe DOŚWIADCZENIE tego, kim jestem. I to doświadczenie dzieje się dla mnie w tej chwili, ponieważ nie mam już żadnej opcji, żadnego rozwiązania. Pozostaje mi tylko porzucić swoje koncepcje – swoją fałszywą odrębną tożsamość – i poddać się Autorytetowi Źródła, które mnie stworzyło. W ten sposób moje fałszywe postrzeganie oddzielenia zostaje naprawione. W ten sposób rozpoznaję Jedną Rzeczywistość, którą jestem. W ten sposób doświadczam ciebie jako doskonałej myśli w moim umyśle 🙂

      • Dziękuję Drogi Rafale za odpowiedź. Oczywiście, że rozpoznaję Ciebie jako siebie pozbawionego iluzorycznego „ja”. Kurs Cudów nie jest mi obcy, gdyż mieliśmy nawet okazję brać razem udział w jego sesjach 🙂 W pewnym momencie dotarło do mnie jednak to, że nieustanne lub codzienne trenowanie umysłu poprzez czytanie i stosowanie lekcji Kursu wcale nie jest skuteczne, gdyż umysł rośnie wtedy w siłę i nadyma się coraz bardziej egoistycznie, przybierając różne, fałszywe maski na siebie. Zacząłem rozpoznawać, że konieczne jest zatrzymanie się umysłu lub jego uspokojenie. Wtedy cała zewnętrzna iluzja wraz z tzw. autorytetami zostaje rozpoznawana coraz bardziej, zamieniając się w Prawdę. Być może dostrzegłeś w tych wcześniejszych „moich” słowach ocenę lub osąd, lecz zamiarem w tym wszystkim było nic innego, tylko podzielenie się rozpoznaniem tego, co stało się dla „mnie” bliskie.

        Nie uważam się za przebudzonego, bo gdyby naprawdę tak było, to zamilkłbym już na tyle, że nawet nie byłbym w stanie przełożyć na język ludzki tego, co jest spoza ograniczonego ego-umysłu i niesie prawdziwe wyzwolenie od lęku, czasu, przestrzeni i całej tej dualnej i materialnej „rzeczywistości”, posiadającej pozorny początek i koniec 🙂 Właśnie dlatego jest konieczne rozpoznanie wszelkich zewnętrznych „autorytetów” jako iluzji. Bezwarunkowa i boska Miłość, której symbolem jest Jezus, nie może nas przeniknąć wtedy, gdy damy z siebie wszystko i zaczniemy studiować np. Kurs Cudów, który rzekomo jest niezbędnym narzędziem do wyzwolenia się i przebudzenia z ego-iluzji. Bóg byłby wtedy warunkowy i fałszywy. Potraktowałby Swojego Syna, z którym Jest Jednym zupełnie bez Miłości, którą też przecież On JEST 🙂 U Niego można otrzymać wszystko zupełnie za darmo i bez wysiłku, a jedyne, co z naszej strony jest potrzebne to – Czujność i świadome rozpoznawanie tego, co sprytnie podszywa się pod Prawdę. To wszystko dane jest nam z Łaski i tak naprawdę nie mamy na to żadnego wpływu. To po prostu dzieje się samo z siebie TU i TERAZ, czyli poza iluzoryczną przestrzenią i czasem. Czy naprawdę trudno jest to w sobie rozpoznać? 🙂 Istnieje tylko Miłość i nic więcej, więc nie mamy już nic do zrobienia 🙂

        Trzymaj się ciepło…

        • Witaj, cieszę się, że jesteś szczęśliwy i znalazłeś swoją drogę.

          Masz również „prawo” do swojej oceny tego, czym jest Kurs Cudów i jego studiowanie. Jeżeli nie myślisz, że to, co napisałeś, jest oceną, to może warto, abyś przyjrzał się jeszcze głębiej temu, co jak piszesz, „sprytnie skrywa się pod Prawdę”. Podzieliłeś się więc ze mną swoją oceną tego, czym w twoim odczuciu jest Kurs. Mówiąc dosadniej powiedziałeś Jezusowi: Co mi tu pieprzysz, ja wiem lepiej!

          Przekonanie, które sobie wyrobiłeś na podstawie studiowania Kursu, jest jedynie twoim przekonaniem, niczym więcej. Stwierdziłeś po prostu, że Kurs Cudów nie działa. To nie znaczy, że on nie działa. Znaczy tylko, że ty tak stwierdziłeś, i dlatego dla ciebie nie działa. 🙂 To ty nadajesz wszystkiemu całe znaczenie, jakie to dla ciebie ma. Jeśli twój umysł „rósł w siłę i się nadymał” poprzez studiowanie lekcji, to znaczy, że wciąż próbowałeś mieć kontrolę nad tą praktyką, wciąż próbowałeś to zrobić po swojemu. A w tej praktyce nie chodzi o nic więcej, jak o puszczenie twojej kontroli, tak żeby Łaska mogła działać sama z siebie.

          Generalnie to, co piszesz o Kursie, nie ma nic wspólnego z tym, czym on jest. To, że czytałeś lekcje, czy byłeś na spotkaniach kursowych, nie znaczy, że doświadczyłeś tego, czym jest Kurs. Doświadczenie tego, czym jest Kurs Cudów jest bowiem zniknięciem iluzji odrębnej tożsamości/ego i rozpoznaniem prawdy. Nie przez przypadek Jezus mówi, że jest to kurs obowiązkowy. Nie znaczy to, że każdy musi studiować lekcje tego kursu, ale każdy musi się dowiedzieć, że nie ma żadnego świata, że jest tylko Bóg/Miłość, i nie ma nic innego. Każda lekcja, każde zdanie tego kursu prowadzi do tego doświadczenia. Gdybyś doświadczył pierwszej lekcji kursu (cokolwiek widzę nic nie znaczy), nie potrzebowałbyś drugiej. Byłbyś w Niebie.

          Tak, zgadzam się, że otrzymujesz od Boga wszystko za darmo i bez wysiłku. Tak, jest to darem Łaski. Tak, nie masz nic więcej do zrobienia, poza akceptacją miłości, którą jesteś. I rzeczywiście potrzebna jest czujność na przeszkody przed świadomością obecności miłości. I faktycznie konieczne jest uspokojenie umysłu, aby mógł się otworzyć na coś zupełnie nowego, niż to, co zna i widzi. I jeśli to wszystko jest Twoim doświadczeniem, to wspaniale. Nie zamierzam tego kwestionować. Do tego wszystkiego również prowadzi Kurs.

          Praktyka Kursu nie polega wcale na mechanicznym studiowaniu lekcji. To autentyczna praktyka bycia świadomym swoich myśli, wzięcia całkowitej odpowiedzialności za swój umysł; to praktyka porzucania fałszu i przyjmowania prawdy. To moze wyglądać bardzo różnie dla każdego. Choć prawda jest uniwersalna, to formy, za pomocą których rozpoznajesz swój fałsz i stajesz się gotów przyjąć prawdę, mogą się nieco różnić. Pięknie opisuje to Podrecznik dla nauczycieli Kursu Cudów: „Istnieje kurs dla każdego nauczyciela Bożego. Formy kursu bardzo się różnią. (…) Treść kursu nigdy się jednak nie zmienia. Oto jak zawsze brzmi jego centralny temat: „Syn Boży jest niewinny i w tej niewinności leży jego zbawienie” Można tego nauczać czynami lub myślami, słowami lub bezdźwięcznie, w każdym języku lub w żadnym języku, gdziekolwiek, kiedykolwiek i jakkkolwiek.”

          Oczywiście, że Bóg nic nie wie o problemie oddzielenia. Ale ja o nim wiem. Bóg nie potrzebuje Kursu Cudów, ale ja potrzebuję. Nie chodzi oczywiście o książkę. Chodzi o rozpoznanie moich złudzeń i prześwietlenie ich światłem prawdy. Tym właśnie jest Kurs Cudów. Tym właśnie jest Głos Ducha Świętego. Tym właśnie jest Odpowiedź na problem, którego Bóg nie zrozumiał. Bez Tej Odpowiedzi tkwiłbym na wieki w swojej iluzji. Miałbym może jakąś piękną koncepcję doskonałego Boga, ale nie miałbym autentycznego doświadczenia tego, że jestem jednym z Nim. Odpowiedzią Boga na moje złudzenia jest Miłość. Rozbrzmiewała w moim umyśle odkąd nastał czas. Byłem jednak zdeterminowany jej nie słyszeć. Kurs Cudów pomógł mi usłyszeć. Był i jest przypomnieniem, że nic z tego, co widzę i myślę jako człowiek, nie jest prawdziwe. Tylko Bóg jest prawdziwy.

          Gdybyś miał choć odrobinę pojęcia, czym jest Kurs Cudów, byłbyś bardzo bardzo wdzięczny. Kurs bowiem nie tylko prowadzi do doświadczenia pokoju ponad czasem i przestrzenią, ale „łapie cię za jaja”, pokazuję ci, gdzie się temu doświadczeniu opierasz, obnaża cały twój fałsz, wszystkie twoje maski i całą arogancję, pokazuje ci, że koncepcja miłości nie jest tym samym, co doświadczenie miłości. W tym sensie wyzwala cię z twoich złudzeń. Może myślisz, że sam możesz się z nich wyzwolić (w imię nie opierania się na autorytetach). Jeśli potrafisz, to super, gratuluję. Ja nie potrafiłem. Byłem uosobieniem oporu. I dlatego jestem nieskończenie wdzięczny za wyzwolenie, którego przyszło i przychodzi do mnie pomimo mnie. Było i jest ono darem Łaski. Tym jest dla mnie praktyka i doświadczanie Kursu Cudów.

          Dziękuję Ci za okazję, jaką mi dostarczyłeś swoim listem, bym jeszcze raz sobie przypomniał, jakim darem jest nawet samo pojawienie się Kursu Cudów w czasoprzestrzeni. To jest cudem samym w sobie! Oto pośrodku mojego zaprzeczenia, w samym centrum mojej ciemności, pojawił się zbawiciel, potrząsnął mną i powiedział: „Twoje Królestwo nie jest z tego świata. Obudź się”. Nie odpowiedziałem mu: „Sorry, nie jesteś dla mnie autorytetem”. Może przez chwilę byłem podejrzliwy, ale ostatecznie ucieszyłem się, że go spotkałem. Zamiast dystansować się, połączyłem się z nim. I w ten sposób zniknęłem. Zniknął cały moj świat. Pozostał tylko Bóg.

  5. Świetne wprowadzenie do kursu dla poszukujących jego „zrozumienia” i doświadczenia 🙂