Z depresji do wolności

Człowiek wyćwiczył się w tym, żeby nie czuć swojego bólu. Jest w tym bardzo dobry. Można powiedzieć, że jest to jego główne zajęcie w ciągu całego dnia – nie czuć bólu swojej egzystencji i odurzyć się na tyle dobrze, żeby się nie obudzić ze swojego snu o oddzieleniu.

Niektórzy usiłują zagłuszyć swe cierpienie w grach, które uprawiają, by wypełnić czymś swój czas, i uciec od swego smutku. Inni przeczą, że są smutni, i w ogóle nie uświadamiają sobie swych łez. (Kurs Cudów, fragment lekcji 182)

Chcę w tym miejscu posłużyć się przykładem dwóch bardzo znanych aktorów i komediantów. Jeden z nich to cudowny człowiek, Robin Williams, który rozśmieszał cały świat, ale ostatecznie popełnił samobójstwo. Nie będę odnosił się do podawanych w prasie przyczyn jego samobójstwa. Tak naprawdę jest tylko jedna przyczyna wszystkich samobójstw: nie czuć więcej bólu. Można powiedzieć, że samobójstwo jest skrajną próbą ucieczki od samego siebie. Gdy już człowiek nie potrafi uciec od  bólu poprzez różne formy odurzania się (zabawa, nauka, praca, wycieczki, zakupy, internet, kariera, związki, seks, wojna, pieniądze, religia, sława, słodycze, narkotyki, alkohol i inne), ostatecznie wybiera śmierć.

Każda śmierć jest śmiercią samobójczą i próbą ucieczki od czego, czego nie możesz już znieść. Wszelka forma ucieczki od samego siebie nie może się jednak powieść, ponieważ naturą umysłu jest pojedynczość. Będziesz więc uciekał od siebie tak długo aż zobaczysz, że nie możesz uciec. Musisz ostatecznie spojrzeć na swój ból i jego źródło, po to, aby rozpoznać, że źródło bólu jest iluzją. Przyczyną cierpienia była zawsze twoja fałszywa identyfikacja z ciałem i swoimi myślami, czyli ze swoją ludzką tożsamością. Dopóki się identyfikujesz z czymś, czym nie jesteś, to cierpisz i nie może cię uwolnić od cierpienia żadna forma odurzenia. Trzeba spojrzeć w sam rdzeń bólu – poczuć go przez chwilę i pozwolić, aby cała twoja fałszywa identyfikacja zniknęła w nicości, z której przyszła.

Z depresji do wolnościWłaśnie to zrobił drugi z aktorów, któremu chciałbym poświęcić w tym artykule nieco więcej uwagi. Jest nim Jim Carrey, który całkiem niedawno zmagał się z depresją po samobójstwie swojej dziewczyny, ale ostatecznie wyszedł z tego po doświadczeniu wewnętrznej przemiany. Choć depresja jest chorobą nazwaną i zidentyfikowaną z medycznego punktu widzenia, to według mnie niemal każdy człowiek na tej Ziemi jest w stanie mniejszej lub większej depresji, którą tylko przykrywa pozorami radości. Wiekszość ludzi po prostu nie przyznaje się do swojej mentalnej kondycji i udaje w miarę zadowolonych, żeby tylko nie poczuć tego podskórnego odczucia, że coś z tym światem jest zasadniczo nie w porządku. Zamiast to przyznać, usiłuje przystosować się do świata, radzić sobie w nim najlepiej, jak umie, i robić wrażenie, że jednak wcale nie jest tak źle.

Ślepi przyzwyczajają się do swego świat dzięki adaptacji. Myślą, że wiedzą, jak się w nim poruszać. Nauczyli się tego nie dzięki radosnym lekcjom, lecz za sprawą surowej konieczności ograniczeń, których, jak wierzyli, nie mogą przezwyciężyć. (Kurs Cudów, Rozdział 21, I)

Przychodzi jednak chwila, w której wykraczasz poza swoje ograniczenia. Paradoskalnie dzieje się to nie poprzez ucieczkę od nich, ale pozwolenie sobie, aby je całkowicie poczuć. Oto, co powiedział o tym ostatnio Jim Carrey w wywiadzie udzielonym podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Toronto we wrześniu 2017 r.:

Jedyny sposób, by do tego dojść, to pozwolić sobie zanurzyć się w rzece łez i smutków, tworzących nasze życie. Wszyscy unikają tego, używając różnych rzeczy – od narkotyków, przez seks, gadżety i cokolwiek innego, co jest w stanie cię rozproszyć. Wszystko to zostało wymyślone po to, byś nigdy się nie zatrzymał, byś ciągle biegał i byś, broń Boże, nie poczuł tej otchłani. Byleś nie dał sobie poczuć, że jesteś opuszczony i cierpisz z powodu bólu. A ja na to pozwoliłem, przeszedłem przez to. Jestem pewien, że pojawią się znowu podobne doświadczenia, ale wiem już, że nie muszę się tego bać, ponieważ mogę sobie pozwolić całkowicie się w to zapaść. I nie trzeba się tego bać. Nie trzeba bać się śmierci.

Nie ma już w moim życiu ani śladu depresji. Nie zażywam leków, nie stosuję suplementów, nic z tego. Spożywam parę kapsułek z tranem dziennie, a reszta to tylko dobra dieta, trochę ćwiczeń i rozpoznanie, że ja nie istnieję.

Jeśli chciałbyś przeczytać więcej z ostatnich wypowiedzi Jimma Carrey’a, kliknij tutaj.

Rozpoznanie, że świat jest bez znaczenia, może być źródłem depresji, jeśli wciąż próbujesz uzasadniać znaczenie, które mu nadałeś. Innymi słowy cierpisz dopóty, dopóki uzasadniasz w swoim umyśle istnienie czegoś, czego nie ma. Nic nie da ci oczywiście stwierdzenie, że świat jest iluzją, jeśli wierzysz, że egzystujące w nim małe „ja”, z którym się utożsamiasz, jest prawdziwe. Ulga, a także doświadczenie nieopisanej radości przychodzi wówczas, gdy rozpoznajesz, że nie tylko świat, ale i tym sam – w swoim wyobrażeniu o sobie – jesteś bez znaczenia.

Rozpoznanie Jima, że on jako osobowość nie istnieje, to dobry początek duchowej przemiany. O tym samym mówią pierwsze lekcje Kursu Cudów: Cokolwiek widzę nic nie znaczy. Nie rozumiem tego, co widzę. Te myśli nic nie znaczą. Denerwuję się, ponieważ widzę coś, czego nie ma, itd. Ale to dopiero początek. Rozpoznanie, że nie istniejesz jako odrębna jednostka, prowadzi następnie do doświadczenia, że jesteś integralną częścią nieskończonego Pola Świadomości, Źródła Energii Życiowej, którą nazywamy Bogiem lub Miłością. Dzięki temu uświadamiasz sobie, że twoja rzeczywistość nie jest zawarta w materialnym świecie formy i nie ma nic wspólnego z twoimi myślami na jej temat. Po prostu odprężasz się w doświadczeniu tego, czym naprawdę jesteś – w prawdziwym Znaczeniu, jakie dał ci Bóg jako doskonałej, duchowej, wiecznej, żywej i w pełni wolnej świadomości.

4 Replies to “Z depresji do wolności”

  1. Kocham Robin Williamsa, kocham Jim Carrey, to ja ich wytworzyłem w moim umyśle, kocham to co stworzyłem… chciałbym rozpoznać moich braci oczami Chrystusa i zobaczyć że jesteśmy jednością, chcę widzieć ich świętość/pełnie, nieśmiertelność/bezpieczeństwo, ale też i ich gotowość aby przebaczać i zbawić ten świat…

  2. ….odprężasz się w doświadczeniu tego, czym na prawdę jesteś, …już nie częścią tego Pola, już nie ma części…

    Piękny tekst!
    Dziękuję