Wzywam Imię Boga…

Czego innego potrzebuję prócz Boga? Niczego! Bóg jest moją jedyną rzeczywistością.

Wymyśliłem sobie świat jako zastępstwo dla Boga, jako substytut dla Jego Miłości. Nie da się jednak zastąpić Jego Miłości. Bóg jest nie do zastąpienia. Jest wszystkim, co istnieje. Świat substytutów jest zatem całkowitym złudzeniem.

Z radością rezygnuję dziś z mojego złudzenia na rzecz prawdy. Jedyną praktyką, jakiej potrzebuje, to wezwanie Imienia Boga. Jego Imię jest bowiem moim prawdziwym imieniem.

Czy jest to trudne? Czy powołanie się na swoje Źródło może być trudne? Czy proste zawołanie: „Boże” jest czymś trudnym do uczynienia?

Trudne wydaje się tylko wtedy, gdy pragnę Boga na swoich warunkach. Wtedy nie wzywam Boga, lecz swoje bożki. Wtedy wzywam nadaremnie.

Czy w tej praktyce słowa są pomocne? Tylko przez chwilę. Prawdziwa moc słowa „Bóg”, czy „Boże” objawia się wtedy, gdy wychodzę poza rytułały i koncepcje i wzywam Go całym sercem. Wówczas nie proszę Go już nawet, by przyszedł do mnie. Proszę jedynie by był Sobą.

Gdy Bóg jest Sobą, nie ma już odrębnego „ja”, które wzywa czy przyjmuje Boga. Jest tylko Bóg. Bóg wypełnia wszystko Sobą.

P.S. Jako dodatkowej inspiracji polecam lekcję 183 Kursu Cudów. Mniam! 🙂