Wszechświat mówi do nas przez cały czas

Miałem dzisiaj sen z przekazem, którym chciałbym się podzielić. Przyśniło mi się, że mam sobie nie wymyślać, co zrobić, co powiedzieć, z kim sie spotkać, gdzie się udać. Nie mam niczego aranżować. Mam jedynie cieszyć się najprostszymu rzeczami, po prostu oddychać, jeść, spacerować, być tam, gdzie jestem, po prostu będąc dostępnym dla Ducha Świętego.

Gdy to zrobię, Duch Święty sam zaaranżuje, co ma się zadziać i jakich ludzi będzie chciał postawić na mojej drodze. Jam mam tylko mieć oczy, uszy, no i oczywiście umysł i serce otwarte. Sen zakończył się sytuacją, w której rzeczywiście, idąc od jednej prostej czynności do kolejnej, kierowany impulsami ciała, nagle spotkałem kogoś, kogo miałem spotkać i kogo prawdopodobnie w ogóle bym nie zauważył, gdybym był zajęty swoimi myślami i planami.

Taka postawa dostępności wcale nie oznacza braku aktywności. Czasami jesteśmy nawet proszeni o większą aktywność w formie niż kiedykolwiek do tej pory. Nie jest to jednak aktywność kierowana egotycznymi impulsami walki o przetrwanie, lecz mocą miłości, która przez nas chce się wylać na ten świat. I wylewa się przez nas, gdy idziemy za głosem serca.

A czasami jesteśmy proszeni, by po prostu odpocząć. To wcale nie oznacza, że wówczas nic się nie dzieje. Czasami dzieje się nawet dużo więcej, kiedy nie wykonujemy żadnej czynności, która z ludzkiego punktu widzenia byłaby uznana za przydatną. Na przykład siedzimy na ławce w parku lub w fotelu i oddychamy, dostrajamy nasze „antenę”, naszą świadomość do komunikacji poza słowami.

I gdy tak odpoczywamy, nagle pojawia się impuls, by pójść w określone miejsce lub do kogoś zadzwonić, lub przychodzi jakaś kreatywna myśl, która domaga się działania, lub ktoś siada koło nas i prosi o chwilę uwagi, o chwilę miłości. Bądźmy czujni. Wszechświat mówi do nas przez cały czas.