W służbie Ducha

W służbie DuchaTwój umysł jest środkiem, za pomocą którego określasz swój własny stan, ponieważ umysł jest mechanizmem decyzji. Jest mocą, dzięki której oddzielasz się lub łączysz i doświadczasz odpowiednio bólu lub radości. (Kurs Cudów, Rozdział 8, IV)

Co to znaczy, że umysł jest mechanizmem decyzji? Czy to znaczy, że mój umysł ma mi podpowiadać, jak poruszać się w świecie, jak decydować, co jest dla mnie dobre lub niedobre, gdzie mam pójść, co mam zrobić, co powiedzieć i do kogo? Bynajmniej! Jakże umysł mógłby o tym wszystkim decydować, jeśli nie wiem, kim jestem, skąd pochodzę, ani dokąd zmierzam? W każdej pojedynczej chwili umysł ma tylko jedną decyzję do podjęcia, ponieważ JEST tylko jedna decyzja do podjęcia. Może zdecydować, komu będzie służył: Duchowi (czyli prawdzie), czy też ego (czyli wytworzonej przez siebie iluzji). I oczywiście, choćby chciał, nie może jednocześnie dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego – miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi (Mt 6, 24).

Oczywiście w ślad za decyzją, komu służę, idą konsekwencje. Jeśli służę Duchowi lub inaczej mówiąc: służę jako kanał ekspresji Ducha, jestem szczęśliwy i doświadczam miłości. Jeśli służę ego, to odczuwam lęk i zapominam, kim jestem.

Duch posługuje się umysłem jako środkiem odnalezienia wyrazu swego Ja. I umysł, który służy duchowi, trwa w pokoju i przepełnia go radość. Jego moc pochodzi z ducha i szczęśliwie wypełnia on tutaj swą funkcję. Jednak umysł może też widzieć siebie jako oddzielonego od ducha i postrzegać siebie wewnątrz ciała, które myli ze sobą. Bez swej funkcji nie zaznaje zatem pokoju, a szczęście jest jego myślom obce. (Kurs Cudów, Lekcja 97)

Dopóki wierzę, że jestem umysłem zawartym w ciele, nie mogę służyć Duchowi. Dlaczego? Ponieważ Duch wie, że umysł jest wolny, a ciało to jedynie idea w nieskończonym polu świadomości, jakim jest umysł. Ciało samo w sobie jest całkowicie neutralne. To umysł nadaje mu znaczenie, jakie w nim postrzega. To umysł decyduje o tym, jak czuje się ciało.

Jak zatem służba duchowi lub ego przekłada się na odczuwanie ciała? Ponieważ ciało jest narzędziem nauki dla umysłu, to można powiedzieć, że sposób, w jaki je odczuwam, uświadamia mi, komu służę. Jeśli na przykład jestem spięty, lub płytko oddycham, czy odczuwam ból, to ciało po prostu informuje mnie, jaką decyzję podejmuję w danej chwili w swoim umyśle. Nie chodzi o to, żeby czuć się z tego powodu winnym. Chodzi jedynie o to, żeby być świadomym, co się naprawdę dzieje. Ciało nigdy niczego mi nie robi. Ono jedynie informuje, czemu oddany jest mój umysł. Gdy poprzez reakcje ciała uświadamiam sobie, że jest on oddany ego, mogę w każdej chwili dokonać innego wyboru. Mogę zdecydować, że oddam tę chwilę doświadczeniu szczęścia, pokoju i radości, które płyną jedynie ze służby Duchowi.

Jak więc spędzam tę chwilę? Komu ją ofiarowuję? Komu służę w tym momencie? Nie ma znaczenia, co robię. Mogę przecież wykonywać te same czynności w zupełnie różnym stanie umysłu. Mogę na przykład jeść obiad, rozmawiać z przyjaciółmi, iść ulicą lub intensywnie nad czymś pracować w stanie lęku lub doświadczając miłości. A zatem co porusza moim ciałem w tej chwili? Co mówi przeze mnie? Co działa przeze mnie? Co oddycha przeze mnie?

Duch Święty jest domem umysłów, które szukają wolności. W Nim odnalazły to, czego szukały. Przeznaczenie ciała jest teraz niedwuznaczne. I staje się ono doskonałe w swej zdolności służenia niepodzielonemu celowi. Odpowiadając bezkonfliktowo i jednoznacznie umysłowi, którego jedynym celem jest myśl o wolności, ciało służy mu, i to służy dobrze. Bez mocy zniewalania jest godnym sługą wolności, której szuka umysł będący w Duchu Świętym. (Kurs Cudów, Lekcja 199)

Komórki ciała odprężają się, ponieważ umysł postanowił służyć jednemu celowi. Nie rozdziera go już konflikt. Nie zastanawia się, czy wybrać ego czy Ducha, lęk czy miłość, lecz stawia wszystko na Miłość. Innymi słowy, przyzwala na doświadczenie nieosądzającej i miłującej mocy Ducha. Właśnie w ten sposób ciało staje się przez chwilę doskonałym narzędziem komunikacji czy też narzędziem pokoju dla umysłu oddanego Duchowi.

Paradoksalnie, oddanie umysłu Duchowi pozwala lepiej i bardziej świadomie odczuwać własne ciało, podobnie jak służenie ego oddala umysł od ciała. Umysł oddany ego jest zajęty własnymi myślami, które najczęściej wiążą się przeszłymi wspomnieniami oraz przyszłymi planami i marzeniami. Gdy jestem skupiony na swoich myślach, tworzę w umyśle czasową sekwencję i zapominam o chwili obecnej – TU i TERAZ. A gdy nie jestem tu i teraz, to i nie czuję ciała, zaczynam płytko oddychać i nie zauważam sygnałów napięcia, które przesyła mi ciało. Jak więc ciało – owo narzędzie nauki i komunikacji – ma w końcu zwrócić uwagę umysłowi na to, że zapomniał o Duchu, jeśli nie przez symptomy choroby? Symptomy te nie należy traktować jako coś złego, lecz wręcz przeciwnie – jako błogosławieństwo, jako wezwanie do przebudzenia. Ciało, niczym lustro podświadomości, obnaża wszystko to, co umysł ukrył pod warstwą koncepcji. Ciało obnaża nieświadomość umysłu. Symptomy ciała nie mają bynajmniej pokazywać umysłowi, żeby zatroszczył się o ciało, lecz aby zaczął być świadomy siebie. Ciało potrafi samo zatroszczyć się o siebie, gdy umysł zaczyna być ponownie świadomy.

A kiedy przestał być świadomy? Gdy zaczął intelektualizować i pogrążać się w swoich koncepcjach. Można powiedzieć, że skupienie na własnych myślach było przejawem nieuświadomionego lęku. Umysł dosłownie uciekał od siebie, uciekając w swoje myśli.

Jak więc powracam do siebie? Po prostu stając się świadomym tego, jak się czuję. Można powiedzieć, że skierowanie świadomości na to, jak się czuje ciało, jest przejawem decyzji, by oddać umysł w służbę Ducha. Dlaczego? Ponieważ umysł przestaje być rozdwojony, lecz skupia się na tym, co jest. Wpuszcza Światło, czy też Oddech Ducha do własnej nieświadomości. Ważne  jest, żeby zrobić to bez osądzania, ponieważ wszelki osąd byłby jedynie przejawem ponownego oddawania umysłu w służbę ego. Jeśli więc danego dnia nie czuję się dobrze, to zamiast osądzać siebie, mówiąc: „Przecież nie powinienem się tak czuć”, przyglądam się temu w atmosferze dziecięcego zadziwienia i niewinności, jakbym mówił sobie: „Cóż ja takiego dzisiaj wymyśliłem”. Takie nieosądzające odczuwanie siebie pozwala się odprężyć i pozwolić, aby zmiana dokonała się sama.

Jak widać, decyzja, by być szczęśliwym, spokojnym czy uzdrowionym nie dokonuje się jedynie na poziomie mentalnym. Nigdy nie doświadczyłem prawdziwego uzdrowienia, gdy mówiłem sobie: „Nie podoba mi się to, jak się czuję. Chcę się czuć inaczej”. Taka mentalna decyzja powodowała czasem chwilową ulgę, ale nigdy nie prowadziła do doświadczenia wszechogarniającego uzdrowienia. Można powiedzieć, że ciało na poziomie emocjonalnym, komórkowym i genetycznym po prostu nie wierzyło umysłowi, który wprawdzie prosił o uzdrowienie, ale jeszcze nie zamierzał się poddać. Uzdrowienie zaczęło się dokonywać dopiero wtedy, gdy zobaczyłem, że mam jedynie zdecydować, by pozwolić Duchowi wniknąć w moje doświadczenie danej chwili. To właśnie to przyzwolenie na obecność Ducha w tym, co jest, prowadzi do uzdrowienia i zmiany. Miłość uzdrawia wszystko. Funkcją umysłu jako sługi jest więc jedynie przyzwolić na Miłość.

2 Replies to “W służbie Ducha”