Uwolnienie od samopotępienia

Uwolnienie od potępieniaLekcja 228 Kursu Cudów prosi cię, byś zadeklarował: „Mój Ojciec mnie nie potępił. I ja siebie nie potępiam”. Oznacza to, że uznajesz, iż jesteś wolny od winy i każdy, kogo widzisz i o kim myślisz, jest również wolny od winy. Oznacza to również, że jesteś wolny od wiary w istnienie dobra i zła.

Jeśli jednak wierzysz w istnienie dobra i zła lub inaczej mówiąc: dopóki wierzysz w istnienie świata oddzielenia, w którym może się przydarzyć tobie lub komuś innemu coś złego, to nadal wierzysz w moc potępienia. Lekcja 228 powie ci wprost, że pokładasz wiarę w czymś, co Bóg uznaje za niemożliwe.

W Umyśle Boga nie ma dobra i zła, ponieważ Umysł Boga nie jest rozszczepiony na dwoje. Jeśli chcesz być wolny od potępienia, musisz zacząć myśleć tak, jak myśli Bóg. Czy to znaczy, że masz myśleć pozytywnie? Nie, bo idea pozytywnych myśli zakłada istnienie negatywnych. Myślenie tak jak myśli Bóg, czy też jeszcze precyzyjniej mówiąc: uznanie, że Bóg jest Umysłem, którym myślisz, to uwolnienie od wszelkiej koncepcji dobra i zła oraz doświadczenie tego, co JEST. Gdy doświadczasz tego, co JEST, nie nazywasz tego dobrym w takim sensie, że mogłoby istnieć przeciwieństwo tego w postaci zła. Można powiedzieć, że jesteś DOBREM, ponieważ jesteś czystą świadomością, która nie kategoryzuje, nie dzieli, nie osądza, tylko po prostu JEST. Oczywiście słowa nie są w stanie oddać doświadczenia czystej świadomości. Doświadczenie to jednak jest dla ciebie dostępne, ponieważ tak naprawdę właśnie ono jest twoim naturalnym – choć zapomnianym – stanem.

Jak osiągnąć ten stan? Musisz zrobić tylko jedno: uznać, że się pomyliłeś się w ocenie siebie i świata, ale Bóg się nie pomylił! Jest to czynną decyzją z twojej strony, by pozwolić odejść swoim złudzeniom o winie i przyjąć prawdę o swojej świętości. Nie podejmiesz tej decyzji, jeśli w swoim umyśle wciąż cenisz winę. Twoja deklaracja: „Mój Ojciec mnie nie potępił. I ja siebie nie potępiam”  jest świetnym weryfikatorem tego, co cenisz w swoim umyśle i w jakim stanie świadomości się znajdujesz. Możesz bardzo łatwo sprawdzić, czy masz na myśli to, co mówisz. To, jak się czujesz i to, co myślisz, pokazuje ci, czy nadal potępiasz, czy też jesteś wolny od potępienia. I nie koniec na tym. Bo jeśli nadal potępiasz, to kolejne pytanie brzmi: czy chcesz trwać w potępieniu, czy też chcesz się od niego uwolnić? Podajmy kilka przykładów.

Powiedzmy, że ktoś powiedział coś, co cię dotknęło lub zrobił coś, co wpłynęło na twoje samopoczucie. Takie postrzeganie tej sytuacji pokazuje, że uwierzyłeś w ideę zła i przeciwieństwa, a tym samym potępiłeś siebie. Gdy jednak już to zauważysz, możesz zmienić zdanie. Robisz to poprzez uznanie własnej odpowiedzialności za to, jak się czujesz – czyli uznanie, że nikt ci niczego nie robi, lecz robisz to sam sobie – a następnie rezygnację z samopotępienia. Mógłbyś w tym momencie stwierdzić: „Łatwo powiedzieć!”. Tak, łatwo powiedzieć, ale również łatwo zrobić, jeśli pamiętasz, że: „twój Ojciec cię nie potępił. I ty również siebie nie potępiasz”.

To samo ma zastosowanie w stosunku do twojego zachowania w stosunku do kogoś innego. Jeśli zrobiłeś coś, co mogło sprawić komuś przykrość, to oczywiście możesz go przeprosić, ale pamiętaj, że same przeprosiny nie uwolnią cię od poczucia winy. Może poczujesz ulgę przepraszając, ale najprawdodpodbniej niedługo później zrobisz to samo, za co przepraszałeś, tej samej osobie lub innej. To zaś dowodzi, że uwolnienie musi nastąpić głębiej niż tylko na poziomie zachowania. Nie chcę oczywiście deprecjonować wagi zadośćuczynienia, które często jest bardzo potrzebne, gdyż pokazuje, że twoja przemiana nie jest tylko czymś koncepcyjnym. Prawdziwe uwolnienie następuje jednak dopiero wówczas, gdy kończy się rozdwojenie w twoim umyśle, czyli gdy rozpoznajesz, że nie ma czegoś takiego, jak ktoś inny. Uwalniasz się więc od winy, bo rozpoznajesz, że jesteś tylko ty w swoim umyśle. Jeśli jesteś tylko ty, to kto mógłby cię potępić? Nawet ty nie możesz siebie potępić, ponieważ potępienie zakładało istnienie kogoś innego oraz wiarę, że jesteś ciałem w świecie ciał. Gdy zaś uświadamiasz sobie pojedynczą duchową naturę rzeczywistości, wszelka idea winy rozpływa  się w nicość, z której przyszła. Nie ma nikogo na zewnątrz, kto mógłby cię ocenić, ani ty nie możesz się porównać z nikim innym, ponieważ nie ma nikogo innego.

Jeżeli to prawda, to wszelka ocena kogokolwiek nie ma sensu, gdyż jest jedynie oceną samego siebie. Następnym razem, gdy zwrócisz uwagę na to, że kogoś za coś potępiasz, to zadaj sobie pytanie: „Czy sam bym siebie za to potępił?” To natychmiast przywraca twój umysł do świadomości pojedyczności. Uświadomienie sobie, że potępiasz jedynie siebie, czyni ideę potępienia absurdalną.

Być może zwróciłeś uwagę, że samopotępienie i poczucie winy wiążą się z wiarą we własne myśli. Gdy wierzysz w swoje myśli oraz próbujesz je na swój sposób porządkować, to czujesz się za nie osobiście odpowiedzialny. Zamiast tego mógłbyś oddać wszystkie swoje myśli Bogu, co uwolniłoby cię od wszelkiej winy.

Samopotępienie wiąże się również z zaabsorbowaniem własnym ciałem. Być może patrząc w lustro, myślisz sobie na przykład: „jestem ładny” lub „jestem brzydki”, „gruby” albo „chudy”, „młody” albo „stary” zamiast pamiętać, że jesteś doskonałym Synem Boga. Jeśli sądzisz, że jesteś odrębną istotą w czasie i przestrzeni, to niezależnie od tego, jakie by było twoje ciało, nie możesz czuć się w pełni szczęśliwy i wolny, bo ciało jest ideą ograniczenia. Choć próbujesz skłonić ciało, by dało ci szczęście i wolność, to ono nie jest w stanie tego uczynić. Czujesz więc frustrację, a następnie swoją frustrację przerzucasz z umysłu na ciało. Ciało zaś, choć samo z siebie jest całkowicie neutralne, ulega twoim myślom, posłusznie starzejąc się i umierając dlatego, że umysł uczynił z niego kozła ofiarnego.

Umysł nie może atakować, lecz może wytwarzać fantazje i kierować ciałem, by je odgrywało. Jednak to, co ciało czyni, nigdy nie wydaje się zadowalające. Jeżeli umysł nie uwierzy, że ciało naprawdę odgrywa jego fantazje, będzie atakował ciało poprzez zwiększanie projekcji swej winy na nie. (…) Posługiwanie się ciałem jako kozłem ofiarnym dla winy poprzez kierowanie jego atakiem i obwinianie go za to, co ty życzyłeś sobie, aby czyniło, jest niepoczytalne. Odgrywanie fantazji jest niemożliwe. Nadal to fantazje są bowiem tym, czego chcesz, a one nie mają nic wspólnego z tym, co czyni ciało. Ono o nich nie śni, a one czynią z niego jedynie ciężar, podczas gdy mogłoby być atutem. (Kurs Cudów, Rozdzial 18, VI: „Poza ciałem”)

Ciało wydaje się ciężarem, gdy posługujesz się nim do podtrzymania idei oddzielenia. Staje się chore, ponieważ umysł projektuje na nie swój gniew za to, że nie spełnia ono jego fantazji. Warto jednak pamiętać, że ciało samo w sobie nie czyni niczego. Przykładowo: ktoś uważa, że je za dużo słodyczy i czuje się z tego powodu winny. Ciało cierpi, ale nie dlatego, że je za dużo słodyczy, ale dlatego, że umysł próbuje przerzucić na nie swoją winę. Co jest rozwiązaniem? Przypomnienie sobie, że: „Mój Ojciec mnie nie potępił. I ja siebie nie potępiam”. Czy to oznacza, że odtąd będziesz się zajadał słodyczami? Może tak, a może nie. To nie jest istotne. Istotne jest to, czy w tym, co robisz, jest jakikolwiek ślad poczucia winy.

Jeśli więc na przykład jesz ciastko, pozornie bez poczucia winy, ale podświadomie obawiając się konsekwencji, jakie to przyniesie, to znaczy, że jeszcze nie uwolniłeś się od winy. Z drugiej strony, gdy odmawiasz sobie ciastka, choć bardzo byś chciał jej zjeść, to znaczy, że wciąż wierzysz, że ciastko jest „złe” i ma moc skrzywdzenia cię. Ciastko jednak nie ma takiej mocy. Krzywdzą cię jedynie twoje własne myśli i twoje przekonanie, że jesteś ciałem oraz wiążący się z tym lęk, że mogłeś sprzeciwić się Bogu. Uwolnienie od potępienia następuje więc na poziomie myśli, przekonań i emocji. Gdy uwalniasz się od myśli o oddzieleniu, przekonania, że jesteś ciałem i emocji lęku, ciało automatycznie się odpręża. Dzieje się tak dlatego, że zamiast próbować zmienić coś na poziomie formy (na przykład jeść lub nie jeść), odprężasz swój umysł w Bogu. Przypominasz sobie: „Mój Ojciec mnie nie potępił. I ja siebie nie potępiam”. Gdy to zrobisz, prawdopodobnie nie będziesz już miał kompulsywnego pragnienia, by się zajadać i ukrywać w ten sposób swojego lęku i winy. Cokolwiek zrobisz (zjesz lub nie zjesz), będzie wynikało z twojej miłości do samego siebie, a nie z twojego poczucia winy.

Na zakończenie chciałbym przytoczyć jeszcze jeden fragment z rozdziału 18, podrozdziału VI Kursu Cudów, który pokazuje, że choć ciało nie zostało wytworzone z miłości, to miłość go nie potępia i może się nim miłująco posłużyć, aby wyzwolić umysł z fałszywego utożsamienia  z nim:

Umysł wyraźnie ma tutaj urojenia. Nie może atakować, lecz utrzymuje, że może, i posługuje się tym, co czyni, by krzywdzić ciało, aby udowadniać, że może. Umysł nie może atakować, ale może oszukiwać siebie. I jest to wszystkim, co czyni, gdy wierzy, że zaatakował ciało. Może projektować swoją winę, lecz nie straci jej poprzez projekcję. I choć może wyraźnie mylnie postrzegać funkcję ciała, to nie może zmienić jego funkcji z tej, którą ustanowił dla niego Duch Święty. Ciało nie zostało wytworzone przez miłość. Lecz miłość go nie potępia i może się nim miłująco posługiwać, szanując to, co Syn Boży wytworzył, i posługując się tym, by go zbawić od złudzeń.

7 myśli nt. „Uwolnienie od samopotępienia

  1. „Ciało zaś, choć samo z siebie jest całkowicie neutralne, ulega twoim myślom, posłusznie starzejąc się i umierając dlatego, że umysł uczynił z niego kozła ofiarnego.”

    Ja czegoś nie do końca rozumiem… Zawsze wydawało mi się, że oświeceni nie mają już poczucia winy, ale patrząc na nich każdy z nich postarzał się i…umiera… Mógłbyś mi wyjaśnić, o co w tym chodzi…? 🙂

    • Nie mogę mówić za oświeconych, na których się powołujesz, ponieważ każdy z nich przechodził swoją indywidualną przemianę i nie mogę tak naprawdę powiedzieć, w jakim punkcie się znajdował. Mogę jednak mówić za siebie. Moje oświecenie jest doświadczeniem porzucenia utożsamienia z ciałem. Dzięki temu rozpoznałem i rozpoznaję, że nie starzeję się, nie choruję i nie umieram, ponieważ moją jedyną rzeczywistością jest życie, a życie nie starzeje się i nie umiera. Nie wiem, jaki będzie końcowy rezultat mojej przemiany, ponieważ nie czekam na rezultat. Pamiętam dzisiaj, że nie jestem ciałem, że jestem wolny, że jestem taki, jakim stworzył mnie Bóg.

      Pomoże Ci, jeśli będziesz pamiętać, że jest tylko twój umysł. A więc ci oświeceni, o których mówisz, to również idee w twoim umyśle. Jeśli postrzegasz siebie jako ciało, to tak samo będziesz postrzegać tych oświeconych. Będziesz widziała ich jako starzejących się i umierających, nawet jeśli oni się tak nie postrzegali i wcale nie starzeli się i nie umierali. Chodzi więc nie o to, czy oni mieli w sobie winę, czy nie, ale o to, czy ty ją masz, czy nie. Jeśli ty uwalniasz swój umysł od winy i potępienia, to i uwalniasz cały swój świat. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*