O mnie

Jestem szczęściarzem. Byłem ślepy, a przywrócono mi wzrok. Byłem głuchy, a teraz słyszę. Byłem przygnębiony, a odnalazłem ducha radości. Byłem chory, a zostałem uzdrowiony. Byłem umarły, a stałem się żywy. Jak to możliwe? To niemożliwe. A jednak się stało. Właśnie dlatego nazywam siebie szczęściarzem.

Myśląc po ludzku nie dokonałbym żadnej z tych rzeczy. I nie dokonałem żadnej z nich. Zostały zrobione za mnie. Przemiana, która się wydarzyła i wydarza w moim życiu nie ma nic wspólnego ze mną. Jest dziełem łaski, która przeniknęła mój opór przed prawdą. Zostałem wyzwolony od samego siebie. Rafał Wereżyński (tak mnie nazywają) został złamany, zdruzgotany i… zastąpiony. Czymś dużo większym niż kiedykolwiek mógłbym sobie wyobrazić. Doświadczyłem niewyobrażalnej wręcz miłości, a w obliczu tego doświadczenia cały mój lęk wydał się czymś absurdalnym i niemożliwym. Uświadorafal-zdjeciemiłem sobie, że nigdy nie byłem jakąś odrębną tożsamością. Odrębna tożsamość nigda nie istniała w rzeczywistości. Miłość była jedyną rzeczywistością.

Przemiana, której wówczas doświadczyłem i wciąż doświadczam wydaje się całkowicie niemożliwa dla tożsamości, która zna jedynie świat odrębnych form. Dla Boga nie ma jednak rzeczy niemożliwych. Wystarczyła Mu odrobina mojej chęci, by doświadczyć czegoś innego niż to, czego doświadczałem do tej pory. Wystarczyło z głębi serca wykrzyczane: „Pomocy!” Gdy padłem na  kolana i z pokorą przyznałem: „ja nie wiem, nie mam pojęcia, kim jestem”, pojawiło się rozwiązanie. Łagodne i zadziwiające w swej prostocie.

Po raz pierwszy rozpoznałem, kim jestem. Zrozumiałem, że nie jestem oddzielony od Boga, od ciebie ani od niczego. Doświadczyłem jednej, doskonałej rzeczywistości. Uświadomiłem sobie, że wszystko, w co wierzyłem do tej pory – cała moja historia oddzielenia – było zwykłą iluzją. Doświadczyłem głębokiej duchowej, emocjonalnej i fizycznej przemiany. Przemiana ta wciąż się dzieje. Dopóki wstając rano, widzę swoją rękę, moja praca się nie skończyła. Moją pracą jest przemiana. Przemiana mojego umysłu – nieustające oświecenie rozumiane jako porzucanie fałszu i przyjmowanie prawdy.

Głównym narzędziem przemiany, którym się posługuję, jest Kurs Cudów  –  nieziemskie przesłanie miłości i przebaczenia oraz duchowy trening umysłu, który całkowicie uzdrowił moje życie. I teraz daję to, co zostało mi dane, nauczając tego przesłania z całą pasją i oddaniem. W swoim nauczaniu posługuję się m.in. modlitwą, medytacją, muzyką, tańcem, poezją, fizyką kwantową oraz wszystkimi formami ekspresji, które są w stanie pomóc nam porzucić złudzenia oraz wyzwolić wewnętrzne światło i przebudzić się ze snu o oddzieleniu.

Dlaczego przemiana umysłu stała się dla mnie koniecznością? Bo wiem, że jestem odpowiedzialny za to, co widzę. Dopóki więc jestem świadomy jakiegokolwiek konfliktu w sobie lub w kimkolwiek, to jestem odpowiedzialny za jego uzdrowienie. W jaki sposób uzdrawiam? Przypominam sobie Boga, który nie zna choroby. Przypominam sobie swoją doskonałą nieśmiertelną rzeczywistość. Uzdrowienie zawsze dotyczy tylko jednej fałszywej myśli – mojej myśli, że oddzieliłem się od Boga. Ta myśl może się przejawiać w wielu różnych formach, ale wszystkie one pozostają równie nieprawdziwe. Właśnie dlatego jestem szczęściarzem. Nie muszę bowiem rozwiązywać problemu, który nie istnieje.

Byłem kiedyś profesjonalistą w rozwiązywaniu problemów. I co z tego miałem? Więcej problemów! Piekło można by określić jako miejsce, w którym rozwiązuje się problemy. Prawdziwa duchowa przemiana dokonuje się w miejscu, w którym nie ma rozwiązania. W tym miejscu problem znika. Znika piekło. Znika świat. Znika odrębna tożsamość. I zostaje tylko Bóg. Tylko miłość. Tylko prawda.

Jedynie w tym miejscu mogę spotkać ciebie. Dopóki próbujemy rozwiązać problem oddzielenia jako dwie odrębne tożsamości, mamy przed sobą tysiące lat nudnych i bezowocnych negocjacji. Być może czasem uda nam się zatrzymać konflikt za pomocą chwilowego rozejmu, ale w ten sposób nigdy nie doświadczymy pokoju. Prawdziwy pokój przychodzi dopiero wtedy, gdy rezygnuję ze swojego osądu – z dziwacznego egoistycznego przekonania, że mam jakieś prywatne interesy i myśli odrębne od twoich. Wówczas rozpoznaję, że tak naprawdę jest tylko jeden z nas. I tu zaczyna się prawdziwa miłość, której nie sposób opisać słowami. Można jej tylko doświadczyć.