Radykalna łagodna zmiana

W pewnym momencie stało się dla mnie jasne, że wszelka zmiana we śnie jest tylko złudzeniem zmiany, nieznaczną modyfikacją, która w istocie nie prowadzi do niczego, gdyż nie ofiaruje mi przebudzenia.

Widziałem wyraźnie, że stopniowy ewolucyjny proces jest złudzeniem zmiany, gdyż nie rozwiązuje problemu. Wszystko, co próbowałem stopniowo osiągnąć, przepracować, czy zmienić (np. w kwestii własnej osobowości, rozwoju duchowego, relacji z innymi, czy tak banalnych spraw jako sposobu żywienia) ostatecznie kończyło się fiaskiem. Drobne modyfikacje w ramach snu nie usuwały bowiem centralnego problemu, jakim była moja wiara w oddzielenie, a więc rozwiązanie jednych problemów rodziło kolejne i nigdy nie było im końca. Nawet gdy wydawałem się usatysfakcjonowany swoim rozwojem w danej dziedzinie, to i tak miałem świadomość, że moja satysfakcja nie potrwa długo. Wiedziałem bowiem, że wszystkie moje wysiłki w czasie i tak spełzną na niczym. Wszystko się przecież kończyło. Krókotrwała zmiana nie była więc tak naprawdę żadną zmianą.

I wtedy przyszło uświadomienie, że prawdziwa zmiana może być tylko radykalna. Innymi słowy musi być ona doświadczeniem czegoś zupełnie nowego. Nie mogę mieć trochę starego i trochę nowego. Jak mawia mój przyjaciel Jezus: Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze część ze starego ubrania i gorsze staje się przedarcie. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. (Mk 2, 21-22) Trzeba się więc zdecydować. Decyzja jest łatwa a zmiana łagodna, gdy nie mam już żadnego pożytku ze starych definicji siebie, starych przekonań o sobie, o Bogu i o świecie. A nie mam z nich żadnego pożytku, gdy widzę, że nie działają. Decyzja wydaje się trudna jedynie wtedy, gdy próbuję pogodzić prawdę ze złudzeniem, czyli gdy przyszywam nową łatę do starego ubrania. Takie rozdwojenie rodzi ogromny konflikt.

Czy mogłoby być tak, że niektóre sny się zachowuje, a z innych się budzi. Wybór nie polega na tym, które z nich zachować, lecz jedynie na tym, czy chcesz żyć w snach, czy się z nich przebudzić. (Kurs Cudów, rozdział 29, IV). Jedyna prawdziwa zmiana jest więc zamianą złudzeń na prawdę, czasu na wieczność, czy też snu na przebudzenie. Takiej zmiany nie da się przeprowadzić stopniowo. Każda stopniowa „zmiana” jest iluzją. Jest dalszym uzasadnianiem snu.

Dlatego Jezus mówi mi: „rozdaj wszystko i idź za mną”. Tego nie można zrobić połowicznie. Jeśli trzymam się jakiegokolwiek złudzenia, to trzymam się wszystkich złudzeń.

Historie przebudzeń wielu jednostek świadczą o tym, że radykalna zmiana zachodzi zwykle w momencie przesilenia, w jakimś dramatycznym momencie życia – podczas ciężkiej choroby czy po wypadku – jeśli tylko człowiek potrafi zauważyć, że ciężkie doświadczenie, które go spotkało, zwyczajnie zwraca jego uwagę, że nadszedł czas, by się przebudzić. Znajdując się pod ścianą, widząc, że nic w jego śnie tak naprawdę nie działa, może on wreszcie wyrazić gotowość, by spróbować czegoś zupełnie innego.

Nie trzeba jednak doprowadzać do osobistego dramatu, by doświadczyć radykalnej zmiany. Wystarczy jedynie uczciwie spojrzeć w swój umysł (czyli na kondycję świata), by spostrzec, że sytuacja już jest dramatyczna. Wystarczy sobie uświadomić, że najmniejszy niepokój odczuwany przeze mnie czy kogokolwiek świadczy o moim całkowitym zaprzeczeniu wiecznej Miłości Boga, która nie zna niepokoju, głodu, wojen, smutku, depresji, bólu czy choroby. Gdy znajduję się w świecie czasu, znajduję się we śnie o śmierci. A śmierć to idea – to każde doświadczenie, które nie jest doskonałym szczęściem. Czy mogę być doskonale szczęśliwy, tracąc rzeczy które kocham? Czy mogę być doskonale szczęśliwy, jeśli ktokolwiek nie jest szczęśliwy? Odpowiedź na te pytania nasuwa się sama, pokazując mi, że nigdy nie znajdę rozwiązania w swoim śnie.

Znajdując się w sytuacji bez wyjścia, widząc, że wybór między moimi złudzeniami nie jest żadnym wyborem, wyrażam chęć, by poprosić o całkowicie NOWE DOŚWIADCZENIE – o coś zupełnie innego niż świat, który widzę, niż ego, które tak dobrze znam, niż konflikt, w ramach którego się poruszam. I właśnie wtedy wydarza się radykalna zmiana. Zmiana ta jest cudem, gdyż moja ciężkawa od koncepcji tożsamość, zdeterminowana, by uzasadniać samą siebie we śnie, nigdy by na nią nie pozwoliła. Została jednak doprowadzona do światła poprzez moją chęć, by doświadczyć czegoś innego. I w tym świetle rozpoznaję nicość ciemności. Widzę złudzenie jako złudzenie. Budzę się ze snu.

Przebudzenie ze snu jest radykalną, ale jednocześnie łagodną zmianą. Jej łagodność wynika z tego, że to, co spało – to, co odczuwało konfllikt, zmagało się, egzystowało w świecie czasu i oddzielenia – nigdy nie było prawdziwe. Gdy zmiana ta dokonuje się, rozpoznaję, że w rzeczywistości nie jest żadną zmianą, gdyż Bóg stwarza jedynie przebudzony umysł. Przebudzenie jest więc przypomnieniem tego, co zawsze było i nigdy się nie zmieniło. Wydarza się samo, bez mojej pomocy. Ja jedynie patrzę, jak się dzieje.

Doświadczenie to nie jest jednak czymś abstrakcyjnym. Przekłada się ono na to, co widzę i czuję. Zmienia się więc mój świat, moje otoczenie. Gdy ja nie jestem taki sam, jaki byłem, nic już nie jest takie samo, jakie było. Forma może wydawać się podobna, ale świadomość jest inna. Gdy mój umysł jest uzdrowiony, widzę uzdrowiony świat – pełen pokoju, błogosławieństwa i światła.

Pozwoliwszy na radykalną zmianę w świadomości, nie mogę się już „zasiadywać”. Nie mogę zamknąć w żadnych ramach swojego przebudzenia. Zamknięte w koncepcjach czy też zdefiniowane przebudzenie nie jest bowiem przebudzeniem, lecz ponownym przymknięciem oczu i próbą zaśnięcia. Nie mogę też polegać na swoim wczorajszym oświeceniu. Zapomnienie złudzeń i przypomnienie rzeczywistości wydarza się bowiem w każdej chwili, w tej chwili. Mam tylko ten moment. I w tym momencie zmieniam zdanie na temat wszystkiego. Przypominam sobie stałość ponad wszelką zmianą. Przypominam sobie Siebie. Przypominam sobie Boga.