Po Bożemu, czy po mojemu?

Po Bożemu czy po mojemuDo napisania tego artykułu skłoniła mnie reklama piwa, jaką zobaczyłem w centrum Warszawy: „Kiedyś będzie po Bożemu, tymczasem po swojemu” (patrz zdjęcie). Niezależnie od intencji twórców reklamy, według mnie streszcza ona w kilku słowach istotę kondycji ludzkiej: Człowiek nie ma czasu na Boga i z premedytacją zamierza organizować swoje życie po swojemu.

Co to znaczy nie mieć czasu na Boga? To znaczy nie mieć czasu na to, żeby być wiecznie szczęśliwym, doskonale spełnionym, całkowicie radosnym i w pełni kochanym. Co to znaczy organizować życie po swojemu? To znaczy próbować zapewnić sobie szczęście, spełnienie, radość i miłość własnymi metodami – w oddzieleniu od tego, co jest źródłem szczęścia, spełnienia, radości i miłości.

Jezus w Kursie Cudów przypomina nam, że ludzie zachowują świat, którzy nauczyli się widzieć w swojej wyobraźni, wierząc, że mają do wyboru to albo nic. (…) W ten sposób definiują swe życie oraz to, gdzie żyją, i przystosowują się do tego, ponieważ myślą, że muszą, bojąc się utracić tę odrobinę, którą mają. I tak jest ze wszystkimi, którzy sądzą, że ciało jest wszystkim, co posiadają i wszystkim, co mają ich bracia. (Kurs Cudów, Rozdział 21, I)

Dla człowieka, który jest całkowicie pochłonięty materialną, widzialną rzeczywistością, idea wieczności wydaje się abstrakcyjna. „Przecież muszę zarobić, zadbać o swoje ciało, o swoją rodzinę i radzić sobie najlepiej jak umiem” – myśli człowiek. Cała jego uwaga jest więc skupiona na walce o przetrwanie i rozwiązywaniu problemu. Jednym z ulubionych ludzkich rozwiązań jest odurzanie się, czyli przykrywanie bólu, jakim jest poczucie oddzielenia, złudzeniem chwilowej przyjemności. Ból nie odchodzi, ale przynajmniej jest uśmierzony. „Teraz jest po mojemu, kiedyś będzie po Bożemu”.

Przypomnienie sobie w tej samej chwili Boga uzdrowiłoby wszelki ból. Twoje oddanie Bogu wcale nie oznacza, że musisz rezygnować z rzeczy, które lubisz robić. Oznacza jednak, że twoje szczęście nie leży w rzeczach, które robisz, a jedynie w świadomości tego, kim jesteś. Gdy wiesz, kim jesteś, możesz robić to, co robiłeś do tej pory lub możesz nie robić nic z tego, co robiłeś do tej pory. To nie ma znaczenia. Cokolwiek byś nie zrobił, twoją jedyną prawdziwą, nieprzemijającą radością jest spotkanie z Bogiem.

Człowiek próbuje znaleźć sens w życiu „po swojemu”, ponieważ Bóg wydaje mu się czymś odległym, czymś, czego może doświadczyć raz w tygodniu, gdy idzie do kościoła, może dwa razy dziennie, gdy się modli lub medytuje, albo co gorsza – dopiero, gdy umrze. Człowiek nie pojmuje, że Bóg jest jego jedynym  Źródłem, jedynym Życiem, jedyną Substancją i jedyną Rzeczywistością, a wszystko, co nie jest Bogiem, jest iluzją. Wszystko, co nie jest miłością i pokojem, jest formą śmierci. Rozejrzyj się po swoim świecie. Czy odzwierciedla on pokój i miłość? Jeśli nie, to to, co widzisz, nie jest prawdziwe i nie może dać ci szczęścia, spełnienia ani miłości.

Nie myśl, że idea prezentowana w cytowanej reklamie piwa odnosi się tylko do smakoszy piwa czy generalnie ludzi „nieuduchowionych”. Dopóki bowiem wierzysz, że świat oddzielenia i lęku stanowi twoją rzeczywistość, to znaczy, że wciąż jeszcze nie rozpoznałeś, kim jesteś. Wciąż jeszcze chcesz, aby „było po twojemu”. Świat tylko odzwierciedlenia twoje ukryte pragnienia. Świadomość tego wcale nie ma wzbudzić w tobie poczucia winy, lecz dać ci realną możliwość wyboru. Teraz już wiesz, że wybierając między Bogiem a swoim własnym planem, wybierasz między życiem a śmiercią, między miłością a lękiem, między prawdą a złudzeniem.

Czy jesteś więc gotów uznać, żeby „było po Bożemu, a nie po twojemu?” Na początku może to być trudne, gdyż podążanie za własnym planem jest swego rodzaju nałogiem. Gdy odczuwasz ból tego nałogu i rozpoznajesz, że sam tego bólu nie uzdrowisz, to już samo w sobie staje się pierwszym krokiem do uzdrowienia. Teraz możesz przestać rozwiązywać problem po swojemu, gdyż widzisz, że twoje rozwiązania nie działają. Teraz możesz poprosić o pomoc. Wystarczy tylko twoja chęć, twoja gotowość, by powiedzieć w duszy: „W tej chwili rezygnuję z lęku, którym była moja próba robienia czegokolwiek po mojemu. Oddaję ci więc, Ojcze, tę chwilę. Zrób z nią, co zechcesz”. To wymaga zaufania, skoku wiary. Dopiero gdy zrobisz ten krok, uświadomisz sobie, że niczego w ten sposób nie utraciłeś… no, może poza iluzjami. I gdy doświadczenie rzeczywistości zacznie świtać w twoim umyśle, nie zechcesz jej już wymienić na nic mniejszego.

Czy możesz tak właśnie spędzać swój czas, oddając każdą chwilę Bogu? Dokładnie tak. Być może zmieni to trochę twoje plany. Ale nie będziesz się już tego bał. Będziesz bowiem pamiętał, że twoje szczęście leży tylko w pamiętaniu twojej rzeczywistości. Zarówno czas, jak i wieczność są w twoim umyśle, i będą w konflikcie dopóki nie uznasz, że czas jest tylko i wyłącznie środkiem do odzyskania wieczności. Nie możesz tego dokonać, dopóki wierzysz, że cokolwiek, co cię spotyka, jest spowodowane przez czynniki zewnętrzne. Musisz nauczyć się, że czas jest wyłącznie do twojej dyspozycji, i że nic na tym świecie nie może ci odebrać tej odpowiedzialności. (Kurs Cudów, Rozdział 10, Wprowadzenie)

7 Replies to “Po Bożemu, czy po mojemu?”

  1. Ja mam podobne mysli. Doszlam to takiego punktu w zyciu, ze studiujac wiecej Kursu Cudow jestem bardziej zgubiona.
    Teraz dopiero mysle co jest moim celem w zyciu, do tej pory byla tylko praca i codzienne zycie. Chcialabym sie wszystkiego nauczyc natychmiast. Jak mysle co moze byc moim celem w zyciu, mam lekkie jakby bole w okolicy zoladka, jakby cos bylo blisko, ale tego nie dostrzegam. Jak moge sie odnalezc?

    • Weź głęboki wdech i dalej oddychając, wycisz swój umysł. Nie musisz czynić niczego. Nie musisz się odnajdywać. Pozwól, aby Bóg Cię odnalazł dokładnie tu gdzie jesteś. Jego Miłość wie, jak się poruszać w Tobie i poprzez Ciebie. Pozwól, żeby On Cię natchnał – każdy Twój oddech, każdą decyzję, każde słowo, każdy gest. Pozwól Mu działać, a czynisz to zwyczajnie oddychając głęboko, wyciszając w ten sposób swój umysł i system nerwowy, i otwierając się na czucie sercem. Intelektualny umysł nie jest najlepszym doradcą i ma zwykle dużo wątpliwości. Nie musisz go słuchać. Masz całą moc daną Ci od Boga, żeby podjąć decyzję o słuchaniu jedynie Głosu Boga w Tobie, który jest głosem pewności i pokoju. Głos Boga to prawdziwy niezakłócony wątpliwościami umysłu głos Twego serca. Pozwól więc, żeby to Twoje serce informowało Cię o Woli Boga dla Ciebie i o prawdziwym celu Twej duszy. Ono wie. I podpowie Ci, dokąd pójść, co zrobić i co powiedzieć i do kogo, jeśli tylko mu pozwolisz. A odczuciu fizycznemu, jakie masz w okolicy żołądka i wszelkim fizycznym odczuciom po prostu bez osądu się przyglądaj. To często są nieuświadomione blokady skumulowane w ciele. Gdy ich nie osądzasz, gdy nie opierasz się im, lecz w poczuciu akceptacji i łagodności wobec samej siebie po prostu czujesz to, co jest, one zaczynają się rozpuszczać. Rozpuszcza je Twoja świadoma obecność, rozpuszcza je oddech Twojej świadomości, który jest Twoim światłem. 🙂

  2. „Bezpośrednim ogniwem łączącym cię z Wolą Boga jest pragnienie Twego serca”. Te slowa sa kwintesencja calego mojego zycia. Zawsze szlam za glosem serca, nigdy sie tego nie balam, bo czulam, ze to jest we mnie prawdziwe.Inni pukali sie w czolo, smiali z nieracjonalnosci tych wyborow, a ja nigdy sie nie zawiodlam, dzieki temu od 9 lat pracuje z Kursem Cudow i kazdego dnia dziekuje, za ten glos Ducha Swietego, ktory od zawsze ze mna jest. Dziekuje Ci Rafale, bardzo mi pomagaja Twoje nagrania Kursu audio. Sluchamy ich cala rodzina!

  3. Skąd mam wiedzieć co jest wolą Boga dla mnie w danym momencie? Czy to nie podszepty ego skłaniają mnie do podejmowania pewnych decyzji, snucia planów?
    Od dawna chcę zmienić pracę w której jestem nieszczęśliwa ale oprócz użalania się nad sobą i snucia planów nie mogę się odważyć na ten krok. Powody są różne (też takie właśnie związane z ego-większe zarobki, lepsza kariera itd.) ale głównie potężny lęk. Mam świadomość, że nawet jeśli zmienię pracę to może się okazać że w tej nowej też jestem niezadowolona. No więc wola Boga jest dla mnie taka, żebym była nieszczęsliwa i snuła plany? Skoro nie umiem zmienić ani siebie ani pracy.
    Chodziłam kiedyś na mitingi DDA i tam uznawalam swoją bezsilnosć i oddawałam się woli Bożej w pierwszych 3 krokach ale nieskutecznie chyba bo wciąż się kręcę w kółko.

    • Wolą Boga dla Ciebie jest doskonałe szczęście. Bezpośrednim ogniwem łączącym cię z Wolą Boga jest pragnienie Twego serca. Możesz więc zatrzymać się na chwilę, wyciszyć, wziąc głęboki oddech, jak chcesz możesz nawet położyć rękę na sercu i zapytać siebie: „Czego naprawdę pragnę?” Coś w Tobie Ci odpowie. Twoja dusza wie, czego chce. Twoja dusza wie, że nie jest tu na Ziemi po to, by żyć w lęku. Głos Twojej duszy, głos Twojego serca to nie jest głos ego. Na początku może być Ci to trudno rozróżnić, bo myśli ego bardzo szybko próbują zagłuszyć to, co czuje serce. Ale serce jest silniejsze. Dużo, dużo silniejsze. Tylko posłuchaj go i pójdź za nim. Możesz łatwo określić, czy to, co do Ciebie w Twoim wnętrzu przychodzi, pochodzi z serca, czyli z ducha, czy też od ego. Jeżeli motywacją jest lęk (np. lęk o przetrwanie), to pochodzi to z ego. Jeśli więc zmienisz pracę z lęku czy w żalu, to bardzo prawdopodobne jest, że wiele się w Twojej sytuacji nie zmieni. Jeżeli zaś zmienisz pracę z miłości do siebie – po prostu dlatego, że czujesz w głębi serca, że jest to dobra decyzja, nawet jeśli egotyczny umysł się tej decyzji boi – to na pewno dużo się dla Ciebie zmieni. Nie ma nic złego w tym, że chcesz lepszych zarobków. Ważniejsze jest dotarcie w swoim sercu do tego, dlaczego chcesz lepszych zarobków. Jeśli kryje się za tym tylko lęk o przetrwanie, to wiesz, że mówi ego. Jeżeli zaś kryje się za tym np. chęć okazania miłości samej sobie, potrzeba wyjścia z lęku, zadbania o swój wewntrzny dobrostan, to wiesz, że ta decyzja jest z ducha.
      I jeszcze jedno: Warto zwrócić uwagę, że rozpoznanie bezsilności, o której piszesz, to rozpoznanie bezsilności ego, a nie Twojej. Ty masz całą moc. Ego jest wobec niej bezsilne. Poddanie się Woli Boga to właśnie rozpoznanie swojej prawdziwej Mocy; rozpoznanie, czego naprawdę pragnie Twe serce i przyzwolenie na to. 🙂

  4. Dziękuję, rozbawiła mnie ta kondycja ludzka (moja też) . Uśmiałam się , potem popłakałam. Jakie to proste, a czemu czasami takie trudne.
    Dziękuję .Super pigułka. Do przypomnienia na co dzień.
    Mirka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*