Panowanie przez miłość

Przyszedł taki moment w moim życiu, kiedy powiedziałem lękowi: „Dość. Uczyniłeś już wystarczająco dużo spustoszenia w moim umyśle. Kończę z tobą”.  Decyzja ta wydawała się jednak początkowo nie przynosić rezultatu, gdyż reakcje lękowe powtarzały się w moim umyśle i najwyraźniej nie mogłem się od nich uwolnić. Wiedziałem, że potrzebuję interwencji spoza mojego układu odniesienia, ale same prośby do Boga też nie skutkowały. Spojrzałem w głąb siebie i zapytałem Jezusa, jak z tym wreszcie skończyć. Odpowiedział mi krótko: „panowanie przez miłość”. To był klucz do mojego uzdrowienia. Zamiast utożsamiać się z lękiem, wystarczyło utożsamić się z miłością.

Ale po kolei. Nie byłem w stanie pozwolić, aby w moim umyśle zapanowała miłość, dopóki nie wziąłem odpowiedzialności za swoje myśli.

Wzięcie odpowiedzialności
Pierwszym krokiem do uzdrowienia było więc rozpoznanie, że nikt mnie nie postawił w sytuacji, w jakiej się znajduję, tylko naprawdę robię to sam sobie. Spójrz na to przez chwilę w swoim umyśle: Jeśli będąc w stanie lęku, prosisz o wyzwolenie z lęku, to nie możesz być wyzwolony, ponieważ nie uznajesz, że robisz to sam sobie. Myślisz, że lęk jest czymś mimowolnym, czyli że po prostu się dzieje, a ty nie masz na to żadnego wpływu. Lęk jednak nie jest czymś mimowolnym i masz na niego wpływ. Innymi słowy boisz się, ponieważ chcesz. Gdy się do tego przyznajesz, możesz być wyzwolony. Jeśli jednak mówisz, że nie chcesz się bać, a mimo to się boisz, to oszukujesz siebie. Próbujesz rozdwoić swój umysł na coś, co się boi i na coś, co nie chce się bać. Umysł jest jednak pojedynczy. Zawsze otrzymujesz natychmiastowy rezultat swojego myślenia. Właśnie dlatego nie możesz prosić o wyzwolenie od czegoś, czego nadal chcesz. Oto, co mówi o tym Jezus w Kursie Cudów:

Być może wciąż uskarżasz się na lęk, lecz mimo to nie ustajesz w wywoływaniu go w sobie. Wspomniałem już, że nie możesz mnie prosić, aby wyzwolił cię z lęku. Ja wiem, że on nie istnieje, ale ty nie. Gdybym ingerował między twe myśli a ich wyniki, naruszałbym fundamentalne prawo przyczyny i skutku –  najbardziej podstawowe prawo ze wszystkich praw. Z pewnością nie pomógłbym ci, gdybym deprecjonował moc twego myślenia. Byłoby to całkowicie sprzeczne z celem tego Kursu (Kurs Cudów, Rozdział 2, VII)

Lęk jest iluzją. Nie dowiesz się tego, dopóki prosisz o wyzwolenie z lęku. Nie można cię wyzwolić od czegoś, co nie jest prawdziwe, ale można ci pokazać, że nie jest to prawdziwe. A wtedy rozpoznasz, że jesteś wolny.

Nie będziesz w stanie zakceptować idei, że lęk jest nieprawdziwy, dopóki skupiasz się na lęku, który jest jedynie skutkiem twojego umysłu. Nie możesz się uwolnić od lęku bez uwolnienia od jego przyczyny, którą jest twoja chęć bycia oddzielonym. Innymi słowy, nie możesz być wolny od lęku i jednocześnie zachować poczucie odrębności. A więc to fałszywe poczucie oddzielenia, a nie lęk, musi być uzdrowione. Musisz rozpoznać, że nie jesteś tym, czym myślałeś, że jesteś. Nie jesteś tą tożsamością, która się boi. Tożsamość, która się boi, nie jest prawdziwa.

Prośba o pomoc
Gdy już przyznajesz, że to ty wywołujesz w sobie lęk, nie prosisz o wyzwolenie od lęku, lecz decydujesz się nie podtrzymywać swojego przekonania, że jesteś oddzielony od Boga oraz od wszystkich i wszystkiego. To przekonanie było „źródłem” lęku. Na szczęście Bóg nie uznał tego przekonania. I właśnie dlatego w rzeczywistości lęk nie ma źródła. Niemożliwe do zrealizowania przekonanie może być jednak bardzo silne i wydawać się całkiem prawdziwe. Nic dziwnego – użyłeś przecież całej mocy Boga, by w nie uwierzyć. Jeśli tak, to możesz użyć tej samej mocy, by z niego zrezygnować. Możesz stanąć w samym środku swojego lęku i powiedzieć sobie: „Nie jestem lękiem. Chcę wiedzieć, kim jestem”.

Odpowiedzialność za naprawę lęku spoczywa na tobie. Gdy prosisz o wyzwolenie z lęku, sugerujesz, że tak nie jest. Powinieneś w zamian prosić o pomoc dotyczącą warunków, które spowodowały lęk. One zawsze wiążą się z chęcią bycia oddzielnym. Na tym poziomie możesz temu zaradzić. Wykazujesz stanowczo zbyt wiele tolerancji wobec błądzenia umysłu i pozostajesz bierny wobec jego wadliwych wytworów. (Kurs Cudów, Rozdział 2, VI)

Co zatem masz uczynić? Przestać być biernym wobec tego, co robisz w swoim umyśle. Gdy pozostajesz świadomy mocy własnych myśli, zamiast im ulegać, możesz łatwo pozwolić na ich korektę. Co to znaczy być świadomym mocy własnych myśli? To znaczy pamiętać, ża każda twoja myśl wywołuje skutek. Gdy o tym pamiętasz, wówczas możesz powstrzymać katastrofę nieświadomego zachowania już na poziomie myśli. Powiedzmy, że kusi cię, by martwić się o kogoś lub o coś. Gdy zauważasz to, możesz od razu się zatrzymać i poprosić o pomoc w zobaczeniu tego inaczej, czyli o doświadczenie tego, kim naprawdę jesteś. Innym razem może twoje ciało pokazuje ci, żebyś się zatrzymał i poprosił o pomoc: Gdy na przykład pojawia się napięcie w ciele, to zamiast napinać się dalej, rozpoznaj, że odczucie w ciele wynika z twojej myśli – z twojej chęci bycia oddzielonym – i zmień zdanie.

Warto zwrócić uwagę, że nawet wtedy, gdy „siedzisz w swojej głowie”, myśląc i analizując, to również znajdujesz się w stanie lęku i zamiast to kontynuować, możesz rozpoznać swoją odpowiedzialność za to, jak się czujesz i zmienić zdanie. Podobnie jest w sytuacjach, gdy na przykład z kimś się kłócisz czy też po prostu udowadniasz swoją rację. Zamiast uważać te sytuacje za normalne i przechodzić nad nimi do porządku dziennego, zacznij zauważać, że wszelki konflikt jest wyrazem lęku, czyli braku miłości, a więc wskazuje na to, że trzeba się zatrzymać i poprosić o pomoc zamiast pogrążać się jeszcze głębiej w tym nieświadomym stanie umysłu. Prawdodpodobnie w miarę praktyki uważności twoja wrażliwość wyostrzy się na tyle, że nie będziesz w stanie znieść pewnych odczuć i zachowań, które jeszcze chwilę wcześniej uważałeś za normalne. Zaczniesz być świadomy tego, że lęk nie jest uzasadniony w żadnej formie.  A więc zamiast usprawiedliwiać swoje lękowe reakcje – jak, być może, robiłeś to kiedyś – powiesz: „Nie, nie będę tego robił. Mam moc umysłu, by w tej chwili zmienić zdanie o tym, jak to postrzegam”.

Mistrzostwo miłości
Zmiana zdania na temat tego, jak chcesz się czuć i jak chcesz postrzegać daną sytuację, nie oznacza wcale, że próbujesz zapanować nad lękiem.

Zostało już powiedziane, że wierzysz, iż nie możesz kontrolować lęku, ponieważ sam go wytworzyłeś i twoja wiara weń zdaje się stawiać go poza zasięgiem twojej kontroli. Wszelkie próby rozwiązanie błędu przez próby opanowania lęku są jednak daremne. W rzeczy samej  potwierdzają one moc lęku przez samo założenie, że trzeba go opanować. Prawdziwe rozwiązanie opiera się jedynie na opanowaniu poprzez miłość. (Kurs Cudów, Rozdział 2, VII)

W oryginale ostatniego zdania powyższego cytatu użyte jest wyrażenie „mastery of love”, czyli dosłownie „mistrzostwo miłości”. Można by więc to zdanie również przetłumaczyć tak: Prawdziwe rozwiązanie opiera się jedynie na mistrzostwie miłości. I tu leży klucz do rozpoznania nierzeczywistości lęku. Nie chodzi o to, żebyś w jakikolwiek sposób próbował przezwyciężyć lęk, bo w ten sposób jedynie potwierdzisz jego prawdziwość. Chodzi jedynie o to, abyś pozwolił miłości przejąć pałeczkę. Niech rzeczywistość miłości zastąpi złudzenie lęku, w które uwierzyłeś. Musisz bowiem rozpoznać, że lęk jest naprawdę niczym, a miłość jest wszystkim. Kiedykolwiek światło wkracza w ciemność, ciemność zostaje przezwyciężona. (Kurs Cudów, Rozdział 2, VII)

Gdy już nie prosisz o wyzwolenie z lęku ani nie walczysz z lękiem, tylko przyglądasz się przez chwilę energii, którą zainwestowałeś w lęk i pozwalasz na jej uwolnienie, wtedy wydarza się przemiana. Rozpoznajesz, że tak naprawdę jest tylko jedna energia. Jest nią miłość. „Energia lęku” była tylko sztuczną zasłoną na miłości. Miłość zawsze była w tym samym miejscu, co lęk, tylko pozostawała niezauważona, ponieważ umysł był skupiony na rozwiązywaniu nieprawdziwego problemu. Lęk wydawał się istnieć tylko dlatego, że z nim walczyłeś i próbowałeś go przezwyciężać. Cała twoja ludzka kondycja była próbą przezwyciężenia lęku, czyli próbą przezwyciężenia czegoś, co nie istnieje. Właśnie w  ten sposób zachowywałeś lęk i związane z nim poczucie oddzielenia. A teraz zatrzymujesz się, nie uzasadniasz swoich myśli, nie racjonalizujesz, nie ukrywasz się i nie próbujesz sobie poradzić z lękiem. Nie zmieniasz niczego, lecz pozwalasz na zmianę. Po prostu umożliwiasz miłości Boga, aby pokazała ci, kim jesteś. Gdy zaś pozwalasz miłości, aby zastąpiła złudzenie lęku, rozpoznajesz, że jest tylko miłość i ty tym jesteś. Można powiedzieć, że zaczynasz wówczas faktycznie panować nad swoim życiem. Nie jest to panowanie poprzez lęk, lecz poprzez miłość. Gdy utożsamiałeś się z lękiem, nie mogłeś panować nad niczym. Miałeś jedynie złudzenie kontroli. Gdy jednak utożsamiasz się z miłością, nie uznajesz lęku w żadnej postaci. Tym jest mistrzostwo miłości. Stajesz się więc mistrzem swojego życia. Nie jesteś mistrzem jako odrębna tożsamość. Rozpoznajesz, że odrębna tożsamość jest złudzeniem, a miłość – jedyną rzeczywistością. A zatem kochasz, ponieważ nie masz innej alternatywy.

8 Replies to “Panowanie przez miłość”

  1. Jak cudownie prosto to napisałeś.Dziękuję za Twojego bloga i za twoje wpisy. Są olśniewające.Krótko zwięźle i na temat. Dziękuję .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*