Ostatnie maski odpadają

Skupienie na miłości nie oznacza nieczułość na to, co niekochające w nas. Wręcz przeciwnie – im bardziej kochasz, tym więcej czujesz – w tym również niechciane i ukryte dotąd emocje. A czujesz je tylko po to, by objąć je czułą świadomością i w ten sposób ostatecznie przebaczyć. Ostateczne przebaczenie oznacza, że problem, który niczym zmora wyłaniał się znienacka, by wywoływać w nas emocjonalną reakcję, przestaje wracać. Przestaje wracać, ponieważ został przyjęty jako twoja kreacja, poczuty w stanie akceptacji i w ten sposób uwolniony.

Gdy to się dzieje, wchodzisz w nową przestrzeń świadomości, nową energię, do której dawna świadomość i dawna energia nie mają już dostępu. Może się jeszcze przez jakiś czas zdarzać, że będziesz widział podobne sytuacje co wcześniej, ale już nie będą one wywoływać w tobie reakcji niepokoju, gniewu czy poczucia winy. Będziesz patrzył na nie bez osądu, jakby były to wspomnienia filmu, który lubiłeś oglądać, i z którym – być może – się identyfkowałeś, lecz teraz widzisz, że była to po prostu opera mydlana, w której grałeś główną rolę. Gdy to rozpozajesz, pozorny dramatyzm wydarzeń rozgrywających się na scenie twojego życia przestaje już być tak dramatyczny. Zaczynasz się śmiać ze swojej własnej powagi.

Kilka dni temu podczas medytacji ujrzałem wycinek mojej własnej opery mydlanej i ku mojemu zdziwieniu ujrzałem rozgrywający się w podświadomości wzorzec kary. Uświadomiłem sobie, że w wielu swoich wcieleniach grałem nie tylko rolę ofiary, ale i kata. I wiesz co? Zaakceptowałem to jako doświadczenie, które wybrałem. Zrozumiałem, że skoro to wybrałem, wcielając się tutaj, to znaczy, że chciałem to przeżyć. Nie ma w tym nic złego. To demonizowanie tego, co się rzekomo stało, sprawia, że tkwimy dalej w błędnym kole poczucia winy i powtarzamy te same sceny i te same wzorce zachowań w stanie nieświadomości. Gdy jednak stajemy się świadomi tego, co sobie robimy i podchodzimy do tego jak naukowiec, bez emocji i osądu, z lekkim zadziwieniem być może, ale jednocześnie z akceptacją własnego wyboru, to stary wzorzec może zostać przejrzany na wylot, i wówczas przestaje rządzić naszym życiem. A więc gdy tak objąłem świadomością ów wzorzec karania samego siebie i innych oraz obawy przed karą, zacząłem widzieć w nim neutralną energię przenikniętą światłem. I tak resztki owego wzorca zdawały się znikać w morzu światła świadomości.

I właśnie tak odpadają, czy też znikają, nasze ostatnie maski. Jako ludzie nosiliśmy maski najprzeróżniejszych osobowości, ról i historii. Robiliśmy to dla zabawy, ale w pewnym momencie wzięliśmy tę maskaradę na poważnie. Przestaliśmy się śmiać. Uwierzyliśmy, że kostiumy ciał, naszych myśli o sobie są prawdziwe. Zapomnieliśmy o świetle, które jest pod spodem, które jest esencją naszego życia. Teraz jednak możemy sobie bardzo łatwo przypomnieć. Łatwość przypomnienia wynika z tego, że coraz więcej aktorów się budzi i zdejmuje swoje maski.

Co się dzieje, gdy jeden zdejmuje maskę? Przestaje pasować do rozgrywającej się dramatycznej sceny. Pozostali aktorzy mają wybór: albo dalej rozgrywać swój dramat (co jest całkowicie w porządku, nikt tego nie osądza), wykluczając tego, który się wyłamał, albo mogą zatrzymać się w środku spektaklu i zdecydować, że oni również nie potrzebują swoich masek, że oni również chcą przestać grać. Gdy coraz więcej aktorów wyłamuje się z dotychczasowej gry, granie dawnego scenariusza staje się coraz trudniejsze. Brakuje postaci drugoplanownych oraz statystów.

Co się dzieje, gdy przestajesz grać dawną rolę. Dostajesz nową. 🙂 A co, myślałeś, że zwiejesz ze sceny? Nie możesz zwiać ze sceny, bo sceną jest całe twoje życie, które wybrałeś. Ale możesz ową scenę przemienić wraz z całą scenografią. Możesz zacząć grać siebie. Może zacząć chodzić po tym świecie jako światło tego świata, nie ukrywając się już za kostiumem.