Od współuzależnienia do uwolnienia

Od współuzależnienia od uwolnieniaZdarzenie, które miało miejsce ostatnio w mojej rodzinie, pokazało mi, że wciąż jeszcze czasem daję się nabrać na ideę współuzależnienia. Jestem wdzięczny za tę sytuację, gdyż stała się okazją do przyjrzenia się mechanizmom współuzależnienia i pokazała mi prosty klucz do wyjścia z tego stanu.

Oto jedna z definicji współuzależenia, jakie można znaleźć w literaturze: Współuzależnienie to przystosowanie się do destrukcyjnej relacji z drugim człowiekiem. Istotą współuzależnienia jest tak silne i obsesyjne koncentrowanie się w myślach, uczuciach i zachowaniach na drugiej osobie – jej uzależnieniu, zachowaniach czy potrzebach – że prowadzi to do zaniedbywania własnych potrzeb, rozmywania własnej tożsamości i rezygnacji z kierowania własnym życiem. Współuzależnienie wyraża się w ciągłej kontroli drugiej osoby i próbach sterowania nią, podyktowanych wiarą, że działaniami zewnętrznymi można kontrolować czyjeś myśli i uczucia.

Jak u mnie przejawiło się współuzależnienie? Gdy trzeba było podjąć wspólną decyzję, przez chwilę kierowałem się założeniem, że wiem, co ktoś potrzebuje i że powinienem przynajmniej częściowo spełnić to, czego potrzebuje, nawet jeśli sam tego do końca nie chcę. Mając dobre intencje, czy mówiąc inaczej: chcąc dobrze, nie byłem jednak w stanie zrobić nic dobrego, ponieważ na chwilę zgodziłem się w  swoim umyśle na kompromis. Kompromis nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ zawsze opiera się na idei winy i poświęcenia. A piekło jest wyściełane samymi dobrymi intencjami, opartymi na przekonaniu, że ja wiem, co jest dla kogoś najlepsze.

Co więc się stało w tamtej chwili? Po prostu stłumiłem w sobie to, czego chciałem i nie wyraziłem tego. No, powiedzmy, że wyraziłem to w 95%, ale nie w 100%, a to jest cały kompromis, jaki może być. Pomyślałem sobie, że jeśli wypowiem to, czego chcę, to osoba, z którą rozmawiałem poczuje się urażona.

Pozwolę sobie teraz, z perspektywy korekty, jaka dokonała się później w moim umyśle, spojrzeć na to, co się stało:
1. Po pierwsze, w tamtym momencie nie byłem świadomy, że to ja wytwarzałem w swoim umyśle nawet samą możliwość powstania urazy. Chronienie drugiego człowieka przed byciem urażonym nie uwalniało umysłu od idei urazy, gdyż sama idea wciąż wydawała się rzeczywista.
2. Po drugie, niewyrażenie tego, czego chcę, musiało oznaczać, że gdzieś w moim umyśle wciąż tkwiła idea poświęcenia, choć w tamtej chwili niezauważona. Zrobienie czegoś dla czyjegoś dobra z poświęceniem tego, co się czuje w głębi własnego jestestwa, nie jest bynajmniej dobrem. Jest oszustwem w formie rozdwajania własnego umysłu. Nigdy przecież nie robię niczego dla kogoś innego. Nawet jeśli komuś pomagam, to wciąż robię to dla siebie, i robie to, ponieważ tego chcę.
3. Po trzecie, przekonanie, że robię coś dla kogoś jest formą transakcji, zaś wszelkie transakcje opierają się na poczuciu winy. Winę łatwo było tu namierzyć, ponieważ pojawiła się we mnie myśl, że powinienem zareagować w określony sposób, żeby ta osoba, poczuła się dobrze.
4. Po czwarte, muszę przyznać, że niewyrażenie w tamtej chwili tego, czego chcę, stanowiło wyraz lęku i próbę kontrolowania sytuacji. Objawiło się to w szybszej niż strzała myśli: „A co ta osoba poczuje, jeśli powiem to, co naprawdę myślę?”
5. Ponadto, niewyrażenie tego, czego chcę, niepotrzebnie przedłużało czas, ponieważ to, co niewyrażone, musi w pewnym momencie zostać wyrażone. Innymi słowy musi nadejść chwila, kiedy z całkowitą szczerością mówię, czego chcę. To nie tylko skraca mój czas, ale również czas osoby, z którą jestem w danym momencie w relacji (może to dotyczyć relacji rodzinnych, ale również zawodowych i innych). Dzięki szczeremu wyrażeniu, czego chcę, daję drugiemu człowiekowi szansę podjęcia decyzji, czego on chce. Pozwalam mu powstać jako Chrystus, zamiast widzieć w nim kogoś mniejszego niż ja, komu trzeba pomagać w podjęciu decyzji.
6. Jeśli mimo to osoba ta decyduje się czuć urazę, to jej decyzja nie ma wówczas nic wspólnego ze mną. Ja już ją uwolniłem od mojej własnej szalonej idei współuzależnienia. Dobrym weryfikatorem tego, czy ją naprawdę uwolniłem, jest mój stan emocjonalny. Jeśli reaguję na to, co mówi, to znaczy, że jej nie uwolniłem. Jeśli jednak nie reaguję, ponieważ pamiętam, że widzę jedynie odzwierciedlenie własnych myśli i że tak naprawdę nic się nie dzieje, wówczas wiem, że jestem wolny
7. Wszystkie błędy myślowe, na jakie pozwoliłem w ułamku sekundy w moim umyśle, wzięły się z jednego błędu – chwilowego zapomnienia, że to mój sen i że nie ma czegoś takiego, jak ktoś inny. Gdy pamiętam o pojedynczości mojego umysłu, nie możliwości, abym mógł być poruszony przez postacie w swoim śnie.

Co więc w tamtej chwili było kluczem do przypomnienia sobie pojedynczości i uwolnienia od idei współuzależnienia? Trzy czynności mojego umysłu, które nastąpiły niemal jednocześnie, jedna po drugiej:
1. Po pierwsze, musiałem uznać własny nałóg. Musiałem przyznać przed samym sobą, że niewyrażenie tego, czego chcę i skoncentrowanie na rzekomych uczuciach drugiej osoby, jest moją własną decyzją o pozostaniu w stanie współuzależnienia. Współuzależnienie zaś to ekspresja mojej wiary w oddzielenie. Już samo przyznanie się do nałogu jest niezwykłą ulgą, ponieważ kończy projekcję winy na zewnątrz.
2. Po drugie, musiałem wyrazić chęć wyjścia z nałogu.
3. Po trzecie, musiałem podjąć działanie, które mogło mi pokazać w sposób niekoncepcyjny, że wyszedłem lub wychodzę z nałogu. W tym przypadku działaniem tym było wyrażenie, czego chcę i podążenie za tym (nie tylko mówienie o tym). Nie było to już tak trudne, jakim wydawało się wcześniej, ponieważ teraz byłem świadomy nałogu i nie chciałem w nim dalej tkwić. Chciałem być wolny i uwolnić mojego brata od moich myśli o nim. A więc porozmawiałem z tą samą osobą później jeszcze raz, mówiąc jej szczerze, co myślę. Nie będę opisywał reakcji tej osoby, bo to nie ma znaczenia. Jedyne, co miało znaczenie, to moje doświadczenie wewnętrznej wolności. Czułem, jakby oddychał pełną piersią. Zamiast myśleć, że coś muszę lub coś powinienem (przejaw wiary w oddzielenie), wiedziałem, czego chce i to wyrażałem.

Warto pamiętać, że wyrażenie czegoś, czego ty chcesz, w żaden sposób  nie obliguje drugiej osoby, aby dostosowała się do twoich potrzeb i pragnień. Chwila szczerości jest potrzebna jedynie po to, aby oczyścić pole. Zamiast tkwić w pętli wzajemnego obwiniania i ograniczenia, w której ludzie często tkwią przez dziesiątki lat w swoich wyjątkowych związkach, nie posuwając się ani krok naprzód, decydujesz się po prostu być sobą. A robisz to przez uświadomienie sobie czego chcesz, a następnie konsekwentne podążanie za tym. Bez konsekwencji w podążaniu za tym, czego chcesz, twoja świadomość tego, czego chcesz, pozostanie pustą koncepcją.

Gdy to czego chcesz, implikuje konieczność podjęcia jakiś działań przez drugą osobę, ona może się oczywiście nie zgodzić. To nie znaczy, że nagle stajesz w obliczu patowej sytuacji i że twojej mocy coś się przeciwstawia. Oznacza to jedynie, że najwyraźniej istnieje inne wyjście z sytuacji niż to, które wyobrażałeś sobie do tej pory. Pozorny sprzeciw może ci pokazać dwie rzeczy: konieczność przeobrażenia sytuacji lub jej całkowitej zamiany na inną.

Spójrzmy przez chwilę na te dwie możliwości:
1. Przeobrażenie sytuacji
Sprzeciw, którego doświadczasz, może stać się impulsem do przeobrażenia danej sytuacji. Dzieje się tak wtedy, gdy to, czego chcesz, pochodzi z ego lub nie masz pełnej świadomości, czego chcesz. Wówczas sprzeciw lub inne zdanie drugiego człowieka pomaga ci w określeniu, czego naprawdę chcesz. Może on w tym sensie (niezależnie od stanu swojej świadomości) rezprezentować głos Ducha Świętego. Nie oznacza to koniecznie, że ma rację, ale pokazuje ci jakiś aspekt ciebie samego, którego nie potrafiłeś przedtem dostrzec. Być może okaże się, że najlepsze rozwiązanie sytuacji leży gdzieś pośrodku – między waszymi odmiennymi zdaniami na dany temat. Nie dojdziecie do tego jednak przez zawieranie kompromisów, tylko zaproszenie do sytuacji – czyli do waszego związku – Ducha Świętego. Dzieje się to automatycznie, gdy jesteście otwarci na zmianę i korektę fałszywego postrzegania. Sytuacja ulega wówczas przeobrażeniu, a wy idziecie dalej razem, wolni i w całkowicie nowym stanie świadomości.
2. Całkowita zmiana
Z drugiej strony sprzeciw, z którym się spotykasz, może stać się sygnałem do całkowitej zmiany sytuacji. W tym przypadku wasze drogi prawdodpodobnie się rozejdą i pójdziecie naprzód osobno. To jest całkowicie w porządku. Przynajmniej pójdziecie naprzód, zamiast razem kręcić się w kółko. Nie będzie w tym poczucia winy, tylko świadomość, że to, co było do tej pory w porządku, już więcej nie działa.

Niezależnie od tego, z jaką z tych możliwości masz do czynienia, bądź wdzięczny. Twój umysł oczyszcza się bowiem ze złudzeń. Jeśli chcesz, możesz to nazwać przebaczeniem lub skokiem w świadomości, który nie był możliwy, dopóki ulegałeś nałogowi współuzależnienia, lub inaczej mówiąc – dopóki pozwalałeś, aby świat pokazywał ci, kim jesteś. Teraz zaś rozpoznajesz, że zbawienie świata zależy od ciebie. Zbawiasz świat poprzez zmianę decyzji co do tego, czego chcesz. Można powiedzieć, że zawsze otrzymywałeś to, czego chcesz. Dopóki chciałeś podtrzymywać ideę oddzielenia w swoim umyśle, oddzielenie było dla ciebie prawdziwe. Gdy dłużej tego nie chcesz, rozpoznajesz, że oddzielenie i jedna z jego form, jaką jest współuzależnienie, to tylko wytwór twojej wyobraźni, z którego możesz w każdej chwili zrezygnować.

W moim doświadczeniu wyglądało i wygląda to tak, jakby jakaś warstwa nieświadomości odlepiała się ode mnie, bądź znikała w chwili, gdy nie rozdwajam swojego umysłu, lecz decyduję się podążyć za tym, czego naprawdę chcę. Gdy chcę pokoju, to czuję pokój. Jeśli wydaje się, że jest inaczej, to albo nie chcę pokoju, albo nie jestem konsekwentny w realizowaniu tego, czego chcę. Te dwa elementy muszą ze sobą współistnieć. Sytuacja, do której odnosiłem się w tym artykule, pokazała mi to bardzo wyraźnie. Pokój nie jest koncepcją. Nie jest też jakimś ulotnym zjawiskiem zależnym od kaprysów chwili lub zewnętrznych warunków. Jest bardzo prawdziwym fizycznym doświadczeniem, które staje się moim udziałem, gdy nie wchodzę w kompromisy z samym sobą. Konkretne sytuacje weryfikują nie tylko to, czy chcę pokoju, ale też, czy mam to na myśli. Konsekwencja w działaniu (jak na przykład wspomniane wyrażanie i podążanie za tym, czego chcę) pozwala poczuć, że pokój nie jest tylko doświadczeniem dostępnym podczas medytacji, ale że jest cały czas dostępny, również podczas podejmowania konkretnych decyzji i czynności. I mam całą pomoc Boga, by o tym pamiętać. Uwolnienie od złudzenia współuzależnienia i jakiegokolwiek innego pozornego problemu, staje się  proste, gdy nie próbuję oszukiwać samego siebie, lecz myślę, mówię i robię to, czego naprawdę chcę.

9 Replies to “Od współuzależnienia do uwolnienia”

  1. „Niezdecydowanie jest też decyzją. Decyzją, by trwać w lęku. Oznacza, że chcesz lęku – że w pełni zaangażowałaś się w lęk. Rozwiązaniem jest w pełni zaangażować się w miłość.”
    Rafał czy mógłbyś przybliżyć co oznacza w pełni zaangażować się w miłość?
    W jaki sposób podtrzymać w sobie ten stan kiedy pojawiają się negatywne emocje. Wówczas to nie jest kwestia decyzji: będę pełna miłości. Jestem bardzo początkująca jeśli chodzi o kurs cudów ale czasem mam wrażenie że nie mam żadnego wyboru i żadnej wolnej woli w życiu. Sterują mną emocje krzywdy, wstydu, lęku i urazy które pomimo terapii ciągle są obecne. te emocje pojawiają się w ułamku sekundy, kiedy nie zdążę nawet uruchomić żadnej myśli w głowie.

    • Wszystkie Twoje doświadczenia życiowe i twoje emocje są wynikiem Twojego wyboru. Nigdy nie jesteś ofiarą. Wszystko jest kwestią decyzji, nawet jeśli sobie tego jeszcze nie uświadamiasz. Możesz swoją praktykę zacząć od tego, żeby następnym razem, gdy uświadomisz sobie taką negatywną emocję, o której – jak sądzisz – nie zdążyłaś nawet pomyśleć, zatrzymać się i powiedzieć sobie: „To, czego w tej chwili doświadczam, jest rezultatem mojego wyboru. Użyję więc mocy mojego umysłu, by wybrać inaczej. Wybieram miłość zamiast tego, jak się czuję teraz”. A potem pobądź przez chwilę w ciszy i pozwól na zmianę swojego doświadczenia. W momencie, gdy wybierasz miłość, dostajesz całą pomoc ze strony Ducha Świętego, który mieszka w Twoim Sercu. Nie przejmuj się, jeśli od razu nie doświadczysz widocznych rezultatów. Może tak być tylko dlatego, że twój umysł podpowiada Ci, że nie jesteś godna tej miłości i że nie masz mocy. A to nieprawda. Jesteś godna miłości i masz całą moc. W miarę jak będziesz to trenować i poluzowywać swój umysł, zaczniesz dopuszczać doświadczenie miłości do swej świadomości.

  2. Tak……jasne i sam z siebie nic nie jestem w stanie zrobić mam łaczyc syntezować a nie analizować i to jest oczyszczanie bo jestem tylko ja w tej sytuacji , którą sobie zaprojektowałam a mój brat to przecież moje lustro
    widzę tylko siebie jak mówi kurs o tym w swoim bracie widzisz siebie Dzieki
    ja mam podobne sytuacje do uwolnienia buziaki

  3. Dziękuję za ten artykuł. Mam jednak jedno pytanie. Często borykam się z sytuacjami, w których czuję wybór, albo konieczność wyboru. Są to zazwyczaj dwie przeciwstawne rzeczy – Oto przykład: Chcę być w tym związku i nie chcę jednocześnie (tak samo mocno). Nie czuję takiej klarowności w sercu co do bardzo istotnych spraw (jak właśnie związek) i kręcę się w kółko, nie mogąc w pełni opowiedzieć się za żadną ze stron, zaangażować w coś. Będę wdzięczna za słowo komentarza. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Niezdecydowanie jest też decyzją. Decyzją, by trwać w lęku. Oznacza, że chcesz lęku – że w pełni zaangażowałaś się w lęk. Rozwiązaniem jest w pełni zaangażować się w miłość. I to nie ma nic wspólnego z tym, co zrobisz w tej sytuacji. Gdy wybierzesz miłość, to nie ma znaczenia, co zrobisz w formie. Możesz być w związku lub nie być w związku, ale zrób to na 100%. Dlatego, że wybierasz miłość. 🙂

Odpowiedz na „nowa kursantkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*