Objąć zamiast odrzucać

Czy miałeś wrażenie ostatnio, że dużo się dzieje na poziomie energetycznym, fizycznym, emocjonalnym i że być może nie zawsze ogarniasz to swoim ludzkim rozumieniem? Ja miewam takie odczucia i na pierwszy rzut oka nie zawsze są one przyjemne. Na przykład parę dni  temu ku mojemu zdziwieniu w trakcie pisania na komputerze ogarnął mnie zupełnie niezrozumiały smutek. Na początku chciałem go zignorować, robiąc dalej to, co robiłem, ale w pewnym momencie poczułem, że muszę dać temu uczuciu chwilę uwagi. Nie chodziło o to, żeby przykryć je duchowymi koncepcjami lub by próbować się go pozbyć. Już z doświadczenia wiem, że przemiana tak nie działa. Nie działa odrzucenie. Jedyne, co działa, to włączenie, miłość i akceptacja. A więc po prostu pozwoliłem sobie w pełni poczuć to, co się pojawiło.

Po pierwsze zaobserwowałem, gdzie to uczucie umiejscowiło sie w ciele, co pomogło mi wyjść z głowy, tak by nie tworzyć sobie historii na jego temat. Jednocześnie uznałem, że nawet jeśli wydaje się, iż odczucie to nie ma nic wspólnego ze mną, to na głębszym poziomie ja muszę być jego twórcą, skoro go doświadczam. Kluczem do przemiany było po prostu nieosądzające odczuwanie.

Gdy tak po prostu siedziałem, oddychałem i czułem, zacząłem zauważać, że smutek był połączeniem myśli w głowie z fizycznym czy też energetycznym doznaniem w ciele. Gdy nie skupiałem się już na myślach lub na historii, a jedynie czułem pojawiające się w ciele doznania, to zacząłem rozpoznawać neutralność energii, którą wcześniej zdefiniowałem jako smutek. To była po prostu energia, która przepływała przez moje ciało. Gdy pozwoliłem jej płynąć, zamiast ją blokować, odrzucać, przezwyciężać, chować lub udawać, że jej nie ma, wówczas energia ta zaczęła się powoli przemieniać. Można powiedzieć, że zaczęła wręcz przemieniać się w radość. Nie stało się tak dlatego, że próbowałem być radosny, lecz dlatego, że ogarnąłem swą świadomością i akceptacją to, co się działo. Zamiast doszukiwać się w sobie błędu i mówić: „Nie powinieneś się tak czuć”, „Zmień to”, po prostu pozwoliłem wszystkiemu, aby było takie, jakie jest. I tak narodziłem się ponownie.

Myślę, że miłość do samego siebie objawiająca się jako decyzja, by objąć świadomą uwagą pojawiające się  w nas doznania i nieosądzające ich odczuwanie jest kluczem do przemiany w obecnych czasach. Co to za czasy? To czasy pozornej polaryzacji. Z jednej strony mamy do czynienia z ogromnym wzrostem świadomości, budzeniem się ludzi na całym świecie, a z drugiej strony możemy zaobserwować coraz większe zaciśnięcie w lęku tych wszystkich, którzy boją się zmian. Gdy stykasz się z energią lęku, często może cię kusić, by się z nią identyfikować. Gdy jednak identyfikujesz się z lękiem, to nie możesz pomóc ani sobie, ani tym, którzy są całkowicie zamknięci w swoich myślach i przekonaniach.

A więc zamiast identyfikować się z lękiem, czyli z historią, jaka wiąże się z tym odczuciem, możesz sobie pozwolić poczuć w ciele to, co określasz jako lęk. Tak, poczuć to, objąć czułą uwagą, świadomością, miłością. W momencie, gdy pozwalasz to sobie poczuć (bez myśli, bez historii, bez oceniania), okazuje się, że lęk wcale nie jest czymś groźnym. To po prostu energia, to jakaś część ciebie, która domaga się objęcia. Gdy ją obejmujesz, zamiast z nią walczyć, dochodzi do integracji lub inaczej mówiąc: do pojednania. Dopiero wtedy, i tylko wtedy, możesz doświadczyć, że miłość jest jedyną rzeczywistością. Gdy spotkasz się ze swoim lękiem i pozwolisz go sobie poczuć, lęk się rozpuści. Lęk bowiem był tylko połączeniem jakiegoś neutralnego doznania fizycznego czy też energetycznego z myślami w twojej głowie. W momencie, gdy puszczasz myśli i zaczynasz naprawdę czuć, całe złudne poczucie dualności, rozdwojenia, znika z twojego doświadczenia. Zaczynasz czuć czystą energię bez osądzających właściwości twoich myśli i przekonań. Zaczynasz doświadczać siebie takim, jakim naprawdę jesteś. I teraz możesz być pomocny dla tych, którzy nadal tkwią w złudzeniu lęku, zapewniając ich w ciszy swego serca, że nie ma sie czego bać.