O śmierci ego i poddaniu się

Z punktu widzenia ego poddanie się jest śmiercią. Innymi słowy, gdy poddajesz się Duchowi, ego w tobie umiera. Jak poddać się Duchowi? Wystarczy uświadomić sobie, że sam z siebie naprawdę nie możesz uczynić niczego. Nie możesz się ani pogorszyć, ani ulepszyć. Nie możesz sam siebie naprawdę zmienić. Nie możesz sam siebie przebudzić. Możesz tylko podjąć decyzję, że przestaniesz siebie i kogokolwiek naprawiać. Jak można naprawić coś, co już jest doskonałe? Możesz więc przestać przeszkadzać Doskonałości, która już jest w tobie.

– Jakiej doskonałości? – mówi ego, spoglądając na świat? – Cóż tutaj jest doskonałe? Czy nie widzisz, jaki jesteś grzeszny? Czy nie widzisz wszystkich błędów, wad i wypaczeń w ludziach i rzeczach dookoła?

Ego nie jest zdolne do widzenia doskonałości, ale ty możesz jej doświadczyć w każdej chwili, gdy zdecydujesz, że nie chcesz już utożsamiać się z ego – że nie chcesz już podtrzymywać w sobie wiary w lęk, w poczucie winy i brak. Podjęcie tej decyzji nie jest tylko aktem mentalnym, nie jest jedynie powiedzeniem sobie: „Mam dość. Poddaję się”. Tak naprawdę możesz podjąć tę decyzję jedynie wtedy, gdy potrafisz przyznać się sam przed sobą, że ego i cały jego świat nie jest już dla ciebie opcją. Innymi słowy, własne opcje działania, własne pomysły na zbawienie siebie i świata ci się skończyły i jesteś gotów na coś Nowego.

Poddanie się jest więc równoznaczne ze śmiercią tego, kim – jak myślałeś – jesteś. Kto podejmuję tę decyzję? Z pewnością nie ego. Podejmujesz ją ty – prawdziwy ty w chwili, gdy autentycznie i szczerze przyznajesz, że byłeś twórcą konfliktu i nie zamierzasz go już dłużej podtrzymywać. Dopóki bowiem cenisz choć odrobinę konfliktu, choć odrobinę własnej racji i osądu – czyli choć odrobinę ego – Bóg nie może w pełni wkroczyć. Gdy jednak naprawdę masz dość, nie pozostaje nic innego, jak pozwolić Bogu na działanie. Poddanie się nie jest więc nawet dokonywane przez ciebie, ale za ciebie. Ty jedynie na nie przyzwalasz. Po prostu odpuszczasz i pozwalasz Duchowi oddychać, działać i mówić poprzez ciebie. Krótko mówiąc, przestajesz kontrolować swoje życie z punktu widzenia ego. Oddajesz je Nieznanemu.

Bóg jest Nieznanym dla ego, ale nie dla ciebie. Gdy przestajesz trzymać się tego, co jest znane ego – czyli wszystkich swoich dotychczas koncepcji i przekonań na temat rzeczywistości, nawet tych duchowych – zaczynasz doświadczać tego, co jest znane tobie. Zaczynasz doświadczać Miłości i Pokoju, jakich ego nie może sobie nawet wyobrazić. Zaczynasz doświadczać swojej Rzeczywistości. Ego w tobie umiera, a ty się rodzisz na nowo z Ducha.

Jak to uczynić? Nie próbuj tego uczynić. Po prostu przestań się opierać temu, co odsłania się przed tobą w tej chwili. Weź głęboki oddech i przyzwól na pojawiające się w tobie emocje. Obejmij je świadomą uwagą, zamiast z nimi walczyć lub projektować na innych. Gdy zamiast osądzać to, co jest, jako złe czy niechciane, po prostu na to przyzwalasz, przestaje to mieć nad tobą władzę. Rozpoznajesz, że nie ma w tym żadnej mocy, oprócz tej, która ty sam temu nadałeś poprzez swój opór i walkę. Gdy to widzisz i przestajesz się opierać, poddanie dokonuje się samo. Bóg czy też Świadomość obejmuje – za twoim przyzwoleniem – wszystko, co do tej pory przed Nią ukrywałeś. W ten sposób zaczynasz rozpoznawać, że Bóg jest we wszystkim, co widzisz. Bóg jest nawet w tym, co do tej pory – z punktu widzenia ego – uznawałeś za złe, grzeszne czy niewłaściwe. I tak oto widzisz, że nie ma nic złego, grzesznego czy niewłaściwego. Wszystko jest doskonałe i święte, ponieważ z twego umysłu zniknął osąd.

3 Replies to “O śmierci ego i poddaniu się”