O mocy stwarzania

Poniżej umieszczam pytanie, które ktoś zadał mi na facebookowej stronie Głos Spoza Czasu oraz moją odpowiedź (za zgodą osoby pytającej). Może dla kogoś okaże się to pomocne:

PYTANIE: Dzień dobry. Proszę o pomoc w zrozumieniu pewnej, w moim mniemaniu, sprzeczności. Otóż wg Drogi Serca cz. 2 zaleca się wykonywanie ćwiczeń , które polegają na uświadamianiu sobie, że jesteśmy twórcami naszych doświadczeń , np. doświadczenie bycia w ciele. – ”jest we mnie coś tak wspaniałego, potężnego, że zmaterializowałem świadomość bycia w ciele w czasie i przestrzeni” oraz ćw. nr 2: „spogladaj na swoje wytwory i zachwycaj się”. Czy mam sie zachwycać wojna, którą wytworzyłam, lwem, który zjada antypopę, czy guzem jaki wytworzyłam we własnym ciele? Przecież KC uczy nas, że wszystko, co widzę nic nie znaczy, że świat, że świat, który widzę nic nie znaczy. Przecież jako ludzie nie jesteśmy w stanie stwarzać prawidłowo, bo robimy to w oderwaniu od Boga.

ODPOWIEDŹ: Nie ma żadnej sprzeczności między jednym a drugim. Owszem, świat, który widzisz, nic nie znaczy. To zaś oznacza jedynie, że znaczenie, jakie mu nadałaś w oddzieleniu, nie jest prawdziwe, gdyż oddzielenie nie jest prawdą. Weźmy przykład z guzem. Jeśli potraktujesz guza jako coś złego, to po pierwsze: nadasz temu znaczenie w oddzieleniu i udowodnisz sobie, że ten guz, a co za tym idzie – samo ciało – jednak coś znaczy i jest prawdziwe. Ten guz jednak absolutnie nic nie znaczy. Tak jak ciało nic nie znaczy. Ciało, podobnie jak i guz, nie jest ani dobre, ani złe. Jest całkowicie neutralne.

Dlaczego jesteś proszona w Drodze serca, aby zachwycać się swymi wytworami? Po to tylko, abyś przyjęła swoją moc i przestała oceniać cokolwiek w świecie jako coś złego. Dopóki oceniasz to jako coś złego, wierzysz, że ma to nad tobą władzę. No i wierzysz w swój osąd. Twój osąd mówi ci np. że lew zjadający antylopę to coś złego. To nieprawda. To jest absolutnie neutralne wydarzenie, któremu Ty nadajesz znaczenie swoim osądem. Zamiast widzieć w tym wydarzeniu coś złego, mogłabyś zobaczyć tam czystą energię światła.

Dopóki osądzasz, nie ma mowy o przebaczeniu. Dopóki wierzysz w swój osąd, nie możesz się też otworzyć na stwarzanie. Owszem, prawdą jest, że nie jesteśmy w stanie stwarzać, gdy trwamy w oddzieleniu od Boga. To nie znaczy jednak, że nie jesteśmy w ogóle w stanie stwarzać i że nie używamy Jego twórczej mocy. Wręcz przeciwnie, używamy Jego twórczej mocy przez cały czas, niezależnie od tego, czy posługujemy się nią, by śnić sen o oddzieleniu, czy też by uwolnić się od tego snu. To ta sama moc.

Zachwyt nad własną mocą wcale nie musi oznaczać, że wierzysz w oddzielenie. Oznacza jedynie, że przyjmujesz BEZ WINY pełną odpowiedzialność za swoje stworzenia i że uznajesz iż nie jesteś ofiarą, lecz twórcą. Zamiast mówić sobie: „jestem taka słaba, bo jestem tu w ciele i nic nie mogę na to poradzić” albo „jestem taka zła, bo jestem tu w ciele”, możesz sobie powiedzieć bez osądu: „Wow, to dopiero moc – użyłam całej mocy Boga, by zmaterializować świadomość bycia w ciele. Nikt mi tego nie uczynił. Ja to uczyniłam. A to dopiero!” Zwróć uwagę, że abstrahujemy tu od tego, czy jest to prawdziwe, czy nie. Mówimy tylko, że użyłaś całej mocy Boga, by w to uwierzyć. Nic dziwnego, że stało się to dla Ciebie prawdziwe.

Gdy pozwolisz sobie na zachwyt nad swoją mocą, zamiast katować się osądami, że stało się coś złego, wówczas rozpoznasz świętość we wszystkim. Uświadomisz sobie, że Bóg jest naprawdę we wszystkim, co widzisz i że istnieje tylko światło. A w tym rozpoznaniu oddzielenie się skończy w Twoim umyśle. 🙂