Nie ma potrzeby się zmagać – refleksje na temat praktyki Kursu Cudów

Nie ma potrzeby się zmagaćPraktyka Kursu Cudów jest czymś bardzo indywidualnym. Nie ma reguły na to, kto będzie miał wiekszą łatwość w przyswajaniu lekcji i pracy z Kursem. Ludzie mający wcześniejsze doświadczenia z medytacją czy jakąkolwiek duchową praktyką poddania, mogą szybciej przyjmować pewne idee z Książki Ćwiczeń, ale może też zdarzyć się tak, że ich własne koncepcje i wiedza z przeszłości zniekształcą w ich umysłach przesłanie Kursu. Umysł ludzki lubi porównywać i jeżeli opieramy się na porównaniach i na koncepcjach, to mijamy się z tym, co Kurs chce przekazać. Dlatego jedną z podstawowych idei praktykowanych w Kursie Cudów jest uwalnianie własnych koncepcji i otwieranie się na doświadczenie Czegoś ponad koncepcjami. Opór przed przyjęciem przesłania Kursu może przybierać różne formy – również taką, że wydaje mi się, iż wiem, co Kurs ma na myśli w oparciu o przeszłe, nawet duchowe doświadczenie. Gdy umysłowi wydaje się, że wie, wówczas szufladkuje to, co jest mu oferowane, umieszcza to w ramach, które zna i nie jest otwarty na coś nowego. A zawsze jest coś Nowego. I zawsze jest nam oferowane więcej niż nam się wydaje. I to nie tylko w Kursie, ale w każdym duchowym nauczaniu, które kładzie nacisk na uwolnienie się od koncepcji.

Z drugiej strony, spotkałem się też z ludźmi, którzy bardzo czują idee z Kursu Cudów, ale w pewnym sensie już przerobili to, o czym mówi Kurs, w oparciu o jakąś inną duchową praktykę lub spontaniczne doświadczenie przebudzenia. Ktoś kiedyś mi mówił, że trudno mu było zrozumieć, że w pierwszych lekcjach Kurs prosi o tak rzadkie i krótkie powtarzanie myśli na dany dzień (jak np. dwa razy dziennie przez jedną minutę). Ta osoba żyła już tymi ideami, więc wydawało się jej, że to za mało. Powiedziałem jej wówczas, że taka praktyka to pewne minimum, które specjalne dane jest umysłowi w tej formie, aby nie poczuł się do czegoś przymuszany. W późniejszych lekcjach Kurs tę praktykę rozszerza, prowadząc – poprzez pewien rodzaj duchowej dyscypliny – do takiego stanu świadomości, w którym zaczynasz żyć tymi ideami. Otwartość na działanie Ducha Świętego w codziennym życiu, uwalnianie swoich myśli, przebaczenie w pewnym momencie stają się jak oddychanie. Trening umysłu ma właśnie do tego prowadzić. Niewytrenowany umysł nie może osiągnąć niczego, ponieważ wierzy w swoje myśli i polega na swoim doświadczeniu z przeszłości.

Inne osoby mają z kolei problem sumienną praktyką i pamiętaniem o ćwiczeniach z Kursu choćby kilka razy w ciągu dnia. Ważne jest, żeby nie potępiać siebie za potknięcia, brak pilności, zapomnienia. Mówienie sobie: „znowu nawaliłem” to wpędzanie siebie w poczucie winy, a to jest sprzeczne z celem, do którego Kurs prowadzi. Bardzo wyraźnie mówi o tym fragment lekcji 95:

Twe błędy nie opóźniają Ducha Świętego w Jego nauczaniu. Powstrzymywać może Go jedynie twoja niechęć, by pozwolić im przeminąć. Miejmy więc w sobie determinację – zwłaszcza przez mniej więcej następny tydzień – byśmy byli chętni, aby wybaczać sobie nasze zaniedbania w pilności i nasze niepowodzenia w stosowaniu się do instrukcji udzielonych do ćwiczenia idei na dany dzień. Ta tolerancja wobec słabości pozwoli nam ją raczej przeoczyć niż dawać jej moc opóźniania naszej nauki. Jeżeli dajemy jej tę moc, uważamy ją za siłę i mylimy siłę ze słabością.

Gdy nie udaje ci się sprostać wymogom tego kursu, popełniasz jedynie błąd. To nawołuje do naprawy i niczego więcej. Pozwalanie na to, by błąd trwał, jest popełnianiem dodatkowych błędów, opartych na tym pierwszym i wzmacniających go. Właśnie tego procesu należy zaprzestać, bo jest on jedynie kolejnym sposobem, w jaki chcesz bronić złudzeń przed prawdą.

A zatem jeśli popełniłeś błąd – nawet jeśli zapomniałeś o większości powtórzeń lekcji danego dnia – to nie biczuj się za to, tylko podejmij decyzję, by od tej pory pamiętać, czyli postanów by w tej właśnie chwili twój umysł został naprawiony. Po prostu wybierz jeszcze raz.

W Kursie Cudów nie chodzi o sztywną duchową dyscyplinę, lecz o użycie prezentowanych idei do rozpuszczenia oporu ego. Opór ten może przybierać różną formę: od frustracji związanej z niezrozumieniem począwszy, przez koncepcyjne rozumienie lekcji, niechęć do konkretnych idei w nich przedstawionych lub praktykowania o określonych porach lub przez określoną ilość czasu, aż po zasypianie podczas praktyki czy też wyraźnie negatywne emocje. Wprowadzenie do Książki Ćwiczeń mówi, żeby robić ćwiczenia mimo oporu i zapewnia, że ostatecznie i tak zadziałają. Jak poradzić sobie z oporem? Najlepiej po prostu włączyć go w praktykę. Możesz więc po prostu przyjrzeć się temu oporowi, pobyć z nim przez chwilę zamiast od niego uciekać. Możesz po prostu zauważyć: „Aha, teraz się opieram! Czemu się opieram? Jak się wyraża w ciele mój opór?”. Takie świadome spojrzenie – bez osądzania – na własną nieświadomość sprawia, że nieświadomość będzie się rozpuszczać, a ty zaczniesz czuć więcej energii. Opór nie jest czymś złym. Bardzo często jest oznaką, że doświadczenie światła się zbliża, a umysł znajduje wymówkę, by do niego nie dopuścić. Nie potępiaj się za to, ale bądź wdzięczny, że praktyka wydobywa w tobie na wierzch coś, na co nie chciałeś, być może, do tej pory patrzeć, a co domaga się uzdrowienia.

Ostatnio spotykam się z pytaniami w rodzaju: „czy jeśli nie można sprostać wymaganiom Kursu (np. specyfika pracy nie pozwala na cogodzinne pięciominutowe medytacje zalecane w późniejszym okresie praktyki Książki Ćwiczeń), to czy to się liczy?”. Przyjrzyjmy się temu przez chwilę:

Zanim odpowiesz sobie na pytanie, czy to się liczy, zadaj sobie pytanie, czy na pewno nie da się nic zrobić, żeby sobie te kilka zalecanych minut zaofiarować. Pamiętaj, że jest to twój własny dar dla siebie samego. Ktoś mi kiedyś opowiadał, jak w pracy, w której nie było możliwości oddzielania się od otoczenia, próbował jednak znajdować różne sposoby, np. wychodził do toalety lub znajdował inne sposobności, by przez parę minut wykonywać ćwiczenia. Dobrze jest więc zastanowić się, na ile brak sposobności jest faktem, a na ile wymówką. Chodzi po prostu o to, żeby nie mówić od razu „nie mogę” i koniec, tylko wpierw otworzyć się na coś więcej w swoim umyśle. W końcu ty jesteś twórcą swego doświadczenia. Może jednak da się coś zmienić w sposobie pracy, żebyś mógł pamiętać o swoim prawdziwym celu. Jeśli uznasz, że absolutnie nie możesz wykonywać pięciominutowych ćwiczeń, to przynajmniej postaraj się raz na godzinę pomyśleć na chwilę o idei z lekcji i – jeśli to możliwe – przez następne pare minut być świadomym tej idei nawet z otwartymi oczami i wykonując swoje normalne obowiązki.

Przyjrzyj sie temu, na ile jest dla ciebie ważne twoje przebudzenie. Czy jest ono dla ciebie priorytetem? Jak odpowiesz na te pytanie twierdząco, to wówczas pewnie się okaże, że znajdą się jednak sposoby, by zająć się praktyką częściej niż myślałeś. Nawet jeśli nie będziesz robił ćwiczeń z sugerowaną w danej lekcji częstotliwością, to i tak będziesz się starał to robić jak najczęściej możesz. A więc nie musisz uznawać lekcji za „niezaliczoną”, jeśli ci się nie uda sprostać wymaganiom. Oczywiście możesz poświęcić danej lekcji więcej niż jeden dzień, jeśli czujesz, że jeszcze jej nie zrobiłeś. Istotą zrobionej lekcji nie jest jednak ilość powtórzeń i ilość czasu, jaki jej poświęcisz, lecz doświadczenie pokoju, do którego prowadzi.

Z pewnością nie chodzi o ideę mentalnego odbębniania lekcji jako jakichś formułek, ponieważ jeśli będziesz tak robił, lekcje bardzo szybko staną się pustym rytułałem, który niczego nie zmienia, a wręcz wywołuje frustrację. Potraktuj więc raczej praktykę lekcji jako okazję do dobrowolnego przyzwolenia na spotkanie z prawdą o sobie samym. Nie staraj się robić lekcji w sposób intelektualny, lecz otwórz swe serce. Nawet jeśli nie uda ci się zrobić wszystkich zalecanych w Książce Ćwiczeń powtórzeń danej lekcji, to spróbuj stopniowo wprowadzać idee, które praktykujesz, do swojej codzienności. Chodzi o to, żeby studiowanie Kursu nie było tylko mechaniczną czynnością, którą wykonujesz raz na jakiś czas, po czym odkładasz książkę na półkę, po to by znów być takim człowiekiem, jakim byłeś przedtem. Pozwól sobie na zmianę tego, jak się czujesz, tego, jak postrzegasz świat, oraz tego, co robisz, poprzez emocjonalne zaangażowanie w ćwiczenia, podejście do nich jako czegoś świętego, co służy twojemu uwolnieniu od własnych złudzeń. Gdy dzięki ćwiczeniom zaczniesz czuć się inaczej, zaczniesz czuć wewnętrzny spokój, to spróbuj następnie wnieść ów spokój do swojej rodziny, pracy, czy jakichkolwiek okoliczności, w jakich się znajdujesz. W ten sposób poczujesz, że praktyka Kursu nie tylko zmienia na chwilę twoje wewnętrzne doświadczenie, lecz faktycznie zmienia twój sposób widzenia i odczuwania świata. Zamiast wracać do starych nawyków podtrzymywania konfliktu, lęku i winy, zdecyduj się pamiętać o swoim celu, gdziekolwiek jesteś.

W praktyce Kursu Cudów na pewno nie chodzi o zmaganie. Jeśli więc czujesz, że zmagasz się z daną lekcją czy formą praktyki, to nie oceniaj za to ani siebie ani lekcji, tylko przyjrzyj się w nieosądzający sposób własnemu zmaganiu. Włącz to doświadczenie w swoją praktykę, pozwól mu być takie, jakie jest, nie walcz z nim, tylko szczerze przyjrzyj się, co ono ci pokazuje. I pozwól na przemianę.

Zmaganie studentów Kursu Cudów często wiąże się z niezrozumieniem języka, jakim jest napisany. Język ten wydaje się niektórym zbyt abstrakcyjny i gubią się w koncepcjach omawianych w Tekście Kursu. Jeszcze inni mają kłopoty z akceptacją terminologii chrześcijańskiej lub jej interpretacją oferowaną przez Autora. A gdyby tak pozwolić sobie na chwilę wyjść poza terminologię i koncepcje i skupić się na doświadczeniu, do którego Kurs prowadzi? Celem Kursu jest POKÓJ. Nie musisz pojąć wszystkiego, co Kurs mówi, aby doświadczyć pokoju, który przekracza wszelkie pojmowanie. Jak mówi sam Kurs, rozumienie nie jest wręcz konieczne. Z twojej strony potrzebna jest jedynie odrobina chęci i przyzwolenie na duchowe doświadczenie tego, czym już w rzeczywistości jesteś. Reszta jest ci dana. Doświadczenie jest ci dane. I to dzięki doświadczeniu przychodzi zrozumienie.

Nie rozumiesz tego, co przyjąłeś, lecz pamiętaj, że twoje rozumienie nie jest konieczne. Wszystkim, co było konieczne, było po prostu życzenie zrozumienia. Życzenie to było pragnieniem bycia świętym. Wola Boga jest ci przyznana. Pragniesz bowiem jedynej rzeczy, jaką kiedykolwiek miałeś i jaką kiedykolwiek byłeś. (Kurs Cudów, Rozdział 18, III)

Nie ma potrzeby się zmagać. Wszelkie zmaganie jest odzwierciedleniem nie wzięcia odpowiedzialności za własne myśli (próbą przerzucenia odpowiedzialności na sytuację, innych ludzi, lekcje Kursu czy Boga). Droga do Boga jest łatwa. Wszelkie kłody, jakie sobie na niej stawiasz to twoje pragnienie by być innym niż to, jakim stworzył cię Bóg. A Bóg stworzył cię jako twórcę. Jeśli tak, to możesz przyznać, że to ty tworzysz swoje doświadczenie zmagania i nieoceniając się za to, możesz pozwolić na zmianę. Zmiana dokonuje się sama, gdy przestajesz się zmagać z własnym zmaganiem. Po prostu je  obserwujesz. Wpuszczasz w nie światło świadomości poprzez zwyczajne pozwolenie sobie na odczucie tego, co czujesz i zaakceptowanie tego jako swojego wytworu – jako wyrazu mocy własnego umysłu. Gdy już rozpozajesz, że nikt ci niczego nie robi, ponieważ jest tylko jedna moc, wówczas energia  konfliktu i zmagania zaczynają się rozpuszczać. Zastępuje je energia spokoju i radości.

One Reply to “Nie ma potrzeby się zmagać – refleksje na temat praktyki Kursu Cudów”

  1. Z serca dziękuję 🙂 Ten post jest właśnie dla mnie 🙂 Od 1 marca rozpoczęłam Kurs. Wcześniej, od kilku lat nieregularnie słuchałam nagrań Rafała na kanale „głos spoza czasu”, a zwłaszcza wtedy, gdy potrzebowałam szybkiego podniesienia wibracji. Głos Rafała plus jego interpretacja lekcji Kursu to dla mnie niezawodna recepta na natychmiastową zmianę obniżonego nastroju. „Moja” decyzja, żeby zacząć systematycznie studiować Kurs Cudów, była inspiracją mojej duszy. Zostałam równocześnie „przyprowadzona” na blog Droga Mistrzostwa. Rozpoczęłam praktykę Drogi Serca, w nieustającym zachwycie, ekstazie wręcz. Słucham po kilka razy dziennie lekcji pierwszej, ale i innych przekazów w przekładzie Marysi i Rafała (błogosławię Was za to z wdzięcznością) i te wszystkie treści, genialne w swej jasności i prostocie, równocześnie otwierają we mnie jakby pokłady pamięci, że ta wiedza już we mnie jest,że to jest „moje”, już mi znane, tylko potrzebowało odpowiedniego czasu i okoliczności, żeby wypłynąć na powierzchnię. Cóż za radość, czuję się tak szczęśliwa, jakbym odnalazła to, czego szukałam przez całe życie.
    DZIĘKUJĘ ! Pozdrawiam z miłością.