„Najlepszy” – refleksje o wychodzeniu z nałogu po obejrzeniu filmu

Najlepszy

Wszystko jest możliwe. Tak można by streścić przesłanie polskiego filmu „Najlepszy”, który od listopada 2017 r. można oglądać w kinach. Przedstawia on poruszającą opartą na faktach historię Jerzego Górskiego, który był narkomanem przez 14 lat, aż pewnego dnia podjął decyzję, że musi przestać i odmienić swoje życie. I udało mu się. Nie tylko wyszedł z nałogu, ale zaczął realizować rzekomo niedościgniony cel jako sportowiec-triatlonista.

Choć z pozoru film nie porusza kwestii duchowej przemiany, to według mnie transformacja głównego bohatera miała charakter głęboko duchowy. Nie będę opisywał całego filmu. Potraktuje go raczej jako pretekst do przyjrzenia się krokom, których podjęcie jest niezbędne, aby mogło dojść do uzdrowienia. Kroki te są bowiem uniwersalne i dotyczą każdego człowieka, niezależnie od tego, czy boryka się z narkomanią, alkoholizmem, czy powszechą na tym świecie chorobą egoholizmu.

Dość! Pomocy!
Dla Jurka wszystko zaczęło się od prostej myśli: „Mam dość. Już dalej tak nie mogę. Potrzebuję pomocy”. To jest moment, w którym zaczął szukać innego rozwiązania, ponieważ uświadomił sobie, że sam nie daje rady. Tak się zaczyna każda autentyczna przemiana: najpierw uznajesz, że nie możesz robić tego, co robiłeś do tej pory, ale ponieważ nie wiesz, jak przestać, prosisz o pomoc.

Wzięcie odpowiedzialności, pokora i dyscyplina
Choć Jurek poprosił o pomoc, to na tym nie skończyła się jego praca. Musiał też wziąć odpowiedzialność za swoje wybory, by rozpoznać, że wszystkie jego decyzje i działania prowadzą do określonych konsekwencji. W tym pomogła mu surowa dyscyplina ośrodka Monaru, gdzie zaczęła się jego terapia odwykowa. Choć początkowo burzył się przeciwko panującym tam zasadom, to w końcu uznał, że jeśli nie zrobi tego, o co jest proszony, na 100 procent, to w ogóle tego nie zrobi, i wróci do nałogu.

„Możesz odejść. Drzwi są zawsze otwarte.” – powtarzali mu przełożeni ośrodka. Nikt go nie zmuszał do terapii. W każdej chwili mógł wrócić do dawnego życia. Zupełnie tak jak mnie nikt nie zmusza do tego, żeby stosować duchową dycyplinę porzucania ego i pamiętania prawdy. W każdej chwili mogę wrócić do dawnego „życia” w lęku. Czy jednak naprawdę tego chcę? Czy też wolę z pokorą uznać, że moje własne sposoby rozwiązywania problemów zawiodły i zdać się na rozwiązanie spoza mojego układu odniesienia?

Poddanie się Sile Wyższej
W przypadku Jerzego inny układ odniesienia, czy też siłę wyższą, reprezentowali podczas terapii przełożeni Monaru. W moim czy twoim przypadku innym układem odniesienia, lub siłą wyższą, może być cokolwiek, na przykład Bóg. W jednym i drugim przypadku potrzebna jest jednak dyscyplina – nie jako narzędzie zniewolenia, ale wręcz przeciwnie – jako środek do odzyskania wolności. Nie chodzi wcale o to, że ktoś mi tę dyscyplinę narzuca. Ja sam ją wybieram, żebym mógł doświadczyć wolności. Początkowo jest to dycyplina polegająca na czujności skierowanej przeciwko wszystkiemu, co nie jest prawdą, a więc wszelkim przejawom lęku, winy i konfliktu. Później staje się to coraz bardziej naturalną dycypliną „trzymania się Boga”, czyli skupienia na pojedynczym celu, jakim jest prawda. To dzięki poddaniu się tej Sile przychodzi doświadczenie pokoju i łaski.

Cel a bycie najlepszym
Do pełnego uzdrowienia z nałogu konieczny jest CEL. Mało tego – jak powiedział Jurkowi na filmie Marek Kotański w pełnej pasji scenie rozmowy w samochodzie – trzeba być w dążeniu do tego celu najlepszym. Co to znaczy? To znaczy, że aby wyjść z jakiegokolwiek nałogu, trzeba tego pragnąć każdą cząstką swego istnienia. Nie da się zrobić tego częściowo. Można to tylko zrobić bezkompromisowo i stuprocentowo. Czyż nie tak samo jest z nałogiem wiary w konflikt, małość i ograniczenie? Dopóki nie postanawiam wznieść się ponad przeciętność i rutynę, to odmawiam sobie doświadczenia pełni, a tym samym trwam w nałogu lęku.

Szczerość i spojrzenie do wnętrza
Film jest pełen scen, w którym główny bohater rozmawia z urojonym odzwierciedleniem samego siebie, czy też z tym, co nazwalibyśmy ego, bądź też tą częścią jego własnego umysłu, która zmierzała do jego zniszczenia. Nawet jeśli nie borykałeś z żadnym ostrym nałogiem, to z pewnością sceny te będą ci znajome. Za każdym razem, gdy rozmawiasz w swojej głowie z głosem, który podsuwa ci jakiekolwiek inne rozwiązanie niż doskonały pokój, to rozmawiasz z urojonym głosem ego.

Jakie jest rozwiązanie proponowane przez ego? Nie patrz na konflikt i lęk, tylko je ukryj. Uśmierz je na tyle, by poczuć się trochę lepiej, ale – broń Boże – całkowicie się od nich nie uwolnij. Uwolnienie od konfliktu i lęku oznacza bowiem koniec iluzji ego, a ego nie chce na to pozwolić. Podpowiada ci więc, że lepiej jest odurzyć się kolejną dawką narkotyku lub czymkolwiek, czym się odurzasz w codziennym życiu, na przykład jedzeniem, gromadzeniem rzeczy, zakupami, seksem, pracą, najnowszymi osiągnięciami technologii, facebookiem, zastrzykami adrenaliny, zaprzątnieciem własnymi myślami, narzekaniem, plotkowaniem, itp.

Jak się od tego uwolnić? Kluczem jest zatrzymanie i spojrzenie do własnego wnętrza. Nie musi to oczywiście przybierać tak skrajnej i ciężkiej formy, jak u bohatera filmu. Tak naprawdę walka z ego w ogóle nie jest potrzebna, ponieważ ego nie jest prawdziwe. Konieczne jest jednak szczere spojrzenie w lustro własnego umysłu. Takie uczciwe spojrzenie do wnętrza najczęściej na początku wiąże się z lękiem. To wcale nie oznacza, że wcześniej lęku nie było. Oznacza jedynie, że uświadamiasz sobie coś, na co wcześniej nie chciałeś patrzyć. Gdy zaś spoglądasz wprost na lęk, na ego, na swój konflikt – bez odwracania głowy, bez znieczulania się kolejnymi ludzkimi rozwiązaniami problemu – dopiero wtedy możesz rozpoznać, że to, na co patrzysz, nie ma na ciebie żadnego wpływu. Uwalniasz się od tego, ponieważ uświadamiasz sobie piękną, kochającą, wolną rzeczywistość, która znajduje się w tym samym miejscu, w którym do tej pory wydawał się panować lęk. Na tym polega cały paradoks duchowej przemiany: Gdy spoglądasz do wnętrza, spodziewasz się znaleźć tam lęk i dlatego boisz się tam spojrzeć. Odurzasz się więc na wszelkie sposoby, byle tylko nie poczuć siebie. A jednak gdy tylko wyrażasz chęć, by się zatrzymać i spojrzeć do wnętrza, wówczas odkrywasz, że jest tam jedynie miłość. Wszystko inne było złudzeniem.

Odwyk i przyzwolenie
Film „Najlepszy” pokazał skrajne i wręcz bolesne fizyczne objawy terapii odwykowej. Powtórzmy jednak to, co powiedzieliśmy wcześniej: twoje porzucanie nałogu wiary w ego wcale nie musi być tak trudne, jak w przypadku bohatera naszego filmu. Warto wiedzieć, że możesz mieć jednak do czynienia z „objawami odstawienniczymi”. Dlaczego? Ponieważ gdy już się nie znieczulasz, czyli nie „pudrujesz” konfliktu doraźnymi środkami, by na chwilę poczuć się lepiej, to najprawdopodobniej na chwilę uświadomisz sobie ból, jaki wiąże się z ideą oddzielenia. Ważne jest, żeby spojrzeć na to, co wytworzyłeś, ale jednocześnie nie zatrzymywać się na tym etapie. Zatrzymanie się w tym miejscu jest główną przyczyną niepowodzenia wielu form terapii. Jeśli bowiem zatrzymasz się na poziomie bólu, to zatrzymasz się na poziomie iluzji i ją dla siebie urzeczywistnisz.

Twoja przemiana nie polega więc na rozgrzebywaniu bólu, lecz na byciu świadomym siebie i tego, co czujesz bez ukrywania czegokolwiek. Dzięki takiemu pozwoleniu sobie na doświadczanie samego siebie z jednoczesną świadomością celu, rozpoczyna sie proces uwalniania. Można powiedzieć, że jakakolwiek autentyczna duchowa praktyka uwalniania jest treningiem oduczania się tego, czego się nauczyłeś w przeszłości. Ten swego rodzaju „duchowy odwyk” nie odbywa się tylko na płaszczyźnie mentalnej, ale przede wszystkim emocjonalnej i fizycznej. Gdy zaś stare głęboko ukryte wspomnienia winy i lęku zostają obnażone i uwolnione z pamięci komórkowej, twój duchowy odwyk przestaje być doświadczeniem traumatycznym, a staje się radosną przygodą uzdrowienia i przebaczenia. Przestajesz się bowiem bronić czy też opierać temu, co się pojawia, a zamiast tego pozwalasz wszystkiemu, aby było takie, jakie jest – bez osądzania. W tym przyzwoleniu uwolnienie złudzeń dokonuje się automatycznie

Zadośćuczynienie
Nie było na filmie wiele mowy o zadośćuczynieniu za błędy popełnione podczas trwania w nałogu, choć główny bohater filmu na swój sposób starał się je naprawić. Jedno jest pewne – każdy, kto wyszedł z jakiegokolwiek nałogu, wie, że nie da się tego zrobić koncepcyjnie, czyli bez przemiany na poziomie formy. Trzeba wziąć odpowiedzialność za siebie i – jeśli to możliwe – przeprosić tych, których się skrzywdziło oraz uporządkować swoje życie. Bez tego uwolnienie z nałogu będzie tylko teorią bez pokrycia.

Dobrze jest pamietać, że nie jest istotne, czy druga osoba przyjmie nasze zadośćuczynienie. Tu chodzi tylko o nas – o nasze własne wzięcie odpowiedzialności za siebie, o stawienie czoła sytuacjom, przed którymi wcześniej próbowaliśmy uciec, o nieukrywanie się, tak aby nasze własne poczucie winy i lęk mogły zniknąć w świetle prawdy. Prawdą o nas jest niewinność, wolność od lęku i miłość, ale nie będziemy o tym wiedzieć dopóki ukrywamy się przed prawdą. Jedną z form ukrywania się przed prawdą może być stwierdzenie: „Och, ja nie muszę przepraszać, bo przecież nie ma winy”. Tak, nie ma winy, ale to nie jest koncepcja! To jest doświadczenie.

Jeśli przepraszasz w poczuciu winy, to faktycznie  twoje przeprosiny nie prowadzą do naprawy myślenia i postrzegania, czyli uwolnienia od winy. Nie o takie przeprosiny nam chodzi. Chodzi po prostu o rozpoznanie własnej całkowitej odpowiedzialności za wszystko, co kiedykolwiek się wydarzyło między tobą a drugim człowiekiem (nawet jeśli wcześniej wydawało ci się, że odpowiedzialność spoczywa na nim) oraz zadeklarowanie w swoim umyśle, że od tej pory chcesz patrzeć na tę osobę oczami miłości zamiast oczami winy i lęku.

Determinacja i dawanie
Czy w procesie wychodzenia z nałogu przydaje się determinacja? Oczywiście, że tak. Jerzy Górski nie zaszedłby daleko, gdyby nie jego determinacja, by trzymać się celu, który sobie wyznaczył, i za nim podążać. Czy tak samo jest w przypadku jakiejkolwiek duchowej przemiany? Tak, choć film bardziej akcentował ludzką siłę woli, a w przypadku całkowitej duchowej przemiany nie tyle chodzi o ludzką siłę woli, co o determinację, by porzucić ludzkie zmagania i zdać się na Siłę Boga w nas. Mechanizm jednak jest bardzo podobny. Determinacja oznacza bowiem konsekwencję w dążeniu do celu mimo ewentualnych przeciwności. Posłużmy się przykładem: Jeżeli twoim celem jest Bóg, czy też oświecenie, to wcale nie oznacza, że ego nie będzie się szarpać, by za wszelką ceną udowodnić ci, że to ono jest twoją rzeczywistością i że nie możesz się przebudzić, lecz musisz trwać w kondycji lęku. Rzecz nie jest w tym. Rzecz jest w tym, co z tym zrobisz. Czy zdecydujesz się zapomnieć, kim jesteś, czy też będziesz zdeterminowany pamiętać? Czy potulnie zgodzisz się z ego, czy też powiesz: „Nie, ja już tego nie robię. Nie jestem ego. Nie jestem lękiem. Nie  jestem małością. Jestem taki, jakim stworzył mnie Bóg”.

W zachowaniu poczytalności bardzo pomocne jest również dawanie. O tym aspekcie uzdrowienia z nałogu film akurat nie wspominał, poza końcowym fragmentem, na którym Jerzy Górski mówi, że jego historia może być inspiracją dla innych uzależnionych. Dzielenie się świadectwem własnego uzdrowienia nie jest jednak tylko inspiracją dla innych, ale przede wszystkim pozwala danej osobie, która dzieli się swoim doświadczeniem, pozostać w stanie trzeźwości. Jest tak dlatego, że poprzez dawanie tego, co otrzymaliśmy, pamiętamy, że jest to nasze. Choć wydaje się, że dajemy komuś innemu, tak naprawdę zawsze dajemy sobie.

Prosić o wszystko
Tak jak powiedziałem na początku, artykuł ten w żadnym razie nie jest opisem ani recenzją filmu, a raczej pretekstem do rozważań na temat uzdrowienia z jakiegokolwiek nałogu. Polecam jednak jak najbardziej obejrzenie samego filmu. Dla mnie był bardzo inspirujący. Przypomniał mi, że bycie przeciętnym nie jest wystarczające. W wychodzeniu ponad przeciętność nie chodzi banajmniej o bycie lepszym od innych, tak jak Jerzemu nie chodziło wcale o pokonanie rywali czy o medal w triatlonie. Chodzi o proszenie o wszystko i o zwycięstwo nad własną pokusą trzymania się małości. Chodzi o całkowite skupienie na celu zamiast koncentrowania się na lęku. Można powiedzieć, że Jerzy Górski nie miał wyjścia. Musiał być najlepszy, bezkompromisowy i stuprocentowy w tym, co robił, żeby nie być w lęku. Dokładnie tak samo jest z moją duchowa przemianą. Tylko stuprocentowe i całkowite skupienie na Bogu, który jest  prawdą o mnie samym, uwalnia mnie od moich złudzeń. Wszelkie odchylenie, czy jakakolwiek wymyślona przeze mnie droga pośrednia, prowadzi mnie do konfliktu. Gdy jednak dobrowolnie oddaję swoje życie w Ręce Boga, wówczas kończy się walka i zmaganie. Pozostaje jedynie przyzwolenie i odprężenie w tym, co było, jest i zawsze będzie prawdziwe. A wraz z tym pojawia się doświadczenie lekkości, spokoju i radości

2 myśli nt. „„Najlepszy” – refleksje o wychodzeniu z nałogu po obejrzeniu filmu

  1. Podczas czytania tekstu uswiadomilam sobie z cala moca, ze wszelki bol, cierpienie czy nalog – nie maja w sobie zadnej wartosci, a sa jedynie ZNAKAMI naszej wielkiej pomylki – ze podazamy w zlym kierunku w naszym umysle. I sa jeszcze NAKAZAMI – zebysmy byli tak dobrzy jak 100%:) Owe 100% jest jedynym gwarantem ‚sukcesu’, na kazdym polu. Ale oczywiscie prawdziwie wazny i rzeczywisty sukces – to ten polegajacy na trwaniu w lacznosci z Bogiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*