Nie ukrywaj niczego

O obnażeniu lęku i doświadczeniu miłościNie jest twym zadaniem szukać miłości, lecz jedynie szukać w swym wnętrzu wszystkich barier, które przeciw niej postawiłeś, i je odnaleźć. Nie jest konieczne, by szukać tego, co prawdziwe, ale jest konieczne, by szukać tego, co fałszywe. Każde złudzenie jest złudzeniem lęku, niezależnie od formy, jaką przybiera. (Kurs Cudów, Rozdział 16, IV)

Nie ukrywaj niczego. Innymi słowy, nie zasłaniaj się koncepcją miłości. Nie myśl, że już wiesz, czym jest miłość. Nie masz bladego pojęcia. Gdybyś wiedział, czym jest miłość, nie wydawałoby ci się, że znajdujesz się na Ziemi. Ziemia to miejsce, w którym ukrywasz się przed miłością. A jednak możesz doświadczyć miłości nawet tutaj. Paradoksalnie robisz to, obnażając swój własny lęk ukryty za twoimi koncepcjami o miłości.

Koncepcje miłości były kamuflażem, za którym próbowałeś ukryć swój lęk. Gotowość, by doświadczyć miłości oznacza gotowość, by spojrzeć na to, co ukryłeś. Tylko wtedy, gdy spojrzysz wprost na swój lęk, rozpoznasz, że jest on niczym, i że to, co się boi, nie jest prawdziwe. W tym samym miejscu, gdzie myślałeś, że znajduje się twój lęk, odkryjesz wszechogarniającą potęgę miłości bez przeciwieństwa.

Jezus zaleca w Kursie Cudów, abyś spojrzał uważnie na wszystkie okruchy lęku, bo w przeciwnym razie nie będziesz mógł go poprosić, aby pomógł ci się od nich uwolnić (patrz: Tekst, Rozdział 4, część III, akapit 7). Jakże mógłby ci on pomóc, jeśli nawet nie jesteś świadomy, że twoje zachowanie i myślenie wypływa z lęku? Uświadomienie sobie tego nie jest czymś bolesnym, lecz radosnym, ponieważ oznacza, że to, co ukrywałeś dotąd w ciemnych zakamarkach swojego umysłu i co rządziło tobą w podświadomości, może zostać teraz ujawnione i uzdrowione. Cieszysz się więc patrząc, jak wyłania się skrywane dotąd złudzenie konfliktu, po to, by zniknąć w świetle prawdy.

Podam ci jeden przykład ze swojego własnego doświadczenia. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że nawet nauczając Kursu, nie byłem w pełni autentyczny, że grałem rolę dobrego nauczyciela, żeby nie spojrzeć głębiej w siebie i nie zostać całkowicie uzdrowionym. Myślałem, że bałem się oceny, ale w rzeczywistości bałem się miłości, i ukrywałem się przed nią za koncepcjami. Dopiero gdy pozwoliłem sobie na obnażenie własnego fałszu, zacząłem doświadczać ulgi. Uświadomiłem sobie, że nie ma nikogo, kto by mnie oceniał; że oceniałem jedynie sam siebie i zasłaniałem własne poczucie niskiej wartości fasadą roli, jakiej się podjąłem. Zobaczyłem, że nikogo nie obchodzi rola, jaką gram. Wszystko we wszechświecie chciało, żebym był autentyczny. Wszystko pokazywało mi, że chodzi tylko o mnie. To ja miałem przyjąć Pojednanie dla siebie samego. A mogłem to zrobić tylko poprzez miłość, a nie ukrywanie się przed nią. Zacząłem doświadczać miłości dopiero wtedy, gdy pozwoliłem sobie spojrzeć na przeszkody, jakie umieściłem przed moją jej świadomością. Przeszkodą było moje fałszywe przekonanie, że istnieje ktoś inny niż ja. To przekonanie, stało się źródłem lęku. Nie istniały jednak nigdy podstawy do lęku, ponieważ w rzeczywistości nie ma nikogo innego niż ja. Odkryłem to dopiero wtedy, gdy stanąłem w samym środku swojego lęku, gdy pozwoliłem, aby wszystkie moje własne oceny i projekcje, które odrzuciłem, wróciły do mnie. Wziąłem odpowiedzialność za swój sen o lęku.

Uzdrawiająca przemiana zaczęła dziać się sama. Ja tylko obserwowałem, jak obnażane iluzje znikają w świetle. Miłość Boga nigdy mnie nie odrzuciła, lecz to ja musiałem wyjść jej na spotkanie. Syn marnotrawny musiał przyznać, że się pomylił i wyrazić chęć, by powrócić do Domu. Gdy tylko to uczynił, Ojciec przyjął go z otwartymi ramionami i wydał ucztę na jego cześć. Impreza w Niebie wciąż trwa.