Historia to ty

Historia to ty - wykład Mastera TeacheraOto tłumaczenie niezwykłego wykładu Mastera Teachera z książki pt.: Jakże proste jest rozwiązanie. Goraco polecam uważną lekturę od początku do końca… 🙂

Powiedz mi coś, czego nie pamiętasz. Czy możesz pamiętać chwile nie–pamiętania?

Jeden ze słuchaczy: W danym momencie – tak, lecz w chwili, gdy o tym mówię, to już pamiętam.

Oczywiście, że tak! Gdzie się utożsamiłeś? W czasie przeszłym. Czy jest zatem możliwe – pomyśl o tym przez chwilę – pamiętać coś w przyszłości? Pomyśl o tym… Gdzie jest przyszłość? Tylko w przeszłości! Może ona być jedynie wspomnieniem, jakie masz o sobie i o tym, czym – jak myślisz – jesteś. Jakże mogłaby ona być czymś innym? Twój dylemat polega na tym, że nie przypominasz sobie przyszłości. Gdy się obudzisz, będziesz ją doskonale pamiętał, ponieważ zobaczysz, że idea przyszłości jest konstruowana w oparciu o to, co pamiętasz – o twoją przeszłość. Zobaczysz wówczas, że w twoim własnym stanie świadomości przechodzisz wciąż na nowo przez ten sam proces utożsamiania. Właśnie to robisz. Nic dziwnego, że odczuwasz frustrację. Powtarzasz to samo wciąż na nowo i na nowo.

Czy jest możliwe, abyś zrobił coś całkowicie i absolutnie oryginalnego? Tylko jedno: możesz przypomnieć sobie, że jesteś Bogiem. A będzie to dla ciebie czymś nowym, ponieważ proces przebudzenia, czy też rozpoznawania prawdy, może wydarzyć się jedynie raz; tak samo jak schizma, czyli śmierć, miała miejsce tylko raz. W rzeczywistości idea śmierci lub oddzielenia, która spowodowała nagromadzenie wspomnień, została skorygowana w tej samej chwili, w której wystąpiła. Tym jest Kurs Cudów i Jezus pięknie to przedstawia. Ty wciąż przeżywasz tę chwilę, której już nie ma. I w tym procesie utożsamiłeś się w oddzieleniu, we wzorcu wspomnień, stając się dosłownie maszyną do wspominania.

Jeśli rzeczywiście tym jesteś, jeżeli błędnie się zidentyfikowałeś i wciąż próbujesz rzutować na zewnątrz siebie to, kim – jak myślisz – jesteś, to jak mógłbyś się komunikować z tym, co ustanowiłeś lub z tym, co wydaje się odrębną jednostką na zewnątrz ciebie? Jakże mógłbyś przekazać jej to, czym jesteś? A właśnie to próbujesz uczynić, kiedy piszesz piosenkę, wiersz lub gdy mówisz „kocham cię”. Co tak naprawdę starasz się zrobić? Usiłujesz ustanowić formę komunikacji z tym, co wydaje się być na zewnątrz ciebie. Nigdy nie zostaniesz zrozumiany.

A więc patrzysz na kogoś i pytasz go: „Nie rozumiesz mnie?”. Odpowiedź brzmi: Nie. Oni cię nie rozumieją. I wiesz co? Oni cię nie słyszą. Wszystko, co im mówisz, filtrowane jest w ich głowie, gdzie zbudowali wyobrażenie na swój temat. Nie zajmujemy się tu nawet ideą, że to oni wytwarzają ciebie na swój własny obraz. Oczywiście, że to robią! Zapewniam cię, że nie ma prawdziwej komunikacji w dualizmie tu na Ziemi. Nie może jej tu być. Ty dosłownie nie możesz się porozumiewać, jeśli ustanowiłeś się w oddzieleniu od Boga. Nie jesteś w stanie tego uczynić. Z kim miałbyś się porozumiewać? Co miałbyś powiedzieć?

Jak Jezus opisuje to w Kursie? Mówi, że zaprawdę stanowicie żałosną armię. W jednej chwili jesteście ze sobą, a w następnej zaczynacie się nawzajem atakować. Potem zaś bronicie się przed „czymś innym”. Następnie próbujecie ustanowić innych bogów na zewnątrz siebie.

Usłyszałem kiedyś jedną z piękniejszych definicji Boga w tym chaosie. Przeczytałem o tym w gazecie. Adwokat broniący grupy ludzi, którzy użyli bomby, aby wysadzić klinikę aborcyjną, za co zostali skazani, w swojej mowie obronnej powiedział: „Mamy wśród nas niepostawionego w stan oskarżenia współkonspiratora”. Oczywiście mówił on o Bogu. Bóg, którego sobie wymyślił, gorąco popierał ten zamach i w nim uczestniczył. Niesamowite! Czy ty różnisz się od niego, gdy ustanawiasz swojego Boga? Jaki jest dzisiaj twój Bóg? Jakie cechy Mu dziś przypisujesz?

Biedny Billy Graham [William Franklin Graham Jr, ur. 7 listopada 1918, amerykański ewangelista przebudzeniowy, teolog i antropolog, jeden z najbardziej znanych ewangelistów na świecie – przyp. tłumacza]. Niech go Bóg błogosławi! Jesteśmy świadkami rozłamu wśród baptystów. Jest to poważny rozłam między konserwatystami a fundamentalistami. Ma on świecki charakter i nie ma nic wspólnego z Bogiem. Lecz wreszcie Billy wypowiedział się wczoraj w gazecie: „Sam diabeł tu przybył i wywołuje cały ten chaos”. Biedaczyna… Diabeł go do tego zmusza. Czyż to nie zadziwiające? Co więc takiego robisz? Nie bierzesz odpowiedzialności za swoje myśli.

Najwznioślejszą myślą, którą w tym momencie spróbuję ci dać – i może ci to pomoże, a może nie – jest to, że myśl nigdy nie jest czymś prywatnym. Nie ma czegoś takiego jak prywatna myśl. Tak naprawdę w swej własnej jaźni ukrywasz się przed prawdą i próbujesz wyrazić się w ograniczony sposób. Rozpoznanie prawdy, czy też rozpoznanie, że faktycznie jesteś całą świadomością, nazywane jest w Kursie Cudów świętą chwilą. Nikt nie rozumie, czym ona jest. Wy jako grupa rozumiecie to coraz lepiej, ponieważ doświadczacie procesu transformacji. Tak naprawdę święta chwila jest teraz lub nie ma jej nigdy. I tego właśnie nauczamy. Lecz oczywiście ty myślisz, że możesz zachować przede mną tajemnicę. Zapewniam cię, że tak myślisz. Gdzieś w swoim umyśle ustanowiłeś siebie w oddzieleniu i nie chcesz mi o sobie opowiedzieć. Kurs mówi o tym bardzo pięknie i za twoim pozwoleniem poczytam ci z niego przez chwilę. Ten fragment zatytułowany jest „Jak ćwiczyć świętą chwilę” i znajduje się w rozdziale 15 Tekstu Kursu Cudów. Posłuchaj.

Nic nie stoi na przeszkodzie temu, aby natychmiast opanować ten kurs, chyba żebyś mniemał, iż to, czego chce Bóg, wymaga czasu. A to by znaczyło tyle tylko, że wolałbyś odsunąć uświadomienie, iż taka jest Jego Wola. Świętą chwilą jest obecna chwila i każda chwila. Jest nią ta, która chciałbyś, ażeby nią była. A której nie chciałbyś, ta dla ciebie będzie stracona. Musisz zdecydować, w którym momencie nadejdzie. Nie odwlekaj jej. Gdyż poza przeszłością i przyszłością, gdzie jej nie znajdziesz, czeka w migoczącej gotowości, abyś ją przyjął. Lecz nie możesz jej sobie radośnie uświadomić, dopóki jej nie zechcesz, gdyż to ona mieści w sobie całe wyzwolenie od małości.

Dlatego ćwiczenie twoje musi polegać na twej gotowości do pozbycia się wszelkiej małości. Chwila, w której zaświta ci wielkość, jest zaledwie tak odległa, jak twoje pragnienie jej. Dopóki jej nie pragniesz i zamiast niej cenisz sobie małość, dopóty będzie ci do niej daleko. Rozumiesz? Na tyle, na ile jej pragniesz, przybliżysz ją sobie. Nie sądź, że zbawienie możesz znaleźć na swój własny sposób i posiąść je. Wyzbądź się wszelkich planów swego zbawienia, jakie powziąłeś zamiast Bożego planu. Zadowoli cię Boży plan i żaden inny nie przyniesie ci pokoju. Gdyż pokój jest od Boga i od nikogo poza Nim.

Tak naprawdę jest tu powiedziane, że jesteś zdecydowany – nawet w tak zwanych „poszukiwaniach duchowych” – ustanowić wiedzę na temat tego, czym jest Bóg na zewnątrz ciebie. Podstawową ideą Kursu Cudów jest to, że nie możesz tego zrobić.

Święta chwila to najbardziej użyteczny ze środków uczenia się, jakimi Duch Święty naucza cię znaczenia miłości. Gdyż celem tego jest całkowite poniechanie osądu. Posłuchaj. Osąd zawsze polega na przeszłości, bo minione doświadczenie to podstawa, wedle której osądzasz. Bez przeszłości osądzanie staje się niemożliwe, gdyż bez niej niczego nie rozumiesz.

Gdy siedzę tutaj z tobą, próbuję cię jedynie nauczyć, żebyś nie rozumiał niczego. Gdy rozumiesz choć jedną rzecz, to opierasz się na swojej przeszłości. Widzisz to?

Nie próbowałbyś osądzać, ponieważ byłoby dla ciebie oczywiste, że nie rozumiesz znaczenia czegokolwiek. Lękasz się tego, bo jesteś przekonany, że bez ego wszystko byłoby chaosem. Ale ja cię zapewniam, że bez ego wszystko byłoby miłością.

Przeszłość to dla ego główny środek uczenia się, bo w przeszłości nauczyłeś się określać swoje potrzeby i opanowałeś metody zaspokajania ich na własnych warunkach. Powiedzieliśmy, że ograniczać miłość do części Synostwa to wprowadzać winę do twoich związków, czyniąc je przez to nierzeczywistymi. Posłuchaj. Jeżeli próbujesz wydzielać pewne aspekty całości i spodziewasz się, że zaspokoją one twe zmyślone potrzeby, to usiłujesz posłużyć się oddzieleniem dla swego zbawienia. Jakże więc może nie wtargnąć wina? Oddzielenie bowiem to źródło winy, a zwracać się do niego o zbawienie to jakby wierzyć, że jesteś sam. A być samemu to być winnym. Doświadczać bowiem siebie jako samotnego to zaprzeczać Jedności Ojca i Jego Syna, czyli występować przeciw rzeczywistości.

Nie można miłować cząstki rzeczywistości i rozumieć, co znaczy miłość. Jakże mógłbyś ją zrozumieć, kochając nie tak jak Bóg, który nie zna osobnej miłości? Wierzyć w to, że jakieś wyjątkowe związki, z wyjątkową miłością, mogą ci przynieść zbawienie, to jakbyś wierzył, że zbawienie polega na oddzieleniu. Albowiem zbawienie zawiera się w całkowitej równości, jaką we wszystkim widzi Pojednanie. Jak możesz uznać, że jakieś wyjątkowe aspekty Synostwa mogą ci dać więcej niż inne? Tego nauczyła cię przeszłość. Ale święta chwila uczy cię, że tak nie jest.

Z powodu winy wszelkie wyjątkowe związki mają w sobie pierwiastki lęku. Dlatego tak często zmieniają się i przeobrażają. Nie opierają się jedynie na niezmiennej miłości. A na miłości, do której zakradł się lęk, nie można polegać, bo nie jest ona doskonała. Rozumiesz?

Ego posługuje się związkami tak cząstkowo, że nieraz posuwa się jeszcze dalej; jedna cząstka któregoś aspektu odpowiada jego celom, a równocześnie woli jakieś cząstki innego aspektu. Układa więc sobie rzeczywistość wedle swych kapryśnych preferencji, proponując twym poszukiwaniom wizerunek, którego podobieństwo nie istnieje. Nie ma bowiem nic podobnego w Niebie ani na ziemi, toteż jakkolwiek byś szukał jego rzeczywistości, nie możesz jej znaleźć, bo nie jest on rzeczywisty.

Mógłbyś się przyjrzeć temu, że naprawdę nauczamy tutaj, iż wytworzone przez ciebie utożsamienie nie jest prawdziwe. Nie ma w tobie nic prawdziwego. To zadziwiająca idea. Najcenniejszą rzeczą, jaką możesz kiedykolwiek rozpoznać w swoim procesie przebudzenia, jest to, że ty jesteś przyczyną tego, co dzieje się na zewnątrz ciebie – nie częściowo, ale całkowicie. Rozumiem, że nie jest to dla ciebie możliwe, dopóki – co? Dopóki nie ustanowisz tych świętych chwil. Albowiem na poziomie intelektualnym być może uznajesz, że to jest prawdziwe. Ale ja mówię ci z całkowitą, absolutną, niedwuznaczną pewnością, że jesteś przyczyną, a nie skutkiem. Ty zaś wierzysz, że rzeczy, które dzieją się na zewnątrz ciebie, są poza twoją kontrolą. Jeśli to prawda, to nie ma Boga i nigdy nie mogłoby Go być. Rozumiesz? Twoja przyczyna i skutek są odwrócone. Zapomniałeś – i tu wracamy do Kursu Cudów – że to ty śnisz ten sen i że nic w nim nie jest prawdziwe. Trudno ci jest na to spojrzeć. Co więc robisz? Trzymasz w sobie wszystkie te niesamowite odczucia, emocje i przejawy złudzeń, świadomości, nienawiści, miłości, lęku i winy. I w swym wnętrzu wiążesz to wszystko ze sobą, ponieważ na tym opiera się cała twoja rzeczywistość – na ograniczonej jaźni. Kto jest antychrystem, jak nauczałby tego Jezus? Któż inny prócz ciebie? To ty stojący w oddzieleniu od pełni twojej świadomości absolutnej prawdy.

Masz problem z nauczaniem tego, ponieważ jesteś zdeterminowany, by to zrozumieć i w jakiś sposób oddzielić od siebie idee, które Kurs Cudów określa mianem Ducha Świętego lub ego. Zapewniam cię, że za każdym razem, gdy Kurs Cudów mówi o ego, chodzi o ciebie, i że od tego nie uciekłeś. A gdy już od tego uciekniesz, to nie będziesz musiał czytać Kursu Cudów. Dzisiaj w centrum Chicago odbywa się kurs, podczas którego naucza się ustanawiania dobrych związków przy użyciu Kursu Cudów. To bardzo piękne, ale poprowadzi do śmierci. Albowiem w tym świecie wszystko to, co jest próbą nauczania w oparciu o rozumienie, prowadzi jedynie do śmierci. A więc gdy nauczasz w ten sposób, to tak naprawdę, nauczycielu Boży, nauczasz śmierci.

Idea świętej chwili, której możesz doświadczyć, i dzięki której rozpoznasz przemianę – transformację, która może się w tobie wydarzyć – towarzyszyła ludzkości od zarania dziejów, ponieważ Bóg jest doświadczeniem. Bóg jest czymś, co dzieje się w tobie. On nie jest czymś na zewnątrz ciebie.

A zatem od samego początku nauczamy, tak jak instruuje nas Kurs, aby przebaczyć swojemu bratu. Nie oznacza to jednak, że twój brat może cię skrzywdzić, ponieważ to niemożliwe. Ty oczywiście uważasz, że jest to możliwe. Gdzieś w swoim wnętrzu myślisz, że możesz być niesprawiedliwie atakowany. To niedorzeczne! Nie możesz, choć tak myślisz. W przeciwnym razie dlaczego się bronisz? Jaka część ciebie mówi: „Mam do tego prawo”? Jaka część ciebie mówi: „No cóż, wiem, że to prawda, ale jestem tutaj, a zatem mam prawo do pewnych rzeczy tutaj”? Pewnie, że to robisz. Czyż nie należy ci się odrobina miłości? Czyż nie masz prawa dobierać sobie do towarzystwa pięknych ludzi? Przyjrzyj się jednak podstępności ego. Jezus w Kursie Cudów mówi, że najbardziej podstępną metodą, jaką posługujesz się, by zachować swoją tożsamość, jest wyraz ziemskiej miłości, ograniczonej miłości, w której będziesz wybierał sobie na przykład cechy drugiej osoby. „Tak bardzo ją kocham!” Dlaczego? „Przez większość czasu jest bardzo prawdomówna.” Cóż do licha znaczy „prawdomówność przez większość czasu”? Czy to znaczy, że ona czasami nie jest prawdomówna? „No cóż, nie wiem…” Co jest prawdą, bracie? To zadziwiające. Jest oczywiste, że nikt na Ziemi nie jest zdolny do mówienia prawdy. Jesteś zdolny jedynie do bycia prawdą, głuptasie! Jakże coś fałszywego mogłoby powiedzieć prawdę? Powiedz mi, chcę to usłyszeć! Ty nie wiesz, czy mówisz prawdę, czy nie. Nawet jeśli mówisz całkowitą prawdę, będziesz musiał dodać: „Według mnie jest to prawda”. Ale ty niczego nie wiesz! Właśnie ci o tym przeczytałem z Kursu Cudów. Niczego, u licha, nie rozumiesz! Jakże zamierzasz zrozumieć prawdę? Och, to straszne! Takie życie jest okropne!

„Ale ja przecież chcę kochać!” Proszę bardzo, ale co odrzucasz? „Niczego nie odrzucam, nie mam żadnej kontroli nad tym, co się dzieje. Mogę sobie jedynie radzić najlepiej, jak potrafię. Nic nie mogę poradzić na głód i morderstwa. A także na to, że nas wszystkich wysadzą! Jestem bezradny. Mogę zatem chociaż zadowolić się moją małością”. O tym właśnie przeczytałem ci w książce. „Zadowolę się małością. Wystarczy mi, że pozostanę w tym ciele i pozwolę mu zgnić. Śmierć, ból, przerażenie i lęk są dla mnie satysfakcjonujące.” To niesamowite! Rób sobie, co chcesz, bracie. To, co ci właśnie przeczytałem z Kursu, zostało napisane na innym poziomie świadomości. Nie wiem, jak możesz tego słuchać i być nadal zdeterminowanym – tak jak kiedyś – aby trzymać się siebie.

Proces porzucania odrębnej jaźni, czy też poddania, jest doświadczeniem transformacji. Trudno ci jest to zrozumieć, ale to dzieje się w tobie – zapewniam cię, że tak jest. W międzyczasie ego – czyli ty sam – może to interpretować jako formę prześladowania. Czemu nie? Cóż byłoby lepszego niż być pewnym, że coś ci się tutaj należy? A zatem musisz czuć, że czegoś nie masz. Cóż to takiego?

Pamiętaj o jednym: w twoim czasoprzestrzennym utożsamieniu stanowisz nagromadzenie ograniczonych idei. W swoim odrębnym „ja” opierasz się na ograniczeniu. Dlatego wciąż starasz się zdobywać rzeczy i się ich trzymać. Następnie pozbywasz się ich, wyrzucasz je i sięgasz po coś innego. Co próbujesz zrobić? Dopełnić się. Lecz ty dosłownie nie możesz siebie dopełnić, chyba że rozpoznasz prawdę o tym, kim jesteś – a to w twojej indywidualnej, komórkowej ekspresji siebie jest wszechogarniającym fizycznym, mentalnym i emocjonalnym doświadczeniem, zachodzącym w twoim ciele. Jakże mogłoby się to wydarzyć na zewnątrz ciebie? Jeśli widzisz to jako coś dziejącego się na zewnątrz, to co z tym możesz zrobić? Jeśli zniknę teraz w płomieniu światła, to co poczniesz? Czy to rozwiąże twój dylemat? Czy też po prostu sięgniesz po kolejną kawę, mówiąc: „Ojej, ciekawe, co się z nim stało”?

To ty uczyniłeś ten stół czymś materialnym. Ty uczyniłeś to ciało czymś materialnym. Urzeczywistniłeś to. Jeśli coś nie mieści się w ramach twojego ograniczonego stanu świadomości, to możesz zrobić z tym mniej więcej trzy rzeczy. Po pierwsze: nie będziesz tego widział i to jest najważniejsza z tych rzeczy. Jezus w Kursie Cudów próbuje ci powiedzieć, że wszędzie dookoła ciebie są te energie, wyższe stany świadomości. I one rzeczywiście tam są. Gdzie myślisz, że mogłyby być? Myślisz, że gdzie znajduje się teraz Jezus Chrystus z Nazaretu? Chciałbym odwiedzić grupy Kursu Cudów i zapytać je, gdzie one myślą, że jest Jezus. Czy on jest gdzieś na wysokościach, gdzieś tam we wszechświecie? Daj spokój! Gdzie on jest? Tutaj? Oczywiście, że on jest tutaj. Posłuchaj! Rozumiesz to?

Nigdy nie będzie niczego tam, gdzie ciebie nie ma. Spróbuj to pojąć, bracie. Jeśli ciebie tam nie ma, to nie ma tam niczego. Rozumiesz? Oto słowa Jezusa z Kursu Cudów: „Ziemi tu nie było dopóki ty się tu nie pojawiłeś. I nie będzie jej tutaj, gdy stąd odejdziesz”. Widzisz to? A zatem siedzisz sobie tutaj w swoim stanie świadomości i za każdym razem, gdy masz myśl na jakiś temat, to co takiego robisz? Ożywiasz ją. Gdy tylko o czymś pomyślisz, to się dzieje. Gdybyś tylko mógł to usłyszeć! Gdybyś tylko mógł pojąć ideę, że nie ma czegoś takiego jak błaha myśl, rozumiesz? Pewne jest, że zawsze wydarza się to, o czym sobie pomyślisz. O tym jest mowa w następnym rozdziale Kursu. Przeczytaj to. Nie ma czegoś takiego, jak „wyjątkowa” lub też „ograniczona” myśl. Po prostu nie możesz mieć takiej myśli. Nic dziwnego, że czujesz się winny. Tak naprawdę myślisz, że możesz mieć myśl, a potem szybko ją odrzucić. Nie możesz tego zrobić. Biedny Jimmy Carter popadł w tarapaty w związku z tą ideą. Jezus naucza, że myśl jest tym samym, co uczynek. Lecz trudno ci to zrozumieć. Nie zgodzisz się z tym. Bez względu na to, ile razy ci powiem, że myśl jest tym samym, co uczynek, ty w to nie uwierzysz. Nie możesz w to uwierzyć. On chyba mówił o pożądliwości… Powiedział, że gdy pożądasz w swoim sercu, to jakbyś już wprowadził tę myśl w czyn. Oczywiście, że tak! To najprawdziwsze stwierdzenie, jakie mógłbym ci przedstawić. Jezus musiał się z tego wycofać. Dlaczego? Ponieważ tu na Ziemi wierzymy, że istnieje coś takiego jak „umotywowane działanie”. Wierzysz, że możesz myśleć dobre myśli i czynić dobre uczynki, odrzucając jednocześnie jakieś złe myśli. Gdybyś tylko mógł to zobaczyć! Ty dosłownie nie możesz tego zrobić. Dlaczego? Ponieważ nie ma czegoś takiego jak zło. Co takiego uczyniłeś? Próbowałeś rozróżnić pewne myśli i oceny, i wybrać to, co myślisz, że jest dobre, porównując to z tym, co myślisz, że jest złe.

Gdzie jest ta zła myśl, którą odrzuciłeś? Ona wciąż jest z tobą, głuptasie! Jezus mówi w Kursie Cudów: Idea nigdy nie opuszcza swego źródła. Dopóki myślisz o złu, jesteś zły. Czy widzisz to? Ile razy ci mówiłem, że to ty jesteś Adolfem Hitlerem i że to ty spowodowałeś śmierć pięciu milionów Żydów? Kto według ciebie spowodował śmierć pięciu milionów Żydów? Kto taki – Adolf Hitler? Nie ma czegoś takiego jak Adolf Hitler, jeśli to ty jesteś snem. Jeśli ty jesteś przyczyną Adolfa Hitlera, to kogo do licha oceniasz, jeśli nie swoje własne zło?

Oto kazanie. Czy mogę stanąć przed ludźmi, by im to powiedzieć? Oni nie chcą mieć z tym nic wspólnego. To jest Kurs Cudów. Kto będzie tego nauczał? Żarty sobie stroisz? To jest świat „oka za oko”, świat przyczyny i skutku. Jesteś winny. Kto jest winny? Może istnieć tylko jedno źródło winy. Nie może istnieć żadne inne źródło winy oprócz ciebie. Gdy uważasz kogoś innego za winnego czegokolwiek, to jedynie bierzesz własne zło i rzutujesz je na niego.

Co jest podstawą całego twojego myślenia? Możesz to teraz pojąć. Jesteś na to gotowy. Co jest podstawą twojego myślenia w związku z tym, co ci powiedziałem? Idea śmierci, głuptasie! Ty faktycznie wierzysz, że istnieje ograniczony stan świadomości, w którym się znajdujesz, a zatem ustanawiasz środki obrony. Bez względu na to jak bardzo sobie to poukładasz, uważasz za konieczne bronienie się przed czymś, co może cię skrzywdzić. Dlaczego? Bo myślisz, że możesz umrzeć. Lecz ja wstąpiłem do twojego snu i mówię: „Spójrz! Nie ma śmierci! Nie możesz umrzeć!”. Co u licha mają z tym wspólnego Adolf Hitler, Napoleon, Kleopatra, Ronald Reagan, twoi bliscy, twoje dzieci, wasze matki, wasi ojcowie, jeśli nie możesz umrzeć?

Nieuniknione jest, że każde pojęcie wyjątkowości lub ograniczenia oparte jest na idei, że umrzesz. Dlaczego? Ponieważ samo pojęcie Ziemi oparte jest na idei śmierci. I wygląda na to, że urodziłeś się na niej i wydaje się, że na niej umierasz. Wszystko, co widzisz dookoła siebie, zmienia się, umiera i wraca do życia. Formy się zmieniają, drzewa się zmieniają, kolory i pory roku też. Ludzie najwyraźniej starzeją się na twoich oczach. Spójrz na Cary Granta w telewizji. On nagle ma 80 lat. A dziesięć minut temu widziałeś go w wieku 22 lat. I jakoś pozwoliłeś na to, żeby zaistniało coś takiego, jak starzejący się Cary Grant. To nieprawda! Czym jest Cary Grant? Twoją ideą o Cary Grancie. To nie ma nic wspólnego z jego ciałem. Jak ty tego nauczasz, bracie?

Stoję przed tobą i mówię ci, że dosłownie niemożliwe jest, abyś się zestarzał. Jak mógłbyś się zestarzeć, jeśli nie ma czegoś takiego jak czas? Dlaczego upierasz się, aby w swoim umyśle wymyślać czas i przestrzeń? Posłuchaj mnie! Gdy chwilę wcześniej powiedziałem ci, że tego tam nie ma, jeśli ciebie tam nie ma, to było całkowicie prawdziwe. I jedyny sposób na rozpoznanie tego, kim jesteś, to pamiętanie, że jesteś wszędzie i w każdym czasie, co jest dokładnie tym samym, co wieczność. I tego właśnie próbujemy cię nauczać w świętej chwili – abyś doświadczył tego momentu. Ten proces jest rewolucyjny. Ta komórkowa transformacja dzieje się w twoim ciele. I jeśli myślisz, że doświadczysz tego w jakikolwiek inny sposób, to oczywiście niemożliwe. Spójrz na to, co ci właśnie powiedziałem.

Jeśli ty to wymyślasz, to jak mógłbyś to zmienić na zewnątrz siebie? Nie możesz. Rozumiesz? Czego więc nauczamy? Zacznij się komunikować, co jest tym samym, co miłość. Oto, czym jest miłość. Miłość to szerzenie, czy też komunikowanie prawdy o sobie. Będę cię kochał. Razem doświadczymy braterstwa. We wszechświecie istnieje moc, którą ty i ja możemy rozpoznać, i która jest absolutna i niepodzielna. Nie ma ona nic wspólnego z twoją i moją ideą na jej temat, lecz razem możemy podzielać to doświadczenie. Tym właśnie jest święty związek. Usuwa on jakąkolwiek ideę, którą możesz mieć na temat kogoś, o kim myślisz lub z kim rozmawiasz, jak również usuwa wszystkie idee, które wszyscy pozornie oddzieleni mają na swój temat. Pamiętaj, że wyobrażenia, które oni mają na swój temat, mogą być jedynie wyobrażeniami, które ty masz na swój temat. I to jest cała prawda. Trudno jest to zrozumieć, ponieważ następny krok prowadzi cię do nieuniknionego wniosku, że ostatecznie wszystkie stany świadomości lub bycia są jednakowe. A więc tak jak naucza nasz brat Jezus, nie istnieje coś takiego, jak odrębne myśli. I to jest dla ciebie bolesne. Lubisz myśleć, że w jakiś sposób jesteś w stanie wyodrębnić i oddzielić się od czegoś na zewnątrz siebie. Ty nie możesz tego uczynić. Twój powrót do Boga jest całkowitym obnażeniem i porzuceniem odrębności.

Zdejmij te figowe listki. Obudź się! Wróć do Rajskiego Ogrodu! To trudne, prawda? Gdy tylko ta idea pojawia się w twojej głowie, czujesz się niegodny. Istnieje jeszcze inny proces, którym ego uwielbia się posługiwać: „Nie mam do tego prawa! Przyznaję, że mam pewne dobre cechy, ale nigdy nie uznam, że jestem Synem Bożym”. A więc czym jesteś, jeśli nie Synem Bożym? „No cóż, jestem stuknięty”. Tak, jesteś stuknięty. Nie wiesz, kim jesteś. Nie jesteś „czymś”. Możesz być tylko jednym albo drugim. Jezus mówi o tym bardzo stanowczo. Oto najwyższa prawda. Posłuchaj mnie. Chcesz usłyszeć coś mocnego? Albo jesteś za mną, albo przeciwko mnie. Nie ma niczego pomiędzy. Wszelkie dyskusje, jakie toczą się między baptystami, metodystami i buddystami nie mają znaczenia. Dlaczego? Ponieważ każdy z nich – osobno i w grupie – przeciwstawia się Bogu. Czemu? Ponieważ samo ustanowienie idei oddzielenia jest antychrystusostwem.

Tego lepiej nie mówić… Mogę zostać zaatakowany. Dokładnie to powiedział Mistrz dwa tysiące lat temu. Oczywiście, że tak. Co ty z tym zrobisz? Chcesz wybrać pewne aspekty z tego, co jest tu na Ziemi i powiedzieć: „No cóż, wiem, że to prawda, ale…”. Będziesz mi wyjeżdżał ze swym „ale”! Powiesz: „Ale czyż nie byłoby lepiej być pobożnym członkiem kościoła zamiast podrzynać gardło babci w parku?”. Niesamowite! Będziesz się tego trzymał, prawda? Powiesz tak: „Sądzę, że lepiej jest być pobożnym członkiem kościoła niż mordować staruszki”. Ale ty nie możesz sądzić. Twój osąd jest błędny. Nie tylko twój osąd jest błędny, ale ty już podrzynasz gardło staruszce. Bardzo niewielu z was jest w stanie to usłyszeć, ale nadejdzie taki czas, gdy to zrozumiesz.

Na czym polega cały dylemat ograniczenia? Na ograniczonej odpowiedzialności. Dlaczego ja nauczam nieodpowiedzialności? Dlaczego masz nie być odpowiedzialny za nic tutaj na Ziemi? Ponieważ ustanowiłeś tryb działania w ograniczonej odpowiedzialności – w wyjątkowości. Nie mów mi, że twoja żona i dzieci nie obchodzą cię bardziej niż problem głodujących na świecie. Właśnie w to wierzysz. Prawdą jest, że bardziej zależy ci na żonie i dzieciach. A zależy ci na nich bardziej dlatego, że chcesz się ich trzymać i cenić wyżej niż kogoś, kto umiera. Nie wciskaj mi kitu! Czymże myślisz, że jest wyjątkowość na Ziemi, jak nie egoizmem? Oczywiście, że tak!

Ojej, to mocne nauczanie, prawda? Co zatem z tym zrobisz? Będziesz widział „świętych” – tak zwanych świętych – czy też ludzi o bardzo zaawansowanym poziomie świadomości. Jeden z nich zadzwonił do mnie wczoraj i z wielką przyjemnością i dumą zawiadomił mnie o wszystkich pięknych rzeczach, które robi w służbie ludzkości. Z czego on jest tak dumny? Ze swej zdolności służenia człowiekowi. I to jest bardzo piękne. Czy przyniesie mu to coś dobrego? Jak powiedziałby Jezus w Kursie Cudów, on uznał ideę czy też rzeczywistość choroby. Gdy to zrobił, zaprzeczył Bogu. O kurczę! Jeśli istnieje coś takiego jak ból, choroba i cierpienie, które nie są niczym innym jak „małą śmiercią”, to nie ma Boga. Widzisz to? Czyż nie jest oczywiste, że ustanowiłeś swoją własną ideę ograniczenia tak, abyś mógł umrzeć? Jezus w Kursie mówi krótko: „Albo masz śmierć, albo życie wieczne, nie ma niczego pomiędzy”. Jesteś jednym albo drugim.

Gdy tylko pomyślisz, że już masz Boga, to Go nie masz. Odnosisz porażkę. Gdy tylko pomyślisz, że rozwiązałeś problem, nie rozwiązałeś go. Nie da się go rozwiązać. To niesamowite! Obudź się! Powstań! Głos cię wzywa! Metaforyczny strażnik stoi na szczycie wieży.

 Będziecie nauczycielami. A więc za każdym razem, gdy tylko o tym pomyślisz, wycisz się, przyjrzyj się swojej świadomości i zapytaj siebie: „Jak ja się z tym czuję?”. Nie ma znaczenia to, co mówię, ale to jak ty się z tym czujesz. Jeśli uwierzysz w to, co mówię, to wystarczy. Nieuniknione jest, że weźmiesz to, co mówię i będziesz analizował to w swoim ograniczonym stanie świadomości (w miarę robienia postępów będziesz ci się to zdarzało coraz rzadziej). Nic innego nie jesteś w stanie z tym zrobić. I to jest w porządku. Proszę bardzo. I nagle w tym procesie transformacji pomyślisz sobie tak: „Ja przecież osądzam. Przerzucam winę na kogoś innego. A to ja się o to gniewam. To ja jestem nieszczęśliwy z powodu tego, co się dzieje. I to ja umrę – chwileczkę – przecież nie mogę umrzeć! No i co ja pocznę? No cóż, jeśli nie mogę umrzeć, to będę wiecznie zdenerwowany”. Wcale nie! Im bardziej będziesz sobie uświadamiał, że nie możesz umrzeć, tym łatwiej porzucisz – cóż takiego? Porzucisz gniew i nienawiść, i trzymanie się tego. W procesie tego porzucania będziesz atakowany przez swoje złudzenia. Pewnie, że tak! Pamiętaj, że to jest miejsce śmierci. A ja nauczam: „Opuść Ziemię!”. Podobnie naucza Jezus. Twoje królestwo nie jest na Ziemi.

Z socjologicznego punktu widzenia największym zagrożeniem dla tego chaosu jest idea Boga – prawdziwego Boga. O kurczę! Z jednej strony łatwo jest myśleć o Bogu jako „niepostawionym w stan oskarżenia współsprawcy”. Nie wiem, co ty z tym robisz później. Może myślisz, że jest On dobrotliwym ojcem, który będzie przywoływał swoje dzieci do porządku poprzez danie im nauczki i zadanie bólu lub zmuszenie ich, aby doświadczały tych wszystkich okropnych rzeczy. A ja nagle nauczam cię, czy też nauczamy cię, z bardzo wysokiego poziomu: On nawet nie wie, że tu jesteś. On nie może cię w żaden sposób rozpoznać. On nie uznaje cię jako oddzielonego od siebie. On nie ogranicza cię w żaden sposób. Jesteś dosłownie Jego doskonałym stworzeniem. Jego tożsamość przejawia się poprzez ciebie. To jest mocne. Ojej! To przeniknie cię na wskroś. A skoro On jest doskonały, może jedynie uznać twoją doskonałość. Jakże, do licha, mógłby On uznać pewne myśli, które masz na swój temat? A zatem w swoich modlitwach prosisz Go, aby pomógł ci zachować twój grzech. Jezus mówi o tym w Kursie. Bóg nie może tego uczynić. Dlaczego miałby to robić?

Nie oznacza to, że ktoś, kto na przykład nie może chodzić, nie zostanie uzdrowiony. Oni powstają i chodzą. Ale to jest ludzkie uzdrowienie, a nie Boże uzdrowienie. Bóg niczego nie uzdrawia. Dlaczego Bóg miałby cokolwiek uzdrawiać? On nawet nie widzi, że coś było chore. On nie może poskładać czegoś, co jest pełnią. To ty próbujesz to poskładać, ponieważ myślisz, że jest rozczłonkowane. Ty masz te wszystkie śmieci dookoła, a ja mogę stanąć przed tobą i powiedzieć ci, że one wszystkie są tym samym. Wybierasz sobie pewne skrawki tego, kawałki tamtego, cząstki owego i składasz to do kupy, mówiąc: „To jest takie, jak Bóg”. Czyż to nie śmieszne? Nie mówisz, że to „jest Bogiem”, lecz że jest to „takie, jak Bóg”. Ja biorę do ręki te okulary i mówię: „To jest Bóg”, a ty na to: „To niemożliwe!”. Odpowiadam na to: „Jeżeli to nie jest Bogiem, to nic nie jest Bogiem”. Dlaczego to jest Bogiem? Ponieważ Bóg jest moją ideą na temat tych okularów. I jeśli znajduję ograniczenia w czymkolwiek, to znalazłem je w sobie. Słyszysz mnie? Jakże zatem kiedykolwiek mógłbyś znaleźć Boga i zrozumieć Go, jeśli jesteś ograniczony w swej własnej świadomości? Cóż zatem takiego ustanawiasz? Niepostawionego w stan oskarżenia współsprawcę. Ustanawiasz ograniczonego Boga. A ponieważ ograniczenie jest nierzeczywiste, to żaden twój Bóg nie mógłby być prawdziwy, ponieważ ty nie jesteś prawdziwy.

Oto z czym masz do czynienia – ze swoim własnym stanem świadomości. Słuchasz tego, co ci mówię i powiadasz: „Ojej, to prawda! A więc naprawdę istnieje niebo i mogę mieć nadzieję, że do niego pójdę”. Nie możesz! Nie możesz mieć nadziei, że pójdziesz gdziekolwiek. Nie ma niczego, do czego mógłbyś mieć nadzieję pójść. I tak oto stajesz przed niesamowitym dylematem: musisz przyjrzeć się swojemu stanowi świadomości.

Rozumiesz to? Jeśli nie możesz umrzeć, to nie możesz nigdzie pójść i cokolwiek byś nie zrobił – nie możesz od siebie uciec. Każdy na Ziemi próbuje się ukryć przed prawdą. Ale nie możesz uciec. Wreszcie cię odnaleźliśmy. W pewnym sensie utknąłeś tutaj na tym padole galaktyki, na tym mrocznym zadupiu. Udało nam się ciebie zgarnąć. Spotkaliśmy cię tu przypadkiem wiele lat temu, nawiązaliśmy z tobą kontakt i sprowadzimy cię do twojej prawdy. Lecz pamiętaj, że możesz ją rozpoznać jedynie indywidualnie. Nie możesz jej rozpoznać poprzez dzielenie się nią w ograniczeniu i współodczuwanie ze swoim ograniczonym stanem świadomości. Znajdujesz się teraz na progu rozpoznania tego, kim naprawdę jesteś. Tak jak mówiliśmy wcześniej, jest to jedyną rzeczą, którą robisz tylko raz – tą jedną drogą, która staje się coraz węższa i węższa, w miarę gdy zbliżasz się do światła, gdy znajdujesz się coraz bliżej częstotliwości słonecznych promieni. To jest stan, którego doświadczasz w tej chwili w swojej głowie i w swym ciele. Jest to doświadczenie zmartwychwstania, przez które przechodzisz w swoim własnym organiźmie. Właśnie to się z tobą dzieje. Pięknie jest o tym mówić. A teraz będziemy mieli czas wyciszenia.

5 myśli nt. „Historia to ty

  1. KC jest drogą. jestem na tej drodze sam, bez przewodników mistrzów. Szukałem jedynie braci idących obok, czyli innej cząstki samego siebie. teraz ich widzę – dostrzegłem. A tak trudno jest znaleźć kogoś (brata swego) kto przeczyta tytuł Kursu Cudów, kogoś kto dotknie okładki nie mówiąc o przeczytaniu choćby jednego zdania. Wiem o braciach którzy mają ją na półce ale nie otworzyli.
    U siebie w biurze trzymam KC leży na wierzchu. Jest najbardziej niewidoczną książką, o której moi przyjaciele wiedzą i widzą ją i nie widzą jednocześnie. Tak. Niewiele jest osób które słyszały o Oświeceniu, jeszcze mniej takich co trochę wiedzą o Oświeceniu z wśród nich bardzo niewiele takich które idą drogą do Oświecenia.
    Dostałem nowe siły by dalej iść tą drogą. Składam moją wdzięczność i podziękowanie.
    Paweł

  2. Jak to dobrze Rafale ,że jesteś .I taki bezkompromisowy .
    Chodzę i powtarzam:przecież to ja jestem przyczyną mojego świata!
    Mam dla ciebie nieskończoną wdzięczność,której czesc wyrażę na parapecie w Sylwestra
    M

  3. Proszę bardzo. 🙂 Pozostaje tylko wdzięczność, prawda? Za dar łaski i uzdrowienia; za prawdę, która mnie wyzwala… I za brata, który przypomina, samemu pamiętając… Dziękuję!

  4. Dziękuję za to cudowne tłumaczenie,które przypomina mi że nie mogę iść na kompromis. Dziękuję za ciebie Rafał i za twoje pełne zaangażowanie, dzięki któremu jestem wyciągany z grobu postrzegania.
    Dziękuję, mój pełny, uzdrowiony umyśle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*