Działanie z inspiracji czy z lęku?

Jak spędzasz swój dzień? Czy działasz pod wpływem inspiracji, czyli Ducha, czy też pozwalasz, aby kierował tobą głos opowiadający historię w twej głowie? Znasz dobrze oba głosy. Którego głosu decydujesz się dziś słuchać?

Gdy działasz pod wpływem inspiracji lub inaczej mówiąc: natchnienia, wszystko jest lekkie, rzeczy dzieją się same i bez wysiłku, a ty cieszysz się z podróży, jaką jest twoje życie. Gdy jednak skupiasz moc swej świadomości, moc swej uwagi, na głosie w twej głowie… hmm. Rzeczy już nie są tak łatwe. Wymyślasz problemy, a następnie szukasz na nie intelektualnych rozwiązań. I jak ten Syzyf, wtaczasz głaz pod górę, bo myślisz, że musisz. Ale głaz zawsze stacza się z góry zanim docierasz do szczytu. I zaczynasz całą pracę od nowa. Tak właśnie się dzieje z ludzkimi myślami i problemami. Gdy rozwiązujesz w głowie jeden problem, natychmiast pojawia się następny, i tak bez końca. Umysł ciągle kombinuje i wymyśla rozwiązania. Jest pracującą non stop fabryką myśli. Myśli, które sama w sobie nic nie znaczą, ale które zdają się budować twoje doświadczenie świata.

Decyzja, by zacząć żyć
Jak więc wyjść z myślowej pętli? Jak uwolnić się od syzyfowej pracy? Jak wyzwolić się z piekła własnego wytworu? Najpierw musisz zobaczyć, że to jest piekło i że go dłużej nie chcesz. Nic się fundamentalnie nie zmieni, dopóki satysfakcjonuje cię spędzanie większości dnia na słuchaniu gadania we własnej głowie. Być może wyrazisz chęć, by coś zmienić, gdy zaczniesz dostrzegać, że skupienie uwagi na głosie we własnej głowie, zamiast na byciu całkowicie obecnym TU i TERAZ, oznacza po prostu, że wcale nie żyjesz. Egzystujesz, walczysz o przetrwanie, toczysz bitwy w swej głowie, ale nie żyjesz. Życie to w pełni świadome przeżywanie tej chwili.

Co często zmusza nas do podjęcia decyzji, by być świadomym, by żyć? Takim swoistym wezwaniem do przebudzenia są często emocjonalne i fizyczne reakcje w naszym ciele. Właśnie dlatego ciało jest doskonałym narzędziem nauki. Może nam pokazać, że nadszedł czas na zmianę. Jeśli przez długi czas w swoim życiu nie jesteśmy uważni, zaniedbujemy prostą czynność bycia  obecnym i skupiamy się jedynie na myślach w swojej głowie, to ciało prędzej czy później zaczyna się domagać uwagi w postaci różnego rodzaju napięć, bólów czy chorób. Ciało nic nam nie robi, tylko mówi: „Przebudź się! Zacznij żyć!” Czasem sygnały wzywające do przebudzenia przybierają inną formę, na przykład jakichś konfliktowych sytuacji, które skłaniają nas do przyjrzenia się własnemu wnętrzu i zadaniu sobie pytania: „Czy dalej chce robić to, co robiłem, czy też jestem gotów na zmianę?”

Syzyf odkłada głaz
Gdy jesteś gotów na zmianę, to po prostu odkładasz głaz swoich myśli i przekonań. Przestajesz go wtaczać na górę, bo widzisz, że to do niczego nie prowadzi i niczego nie rozwiązuje. Mówiąc inaczej: zaczynasz kwestionować sens opierania własnego życia na swoich myślach. Widzisz, że życie osadzone jedynie na tym, co się dzieje w twej głowie, jest pozbawione radości i inspiracji, czyli prawdziwej treści. Być może jeszcze nie wiesz, czym jest prawdziwe życie, ale widzisz, że musi być czymś większym niż to, co znasz. Twój umysł zaczyna się otwierać na coś nowego. I co teraz?

Teraz, gdy już podjąłeś decyzję, by żyć, możesz po prostu zacząć świadomie i głęboko oddychać. Gdy skupiasz się na oddechu, zamiast na myśleniu, umysł się wycisza, ciało i cały system nerwowy w naturalnym sposób się odprężają, a ty stajesz się bardziej ugruntowany w teraźniejszej chwili. Zamiast błąkać się gdzieś myślami, po prostu jesteś tutaj. Jesteś teraz. Możesz robić tę samą czynność, którą wykonywałeś przed chwilą, ale w zupełnie innym stanie umysłu. Zwróć uwagę na przykład na to, w jakim stanie świadomości przygotowujesz posiłek lub go spożywasz? Albo co się dzieje w twojej głowie, gdy spacerujesz po lesie, wyprowadzasz psa lub jedziesz samochodem? Czy jesteś całkowicie oddany przeżywaniu tego, co się dzieje TERAZ, czy potrafisz docenić subtelną doskonałość chwili obecnej, czy też myślisz już o tym, co masz zrobić, gdy skończysz, lub roztrząsasz w swoim umyśle, co się wydarzyło wczoraj? Czy coś cię powstrzymuje przed byciem całkowicie obecnym? Nic – oprócz twojej decyzji, że coś innego ma dla ciebie większą wartość niż życie, niż miłość do samego siebie.

Decyzja, by kochać samego siebie, by żyć, nie jest niczym trudnym. Jest jak wzięcie głębokiego oddechu w tej chwili. Gdy oddychasz, będąc skupiony na przeżywaniu tej chwili taką, jaka jest, i odczuwaniu tego, co jest, bez próby poprawiania tego ani osądzania, to zmienia się kompletnie jakość twego doświadczenia i postrzegania. Nagle faktycznie zaczynasz czuć, że żyjesz. Nie snujesz historii w swojej głowie, lecz po prostu jesteś. I nawet najbardziej prozaiczna czynność może stać się radosnym, błogim, harmonijnym, a nawet ekstatycznym doświadczeniem. Paradoksalnie bycie całkowicie obecnym w tym, co robisz w ciele, może doprowadzić cię do doświadczenia, że nie jesteś ciałem, lecz światłem lub czystą świadomością, a wszystko, co robisz w tym świecie, jest tylko grą energii. Ty decydujesz, co zrobisz ze swoją energią. Czy zaciśniesz się w doświadczeniu lęku, czego przejawem jest skupienie się na własnych myślach, czy też będziesz pozwalał miłości, aby płynęła poprzez ciebie na cały twój świat?

Nawiązanie kontaktu ze Sobą
Świadomy oddech nie tylko sprowadza cię do teraźniejszości i pozwala w pełni przeżywać swoje życie. Jest on również drogą, która prowadzi cię do bramy – do punktu kontaktu z własnym wnętrzem, z Duchem, ze Źródłem. Tą bramą jest twoje serce, które chce się komunikować ze Źródłem, ale brama ta, być może, była długo przymknięta przez myśli. Oddech pomaga wyciszyć myśli i otworzyć bramę serca. Gdy oddychasz, gdy jesteś teraz, zamiast przerabiać w głowie, co jest do zrobienia, dostrajasz się do całkowicie nowej częstotliwości wibracji. Twoja świadomość nie wibruje na niskich częstotliwościach utożsamienia z formą i myślami, lecz na znacznie wyższych częstotliwościach, na których otwiera się przed tobą dostęp do doświadczenia prawdziwej Miłości, prawdziwej Komunikacji.

Dopóki funkcjonujesz na częstotliwości ludzkich myśli, funkcjonujesz na częstotliwości lęku. Każda myśl, którą roztrząsasz w głowie jest bowiem związana z poczuciem zagrożenia twej odrębnej tożsamości. Pomyśl o tym rozsądnie: Gdyby tak nie było, to w ogóle nie czułbyś potrzeby znajdywania intelektualnych rozwiązań i myślenia na temat tego, jak powinno wyglądać twoje życie lub co powinnieneś zrobić. Nie myślałbyś, że musisz sobie sam radzić ze swymi problemami, lecz całkowicie odprężyłbyś się w Bogu. Znikłaby presja myślenia, zaufałbyś, że Życie wie, co jest dla ciebie najlepsze i pozwoliłbyś Mu się prowadzić.

Najbardziej zawoalowaną formą egotycznego myślenia są tak zwane „myśli duchowe” bądź koncepcja, że ty już „wiesz”. To też jest przejaw lęku i próba zachowania odrębnej, tym razem „duchowej” tożsamości. Co by się bowiem stało, gdybyś miał puścić te wszystkie myśli? Byłbyś „nikim”. Nie miałbyś się czego zaczepić ani czego trzymać. A jednak dopiero wtedy, gdy pozwalasz sobie stać się „nikim”, czyli puszczasz przywiązanie do wszystkich swoich myśli i przekonań, możesz rozpoznać swoje prawdziwe Ja, które nigdy nie może być zagrożone.

Czy zatem masz próbować pozbyć się swych myśli? Bynajmniej. Twoje myśli nie są twoimi wrogami. One sa kompletnie bez znaczenia. Możesz więc, oddychając, obserwować bez osądu swe myśli i pozwalać im się rozpuszczać w świetle twej świadomości. W miarę jak będziesz to robił, będziesz nabierał zaufania do tego, co mówi ci twe serce. Będziesz coraz bardziej polegał na niezmiennej Prawdzie w sobie, która przypomina ci o Miłości, zamiast na ulotnych myślach opartych na lęku.

Działanie z inspiracji
Podążanie za sercem to właśnie działanie z Inspiracji, z Natchnienia, czyli z Ducha. Serce jest twoim ogniwem łączącym cię z Duchem, z Prawdą, ze Źródłem twego Istnienia. Bardzo łatwo może ocenić, czy twoje działanie wypływa z serca, czy z intelektualnego umysłu. Jeśli w twoim życiu pojawia się zmaganie, czy jakakolwiek forma napięcia, to wiesz doskonale, że oddałeś władzę intelektualnemu umysłowi. Ten swoisty samosabotaż możesz też zauważyć w znacznie bardziej subtelnych momentach. Nawet jeśli nie ma wyraźnego zmagania i napięcia, ale ty błąkasz się gdzieś myślami w swej głowie, to zwyczajnie nie pozwalasz sobie doświadczyć majestatu i piękna chwili obecnej. Zwyczajnie unikasz jej przeżywania. Unikasz własnego życia.

Możesz więc użyć mocy świadomości, mocy uwagi, aby być czujnym na to, co robisz w swoim umyśle. Jeśli zauważasz, że w trakcie jakiejkolwiek czynności, którą wykonujesz, myślami jesteś gdzie indziej, to weź głęboki oddech i zmień zdanie o tym, jak chcesz doświadczać tej chwili.

Ludzie najczęściej nie chcą w pełni doświadczać tej chwili, bo są z niej niezadowoleni, nie podoba im się to, co robią, albo traktują to, co robią jako zło konieczne zanim przejdą do tego, co chcą robić naprawdę. A gdy wydaje im się, że już przeszli do tego, co chcą robić naprawdę, zaczynają myśleć o kolejnej rzeczy do zrobienia. A co gdybyś przestał traktować tę chwilę jako wroga, a to, co robisz jako konieczność? A co gdyby ta chwila nie była dla ciebie tylko poczekalnią dla tego, co zamierzasz zrobić później? A co gdybyś zdecydował się pokochać siebie właśnie teraz? Pokochanie siebie w tej chwili mogłoby wyglądać tak prosto jak oddychanie, bycie obecnym i pełne odczuwanie tego, co jest, bez osądu. Wtedy nawet pozornie prozaiczna czynność może się okazać niezwykle inspirującą przygodą.

Gdy dostrajasz się do wibracji miłości poprzez zwykły oddech i pełne skupienie na przeżywaniu tej chwili, stajesz się również bardziej świadomy tego, czego twe serce naprawdę pragnie, a dzięki temu jesteś bardziej otwarty na zmianę w tym, co robisz. Nawet jeśli zacząłeś jakieś działanie pod wpływem inspiracji, jesteś gotów nagle przejść do zupełnie innego zadania, jeśli Duch, czyli wewnętrzna inspiracja, poprowadzi cię gdzie indziej. Stajesz się niczym ten, który narodził się na nowo, narodził się z Ducha.

Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, kto narodził się z Ducha. (J 3,8)

Ta otwartość na zmianę jest otwartością na doświadczenie cudu i łaski. Gdy jesteś pogrążony w myślach na temat przyszłości i przeszłości, nie ma przestrzeni na cud, czyli na doświadczenie czegoś ponad tym, co sam z góry określiłeś i zdefiniowałeś w swoim umyśle. Gdy jednak oddychasz i jesteś w pełni obecny w tym, co robisz, słuchając jednocześnie swego serca, wówczas otwierasz się na prowadzenie spoza czasu. Spoza czasu – nie oznacza spoza ciebie. Można powiedzieć, że gdy jesteś w pełni tu i teraz, to już jestes poza czasem, choć nadal widzisz swoje ciało i wykonujesz podobne czynności do tych, które wykonywałeś przedtem. Nie czujesz się jednak związany liniowym czasem – nie opierasz tego, co robisz na przeszłych przekonaniach ani przyszłych oczekiwaniach. Po prostu jesteś. A ponieważ znajdujesz się w stanie wyciszenia i obecności, to lepiej słyszysz, co mówi ci twoje własne serce, i za tym podążasz.

Łatwość podążania za inspiracją nie wypływa jedynie z tego, że robisz to, co rzeczywiście czujesz, ale również z tego, że tak naprawdę nie ty to robisz, ale Życie (które można również nazwać Bogiem czy  Źródłem) czyni wszystko poprzez ciebie. Ty jedynie – poprzez swój świadomy oddech i odprężenie – podejmujesz decyzję, by na to przyzwolić.

6 Replies to “Działanie z inspiracji czy z lęku?”