Droga serca a Kurs Cudów

Droga serca a Kurs CudówWszystkim, którzy zaczynają praktykę Kursu Cudów lub praktykują już od jakiegoś czasu i zastanawiają się, czy podjąć się również praktyki Drogi serca, powiem tak: idź za tym, co czujesz! Niektórzy poczują więc, że chcą najpierw skończyć lekcje Kursu, a dopiero potem zająć się Drogą serca. Inni poczują, żeby praktykować trening umysłu Kursu Cudów i Drogę serca równolegle. Jeszcze inni poczują się od razu przyciągani do Drogi serca i będą chcieli skupić się tylko na niej. Nie ma reguły.

Kurs Cudów nie zamierza odpowiedzieć na wszystkie pytania, które zada nauczyciel Boży. Został on zaprojektowany jedynie po to, aby przywrócić umysłowi pokój i rozwinąć w nim chęć, by prosił o przewodnictwo tego, którego nazwałem Pocieszycielem, czy też Duchem Świętym, i by nie trzymał się już swoich własnych sposobów podejmowania decyzji. To zaś otwiera umysłowi drogę, aby był kierowany coraz głębiej ku temu, co jest wymagane, aby stał się ponownie pełnym ucieleśnieniem Miłości. (Jeszua, Droga serca, Lekcja 6, fragment odpowiedzi na pierwsze pytanie)

Mogę w tym miejscu powiedzieć ci jedynie o moim doświadczeniu, które wcale nie musi być takie jak twoje. Ja potrzebowałem treningu umysłu Kursu Cudów, ponieważ byłem przekonany, że świat oddzielenia jest prawdziwy i wierzyłem w swoje myśli. Praktyka Kursu zachwiała więc moim poczuciem rzeczywistości, podważyła utożsamienie z ego, obnażyła moje fałszywe koncepcje i pokazała, że żadna z nich nie jest prawdziwa. Zrozumiałem, że w moim wyobrażeniu o sobie nie wiem, kim jestem. Choć początkowo było to przerażające, ponieważ nadal jeszcze utożsamiałem się z ego, to świadomość tego pozwoliła mi ostatecznie otworzyć się na duchowe doświadczenie ponad moimi koncepcjami. Kurs Cudów uświadomił mi, że naprawdę nie ma nic na zewnątrz mnie i że jestem faktycznie odpowiedzialny za to, co myślę, widzę i za to, czego doświadczam. Jednocześnie trening umysł obnażył mój opór przed prawdą oraz przeszkody, jakie umieściłem na drodze świadomości miłości. Dzięki temu mogłem szczerze spojrzeć na to, co wytworzyłem i wybrać pokój zamiast konfliktu, miłość zamiast lęku. Dzięki robieniu lekcji i wprowadzaniu ich w życie zmieniło się moje postrzeganie wszystkich i wszystkiego. Coraz mniej wierzyłem głosowi ego, a coraz bardziej zaczynałem polegać na Głosie mówiącym w imieniu Boga, który Kurs nazywa Duchem Świętym. Dzięki spoglądaniu w świetle prawdy – w świetle świadomości, w świetle Ducha Świętego – na całe moje zaprzeczenie, mogłem zacząć się śmiać z wymyślonych przeze mnie idei lęku, winy i gniewu. Moje fałszywe koncepcje na temat siebie i świata, które wcześniej były podstawą mojego wyobrażenia o sobie, zaczęły znikać. I pojawiło się doświadczenie pokoju.

Droga serca jest dla mnie pogłębieniem tego, czego doświadczyłem dzięki praktyce Kursu Cudów. Choć opiera się na tych samych fundamentalnych założeniach i pochodzi od tego samego autora, to posługuje się nieco innym językiem. Skąd te różnice? Spójrzmy najpierw na to, co mówi Jezus o Kursie:

Kurs Cudów został pierwotnie dany dwojgu ludzi, którzy z głębi swego jestestwa (choć nie byli tego w owym czasie świadomi) poprosili, aby pokazano im sposób postrzegania rzeczy naczej. Mądry nauczyciel uczy się języka swego ucznia. Tych dwoje zaś, którzy poprosili, reprezentowało poglądy, w których głównym mechanizmem doświadczania był poziom umysłu czy też intelektu. A zatem narzędzie nauczania musiało dotrzeć do nich w sposób, który byłby dla nich jako uczniów do przyjęcia. (Jeszua, Droga serca, Lekcja 6, fragment odpowiedzi na pierwsze pytanie)

Z opisanych wyżej względów trudno się dziwić, że język Kursu Cudów jest bardziej abstrakcyjny niż język Drogi. Przyszedł on w takiej postaci, w jakiej był najbardziej przyswajalny dla tych, którzy go spisali (Helen Schucman i Bill Thetford), jak również dla tych, którzy go później czytali (ja i ty). Nawet jeśli nie zawsze wydawał ci się zrozumiały, to i tak był to język dla ciebie. Dlaczego? Ponieważ znalazł się w polu twojej świadomości i go używałeś. Dostałeś dokładnie to, czego potrzebowałeś w danym momencie swojego życia. Czy to znaczy, że na Kursie Cudów kończy się twoja duchowa droga? Ja początkowo, po odkryciu Kursu, tak właśnie myślałem. Ale myliłem się. Nawet sam Kurs mówi, że jest początkiem, a nie końcem. (Kurs Cudów, Epilog).

Ci, którzy utrzymują, że Kurs Cudów jest kompletnym narzędziem nauczania sam w sobie, mają słuszność, jeżeli tylko rozumieją, że został on dany tym, którzy są głęboko osadzeni w procesach intelektualnych oraz, że ma on konkretny samowystarczalny cel. Nie mają natomiast słuszności ci, którzy utrzymują, że Kurs Cudów jest kompletnym narzędziem nauczania, jeżeli oznacza to według nich, że nie ma już nic więcej do odkrycia, nic więcej do pogłębienia i że nie mogą oni już stać się niczym więcej. Postrzegaj więc Kurs jako narzędzie nauczania o konkretnym celu, dane w sposób będący do przyjęcia dla tych, którzy nauczyli się przebywać przede wszystkimi na poziomie umysłu zajętego konceptualizacją. (Jeszua, Droga serca, Lekcja 6, fragment odpowiedzi na pierwsze pytanie)

Przyjrzyjmy się teraz przez chwilę językowi Drogi serca. Niektórzy prawdpodobnie poczują, że jest on dla nich łatwiejszy do przyswojenia niż język Kursu. I mówię tu nie tylko o poziomie mentalnym, ale również emocjonalnym i komórkowym. Być może czytając Drogę serca, poczujesz się trochę tak, jakby Jezus siedział z tobą przy stole i po prostu z tobą rozmawiał, odnosząc się do konkretnych spraw z twego codziennego życia i podając ci bardzo praktyczne ćwiczenia prowadzące do natychmiastowej zmiany postrzegania. Być może idąc Drogą serca poczujesz, jakby Jezus mówił słowa prawdy wprost do twej duszy. Robi to również poprzez Kurs Cudów, ale w Kursie odnosi się przede wszystkim do umysłu, pomagając ci zakwestionować to, w co wierzysz, uwolnić się od koncepcji i otworzyć na doświadczenie Miłości. W Drodze serca zaś niemal od razu pomija koncepcyjny umysł i pomaga ci zintegrować doświadczenia ducha na poziomie codziennego życia, wpuścić je do komórkowej struktury ciała, tak byś uczył się coraz bardziej podążać za tym, co dzieje się z twoim ciałem, za swoją czującą naturą, a nie za intelektem (Droga serca, Lekcja 1). Pomaga ci wejść w doświadczenie pełnego przebudzenia i kroczenia jako Chrystus po twoim świecie.

Czuję, że w mojej praktyce Kursu działo się dla mnie już wiele z tego, co odkrywam teraz w Drodze serca, ale było to bardziej intuicyjne, spontaniczne lub oparte na indywidualnych wglądach i doświadczeniach wynikających z praktyki Kursu niż ze słów i sformułowań używanych w samym Kursie. Podajmy przykład: Kurs mówi wiele o tym, że „nie jestem ciałem” i prowadzi do doświadczeniu wolności, jakie niesie ta świadomość, ale nie wyjaśnia już, co się dzieje z ciałem, gdy zaczynam doświadczać uwolnienia od fałszywego utożsamienia z nim. To po prostu dzieje się dla mne spontanicznie jako doświadczenie ponad koncepcjami. Droga serca zaś mówi konkretnie o tym, co się dzieje ze mną na poziomie ciała i uczy rozpuszczania blokad świadomości miłości poprzez szczere, a zarazem pozbawione winy przyglądanie się temu, jak się czuję, i wzięcie za to całkowitej odpowiedzialności. Patrząc z tego punktu widzenia, Droga serca może nawet pomóc zrozumieć i zintegrować pewne idee z Kursu Cudów na płaszczyźnie codziennego doświadczenia.

Mam cały czas wrażenie, że praktyka Drogi serca jeszcze dobitniej uświadamia mi twórczą moc mojego umysłu, jeszcze bardziej przywołuje mnie do stanu świadomej obecności, jeszcze bardziej upraszcza wszystko w moim umyśle, jeszcze bardziej uwalnia od wszelkich koncepcji, przypominając mi o tym, że ucho igielne, przez które każdy musi przejść, jest po prostu rozwinięciem w sobie ponownie niewinności dziecka. A więc cieszę się jak dziecko, śmieję się, ufam, przyjmuję, to, co jest, i przyzwalam na przemianę tego w swoim umyśle. Jednocześnie doświadczam komórkowej ekspansji mojej świadomości w trakcie codziennych, pozornie prozaicznych czynności. Jestem wdzięczny za niezwykle proste, a zarazem potężne narzędzia, które oferuje Droga serca, a które uczą, jak utrzymać radosną świadomość łaski i spełnienia, jakie płyną z widzenia Umysłem Chrystusa. Jednocześnie pamiętam, że sam dopiero zaczynam praktykę Drogi i że prawdopodobnie ma ona do zaofiarowania więcej niż jestem w stanie sobie wyobrazić. Z pokorą więc i z zadziwieniem dziecka zaczynam Drogę.

Nie ma oczywiście potrzeby porównywania Kursu Cudów i Drogi serca w kategoriach: „lepszy/gorszy”. Każdy bowiem z tych przekazów działa, jeśli się go stosuje. To, co napisałem, miało służyć głównie temu, żeby zapewnić każdego, kto natknął się na mój blog, że zawsze dane ci jest to, czego potrzebujesz w swojej przemianie. Jedni potrzebują Kursu Cudów. Inni będą się czuli przyciągani do Drogi serca. Jeszcze inni będą korzystać z jednego i z drugiego przesłania. Będą też tacy, którzy doświadczą tego samego, używając zupełnie innych narzędzi, oraz tacy, którzy przebudzą się całkowicie spontanicznie. Niezależnie od tego, jakimi narzędziami nauczania i uczenia się posługujesz, prawda i tak jest jedna. I nie ma niczego poza nią. Możesz się więc całkowicie odprężyć i przyzwolić, aby doświadczenie prawdy zastąpiło twoje złudzenia. Nie może ci się nie udać.

2 myśli nt. „Droga serca a Kurs Cudów

  1. Dziekuje bardzo za Twoje SERCE wlozone w to porownanie bez porownywania.
    Kazdy z nas jest na SWOJEJ sciezce ….ale jak to dobrze jest miec i Ciebie w zanadrzu. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*