Czy naprawdę nic nie muszę?

Mój ludzki świat opierał się w zasadzie na trzech bliskoznacznych słowach: „muszę”, „powinienem” i „trzeba”. Wszystko zaczęło się od mojego wyobrażenia, że znalazłem się w tym świecie bez udziału mojej woli. A skoro już się tu znajdowałem, to „trzeba było jakoś żyć” – pomyślałem. „Musiałem sobie przecież jakoś radzić. No bo w końcu powinienem coś robić”. Czyż nie tak właśnie myśli człowiek? Próbowałem się więc dostosować do świata, który widziałem, ponieważ sądziłem, że nie mam wyboru. Okazało się jednak, że miałem wybór. Duchowa praktyka pokazała mi, że już nawet sam świat był moim wyborem. Nikt mi nie narzucił świata – ani Bóg, ani rodzina, ani społeczeństwo.

Świat sam w sobie jest niczym. Twój umysł musi nadać mu znaczenie. A tym, co w nim widzisz, są twoje życzenia, realizowane tak, że możesz patrzeć na nie i sądzić, że są prawdziwe. Być może myślisz, że nie wytworzyłeś świata, lecz przybyłeś niechętnie do tego, co już wytworzono i co wcale nie czekało, by twe myśli nadały mu znaczenie. Prawdą jest jednak, że gdy przybyłeś, znalazłeś dokładnie to, czego szukałeś. (Kurs Cudów, fragment lekcji 132)

Postrzeganie świata jest moim wyborem, ponieważ wszystko, czego doświadczam, jest wynikiem mojego wyboru. Uświadomienie sobie tego kompletnie zmieniło moje postrzeganie wszystkiego. Oznaczało to bowiem, że nigdy niczego nie musiałem. Cokolwiek robiłem, robiłem to dlatego, że taki był mój wybór, a nie dlatego, że mnie do tego zmuszono. Nigdy, przenigdy, nie byłem ofiarą sytuacji. Jakaż wolność tkwi w tym rozpoznaniu!

Oznacza to, że nic nie muszę, nic nie powinienem i nic nie trzeba. Dopóki musiałem, byłem niewolnikiem. Nie wiedziałem tylko, że byłem dobrowolnym niewolnikiem własnych myśli. Dopóki czułem, że powinienem, to moje działanie opierało się na poczuciu winy i nie miało nic wspólnego z miłością. Jeżeli na przykład pomagałem komuś lub choćby tylko uśmiechałem się do niego z myślą, że tak wypada lub tak powinieniem zrobić, to mój dar był pusty. Dopóki sądziłem, że coś trzeba zrobić, to żyłem w napięciu, próbując zrealizować jakiś plan. Często moje „trzeba”, czy „należy” opisywały też przyszły cel, którego jednak nie zamierzałem od razu realizować. Mówiłem więc na przykład: „Trzeba, żebym puścił” zamiast po prostu puścić. Tym samym moje szczęście i spokój były w przyszłości zamiast teraz.

Wszystkie moje „muszę”, „powinienem” i „trzeba” służyły jedynie podtrzymywaniu wiary w wyimaginowane i nieistniejące potrzeby. Myślałem, że istniał we mnie lub w świecie jakiś brak, który należało uzupełnić. W chwili  duchowego objawienia doświadczyłem jednak, że nie miałem potrzeb, które nie zostałyby już zaspokojone przez Boga. Rozpoznałem też, że nie ma we mnie ani w nikim żadnego braku, ponieważ nie ma go w Bogu.

Ego oczywiście próbowało natychmiast zakwestionować tę pewność, podając swój stały argument: lęk. Z właściwą sobie elokwencją mówiło więc na przykład tak: Musisz przecież jeść, bo jak nie, to umrzesz z głodu. Musisz chodzić do pracy, bo jak nie, to nie będziesz miał z czego opłacić rachunków. Musisz się zachowywać tak, jak nakazuje etykieta i społeczne normy zachowania, bo jak nie, to zostaniesz odrzucony lub spotkasz się z jawną wrogością. Egotyczną listę strachów dałoby się ciągnąć bez końca. Można by do niej dodać nawet ich bardziej „uduchowione” formy, takie jak: Musisz zbawić świat, bo jak nie, to nie zasłużysz na nagrodę.

Czy rzeczywiście jest tak, jak przekonuje ego? Jak się ma duchowa praktyka do przyziemnych ludzkich spraw? Dotyczy ich wszystkich bez żadnego wyjątku. Nie muszę przecież jeść. Mogę, jeśli chcę, ale nie muszę. Nie muszę też wcale pracować. Jeśli pracuję, to dlatego, że czuję się zainspirowany, by pracować, a nie dlatego, że muszę. Nie muszę się też zachowywać tak, jak nakazują normy społeczne. Oczywiście, jeśli będę je ignorował lub z nimi walczył, to poniosę tego konsekwencje, ponieważ ignorowanie ich i walka z nimi wciąż zakłada, że wierzę w ich moc. Zamiast ignorować lub walczyć, mogę podejść do wszystkiego, co robię, z miłością. Normy społeczne i religijne, od dziesięciu przykazań począwszy na kodeksie karnym skończywszy, służą temu, by trzymać w ryzach umysł, który opiera swą egzystencję na lęku. Umysł, który kieruje się miłością, wie doskonale, że ma nie zabijać ani nie składać fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Nie potrzebuje do tego norm. Jego zachowanie wypływa z jego wnętrza i rozpoznania jego Boskiej duchowej rzeczywistości.

Czy stwierdzenie „nic nie muszę” można również odnieść do całej ludzkiej egzystencji? Oczywiście! Wcale nie muszę uczestniczyć w świecie, jeśli nie chcę.

Jeśli tak postanowię, mogę całkowicie opuścić ten świat. Nie śmierć to umożliwia, lecz zmiana sposobu myślenia o przeznaczeniu tego świata. Jeśli myślę, że świat – taki, jakim go teraz widzę – ma jakąś wartość, to ciągle będzie taki dla mnie istniał. Jeżeli jednak nie będę widział żadnej wartości w postrzeganym przeze mnie świecie i nie będę chciał zachować w nim niczego dla siebie lub szukać jako celu, to odejdzie on ode mnie. Nie szukałem bowiem złudzeń, by zastąpić nimi prawdę. (Kurs Cudów, fragment lekcji 226)

Opuszczenie świata może oznaczać zniknięcie fizycznej formy, ale niekoniecznie. Może być to po prostu duchowe rozpoznanie, że nie ma żadnego świata, że oddzielenie nie jest prawdziwe i że nic w świecie formy nie może wpłynąć na to, jak się czuję. Gdy to rozpoznaję, jestem wolny. Niczego nie muszę, ale wszystko mogę. Jest to wstępem do stwarzania. Przypominam sobie bowiem, że Bóg stworzył mnie na swojej podobieństwo, abym stwarzał, tak jak On. Bóg nie stwarza przecież niczego, dlatego, że musi. Bóg stwarza dlatego, że taka jest Jego Wola. Moje wyzwolenie od ludzkiego poczucia powinności jest więc czymś dużo więcej niż wyzwoleniem od winy. Jest przypomnieniem, że moja wola jest wolna. Jestem przecież taki, jakim stworzył mnie Bóg.

Moja codzienna praktyka uwalniania od własnych „muszę” jest bardzo prosta. Przyglądam się w ciągu dnia swoim myślom i zauważam te chwile, w których wydaje mi się, że coś muszę. Wystarczą nawet tak proste myśli, jak: „Muszę iść do sklepu, żeby kupić ziemniaki”, albo: „Muszę zrobić obiad”, albo: „Muszę posprzątać” albo: „Muszę się umyć”. I nie chodzi tu tylko o słowa, których używam, ale o to, czy czuję jakąkolwiek najmniejszą nawet presję w tym, co robię. Jeśli robiłbym którąkolwiek  z tych rzeczy dlatego, że musiałbym ją zrobić, oznaczałoby to moją zgodę na dobrowolne zniewolenie. Zamiast tego zatrzymuję się na chwilę i dokonuję innego wyboru. Przypominam sobie: „Robię to teraz dlatego, że chcę, a nie dlatego, że muszę. Nigdy niczego nie muszę. Nie jestem ofiarą”.

Oczywiście mógłbym też w ogóle przestać wykonywać daną czynność lub się jej nie podejmować, jeśli nie jest na nią czas i miejsce. Czasem idea „nie muszę” pomaga mi odpuścić robienie pewnych rzeczy, które nie potrzebują w danym momencie mojej uwagi. Nie traktuję jednak idei „nie muszę” jako sposobu na unikanie przemiany, ponieważ wiem, że to nie prowadzi do wyzwolenia. Za każdym razem, gdy próbowałem czegoś uniknąć, zawsze wracało to do mnie w tej czy innej formie.

A zatem, w moim przypadku najczęściej wygląda to tak: robię to samo, co miałem zrobić, lecz świadomie i z miłością, a nie z lęku czy poczucia obowiązku. Gdy w ten sposób zmieniam swoje nastawienie, to i diametralnie zmienia się moje doświadczenie. Wykonuję na przykład tę samą czynność, którą kiedyś wykonywałem niechętnie, ale już ze spokojem i bez napięcia. Co więcej, gdy czuję się spokojny i wolny, to każda czynność, choćby zupełnie prozaiczna, jak zmywanie naczyń, czy wyrzucanie śmieci, staje się aktem twórczym, ponieważ nie osądzam jej jako lepszej czy gorszej od innej czynności. Po prostu jestem tu i teraz, z uwagą i miłością. Gdy to się dzieje, to naprawdę nie ma znaczenia, co robię. W tym świadomym i twórczym oddaniu się tej chwili znika moje utożsamienie z materialną rzeczywistością. Po prostu rozpoznaję, że nie jestem ciałem, lecz wolną i czystą myślą w Umyśle Boga, która szerzy się w nieskończność.

8 Replies to “Czy naprawdę nic nie muszę?”

  1. Po stokroć dziękuję za wszystkie Twoje wpisy. Zawsze pojawiają się w idealnym momencie i odpowiadają na moje aktualne pytania. Kocham Cię! 💖

    • Tez mam takie wrazenie, ze w idealnym momencie!
      Umysly sa tak bardzo ze soba polaczone, ze to zaiste musi byc jeden umysl🌜🌛

  2. Obudziła mnie dziś tak myśl. Wybór, to nie tylko ten mały głos który tak często słyszysz, który zdaje się o czymś decydować. To ty cały jesteś wyborem.

  3. Och Rafale dziękuje za ten artykuł. Jak doskonale idee zawarte w tym artykule rozszerzają perspektywę dzisiejszej 294 lekcji – ”Moje ciało jest całkowicie neutralną rzeczą” z ideą że nic nie „muszę”, „powinienem” i „trzeba.” Staje się bardzo jasne że jeżeli moje ciało jest neutralne to cały wytworzony i postrzegany przeze mnie świat również jest neutralny, a więc wszystko tak naprawdę jest w moim umyśle i tylko ode mnie zależy czemu nadaję jaką wartość, w co chcę wierzyć i co cenić. Wyraźnie widać jakimi mechanizmami kontroli ego są te wszystkie muszę, powinienem itp stosowanymi dla podtrzymywania iluzji prawdziwości i ważności mojej ludzkiej/cielesnej tożsamości w świecie którego niema.
    Dziękuje za całą determinację z jaką mnie wspierasz w przypominaniu mi Prawdy o mojej rzeczywistości, w Jedności z Bogiem. Rzeczywiście – Tylko Prawda jest prawdziwa i nic innego prawdziwe być nie może. Amen!