Czas zacząć żyć

Rozwój duchowy może być taką samą pożywką dla ego, jak materializm. Wielu wpadało w tę pułapkę. Ja też się do nich zaliczam. Czemu bowiem służy rozwój duchowy kierowany przez ego? Oczywiście rozwiązaniu jakiegoś problemu lub próbie ucieczki od niego. Gdy ego jest przy sterach, szczęście upatrywane jest na zewnątrz, na przykład w jakimś mistycznym stanie uniesienia, wzniosłym stanie medytacji, a już najlepiej w całkowitym zniknięciu świata materii. Niewiele się to różni od postawy materialisty, który również próbuje rozwiązać swój problem, uciec od pustki wewnątrz i znaleźć szczęście na zewnątrz, na przykład w grubszym portfelu, nowej karierze, czy większym domu.

Chcę zaznaczyć, że ani jedna, ani druga postawa nie jest czymś złym. Nie ma nic złego we wzniosłych stanach medytacji ani w grubszym portfelu. Problem zaczyna się wówczas, gdy myślimy, że te rzeczy są źródłem szczęścia. I im bardziej ich szukamy, tym bardziej udawadniamy sobie, że coś jest nie tak z miejscem czy stanem, w którym znajdujemy się obecnie. Tym samym zarówno „duchowe ego”, jak i „materialistyczne ego”, poprzez rozwiązywanie problemu i szukanie „lepszego stanu”, robi dokładnie to samo – próbuje nam udowodnić, że problem jest prawdziwy. Czyż nie tego właśnie chce ego – żebyś rozwiązywał problem bez końca, nigdy nie kwestonując jego prawdziwości?

Mój rozwój duchowy przez wiele lat nastawiony był na uwolnienie (czytaj: „ucieczkę”) od ograniczeń ciała oraz czasu i przestrzeni. Tym samym podświadomie mówiłem sobie, że czas i przestrzeń są problemem. A przecież nie są. W Boskiej Rzeczywistości nie ma problemu. Z pewnością czas i przestrzeń nie mogą stanowić przeszkody dla doskonałej, wiecznej Woli miłującego Stwórcy. Dlaczego miałyby więc stanowić przeszkodę dla mnie, skoro zostałem stworzony na Jego podobieństwo?

W mojej przemianie nadszedł czas na całkowitą zmianę paradygmatu. Oczywiście nauczałem już o tym przedtem w różnych formach, ale teraz w pełni zacząłem to rozumieć. Cały ostatni rok w pewnym sensie przygotował mnie na tę zmianę. Wreszcie autentycznie i do szpiku kości zrozumiałem, że nie jestem na tej Ziemi za karę. Nie muszę się więc czuć winny ani nie mam od czego uciekać. Sam przecież jako dusza zdecydowałem się tu przyjść z konkretnego powodu: aby być światłem, aby być obecnością Miłości w formie, aby pamiętać, że jestem wciąż taki, jakim zostałem stworzony i oferować tę pamięć wszystkim, których spotykam.

Całkiem szczytny cel, nieprawdaż? Rzecz w  tym, że wcielając się tutaj, sam utożsamiłem się z formą, do której przyszedłem. Krótko mówiąc: zbawiciel zapomniał o swojej funkcji i zasnął. Stało się to z większością z nas w procesie wychowania, dostosowywania do świata, a potem nawet w okresie rozwoju duchowego nastawionego na uwolnienie od  ograniczeń świata. Cały ten proces był z góry przewidziany przez duszę, która zdecydowała się tu przyjść. Nie ma więc po co winić świata, rodziców czy społeczeństwo za to, że zapomnieliśmy na chwilę, kim jesteśmy. Wszystko stało się zgodnie z planem. Nikt nie zgrzeszył. To my sami zdecydowaliśmy się zapomnieć, żeby zobaczyć, czy w tym najgęstszym miejsu wszechświata – w samym środku materii – możemy sobie przypomnieć i pamiętać, że jesteśmy czystą nieograniczoną świadomością. Właśnie poprzez tę pamięć sprowadzamy Niebo na Ziemię. Właśnie w ten sposób przypominamy sobie, że Niebo i Ziemia nie są tak naprawdę oddzielnymi miejscami czy stanami. Niebo jest tu, gdzie jesteśmy. Gdy sobie to uświadamiamy, zamykamy pozorną lukę czy też kończymy pozorne rozdwojenie w naszych umysłach.

Właśnie teraz zaczynamy sobie to wszystko przypominać. Co tak naprawdę sobie przypominamy?  Bynajmniej nie to, że coś jest nie tak ze światem. Przypominamy sobie, że świat sam w sobie jest niczym. Jest całkowicie neutralny i nie ma żadnej mocy. Nie stanowi dla nas żadnego ograniczenia. Co oznacza to przypomnienie? Oznacza to, że możemy przezwyciężyć świat. Przezwyciężenie świata nie jest ucieczką od niego. Jest przezwyciężeniem naszej wiary w moc świata. Jest świadomością naszej nieskończonej wolności, które świat nie może nam odebrać.

Jest jeszcze jeden bonus z tego objawienia (uwaga, dla niektórych może to być szokujące!): skoro pamiętamy już, że świat nas nie ogranicza, to możemy prawdziwie i autentycznie cieszyć się z życia w formie. W końcu sami je wybraliśmy. Czy lepiej jest narzekać na to, co się samemu wybrało, czy też być w pełni szczęśliwym tu, gdzie się jest? Bycie szczęśliwym w świecie formy nie oznacza utożsamienia z formą. Oznacza jedynie zmianę postrzegania – rozpoznanie, że forma nas nie ogranicza, a jedynie stanowi narzędzie dla duszy, poprzez które możemy komunikować miłość.

Kiedyś śmiałem się trochę z owego narzędzia komunikacji, jakim jest ciało. Robiłem to nawet niekiedy na prowadzonych przeze mnie spotkaniach. Miało to służyć przypomnieniu, że nie jesteśmy ciałami. Ale czasem mogło też budzić niezrozumienie, czy też opaczne postrzeganie, że z ciałem coś jest nie tak. Jeśli moje słowa kiedykolwiek sprawiły, że właśnie tak pomyślałeś, to najmocniej za to przepraszam. Z ciałem nie jest i nigdy nie było nic nie w porządku. Ciało jest całkowicie neutralne. To zaś oznacza – jeśli mamy zabrać się do pełnienia naszej funkcji szerzenia świętości, piękna i dobra – że możemy pozwolić ciału, aby było święte, piękne i dobre. Nie musimy próbować go ulepszać czy w jakikolwiek sposób zmieniać. Ono już jest doskonałe takie, jakie jest. Możemy się więc całkowicie odprężyć i użyć go do jedynego celu, jaki ma sens – do komunikowania prawdy Miłości.

Co więc mamy tak naprawdę do zrobienia? Mamy po prostu zacząć żyć! Mamy się bawić, jak szczęśliwe dzieci. Mamy się śmiać, tańczyć i śpiewać. Mamy żyć pełnią życia, aby świadomie doświadczyć i zademonstrować światu, że nie ma żadnych ograniczeń dla Miłości Boga, dla miłości, którą my sami jesteśmy. Jak żyć pełnią życia? Poprzez nie odrzucanie niczego, lecz przyjmowanie wszystkiego. Poprzez powiedzenie „tak” temu, co się pojawia. Poprzez świadome przeżywanie każdej chwili. Poprzez bycie całkowicie obecnym. Właśnie w ten sposób uwalniamy się od naszego utożsamienia z czasem i przestrzenią. Zamiast próbować być gdzieś indziej, przez co tworzymy w naszych umysłach złudzenie czasu i przestrzeni, bądźmy całkowicie tutaj. Kiedy jemy jabłko, rozmawiamy z przyjaciółmi, opiekujemy się dziećmi, patrzymy na drzewo, wyrzucamy śmieci, idziemy do pracy, róbmy to w stu procentach. Doceńmy tę chwilę maksymalnie. Nie myślmy, że coś z naszym życiem jest nie tak. Dopóki myślimy, że coś z naszym życiem jest nie tak, gramy rolę ofiary, zapominamy, że my stwarzamy wszystko, co się nam przydarza.

A zatem dość już użalania się nad sobą! Dość uciekania! Dość narzekania na to, co jest!. Odpuśćmy już sobie. I bądźmy wreszcie tym, po co tu przyszliśmy. A przyszliśmy tu, aby być światłem świata. To zaś oznacza, że mamy świecić swoim światłem, zamiast je ukrywać pod zasłoną rzekomego niespełnienia, nieszczęścia czy bólu. Całe nasze cierpienie we wszystkich wcieleniach było naszą niezgodą na to, co jest. Zamiast nie zgadzać się na to, co sami wybraliśmy, obejmijmy to z całą czułością, na jaką nas stać i dajmy sobie wreszcie pokój.

13 Replies to “Czas zacząć żyć”

  1. Hej! Gratuluje dobrze to ująłeś… w takiej płaszczyźnie o której piszesz, całkowicie się zgadzam!
    Ze swojej strony dodaję: Nie jestem ciałem, nie jestem umysłem, nie jestem swoimi myślami….. Jestem obserwatorem z pełną świadomością Boskiej Jaźni…

  2. Dokładnie. Nie jest świętością przekraczać ludzkie emocje. Świętością jest natomiast docenić i zrozumieć każdą zmarszczkę na twarzy 🙂

  3. Witaj Rafal!
    Totalna synchronizacja,az mi sie wierzyc nie chce,ze sa dowody na dzialanie cudow w naszym zyciu.Dzisiejsza rozmowa mnie w tym utwierdza. Ty piszesz artykul, a ja go odczytuje,ale w moim umysle,potem mam potrzebe podzielic sie z Toba moimi przemysleniami i okazuje sie ,ze mowimy o jednym. A wiec tworzmy Niebo naZiemi Rafale

  4. Oj tak, nasze drogi były takie podobne 🙂 nawet nie wiesz jak cudownie że jesteśmy tacy szczerzy wobec siebie , dziękuję Rafał za Ciebie <3
    Miłuję Was wszystkich i pozostańmy w Pokoju <3

  5. Dziękuję Rafale, że mogę być świadkiem twojego procesu rozwoju duchowego, który jest jednocześnie moim procesem. Tak! Teraz rozpoznaję u siebie te etapy, o których piszesz.
    Ha.., nawet bywało tak, że izolowałam się od bliskich, aby od nich odpocząć i „w spokoju” przerabiać lekcje KC . Teraz czuję to lepiej… Dziękuję!

  6. No właśnie! To zadziwiające, jak w naszym stosunku do rzeczy (i do Siebie) leży możliwość przywrócenia Pamięci o naszej prawdziwej Tożsamości a zarazem sposobność odwrócenia się od pseudo-pamięci – od owych „własnoręcznych wdruków”, niezrozumień; od tyleż błyskotliwych, co i jednostronnych interpretacji duchowości. „Mentalna pamięć rozmaitych skojarzeń” nigdy nie była tym samym, co żywa i prostoduszna Pamięć Serca. Dzięki, Rafał!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*